Witajcie;)
Wracam.
Notka nie najwyższych lotów,no ale jest.
Enjoy!
;*
Zimna,zacieniona sala powodowała uczucie gęsiej skórki na ciele dziewczyny. Rozpraszało ją to. Największym jednak problemem nie był chłód czy dyskomfort jaki odczuwała.W zakłopotanie wprawiał ją wzrok Mistrza Eliksirów który co i rusz czuła na sobie. Powinno jej to pochlebiać,ale raczej tak nie było.Czuła się odrętwiała i zawstydzona. Nie pojmowała co w nią wstąpiło i chyba nawet nie chciała tego wiedzieć.Wiedziała natomiast, iż musi ograniczyć kontakty z nim i spróbować zapomnieć o tym co zaszło.
Będzie to ciężkie zadanie,ale postara mu się podołać.Sprawy wymknęły się z ich rąk,tamto zdarzenie w ogóle nie powinno mieć miejsca.Ale miało...
W czasie w którym Severus ustalał szczegóły z urzędnikiem z Ministerstwa,ona zatopiona w swoich myślach toczyła bitwy.W końcu jednak zdecydowała,że da mu wolną rękę i jemu pozostawi decyzję co do przyszłości.Jeśli w ogóle mieli jakąś przyszłość.Gdy mężczyzna chrząknął znacząco,uniosła na niego zdziwione spojrzenie,a gdy wstał,podążyła za nim.Szli w milczeniu,a ona zorientowała się,że nawet nie pożegnała urzędnika.Nie mógł jednak być nikim ważnym,wtedy Snape na pewno wymagałby od niej uczestnictwa w konwersacji i ganiłby ją za jej ciągłe zamyślenie.Zatrzymał się tak raptownie,że wpadła na niego,ale nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem.Obcesowo chwycił jej dłoń i w mgnieniu oka byli już w znajomych stronach.Chyba uznał iż sama trafi do zamku,bo zaczął iść tak szybko,że w zasadzie truchtała koło niego.Nie da mu jednak tej satysfakcji i nie odezwie się pierwsza.Chce się boczyć,proszę bardzo.Nagle Severus chwycił ją za ramię i pchnął w stronę ceglanej ściany budynku.Panował półmrok i jedyne co widziała wyraźnie to jego czarne,połyskujące źrenice.Przez jedną sekundę pomyślała,że ją pocałuje,ale oczywiście nic takiego się nie stało.Gdy się odezwał,momentalnie spuścił wzrok na swoje buty.
-Słuchaj.Zrobimy tak.Ani ja,ani ty nie chcemy kontynuować tej marnej przygody.Przejdziemy nad tym do porządku dziennego i jeśli dopisze nam szczęście,nikomu się nie wygadasz i się nie skompromitujemy.Jasne?
-Poczekaj.Ty pytasz mnie o zdanie?Bo z twojego monologu wywnioskowałam tylko,że mam siedzieć cicho i słuchać się ciebie jak pies,a to co mam do powiedzenia,to już mniej ważne.-Nie podnosiła głosu,wręcz przeciwnie,mówiła spokojnym,wyważonym tonem,ale zdaje się iż na Nietoperzu nie robiło to wrażenia.
-Serio Granger?Teraz chcesz zgrywać obrażoną księżniczkę?Wierz mi,takie wyjście będzie najlepsze.Nie wpędzaj się w poczucie winy,nie ma potrzeby.Każdemu czasem odbija.
-Co ty sugerujesz?-Spojrzała na niego roziskrzonymi oczami,jakby dopiero dotarło do niej co mężczyzna insynuuje.
-Niczego nie sugeruje.Oboje wiemy jak było.Byłaś tak wyposzczona,że rzuciłaś się na pierwsze lepsze mięsko.Czyż nie tak Panno Granger?Równie dobrze mógłby to być Krum,albo ten chłystek z maślanymi oczami.Ja byłem na miejscu,więc użyłaś mnie aby dać ujście swoim emocjom.-Hermiona aż dygotała z gniewu.Poczuła się jak idiotka. Dobrze,że nie mógł widzieć dokładnie jej twarzy,bo ta dosłownie ją paliła.Snape albo jest idiotą,albo idiotę gra.Kompletnie źle odczytał jej zachowanie,albo chce wyjść z twarzą z sytuacji.Szkoda tylko,że jej kosztem.Nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć.Przytaknąć,spalić się ze wstydu i uciec?Czy postawić wszystko na jedną kartę i być szczerą?Pewnie dalej biłaby się z myślami,gdyby nie aksamitny głos,który usłyszała koło ucha.
-Chyba,że chcesz mi powiedzieć,że to miałem być ja?Masz do mnie słabość?Chciałaś mnie?A może nadal chcesz?-Snape jednym ruchem wsunął kolano między jej uda i przyparł ją do muru.-Dotarło do niej,że to prowokacja.Czarnowłosy chciał wybadać,czy to co sugerował było prawdą.Już chciał kontynuować,złapać ją za podbródek,gdy usłyszał cichy jęk.Właściwie nie był nawet pewien czy sobie go nie wyobraził,jednak gdy spostrzegł jak szeroko rozstawione są nogi dziewczyny i jak kurczowo dociska kolano do pewnych wrażliwych partii jej ciała,zrozumiał,że chcąc ją ośmieszyć,doszedł..do prawdy.Momentalnie go otrzeźwiło.Odsunął się od dziewczyny,niedbałym gestem strzepnął nieistniejące pyłki,których i tak nie mógłby zobaczyć w tym świetle i ruszył przed siebie bez słowa.
Gdy dziewczyna wreszcie doszła do siebie po przeżytej scenie,ruszyła za ciemną postacią,by w ciszy przekroczyć bramy zamku.Nie odezwali się do siebie ani słowem,ale w sumie nie było to nawet konieczne.
Tej nocy złamali wszelkie bariery.Jeszcze niedawno byli w stosunkach nauczyciel-uczennica,a zachowali się jak para niedoszłych kochanków. Pożądanie jakie w nich zapłonęło,mogło być wynikiem tęsknoty za bliskością,ale niczego nie usprawiedliwiało.Scena w jej komnacie nie powinna mieć miejsca i oboje zdawali sobie z tego sprawę.Nie mniej jednak coś się zdarzyło.W tamtej chwili oboje pragnęli siebie,swoich ciał i pewnie ugasiliby to pragnienie,gdyby nie zadanie jakie mieli wykonać.
Mistrz Eliksirów bez słowa udał się do swoich komnat,by tam dać upust frustracji,poprzez picie na umór.Dziewczyna zaś położyła się w ciszy własnego pokoju i nie zmrużyła oka,aż do świtu.Gdy nastała pora śniadania,wykonywała poranne czynności niczym robot.Niewiele zastanawiała się nad tym wszystkim.Najbardziej przejmowała się tym,jak spojrzy mu w oczy na dzisiejszym śniadaniu i później w Norze.Pozostałe fakty,jakby wyparła.Postąpiła tak jak jej radził.Będzie udawać,że nic się nie stało,ale jak ma spojrzeć w te czarne tęczówki i wytrzymać ich spojrzenie?
*
Los tym razem okazał się dla niej łaskawy.Mężczyzny nie było na śniadaniu.Najprawdopodobniej śpi albo leczy kaca. Hermiona usiadła przy stole i zajęła się pałaszowaniem kanapek z dżemem.
Gdy tylko zaczęli schodzić się pierwsi uczniowie,jej uwaga skupiła się na stole ślizgonów.Charles już tam był i zabawiał kolegów jakąś historyjką.Zupełnie jak Malfoy.Co ci ślizgońscy blondyni mieli takiego w sobie?Z niedowierzaniem pokręciła głową,gdy zdała sobie sprawę,że znów się na niego gapi.Na szczęście nikt tego nie zauważył i nie było Snape'a który na pewno walnąłby jej kazanie.
W nieco lepszym humorze ruszyła przez środek sali,by mniej więcej w połowie zostać zatrzymaną,przez głęboki melodyjny głos.
-Pani Profesor?-Odwróciła się i ujrzała Chucka,który z marsową miną przyglądał jej się.
-Słucham?
-Ja...chciałem tylko panią o coś zapytać,ale...trochę cię wstydzę.
-Mów śmiało.-Zaczęła powoli iść w stronę wyjścia,dając mu do zrozumienia,że ma ruszyć za nią.Gdy odwróciła twarz w jego stronę,aż zagapiła się na tą iście szlachecką twarz.Chłopak bardzo zmieszał się,pod wpływem jej badawczego spojrzenia,ale w końcu odzyskał rezon i zaczął mówić.
-Wiem,że przyjaźni się pani z Harrym Potterem i chciałem zapytać,czy mogłaby mnie pani z nim poznać?-Zrobił tak zażenowaną minę,że Hermiona aż się zaśmiała.
-Oczywiście!Tak się składa,że dziś jest małe przyjęcie na którym będzie zarówno Harry jak i Ron Weasley,więc jeśli chcesz możesz tam ze mną pójść.
-Naprawdę?To super!Jest pani niesamowita!
-Tylko nie opowiadaj o tym nikomu,a już na pewno nie profesorowi Snape'owi.
-Oczywiście.
-Umówmy się tutaj o 18,dobrze?-Chłopak tylko skinął głową i z uśmiechem pobiegł w stronę kolegów,którzy patrzyli na nich z zaciekawieniem.
Granger stwierdziła,że później będzie się zamartwiać jak uniknąć konfrontacji z dupkiem z lochów no i jak wytłumaczy mu dlaczego zaprosiła młodszego chłopaka na to przyjęcie, skoro wyraźnie zakazał jej kontaktów z nim.Popędziła by napisać list do Harrego w którym uprzedzi go o niespodziewanym gościu.
Gdy skończyła postanowiła trochę poczytać.Oczywiście czynność ta tak ją wciągnęła,że potem musiała na szybko się stroić.Aby jeszcze bardziej pognębić Snape'a, postanowiła ubrać tę samą bluzkę,wiązaną na szyi.A niech się gapi!
Makijaż wykonywała już praktycznie jedną nogą na korytarzu,a i tak musiała wrócić się po torebkę.
Newborn już czekał.Wyglądał wspaniale w czarodziejskiej szacie wyjściowej,a jego włosy zawsze lśniące,były ułożone identycznie jak Dracona,gdy go ostatni raz widziała.Musi się dowiedzieć czy ci dwaj się przypadkiem nie znają,lub czy nie mają tego samego stylisty.Uśmiechnęła się pod nosem i podeszła do chłopaka.Ten podał jej ramię i razem ruszyli ku bramie wejściowej.
Gdy tylko pojawili się w Norze,chłopak zaczął rozglądać się na wszystkie strony jakby nie mógł powściągnąć ciekawości. Hermiona zachichotała i poprowadziła go do kuchni.Nie doszli tam jednak bo zaraz na dziewczynę rzuciła się Ruda.Zaraz jednak zamarła w pół gestu i zlustrowała chłopaka uważnym spojrzeniem.Następnie przeniosła wzrok na zakłopotaną przyjaciółkę.Na szczęście ta w porę odzyskała rezon.
-Ginny,przedstawiam ci Charlesa Newborne'a jest w Slytherinie.
-Słodziutki.Ile mówiłaś ma lat?-Ruda znów zjechała go spojrzeniem od góry do dołu.
-Hm.. Ginn a gdzie twój ukochany,HARRY pamiętasz?
-Chyba w kuchni.-Odpowiedziała od niechcenia.
- Świetnie.Idziemy Chuck.-Hermiona nie kryła irytacji zachowaniem Ginny,ale rozumiała ją w pewnym stopniu.Chuck był przystojny,na pewno wielu dziewczynom potrafił zawrócić w głowie.
W kuchni jak zawsze panował tłok,jednak dziewczyna jakoś zdołała przedstawić Chucka wszystkim domownikom. Harrego jak na złość nigdzie nie widziała.Gdy w końcu go zauważyła i dokonała oficjalnej prezentacji,od razu zauważyła,że mężczyźni przypadli sobie do gustu.Zostawiła ich pochłoniętych rozmową,a sama ruszyła po coś mocniejszego do picia.Wiedziała,że aby stawić czoła Snape'owi potrzebuje jakiegoś wspomagacza.Już słyszała ten jego wredny ton,inwektywy i pełne żalu pretensje,że przyprowadziła blondyna do Nory.Ale co tam,jakoś to zniesie.Nie musiała długo czekać.Trzask drzwi i krzyki w holu jasno dały do zrozumienia,kto się właśnie pojawił i kogo spotkał.
Z szerokim uśmiechem ruszyła korytarzem,by stanąć twarzą w twarz z wkurzonym Severusem.
Ten pociągnął ją schodami do pokoju,który zajmowała z Ginny i popchnął ją na łóżko.
-Teraz mnie posłuchasz. Mówię to z bólem.Lubię cię,na prawdę,ale co to do jasnej cholery ma znaczyć?Co ten wyrostek tu robi?Jak mogłaś przyprowadzić go tu bez mojej wiedzy?Wiesz jakie to nieodpowiedzialne?A jeśli jest szpiegiem?Aż tak się zakumplowaliście, że ufasz mu bezgranicznie?Mogłaś napytać nam wszystkim biedy!-Pewnie krzyczałby tak dalej,gdyby dziewczyna nie rzuciła na niego silencio.
-Teraz ty mnie posłuchaj. Newborne jest jednym z tych dzieciaków,które kochają nas jako bohaterów.Bardzo chciał poznać Harrego,a ja byłam tak miła,że mu to umożliwiłam.Nie ma w tym żadnego podstępu,chłopak jest po prostu fanem.Chyba nie do końca mi ufasz skoro nie wierzysz w moją intuicję.Nigdy celowo nie naraziłabym moich przyjaciół i ludzi z Zakonu na niebezpieczeństwo.Myślałam,że to wiesz.A teraz jeśli pozwolę ci mówić,nie będziesz więcej krzyczeć?-Spojrzała na niego,ale gdy skinął głową,cofnęła zaklęcie.Czarnowłosy odetchnął głęboko i już wydawało się,że znów będzie krzyczeć,on opadł na łóżko tuż obok gryfonki.Splótł palce swoich dłoni i zaczął mówić,już o wiele spokojniej.
-Może i masz racje.Dzieciak wydaje się być w porządku.Ostatnio jestem zestresowany i dlatego tak reaguje.Przydałyby mi się wakacje...Za stary jestem na to wszystko.
-Och przestań marudzić.Chcesz odpoczynku to po prostu gdzieś wyjedź.Dyrektor na pewno nie będzie miał nic na przeciwko.W sumie,to mnie też przydałby się mały wypad za miasto.Możemy pojechać razem.
-Ok.-Po 2 sekundach ciszy,w pokoju rozległ się histeryczny śmiech czarodziejów.Śmiali się tak głośno i szczerze,że po chwili oboje leżeli na łóżku Ginny trzymając się za brzuchy.Sami nie wiedzieli kiedy,ale przybliżyli się do siebie i głowa dziewczyny wylądowała na ramieniu Mistrza Eliksirów.Jego ręka spoczęła na jej talii. Hermiona uniosła się na łokciu i poprawiła kosmyk opadający na jego twarz.Nie dał jej szans na ucieczkę.Przewrócił ją na plecy przytrzymując dłoń i nachylił się,patrząc jej w oczy.Jak zahipnotyzowani patrzyli sobie w oczy i równocześnie zbliżyli się jeszcze bardziej.Pierwsze muśnięcie ust było delikatne,nieśmiałe,ale kolejne już o wiele bardziej stanowcze.Po chwili,ciężko dysząc,odsunęli się od siebie,ale tylko na moment,bo zaraz znów ich usta się połączyły.Mężczyzna delikatnie pociągnął ją za włosy,dając znak by się podniosła.Usadził ją sobie na kolanach,tak jak w jej komnacie.Całował jej szyję,policzki i usta,a ona z wielką chęcią oddawała te pocałunki.Przysunęła się jeszcze bardziej,by być jeszcze bliżej jego ciała.Gdy delikatnie przygryzł jej usta,jęknęła prosząc o jeszcze.Odwiązał tasiemki bluzki,szepcząc między pocałunkami,że zielony to zdecydowanie jej kolor.Gdyby nie jego zamknięte oczy,dostrzegłby błogi uśmiech jaki zakwitł na jej twarzy gdy wsunął dłoń pod materiał biustonosza.Po chwili jednak znów było mu mało,dlatego postanowił odpiąć zbędny stanik i cisnąć go w najdalszy kąt.Jej sutki momentalnie stwardniały,a oddech stał się płytki.Tego było dla niej za wiele.Zaczęła podwijać jego koszulę i odpinać guziki,ruchami tak nieskoordynowanymi,że w końcu musiał sam się rozebrać.Tym razem jednak chciał napawać się widokiem,więc ułożył ją na łóżku,a jego oczy błądziły po pięknym lekko opalonym ciele.
Liznął lekko twardy sutek i wziął go całego do ust.Dziewczyna mocno pociągnęła go za włosy,a gdy uniósł pytające spojrzenie,znów wpiła się w jego wargi.Ich nagie ciała ocierały się o siebie powodując u obojga dreszcz.Nie spieszyło im się jednak. Hermiona chwyciła za klamrę paska u jego spodni.
Jak to zawsze bywa w takich chwilach,ktoś musiał przeszkodzić.Oboje zamarli słysząc na korytarzu odgłos kroków.
-Hermiona jesteś tam?Otwórz!To nie ładnie zostawiać gościa samego!Chuck się o ciebie pytał!
Kątem oka zauważyła jak Severus nakazuje jej aby była cicho.Gdy spojrzał na nią,spłonęła rumieńcem.Myślała,że czarnowłosy pomoże jej szukać ubrań,ale on wręcz przeciwnie,podszedł do niej i lekko się pochylił,by znów polizać jej sutek.Chwycił piersi w obie dłonie i pocałował ją delikatnie.Widać było ta gra go podniecała.Znów pchnął ją na łóżko i pocałował,tym razem niespiesznie,jakby przyjemność sprawiało mu samo przebywanie w jej towarzystwie.
Pocałunkom i pieszczotom nie było końca.Gdy oboje byli już mocno pobudzeni,pierwszy opamiętał się Severus. Ostatni raz polizał jej szyję i jakby z żalem podał jej bluzkę i zaginiony biustonosz.Żadne z nich się nie odezwało,choć pewnie oboje mieli ochotę na kontynuację.
-Słuchaj..jeśli miałabyś ochotę,możemy spotkać się w moich komnatach w niedziele wieczorem,co ty na to?-Nie patrzył jej w oczy,ale jego niespokojny oddech i wybrzuszenie w okolicach krocza,same w sobie były wymowne.Skinęła tylko głową,nie ufając swojemu głosowi i wyszła nie oglądając się za siebie.
Więcej go tego wieczora nie widziała.Chuck dziękował jej prawie że na kolanach i wciąż ją zagadywał,ale jej myśli błądziły tylko wokół Mistrza Eliksirów i tego co się między nimi wydarzyło.Zachodziła w głowę jak mogła do tego dopuścić i jeszcze czerpać z tego taką przyjemność.Rzeczony mężczyzna miał dokładnie takie same myśli i obawy.Takiego pożądania,nie czuł już dawno,a fakt że mogli zostać zdemaskowani jeszcze bardziej go nakręcił.W rezultacie musiał wziąć chłodny prysznic,a i tak nie do końca udało mu się pozbyć cudownego uczucia jej drobnych dłoni w jego włosach,na plecach,wszędzie.
piątek, 6 marca 2015
wtorek, 3 marca 2015
Info2
Witajcie!
Jeszcze nie rozdział,ale już blisko.Powinno się coś pojawić pod koniec tygodnia,jeśli nie to w poniedziałek,ale już wracam.
Na razie mam dla was długo wyczekiwany szablon;)
Mam nadzieję,że jeszcze ktoś czeka na dalszy rozwój sytuacji.
Dziękuję za cierpliwość,pozdrawiam i do zobaczenia!
Jeszcze nie rozdział,ale już blisko.Powinno się coś pojawić pod koniec tygodnia,jeśli nie to w poniedziałek,ale już wracam.
Na razie mam dla was długo wyczekiwany szablon;)
Mam nadzieję,że jeszcze ktoś czeka na dalszy rozwój sytuacji.
Dziękuję za cierpliwość,pozdrawiam i do zobaczenia!
wtorek, 27 stycznia 2015
Rozdział 12
Nowy rozdział!
Polecam posłuchać przy czytaniu Mariah Carey-We belong together
Coś wisiało w powietrzu. Myśli Minerwy już od kilku chwil zaprzątała dziwna atmosfera towarzysząca zarówno posiłkom jak i patrolom. Coś się działo, albo już wydarzyło pomiędzy Severusem i Hermioną. Oboje mają silne osobowości i w przeszłości często widziała jak tych dwoje ściera się ze sobą, ale ich ostatnie zachowanie przechodzi ludzkie pojęcie. Profesorka zwróciła na nich uwagę na kolacji. Zazwyczaj uprzejmie rozmawiali, ewentualnie kłócili się na jakiś temat, ale wtedy...Hermiona co i rusz zerkała w jego stronę i czerwieniła się, a on...udawał że tego nie widzi i tylko piorunował ją wzrokiem. Prowadzili jakieś podchody i chyba żadnemu nie wychodziło to na zdrowie. Hermiona chodziła jak struta, w ogóle nie zauważała świata w okół siebie. Niestety w szkole nie pozostało wielu nauczycieli ze starej kadry, a co za tym idzie nie miała
z kim podzielić się swoimi rozterkami i ewentualnymi spekulacjami. Musiała zatem czekać na rozwój sytuacji.
- Nie patrz tak na mnie! Co niby miałem zrobić? Przecież jesteśmy z zupełnie innych światów! No dobra z tego samego świata i w sumie jesteśmy dość podobni, ale jednak! Jestem staruchem, wojna mnie prawie wykończyła, właściwie powinienem już wybierać trumnę. Co innego że jestem paskudny i nie wiem jak mógłbym się komuś podobać...zresztą pewnie to tylko litość. Jak myślisz? Niby co innego miało nią powodować? Nie próbuj mi wmówić, że coś cieplejszego, bo w to nie uwierzę. - Severus pogroził swojemu rozmówcy palcem, ale ten jak to miał w zwyczaju - milczał. Nic dziwnego, kto normalny rozmawia z kotem?
Cóż, Severus Snape w ciągu ostatnich kilku godzin nie robił nic innego, tylko właśnie przeprowadzał takie rozmowy. Miał nadzieję, że Wolfgang coś mu podpowie, ale zwierze jak na złość nawet nie miauknęło. Zachodził w głowę o co w tym wszystkim chodzi, ale zaraz sam siebie upominał, że cokolwiek to było, nie należy się aż tak nad tym rozwodzić, bo przecież wcale mu nie zależy. Bo nie zależy prawda? Czuł jakąś dziwną więź z Granger i musiał przyznać, że niekiedy rozumiała go jak nikt inny, ale przecież to nie oznacza, że mają się całować po kątach i zachowywać jak smarkacze! Jego czas na miłostki już dawno minął. Co do niej, to pewnie dopiero co się zaczął, ale na pewno nie z nim. Nie mógł jej się podobać. Nie mogła wsadzić go do tego samego worka co Kruma. Nie życzy sobie tego! Gdy jego wzburzenie sięgnęło zenitu, postanowił że od razu pójdzie i się z nią rozmówi. Kilka razy zmieniał zdanie, ale w końcu sam sobie, przy pomocy kota, wyperswadował że to najlepsze co może zrobić. Pójdzie i łagodnie aczkolwiek stanowczo powie jej, że mogą się co najwyżej kumplować, a ona będzie musiała jakoś sobie poradzić ze swoim dziecinnym zauroczeniem.
Mężczyzna jednak nie dotarł do komnat Hermiony, bo gdy tylko wyszedł po schodach, coś na niego wpadło i o mało się nie przewrócił. Jak się okazało, była to oczywiście gryfonka. Z niewłaściwym sobie zakłopotaniem pomógł jej stanąć na równe nogi i uciekł wzrokiem przed jej palącym spojrzeniem. Dziewczyna z dziwnym zapałem przygładzała szatę i niezdolna się ruszyć stała tylko, przeszywając go spojrzeniem, które wyrażało tylko jedno. Żal.
- Posłuchaj...
- Nie to ty posłuchaj. Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy i że wiemy jakie są granice. A ty wyskakujesz z czymś takim. Co to miało być? - Rozłożył bezradnie ręce i spojrzał na nią wyczekująco.
- Nie chciałam na ciebie wpaść, wybacz, powinnam się zatrzymać zanim weszłam na schody i krzyknąć " uwaga idę " - Gdy wykonała gest cudzysłowia w powietrzu, kątem oka zauważyła, że Mistrz Eliksirów się uśmiecha.
- Widzisz. Jak chcesz to potrafisz. Możemy się zgodzić, że to nigdy nie miało miejsca, a nam dobrze wychodzi wzajemna nienawiść podsycana lekką sympatią i miłością do wiedzy? - Hermiona przybrała pozę " biednej skrzywdzonej " , zgarbiła się i udała że pochlipuje.
- Czyli...nic nie wyjdzie z naszej miłości aż po grób ?
- Nie zbyt długo marzłbym sam w tym grobie. Nie chce mi się na ciebie czekać - machnął ręką, a słowa wypowiedział z udawaną nonszalancją, ale jego oczy pociemniały i spoważniały.
- Przepraszam, że to zrobiłam. Nie chciałam. Nie żywię do ciebie żadnych uczuć - spojrzała na niego jakby badając reakcję, a gdy milczał, podjęła. - Czuję się jak idiotka. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Chyba chciałam się przekonać jak to jest i to wszystko. Jeszcze raz przepraszam - kończąc wyciągnęła do niego rękę, na znak zgody. Niepewnie ją uścisnął i spojrzał na nią podejrzliwie.
- I to już wszystko? Nie będziesz mnie więcej napastować?
- Nie. Obiecuje.
- Dlaczego?
- A dlaczego miałabym? Przecież ani ja tego nie chce ani ty tego nie chcesz, więc gdzie tu sens ?
- Masz racje. Pozwolisz zatem, że pójdę na kolację?
- Mhm...Odpowiedz tylko na jedno pytanie. Dlaczego?
- Dlaczego co?
- Dlaczego nie oddałeś pocałunku? - spojrzał na nią z mieszaniną błagania i niedowierzania.
- Bo jesteś smarkulą i jedyne co powinno nas łączyć to profesja jaką wykonujemy?
- Coś jeszcze?
- Powodów jest milion.
- Tak?
- Co byłoby potem, niezręczność która już w tym momencie mi doskwiera no i Wolfgang jest nieufny, mógłby cię nie zaakceptować. - Hermiona uśmiechnęła się smutno i już miała odejść, gdy jeszcze się cofnęła i szybko dodała:
- A dlaczego nie powiedziałeś po prostu " bo nie chciałem? "
Odeszła nie oglądając się za siebie.
Na kolacji widziała natarczywe spojrzenie Minerwy jednak nie miała siły ani chęci na rozmowę z nią. Wystarczą jej własne problemy. Jeszcze teraz miała przed oczami zaszokowanego Severusa gdy odchodziła. W skrytości ducha miała nadzieje, że wyświadczy im obojgu przysługę i jednak się nie pojawi w Wielkiej Sali, ale niestety. 10min później wkroczył jak zawsze ponury, ale zdawał się w ogóle jej nie zauważać i patrząc tylko pod nogi usiadł kilka miejsc dalej. Gdy tylko spojrzała w jego stronę ostentacyjnie odwracał się do Hagrida z którym przecież nie mogą mieć zbyt wielu tematów rozmów.
A więc stało się. Wszystko zepsuła tym głupim pytaniem. I po co jej to było? Przecież wiadomo, że nie chciał jej pocałować. Tak samo jak ona jego. Po prostu oboje są samotni i jakoś usiłują sobie z tym poradzić. Stąd ten nieudolny pocałunek. Severus zatrzymał kota, a ona szukała uczucia u osoby najmniej do tego stworzonej. Wszystko było co najmniej nieudolne i raczej pokraczne, ale miało sens. Brakowało jej ciepła, przyjacielskich pogaduch i uczucia akceptacji, a tutaj w Hogwarcie Severus reprezentował namiastkę tych uczuć.
Gdy już sobie wszystko wyjaśniła z typowym sobie racjonalnym podejściem, poczuła się o wiele lepiej. Jej głupiemu sercu nie chodziło o Severusa! Tylko tęskniła za domem i przyjaciółmi. Postanowiła od razu temu zaradzić i napisać do Nory listy. Wypyta o wszystko i przede wszystkim o szczegóły sobotniego spotkania i kto wie, może jeszcze dziś otrzyma odpowiedź?
*
- Severusie nie prosiłbym cię o to gdyby to nie była konieczność, przecież wiesz.
- A mogę się nie zgodzić ?
- Nie.
- Uwielbiam rozmowy z tobą! - Z tymi słowami mężczyzna trzasnął drzwiami i wzburzony zbiegł po schodach i skręcił na piętro pokoju Granger. Gdyby nie był pewien że pokój jest chroniony, wtargnąłby tam bez pardonu, ale powstrzymał się i zapukał. Otworzyła mu lekko zaspana i kusząco potargana. Kusząco? Z niedowierzaniem potrząsnął głową i nie ufając jeszcze swojemu głosowi, bez pozwolenia wszedł do środka i usiadł na kanapie.
- Ubierz się ładnie, ale nie wyzywająco, popraw makijaż i widzimy się za 15min. na dole.
- Trochę późno jak na randkę nie sądzisz ?
- Odechce ci się żartów jak usłyszysz gdzie pójdziemy. - Usiadła sztywno i spojrzała na niego wyczekująco. Oparła dłoń o podbródek a drugą przeczesała włosy w cholernie seksownym geście. Nie mógł oderwać od niej oczu i sam nie wiedział dlaczego. Odchrząknął i podjął.
- Mamy udać się do Ministerstwa na mały cyrk. Chcą opinii jakiejś ważnej osobistości, coś mądrego żeby można zacytować w tym szmatławcu i dziwnym trafem Albus stwierdził że to masz być ty! Cieszysz się prawda?
- Umieram z radości. - Zrezygnowana podeszła do toaletki i niedbałym gestem spryskała się perfumami. Następnie zniknęła w czeluściach szafy, a gdy wróciła, miała na sobie piękną lekko połyskującą bluzkę z głębokim dekoltem wiązaną na szyi. Paseczki wiązania luźno spływały po plecach więc podeszła tyłem do swojego towarzysza dając mu znak, aby zawiązał tasiemki. Severus lekko oszołomiony wstał i ciężkim krokiem podszedł do niej. Gdy znajdował się już nie dalej jak pół metra od niej, dotarł do niego subtelny, ale bardzo pociągający zapach. Wciągnął go głęboko do płuc i nachylił się nad nią, gdy jedna z tasiemek wyślizgnęła mu się z rąk. Spojrzał w dół i w myślach podziękował Merlinowi za swój wzrost. Jej piersi miały kuszący kształt, a bluzeczka opinała je tworząc rowek co tylko przydawało seksapilu. Delikatnym ruchem dosięgnął tasiemki i niechcący, a może i chcący musnął dłonią brzeg bluzki. Hermiona natomiast stała jak sparaliżowana i czekała na jego kolejny ruch. Owszem specjalnie to zrobiła i owszem prowokowała go, ale to tylko dlatego żeby go podrażnić i zemścić się za budzenie jej o tak nieludzkiej porze. Nie podejrzewała, że tak na niego podziała. Czuła ciepły oddech na karku,gdy zawiązywał wstążeczki, a jego palce muskały skórę tak delikatnie, że poczuła jakby pieścił zupełnie inne miejsce. Z zażenowaniem stwierdziła, że jest podniecona. Dotyk Severusa Snape'a ją podnieca. Tego się nie spodziewała. Z trudem mogła w ogóle myśleć. Jego dłonie delikatnie ugniatały kark i ramiona, ale to coś innego ją zaalarmowało. Poczuła na swojej skórze palący dotyk ust i języka. Co on robił? Całował ją? W kark? Oszalał? Niech nie przestaje! Myśli w jej głowie pędziły jak szalone, ale wydawały się być mętne i mało ważne. Liczył się tylko ten mężczyzna stojący za jej plecami i te usta...
Nie do końca kontrolując swoje ruchy przysunęła się bliżej i oparła o jego tors. Uznał to za zaproszenie i zaczął ustami wyznaczać drogę po obojczyku. Usłyszał jej chrapliwy oddech i w tym momencie uświadomił sobie dwie rzeczy. Jego oddech brzmi podobnie i jeśli zaraz nie przestanie, to nie będzie już odwrotu. Spróbował się odsunąć, ale poczuł jej dłonie na swoich biodrach i cichy jęk wyrwał mu się z gardła. Mimowolnie poruszył biodrami, a ona zamruczała niczym kotka. Nie czekając na pozwolenie, obrócił ją ku sobie i pocałował żarliwie. Jeśli nawet była zaskoczona, to nie dała tego po sobie poznać. Od razu oddała pocałunek i wsunęła mu język do ust. Najpierw niepewnie potem jednak z coraz większym ogniem zatracali się w cudownej pieszczocie. Mistrz Eliksirów objął dziewczynę w talii, a ona chwyciła jego twarz w dłonie zwalniając tempo, ale równocześnie sprawiając iż pocałunki stały się bardziej namiętne. Delikatnie rozchyliła powieki, a spojrzenie które napotkała sprawiło iż zakręciło jej się w głowie. Patrzył na nią z takim głodem
i pasją. Jakby nic innego na świecie się nie liczyło. Musiał w jej oczach wyczytać to samo, bo złapał ją w pół zmuszając by oplotła go nogami w pasie i przycisnął ją do ściany, nie przestając całować. Skierował swoje usta na jej szyję, a gdy chciała by znów wrócił do góry z chęcią spełnił jej niemą prośbę i lekko ugryzł ją w wargę. Jęknęła gardłowo i odchyliła się do tyłu. Ściana przyjemnie chłodziła jej rozgrzane ciało. Poczuła, że delikatnie muska skórę jej dekoltu pozostawiając po sobie gęsią skórkę. Zadrżała, a wtedy przygarnął ją do siebie, podniósł i skierował się w stronę łóżka. Usiadł i usadził sobie ją na kolanach jakby nic nie ważyła. Nachylił się i językiem zataczał kółeczka na jej odsłoniętych piersiach. Koncentrowała się tylko na ogniu jaki rozpoczął wędrówkę po jej ciele od pierwszego pocałunku, a teraz trawił ją. Chciała więcej, on chyba też. Wsunęła dłonie pod jego koszulę i ze zdziwieniem zauważyła, że jego skóra jest gorąca jak jej samej. Gdy poczuła,że jego usta torują sobie drogę pod koszulkę, przygarnęła go jeszcze bliżej i odwiązała tasiemki bluzki, pozwalając jej opaść. Spojrzała na niego i wstrzymała oddech. Gdyby nie wiedziała, że jest normalnym człowiekiem, pomyślałaby, że chce ją pożreć żywcem. Nachyliła się, aby znów go pocałować, ale przytrzymał ją i spojrzał jej w oczy. Jego głos był roznamiętniony i chrapliwy.
- Możemy albo się zatrzymać, albo zaraz nie będzie odwrotu...ja...ty zadecyduj - spojrzał na nią bezradnie, ale w jego oczach odbijała się odpowiedź jaką chciałby usłyszeć. Zamiast odpowiedzieć znów go pocałowała i zachichotała nerwowo. Myślała, że rzuci się na nią, ale on zastygł w bezruchu z ręką pod jej bluzką.
- Ministerstwo. Jasna cholera, zbieraj się, jesteśmy spóźnieni!
Polecam posłuchać przy czytaniu Mariah Carey-We belong together
Coś wisiało w powietrzu. Myśli Minerwy już od kilku chwil zaprzątała dziwna atmosfera towarzysząca zarówno posiłkom jak i patrolom. Coś się działo, albo już wydarzyło pomiędzy Severusem i Hermioną. Oboje mają silne osobowości i w przeszłości często widziała jak tych dwoje ściera się ze sobą, ale ich ostatnie zachowanie przechodzi ludzkie pojęcie. Profesorka zwróciła na nich uwagę na kolacji. Zazwyczaj uprzejmie rozmawiali, ewentualnie kłócili się na jakiś temat, ale wtedy...Hermiona co i rusz zerkała w jego stronę i czerwieniła się, a on...udawał że tego nie widzi i tylko piorunował ją wzrokiem. Prowadzili jakieś podchody i chyba żadnemu nie wychodziło to na zdrowie. Hermiona chodziła jak struta, w ogóle nie zauważała świata w okół siebie. Niestety w szkole nie pozostało wielu nauczycieli ze starej kadry, a co za tym idzie nie miała
z kim podzielić się swoimi rozterkami i ewentualnymi spekulacjami. Musiała zatem czekać na rozwój sytuacji.
- Nie patrz tak na mnie! Co niby miałem zrobić? Przecież jesteśmy z zupełnie innych światów! No dobra z tego samego świata i w sumie jesteśmy dość podobni, ale jednak! Jestem staruchem, wojna mnie prawie wykończyła, właściwie powinienem już wybierać trumnę. Co innego że jestem paskudny i nie wiem jak mógłbym się komuś podobać...zresztą pewnie to tylko litość. Jak myślisz? Niby co innego miało nią powodować? Nie próbuj mi wmówić, że coś cieplejszego, bo w to nie uwierzę. - Severus pogroził swojemu rozmówcy palcem, ale ten jak to miał w zwyczaju - milczał. Nic dziwnego, kto normalny rozmawia z kotem?
Cóż, Severus Snape w ciągu ostatnich kilku godzin nie robił nic innego, tylko właśnie przeprowadzał takie rozmowy. Miał nadzieję, że Wolfgang coś mu podpowie, ale zwierze jak na złość nawet nie miauknęło. Zachodził w głowę o co w tym wszystkim chodzi, ale zaraz sam siebie upominał, że cokolwiek to było, nie należy się aż tak nad tym rozwodzić, bo przecież wcale mu nie zależy. Bo nie zależy prawda? Czuł jakąś dziwną więź z Granger i musiał przyznać, że niekiedy rozumiała go jak nikt inny, ale przecież to nie oznacza, że mają się całować po kątach i zachowywać jak smarkacze! Jego czas na miłostki już dawno minął. Co do niej, to pewnie dopiero co się zaczął, ale na pewno nie z nim. Nie mógł jej się podobać. Nie mogła wsadzić go do tego samego worka co Kruma. Nie życzy sobie tego! Gdy jego wzburzenie sięgnęło zenitu, postanowił że od razu pójdzie i się z nią rozmówi. Kilka razy zmieniał zdanie, ale w końcu sam sobie, przy pomocy kota, wyperswadował że to najlepsze co może zrobić. Pójdzie i łagodnie aczkolwiek stanowczo powie jej, że mogą się co najwyżej kumplować, a ona będzie musiała jakoś sobie poradzić ze swoim dziecinnym zauroczeniem.
Mężczyzna jednak nie dotarł do komnat Hermiony, bo gdy tylko wyszedł po schodach, coś na niego wpadło i o mało się nie przewrócił. Jak się okazało, była to oczywiście gryfonka. Z niewłaściwym sobie zakłopotaniem pomógł jej stanąć na równe nogi i uciekł wzrokiem przed jej palącym spojrzeniem. Dziewczyna z dziwnym zapałem przygładzała szatę i niezdolna się ruszyć stała tylko, przeszywając go spojrzeniem, które wyrażało tylko jedno. Żal.
- Posłuchaj...
- Nie to ty posłuchaj. Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy i że wiemy jakie są granice. A ty wyskakujesz z czymś takim. Co to miało być? - Rozłożył bezradnie ręce i spojrzał na nią wyczekująco.
- Nie chciałam na ciebie wpaść, wybacz, powinnam się zatrzymać zanim weszłam na schody i krzyknąć " uwaga idę " - Gdy wykonała gest cudzysłowia w powietrzu, kątem oka zauważyła, że Mistrz Eliksirów się uśmiecha.
- Widzisz. Jak chcesz to potrafisz. Możemy się zgodzić, że to nigdy nie miało miejsca, a nam dobrze wychodzi wzajemna nienawiść podsycana lekką sympatią i miłością do wiedzy? - Hermiona przybrała pozę " biednej skrzywdzonej " , zgarbiła się i udała że pochlipuje.
- Czyli...nic nie wyjdzie z naszej miłości aż po grób ?
- Nie zbyt długo marzłbym sam w tym grobie. Nie chce mi się na ciebie czekać - machnął ręką, a słowa wypowiedział z udawaną nonszalancją, ale jego oczy pociemniały i spoważniały.
- Przepraszam, że to zrobiłam. Nie chciałam. Nie żywię do ciebie żadnych uczuć - spojrzała na niego jakby badając reakcję, a gdy milczał, podjęła. - Czuję się jak idiotka. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Chyba chciałam się przekonać jak to jest i to wszystko. Jeszcze raz przepraszam - kończąc wyciągnęła do niego rękę, na znak zgody. Niepewnie ją uścisnął i spojrzał na nią podejrzliwie.
- I to już wszystko? Nie będziesz mnie więcej napastować?
- Nie. Obiecuje.
- Dlaczego?
- A dlaczego miałabym? Przecież ani ja tego nie chce ani ty tego nie chcesz, więc gdzie tu sens ?
- Masz racje. Pozwolisz zatem, że pójdę na kolację?
- Mhm...Odpowiedz tylko na jedno pytanie. Dlaczego?
- Dlaczego co?
- Dlaczego nie oddałeś pocałunku? - spojrzał na nią z mieszaniną błagania i niedowierzania.
- Bo jesteś smarkulą i jedyne co powinno nas łączyć to profesja jaką wykonujemy?
- Coś jeszcze?
- Powodów jest milion.
- Tak?
- Co byłoby potem, niezręczność która już w tym momencie mi doskwiera no i Wolfgang jest nieufny, mógłby cię nie zaakceptować. - Hermiona uśmiechnęła się smutno i już miała odejść, gdy jeszcze się cofnęła i szybko dodała:
- A dlaczego nie powiedziałeś po prostu " bo nie chciałem? "
Odeszła nie oglądając się za siebie.
Na kolacji widziała natarczywe spojrzenie Minerwy jednak nie miała siły ani chęci na rozmowę z nią. Wystarczą jej własne problemy. Jeszcze teraz miała przed oczami zaszokowanego Severusa gdy odchodziła. W skrytości ducha miała nadzieje, że wyświadczy im obojgu przysługę i jednak się nie pojawi w Wielkiej Sali, ale niestety. 10min później wkroczył jak zawsze ponury, ale zdawał się w ogóle jej nie zauważać i patrząc tylko pod nogi usiadł kilka miejsc dalej. Gdy tylko spojrzała w jego stronę ostentacyjnie odwracał się do Hagrida z którym przecież nie mogą mieć zbyt wielu tematów rozmów.
A więc stało się. Wszystko zepsuła tym głupim pytaniem. I po co jej to było? Przecież wiadomo, że nie chciał jej pocałować. Tak samo jak ona jego. Po prostu oboje są samotni i jakoś usiłują sobie z tym poradzić. Stąd ten nieudolny pocałunek. Severus zatrzymał kota, a ona szukała uczucia u osoby najmniej do tego stworzonej. Wszystko było co najmniej nieudolne i raczej pokraczne, ale miało sens. Brakowało jej ciepła, przyjacielskich pogaduch i uczucia akceptacji, a tutaj w Hogwarcie Severus reprezentował namiastkę tych uczuć.
Gdy już sobie wszystko wyjaśniła z typowym sobie racjonalnym podejściem, poczuła się o wiele lepiej. Jej głupiemu sercu nie chodziło o Severusa! Tylko tęskniła za domem i przyjaciółmi. Postanowiła od razu temu zaradzić i napisać do Nory listy. Wypyta o wszystko i przede wszystkim o szczegóły sobotniego spotkania i kto wie, może jeszcze dziś otrzyma odpowiedź?
*
- Severusie nie prosiłbym cię o to gdyby to nie była konieczność, przecież wiesz.
- A mogę się nie zgodzić ?
- Nie.
- Uwielbiam rozmowy z tobą! - Z tymi słowami mężczyzna trzasnął drzwiami i wzburzony zbiegł po schodach i skręcił na piętro pokoju Granger. Gdyby nie był pewien że pokój jest chroniony, wtargnąłby tam bez pardonu, ale powstrzymał się i zapukał. Otworzyła mu lekko zaspana i kusząco potargana. Kusząco? Z niedowierzaniem potrząsnął głową i nie ufając jeszcze swojemu głosowi, bez pozwolenia wszedł do środka i usiadł na kanapie.
- Ubierz się ładnie, ale nie wyzywająco, popraw makijaż i widzimy się za 15min. na dole.
- Trochę późno jak na randkę nie sądzisz ?
- Odechce ci się żartów jak usłyszysz gdzie pójdziemy. - Usiadła sztywno i spojrzała na niego wyczekująco. Oparła dłoń o podbródek a drugą przeczesała włosy w cholernie seksownym geście. Nie mógł oderwać od niej oczu i sam nie wiedział dlaczego. Odchrząknął i podjął.
- Mamy udać się do Ministerstwa na mały cyrk. Chcą opinii jakiejś ważnej osobistości, coś mądrego żeby można zacytować w tym szmatławcu i dziwnym trafem Albus stwierdził że to masz być ty! Cieszysz się prawda?
- Umieram z radości. - Zrezygnowana podeszła do toaletki i niedbałym gestem spryskała się perfumami. Następnie zniknęła w czeluściach szafy, a gdy wróciła, miała na sobie piękną lekko połyskującą bluzkę z głębokim dekoltem wiązaną na szyi. Paseczki wiązania luźno spływały po plecach więc podeszła tyłem do swojego towarzysza dając mu znak, aby zawiązał tasiemki. Severus lekko oszołomiony wstał i ciężkim krokiem podszedł do niej. Gdy znajdował się już nie dalej jak pół metra od niej, dotarł do niego subtelny, ale bardzo pociągający zapach. Wciągnął go głęboko do płuc i nachylił się nad nią, gdy jedna z tasiemek wyślizgnęła mu się z rąk. Spojrzał w dół i w myślach podziękował Merlinowi za swój wzrost. Jej piersi miały kuszący kształt, a bluzeczka opinała je tworząc rowek co tylko przydawało seksapilu. Delikatnym ruchem dosięgnął tasiemki i niechcący, a może i chcący musnął dłonią brzeg bluzki. Hermiona natomiast stała jak sparaliżowana i czekała na jego kolejny ruch. Owszem specjalnie to zrobiła i owszem prowokowała go, ale to tylko dlatego żeby go podrażnić i zemścić się za budzenie jej o tak nieludzkiej porze. Nie podejrzewała, że tak na niego podziała. Czuła ciepły oddech na karku,gdy zawiązywał wstążeczki, a jego palce muskały skórę tak delikatnie, że poczuła jakby pieścił zupełnie inne miejsce. Z zażenowaniem stwierdziła, że jest podniecona. Dotyk Severusa Snape'a ją podnieca. Tego się nie spodziewała. Z trudem mogła w ogóle myśleć. Jego dłonie delikatnie ugniatały kark i ramiona, ale to coś innego ją zaalarmowało. Poczuła na swojej skórze palący dotyk ust i języka. Co on robił? Całował ją? W kark? Oszalał? Niech nie przestaje! Myśli w jej głowie pędziły jak szalone, ale wydawały się być mętne i mało ważne. Liczył się tylko ten mężczyzna stojący za jej plecami i te usta...
Nie do końca kontrolując swoje ruchy przysunęła się bliżej i oparła o jego tors. Uznał to za zaproszenie i zaczął ustami wyznaczać drogę po obojczyku. Usłyszał jej chrapliwy oddech i w tym momencie uświadomił sobie dwie rzeczy. Jego oddech brzmi podobnie i jeśli zaraz nie przestanie, to nie będzie już odwrotu. Spróbował się odsunąć, ale poczuł jej dłonie na swoich biodrach i cichy jęk wyrwał mu się z gardła. Mimowolnie poruszył biodrami, a ona zamruczała niczym kotka. Nie czekając na pozwolenie, obrócił ją ku sobie i pocałował żarliwie. Jeśli nawet była zaskoczona, to nie dała tego po sobie poznać. Od razu oddała pocałunek i wsunęła mu język do ust. Najpierw niepewnie potem jednak z coraz większym ogniem zatracali się w cudownej pieszczocie. Mistrz Eliksirów objął dziewczynę w talii, a ona chwyciła jego twarz w dłonie zwalniając tempo, ale równocześnie sprawiając iż pocałunki stały się bardziej namiętne. Delikatnie rozchyliła powieki, a spojrzenie które napotkała sprawiło iż zakręciło jej się w głowie. Patrzył na nią z takim głodem
i pasją. Jakby nic innego na świecie się nie liczyło. Musiał w jej oczach wyczytać to samo, bo złapał ją w pół zmuszając by oplotła go nogami w pasie i przycisnął ją do ściany, nie przestając całować. Skierował swoje usta na jej szyję, a gdy chciała by znów wrócił do góry z chęcią spełnił jej niemą prośbę i lekko ugryzł ją w wargę. Jęknęła gardłowo i odchyliła się do tyłu. Ściana przyjemnie chłodziła jej rozgrzane ciało. Poczuła, że delikatnie muska skórę jej dekoltu pozostawiając po sobie gęsią skórkę. Zadrżała, a wtedy przygarnął ją do siebie, podniósł i skierował się w stronę łóżka. Usiadł i usadził sobie ją na kolanach jakby nic nie ważyła. Nachylił się i językiem zataczał kółeczka na jej odsłoniętych piersiach. Koncentrowała się tylko na ogniu jaki rozpoczął wędrówkę po jej ciele od pierwszego pocałunku, a teraz trawił ją. Chciała więcej, on chyba też. Wsunęła dłonie pod jego koszulę i ze zdziwieniem zauważyła, że jego skóra jest gorąca jak jej samej. Gdy poczuła,że jego usta torują sobie drogę pod koszulkę, przygarnęła go jeszcze bliżej i odwiązała tasiemki bluzki, pozwalając jej opaść. Spojrzała na niego i wstrzymała oddech. Gdyby nie wiedziała, że jest normalnym człowiekiem, pomyślałaby, że chce ją pożreć żywcem. Nachyliła się, aby znów go pocałować, ale przytrzymał ją i spojrzał jej w oczy. Jego głos był roznamiętniony i chrapliwy.
- Możemy albo się zatrzymać, albo zaraz nie będzie odwrotu...ja...ty zadecyduj - spojrzał na nią bezradnie, ale w jego oczach odbijała się odpowiedź jaką chciałby usłyszeć. Zamiast odpowiedzieć znów go pocałowała i zachichotała nerwowo. Myślała, że rzuci się na nią, ale on zastygł w bezruchu z ręką pod jej bluzką.
- Ministerstwo. Jasna cholera, zbieraj się, jesteśmy spóźnieni!
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 11
Wybaczcie długą nieobecność.Przepraszam.Postaram się znów wrzucać rozdziały co tydzień.
Dedykuję ten malutki rozdzialik wszystkim którzy nadal tu zaglądają.
Dziękuje!
Ciemnowłosy mężczyzna przemierzał boisko do gry w Quiddicha energicznym krokiem i cały czas oglądał się za siebie.Sprawiał wrażenie zdenerwowanego i lekko rozzłoszczonego.A wszystko za sprawą tego dupka Snape'a!Jak on śmiał tak do niego mówić?Co Hermiona w nim widzi?Przecież on usposobieniem przypomina Dementora i przy okazji jest paskudny!Ale mimo wszystko widział jak na niego patrzyła...jak na jakiś pieprzony cud!W porządku,ma tytuł Mistrza,ale co z tego?On był światowej klasy graczem!Miał wszystko!Sławę,pieniądze i prawdę mówiąc...kobiety.Mnóstwo kobiet.Zawsze pchały mu się do łóżka i żadna nie narzekała...dlaczego tak ciężko jest Hermionie się do niego przekonać?Pracują razem,ale czy to musi być przeszkoda?Mogli spędzać ze sobą wieczory,przerwy obiadowe,świąteczne...ale ona go nie chciała!Zacisnął ze złości pięści i puścił się biegiem do szatni.Ostatnio nic nie dawało mu radości,nawet latanie.Jego świat został zatruty przez wstrętnego nietoperza,który dawał się być głuchy na otaczający go świat.Czy naprawdę nie widzi co się dzieje?Przecież ma oczy i uszy,a zdaje się być kompletnie odrealniony.Gdyby taka kobieta jak Granger latała za nim,nawet by się nie zastanawiał,a ten kretyn jakby był ślepy!
Gdy już się przebrał i odświeżył,ruszył szybkim krokiem ku lochom.Musi się z nim rozmówić i to szybko.Zakończą te sprawę raz na zawsze.Trzeba wyznaczyć pewne granice i niech dalej wszystko się toczy tak jak ma się toczyć.Czyli po jego myśli.Snape zapewne nie przyzna się do jakichkolwiek uczuć względem Hermiony i wtedy on-Wiktor,będzie miał wolną rękę.
Energicznie zastukał w drzwi i po chwili rozległ się odgłos kroków.
-Jeśli jesteś niską,pyskatą gryfonką,to odejdź!
-To ja Snape,Wiktor.
Chwilę odczekał i zaraz drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem.Mistrz Eliksirów wyglądał na niewyspanego,był blady nawet jak na niego i miał przekrwione oczy.Prawdę mówiąc,wyglądał koszmarnie.
-Czyżbyś się nie wyspał?
-Ostatnim razem jak sprawdzałem nie byłeś ani moim przyjacielem,ani matką,więc co cię to obchodzi?
-Rety nie zaperzaj się tak,tylko spytałem,mogę wejść?-Mężczyzna nic się nie odezwał,tylko otworzył drzwi szerzej.
-Do rzeczy Krum,właśnie wychodziłem,mam parę rzeczy do załatwienia.
-Powiem to szybko.Chcę,abyś zostawił Hermionę w spokoju,chyba że masz wobec niej jakieś poważniejsze zamiary,wtedy załatwimy to inaczej.
-Och doprawdy?A jakie to poważniejsze zamiary masz na myśli dokładnie?-Całe to zdanie zostało wypowiedziane przez zaciśnięte zęby i ociekało jadem.
-Jeśli chcesz z nią być,a od razu mówię,że nastąpi to po moim trupie,powiedz mi od razu.
-Z tym trupem to bym tak nie przesadzał wiesz?Bo niektóre życzenia bardzo łatwo mogą się spełnić.
-Och skończ.Masz coś do niej czy nie?
-Góra pretensji i wieloletnia nienawiść się liczy?
-Możesz być poważny?
-Jestem.Śmiertelnie.-Błysk w jego oku powiedział Krumowi,że jego rozmówca jest bliski furii,postanowił więc przejść do meritum.
-Słuchaj.Muszę wiedzieć na czym stoję z Hermioną. Będę o nią walczył jeśli trzeba,ale wolałbym żeby odbyło się to bez komplikacji i żeby nikt nie ucierpiał.
-Czemu mówisz o niej jak o transakcji?Nie podoba mi się to Krum. Dam ci jednak dobrą radę.-Nachylił się w jego stronę i począł mówić konfidencjonalnym tonem.
-Trzymaj się od niej z daleka.To czy mam coś do niej czy nie,jest tylko i wyłącznie moją sprawą.Jeśli będę chciał,mogę nawet wziąć z nią ślub i możesz być pewien,że nie będzie cię na liście gości weselnych.Rozumiesz?!
-Czyli miałem racje!Ślinisz się do niej tak samo jak ona do ciebie!
-Zapewniam cię,że jedyną osobą,która się ślini,kiedykolwiek,jesteś ty.
-Więc nie przyznasz się?
-A do czegóż to mam się znów przyznawać?
-Do tego,że Hermiona ci się podoba?
-A niech mnie Sherlocku!Oczywiście że mi się podoba!Kocham ją!
-Serio?
-NIE!Skończyłeś już swój mały wywiad?Jeśli tak to nie będę cię odprowadzał.
-Możesz sobie mówić co chcesz Snape,ale ja i tak wiem swoje.
-Świetnie,w takim razie biegnij i podziel się tą prawdą oświeconą z całym zamkiem,ale zejdź mi już z oczu dobrze?
Krum nic nie odpowiedział,ale z lekko zszokowaną miną opuścił gabinet Severusa oraz same lochy.
Na schodach wpadł na jakiegoś dzieciaka i pewnie wydarłby się na niego,gdyby nie fakt,że wszystko obserwowała McGonagall. Jeszcze okazałoby się,że to gryfon.Wściekły szukający ruszył przed siebie zapominając o chłopcu.Musi się napić i to szybko.
*
-Proszę Pani!Mój wywar zrobił się niebieskawy!-Chłopiec wypowiadający te słowa wyglądał na co najmniej przerażonego.
-A czy w książce jest napisane,że to coś złego?
-Nie..
-No to odetchnij i kontynuuj pracę.-Hermiona uśmiechnęła się ciepło,ale chyba jej nie wyszło bo uczeń nie wyglądał na przekonanego.Miała zły dzień i uczniowie to odczuwali.Co chwile uciekała gdzieś myślami i gubiła wątki,a nie podobało jej się to.Lubiła mieć wszystko pod całkowitą kontrolą.Między innymi dlatego Severus jako nauczyciel tak jej imponował.U niego na zajęciach dyscyplina i koncentracja zawsze szły w parze z inspiracją.Zawsze.Pamiętała melodyjny głos objaśniający tajniki,które tak bardzo pragnęła poznać i ten sam głos,który oznajmiał,że jej praca była "zadowalająca".
-Czy dobrze to robię?
On nigdy nie powiedział,że zrobiła najlepszy eliksir!Choćby na całej sali nigdy nie było lepszego i tak nie usłyszała pochwały!
-Proszę Pani,słyszy mnie Pani?
Gdy tylko nauczycielka wróciła myślami do lochów,do sali,gdzie rzekomo powinna prowadzić zajęcia,a zamiast tego wzięło ją na wspominki,aż się zaczerwieniła.Jakie to nie profesjonalne!Tak się zapominać w pracy!
-Przepraszam,moi drodzy nie najlepiej się czuję.Każdy z was powinien mieć w tym momencie lekko grudkowatą maź o zapachu róż w swoim kociołku.Czy to się zgadza?
Gdy ponad dwadzieścia buziek przytaknęło,nauczycielka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie.
-Bardzo dobrze,teraz dodajemy ostatni składnik.Czy ktoś wie co to jest i czym się charakteryzuje?
-Śliczna blondynka podniosła na nią wzrok z wyzwaniem,więc Hermiona wyznaczyła ją do odpowiedzi.
-Ziele Fibbonati* ma dwa zastosowania.Jedno czarnomagiczne i jedno zwyczajne.Można je dodawać do eliksiru na szybkość i siłę tak jak my to robimy,ale może równocześnie potęgować czyjeś cierpienie.Jego użycie w ten sposób jest zakazane przez Ministerstwo,ale na pewno sami używali go aby wydobyć informacje od złapanych śmierciorzerców.Prawda Panno Granger?-Ton wypowiedzi sugerował,że dokładnie wiedziała,że ma racje i że Hermiona również to wie,a słowo panna wypowiedziała jak najgorsze przekleństwo.Hermionie zrobiło się głupio,ale nie zamierzała tracić rezonu przez niewygodne pytania.
-Zgadza się, Panno..?
-Zane.Carol Zane.
-Carol.Nie wiem,skąd masz takie informacje,oczywiście o Fibbo może przeczytać każdy kto wie gdzie szukać odpowiednich pozycji..
-Znalazłam je w Magia łamana magią-Dziewczyna nawet nie zdążyła dokończyć zdania,a Granger już wciągnęła głęboko powietrze i odezwała się.
-To jest czarnomagiczna pozycja,nie wiem gdzie miałaś do niej dostęp,ale na pewno nie w szkole.Książka ta znajduje się w dziale Ksiąg Zakazanych i żaden nauczyciel przy zdrowych zmysłach nie dałby ci pozwolenia.Skąd wiec to wiesz?
-Mam bardzo bogatą biblioteczkę domową.-Uśmiechnęła się z wyższością,a jej uśmiech na pewno miał oznaczać kłopoty.-Czytam dużo,w większości to co mam w domu,a ta książka bardzo mnie zainteresowała.Autor został otruty przez...
-Własną żonę.-Wszyscy obecni w sali odwrócili głowy w stronę drzwi,gdzie stał Severus Snape i patrzył z irytacją na swoją koleżankę po fachu.
-Dlaczego ich jeszcze nie wypuściłaś?Zaraz zaczynają Historię Magii i Zaklęcia,a moi uczniowie już stoją pod drzwiami.-Z każdym słowem coraz bardziej się przybliżał,a kłótnia wisząca w powietrzu kazała pozostałym uczniom pozostać na swoich miejscach i przysłuchiwać się dalszemu ciągowi.
-Severusie...gdy ktoś pyta,należy odpowiedzieć na pytanie,nie sądzisz?Mamy edukować,takie jest nasze zadanie,więc właśnie to robiłam.
-To są drugoklasiści,jeszcze co najmniej dwa lata nie powinni wiedzieć o Magii łamanej Magią!
-Wiem...wymknęło mi się z rąk.
-Co?
-Nie ogarnęłam..
-Nie ogarnęłaś?Czyś ty oszalała?Jesteś blefrem masz świecić przykładem,zawsze być przygotowana i nie zapominać języka w gębie!A ty zachowujesz się,jakbyś wciąż była uczennicą!-Obejrzał się na oniemiałych uczniów,władczym gestem wskazał drzwi i odwrócił się nawet nie sprawdzając czy faktycznie wyjdą.Nie musiał tego robić.Wszyscy jak jeden mąż zerwali się do wyjścia i nikt się nawet nie odezwał.Właśnie taką moc miał Severus Snape. Mimo iż respekt wywalczył sobie raczej zastraszaniem i koszmarnym usposobieniem,lepsze takie poważanie niż żadne. Hermiona bezładnie osunęła się po ścianie i ukryła twarz w dłoniach.Mistrz Eliksirów sam nie wiedział co nim w tym momencie powodowało,ale podszedł do niej i przygarnął do siebie.Bez słowa wtuliła policzek w jego szatę,ale ten dziwny moment trwał sekundy,bo mężczyzna zaraz poderwał ich z ziemi i uniósł jej podbródek tak,by ich oczy się spotkały.
-Zapamiętaj sobie to co teraz powiem.Nie jesteś jakąś tam słabą kobietką,którą można pomiatać czy jej rozkazywać.Przeżyłaś wojnę,ocaliłaś niezliczone ludzkie życia i traktuj te pracę jak kolejne wyzwanie.Rozumiesz?
-Po co mi to mówisz?-Jej zdezorientowane spojrzenie powiedziało mu,że użył dobrych słów i nie domyśliła się prawdy.
-Bo następnym razem nie będę zgrywał dobrego wujka,tylko dam ci w kość przy wszystkich i Krum będzie musiał zbierać cię z podłogi.
-Co on ma do rzeczy?
-Nie wiem,ale pewnie prędzej czy później i tak będziecie razem.
-Nie sądzę aby...
-Nie istotne.Po prostu daj z siebie wszystko i nie każ mi sprowadzać się do pionu,bo nie będzie to tak przyjemne jak...-Nie zdążył dokończyć bo Hermiona przycisnęła swoje wargi do jego,skutecznie przerywając monolog.Gdy poczuł to ciepło i tę słodycz,miał nadzieję na jakiś ciąg dalszy,ale dziewczyna od razu się odsunęła i nawet na niego nie patrząc wybiegła z sali.Snape stał jeszcze chwilę patrząc za nią oniemiały.Nie do końca rozumiał co właśnie się zdarzyło i jak powinien się czuć.Czy pocałunek mu się podobał?Zdecydowanie.Ale był zbyt krótki by cokolwiek o nim powiedzieć.Ten moment gdy ją tulił...odsunął się dlatego,że dziwne ciepło o którego istnieniu już zapomniał,zaczęło rozlewać się po jego ciele.Czułość.Poczuł ją względem gryfonki,a takie uczucia przecież nie mogą mieć miejsca w ich relacjach!
Lecz gdyby i ona czegoś nie poczuła...
Skąd ten pocałunek?
Podziękowanie?
Litość?
Severus Snape poczuł się jak idiota gdyż dziewczyna wyraźnie chciała go ośmieszyć.Nie mógł wiedzieć,że ta sama dziewczyna siedzi teraz w pustej klasie z dłonią na ustach wspominając ostatnie wydarzenie i to co zrobiła.Nie może również wiedzieć,że w tym momencie w sercu Hermiony Granger obudziła się nadzieja.
Dedykuję ten malutki rozdzialik wszystkim którzy nadal tu zaglądają.
Dziękuje!
Ciemnowłosy mężczyzna przemierzał boisko do gry w Quiddicha energicznym krokiem i cały czas oglądał się za siebie.Sprawiał wrażenie zdenerwowanego i lekko rozzłoszczonego.A wszystko za sprawą tego dupka Snape'a!Jak on śmiał tak do niego mówić?Co Hermiona w nim widzi?Przecież on usposobieniem przypomina Dementora i przy okazji jest paskudny!Ale mimo wszystko widział jak na niego patrzyła...jak na jakiś pieprzony cud!W porządku,ma tytuł Mistrza,ale co z tego?On był światowej klasy graczem!Miał wszystko!Sławę,pieniądze i prawdę mówiąc...kobiety.Mnóstwo kobiet.Zawsze pchały mu się do łóżka i żadna nie narzekała...dlaczego tak ciężko jest Hermionie się do niego przekonać?Pracują razem,ale czy to musi być przeszkoda?Mogli spędzać ze sobą wieczory,przerwy obiadowe,świąteczne...ale ona go nie chciała!Zacisnął ze złości pięści i puścił się biegiem do szatni.Ostatnio nic nie dawało mu radości,nawet latanie.Jego świat został zatruty przez wstrętnego nietoperza,który dawał się być głuchy na otaczający go świat.Czy naprawdę nie widzi co się dzieje?Przecież ma oczy i uszy,a zdaje się być kompletnie odrealniony.Gdyby taka kobieta jak Granger latała za nim,nawet by się nie zastanawiał,a ten kretyn jakby był ślepy!
Gdy już się przebrał i odświeżył,ruszył szybkim krokiem ku lochom.Musi się z nim rozmówić i to szybko.Zakończą te sprawę raz na zawsze.Trzeba wyznaczyć pewne granice i niech dalej wszystko się toczy tak jak ma się toczyć.Czyli po jego myśli.Snape zapewne nie przyzna się do jakichkolwiek uczuć względem Hermiony i wtedy on-Wiktor,będzie miał wolną rękę.
Energicznie zastukał w drzwi i po chwili rozległ się odgłos kroków.
-Jeśli jesteś niską,pyskatą gryfonką,to odejdź!
-To ja Snape,Wiktor.
Chwilę odczekał i zaraz drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem.Mistrz Eliksirów wyglądał na niewyspanego,był blady nawet jak na niego i miał przekrwione oczy.Prawdę mówiąc,wyglądał koszmarnie.
-Czyżbyś się nie wyspał?
-Ostatnim razem jak sprawdzałem nie byłeś ani moim przyjacielem,ani matką,więc co cię to obchodzi?
-Rety nie zaperzaj się tak,tylko spytałem,mogę wejść?-Mężczyzna nic się nie odezwał,tylko otworzył drzwi szerzej.
-Do rzeczy Krum,właśnie wychodziłem,mam parę rzeczy do załatwienia.
-Powiem to szybko.Chcę,abyś zostawił Hermionę w spokoju,chyba że masz wobec niej jakieś poważniejsze zamiary,wtedy załatwimy to inaczej.
-Och doprawdy?A jakie to poważniejsze zamiary masz na myśli dokładnie?-Całe to zdanie zostało wypowiedziane przez zaciśnięte zęby i ociekało jadem.
-Jeśli chcesz z nią być,a od razu mówię,że nastąpi to po moim trupie,powiedz mi od razu.
-Z tym trupem to bym tak nie przesadzał wiesz?Bo niektóre życzenia bardzo łatwo mogą się spełnić.
-Och skończ.Masz coś do niej czy nie?
-Góra pretensji i wieloletnia nienawiść się liczy?
-Możesz być poważny?
-Jestem.Śmiertelnie.-Błysk w jego oku powiedział Krumowi,że jego rozmówca jest bliski furii,postanowił więc przejść do meritum.
-Słuchaj.Muszę wiedzieć na czym stoję z Hermioną. Będę o nią walczył jeśli trzeba,ale wolałbym żeby odbyło się to bez komplikacji i żeby nikt nie ucierpiał.
-Czemu mówisz o niej jak o transakcji?Nie podoba mi się to Krum. Dam ci jednak dobrą radę.-Nachylił się w jego stronę i począł mówić konfidencjonalnym tonem.
-Trzymaj się od niej z daleka.To czy mam coś do niej czy nie,jest tylko i wyłącznie moją sprawą.Jeśli będę chciał,mogę nawet wziąć z nią ślub i możesz być pewien,że nie będzie cię na liście gości weselnych.Rozumiesz?!
-Czyli miałem racje!Ślinisz się do niej tak samo jak ona do ciebie!
-Zapewniam cię,że jedyną osobą,która się ślini,kiedykolwiek,jesteś ty.
-Więc nie przyznasz się?
-A do czegóż to mam się znów przyznawać?
-Do tego,że Hermiona ci się podoba?
-A niech mnie Sherlocku!Oczywiście że mi się podoba!Kocham ją!
-Serio?
-NIE!Skończyłeś już swój mały wywiad?Jeśli tak to nie będę cię odprowadzał.
-Możesz sobie mówić co chcesz Snape,ale ja i tak wiem swoje.
-Świetnie,w takim razie biegnij i podziel się tą prawdą oświeconą z całym zamkiem,ale zejdź mi już z oczu dobrze?
Krum nic nie odpowiedział,ale z lekko zszokowaną miną opuścił gabinet Severusa oraz same lochy.
Na schodach wpadł na jakiegoś dzieciaka i pewnie wydarłby się na niego,gdyby nie fakt,że wszystko obserwowała McGonagall. Jeszcze okazałoby się,że to gryfon.Wściekły szukający ruszył przed siebie zapominając o chłopcu.Musi się napić i to szybko.
*
-Proszę Pani!Mój wywar zrobił się niebieskawy!-Chłopiec wypowiadający te słowa wyglądał na co najmniej przerażonego.
-A czy w książce jest napisane,że to coś złego?
-Nie..
-No to odetchnij i kontynuuj pracę.-Hermiona uśmiechnęła się ciepło,ale chyba jej nie wyszło bo uczeń nie wyglądał na przekonanego.Miała zły dzień i uczniowie to odczuwali.Co chwile uciekała gdzieś myślami i gubiła wątki,a nie podobało jej się to.Lubiła mieć wszystko pod całkowitą kontrolą.Między innymi dlatego Severus jako nauczyciel tak jej imponował.U niego na zajęciach dyscyplina i koncentracja zawsze szły w parze z inspiracją.Zawsze.Pamiętała melodyjny głos objaśniający tajniki,które tak bardzo pragnęła poznać i ten sam głos,który oznajmiał,że jej praca była "zadowalająca".
-Czy dobrze to robię?
On nigdy nie powiedział,że zrobiła najlepszy eliksir!Choćby na całej sali nigdy nie było lepszego i tak nie usłyszała pochwały!
-Proszę Pani,słyszy mnie Pani?
Gdy tylko nauczycielka wróciła myślami do lochów,do sali,gdzie rzekomo powinna prowadzić zajęcia,a zamiast tego wzięło ją na wspominki,aż się zaczerwieniła.Jakie to nie profesjonalne!Tak się zapominać w pracy!
-Przepraszam,moi drodzy nie najlepiej się czuję.Każdy z was powinien mieć w tym momencie lekko grudkowatą maź o zapachu róż w swoim kociołku.Czy to się zgadza?
Gdy ponad dwadzieścia buziek przytaknęło,nauczycielka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie.
-Bardzo dobrze,teraz dodajemy ostatni składnik.Czy ktoś wie co to jest i czym się charakteryzuje?
-Śliczna blondynka podniosła na nią wzrok z wyzwaniem,więc Hermiona wyznaczyła ją do odpowiedzi.
-Ziele Fibbonati* ma dwa zastosowania.Jedno czarnomagiczne i jedno zwyczajne.Można je dodawać do eliksiru na szybkość i siłę tak jak my to robimy,ale może równocześnie potęgować czyjeś cierpienie.Jego użycie w ten sposób jest zakazane przez Ministerstwo,ale na pewno sami używali go aby wydobyć informacje od złapanych śmierciorzerców.Prawda Panno Granger?-Ton wypowiedzi sugerował,że dokładnie wiedziała,że ma racje i że Hermiona również to wie,a słowo panna wypowiedziała jak najgorsze przekleństwo.Hermionie zrobiło się głupio,ale nie zamierzała tracić rezonu przez niewygodne pytania.
-Zgadza się, Panno..?
-Zane.Carol Zane.
-Carol.Nie wiem,skąd masz takie informacje,oczywiście o Fibbo może przeczytać każdy kto wie gdzie szukać odpowiednich pozycji..
-Znalazłam je w Magia łamana magią-Dziewczyna nawet nie zdążyła dokończyć zdania,a Granger już wciągnęła głęboko powietrze i odezwała się.
-To jest czarnomagiczna pozycja,nie wiem gdzie miałaś do niej dostęp,ale na pewno nie w szkole.Książka ta znajduje się w dziale Ksiąg Zakazanych i żaden nauczyciel przy zdrowych zmysłach nie dałby ci pozwolenia.Skąd wiec to wiesz?
-Mam bardzo bogatą biblioteczkę domową.-Uśmiechnęła się z wyższością,a jej uśmiech na pewno miał oznaczać kłopoty.-Czytam dużo,w większości to co mam w domu,a ta książka bardzo mnie zainteresowała.Autor został otruty przez...
-Własną żonę.-Wszyscy obecni w sali odwrócili głowy w stronę drzwi,gdzie stał Severus Snape i patrzył z irytacją na swoją koleżankę po fachu.
-Dlaczego ich jeszcze nie wypuściłaś?Zaraz zaczynają Historię Magii i Zaklęcia,a moi uczniowie już stoją pod drzwiami.-Z każdym słowem coraz bardziej się przybliżał,a kłótnia wisząca w powietrzu kazała pozostałym uczniom pozostać na swoich miejscach i przysłuchiwać się dalszemu ciągowi.
-Severusie...gdy ktoś pyta,należy odpowiedzieć na pytanie,nie sądzisz?Mamy edukować,takie jest nasze zadanie,więc właśnie to robiłam.
-To są drugoklasiści,jeszcze co najmniej dwa lata nie powinni wiedzieć o Magii łamanej Magią!
-Wiem...wymknęło mi się z rąk.
-Co?
-Nie ogarnęłam..
-Nie ogarnęłaś?Czyś ty oszalała?Jesteś blefrem masz świecić przykładem,zawsze być przygotowana i nie zapominać języka w gębie!A ty zachowujesz się,jakbyś wciąż była uczennicą!-Obejrzał się na oniemiałych uczniów,władczym gestem wskazał drzwi i odwrócił się nawet nie sprawdzając czy faktycznie wyjdą.Nie musiał tego robić.Wszyscy jak jeden mąż zerwali się do wyjścia i nikt się nawet nie odezwał.Właśnie taką moc miał Severus Snape. Mimo iż respekt wywalczył sobie raczej zastraszaniem i koszmarnym usposobieniem,lepsze takie poważanie niż żadne. Hermiona bezładnie osunęła się po ścianie i ukryła twarz w dłoniach.Mistrz Eliksirów sam nie wiedział co nim w tym momencie powodowało,ale podszedł do niej i przygarnął do siebie.Bez słowa wtuliła policzek w jego szatę,ale ten dziwny moment trwał sekundy,bo mężczyzna zaraz poderwał ich z ziemi i uniósł jej podbródek tak,by ich oczy się spotkały.
-Zapamiętaj sobie to co teraz powiem.Nie jesteś jakąś tam słabą kobietką,którą można pomiatać czy jej rozkazywać.Przeżyłaś wojnę,ocaliłaś niezliczone ludzkie życia i traktuj te pracę jak kolejne wyzwanie.Rozumiesz?
-Po co mi to mówisz?-Jej zdezorientowane spojrzenie powiedziało mu,że użył dobrych słów i nie domyśliła się prawdy.
-Bo następnym razem nie będę zgrywał dobrego wujka,tylko dam ci w kość przy wszystkich i Krum będzie musiał zbierać cię z podłogi.
-Co on ma do rzeczy?
-Nie wiem,ale pewnie prędzej czy później i tak będziecie razem.
-Nie sądzę aby...
-Nie istotne.Po prostu daj z siebie wszystko i nie każ mi sprowadzać się do pionu,bo nie będzie to tak przyjemne jak...-Nie zdążył dokończyć bo Hermiona przycisnęła swoje wargi do jego,skutecznie przerywając monolog.Gdy poczuł to ciepło i tę słodycz,miał nadzieję na jakiś ciąg dalszy,ale dziewczyna od razu się odsunęła i nawet na niego nie patrząc wybiegła z sali.Snape stał jeszcze chwilę patrząc za nią oniemiały.Nie do końca rozumiał co właśnie się zdarzyło i jak powinien się czuć.Czy pocałunek mu się podobał?Zdecydowanie.Ale był zbyt krótki by cokolwiek o nim powiedzieć.Ten moment gdy ją tulił...odsunął się dlatego,że dziwne ciepło o którego istnieniu już zapomniał,zaczęło rozlewać się po jego ciele.Czułość.Poczuł ją względem gryfonki,a takie uczucia przecież nie mogą mieć miejsca w ich relacjach!
Lecz gdyby i ona czegoś nie poczuła...
Skąd ten pocałunek?
Podziękowanie?
Litość?
Severus Snape poczuł się jak idiota gdyż dziewczyna wyraźnie chciała go ośmieszyć.Nie mógł wiedzieć,że ta sama dziewczyna siedzi teraz w pustej klasie z dłonią na ustach wspominając ostatnie wydarzenie i to co zrobiła.Nie może również wiedzieć,że w tym momencie w sercu Hermiony Granger obudziła się nadzieja.
czwartek, 4 grudnia 2014
Rozdział 10
Zaniedbałam Was przepraszam!
Wracam z rozdziałem i postaram się przed świętami wrzucić przynajmniej jeszcze jeden.
Rozdział zagmatwany i dość marny;/
Tymczasem miłego!
Dziewczyna o kasztanowych włosach ruszyła w kierunku chaty gajowego, by złożyć mu niezapowiedzianą wizytę. Przeczuwała, że mężczyzna nie śpi, a nawet że jest dość rozbudzony. O dziwo, gdy tylko się zbliżyła, drzwi otworzyły się na całą szerokość i stanął w nich właśnie Hagrid. Uśmiechnął się pokrzepiająco i gestem zaprosił ją do środka. Niepewnie przestąpiła próg, nie rozglądając się w obawie, że zauważy coś czego potem może żałować.Wystarczyło jej, że od razu spostrzegła ogromne łóżko, na którym leżała skołtuniona pościel. Poczuła, że pieką ją policzki. Czym prędzej usiadła na stołku za stołem i złożyła dłonie, by opanować ich drżenie. Spojrzała na gajowego i lekko się uśmiechnęła. Z jego oczu odbijało takie szczęście, że aż wstyd byłoby mu nie pogratulować.
- Słuchaj Hagrid...wiem, że pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale spotkałam Minerwę po drodze tutaj i...cieszę się, że wam się układa. Naprawdę.
- Holibka ! Hermiono! Jak dobrze,że to mówisz...Minerwa nie chce upubliczniać naszego małego związku, ale może jeśli przekona się, że nikt nie będzie jej wytykał palcami, może jeśli powiem jej, że że nie ma się czego bać..
- Małego mówisz.. - Mruknęła Hermiona.
- Co ?
- Nic nic, myślę, że to dobry pomysł, jeśli chcesz to ja z nią najpierw porozmawiam. Mnie posłucha.
- Rety dzięki !- Złapał ją w pół i okręcił głośno przy tym tupiąc. - A tak właściwie to co cię do mnie sprowadza? Bo przecież nie przyszłaś ot tak w odwiedziny o wschodzie słońca prawda? - Spojrzał na nią podejrzliwie i klapnął na łóżko, które niebezpiecznie zatrzeszczało.
- Wiem, że to głupie, ale martwię się dzisiejszym dniem. Boję się, że się nie sprawdzę.
- No coś ty Hermiono! Będziesz świetna. Jeśli tylko nie będziesz mroczna jak Snape, mędrkowata jak Minerwa, nie mów jej tego proszę albo nudna jak Binns, to wszystko będzie ok. - Ku jego konsternacji dziewczyna zaczęła pochlipywać i pociągać nosem.
-Właśnie problem w tym,że miałam zamiar prowadzić zajęcia dokładnie tak oni!Co prawda nie chce być uznawana za dementora z nogami jak Snape,ale reszta się zgadza.Co mam zrobić?-Podniosła na niego swe zapłakane orzechowe oczy.
-Cokolwiek postanowisz,na pewno będziesz świetna.Posiadasz ogromną wiedzę,a to jak ją przekażesz tym dzieciakom,nie jest problemem.Bądź sobą.Inspiracja jest dobra,ale jestem pewien,że dasz radę sama ich okiełznać.W końcu jesteś Hermiona Granger,czyż nie tak?
-Masz racje Hagridzie.
-A jak któryś nie będzie się zachowywał,to zabiorę go na spacer do Zakazanego Lasu o północy.-Mrugnął do niej,by pokazać że żartuje i siłą rzeczy musiała się roześmiać.Ta wizyta zdecydowanie poprawiła jej humor.Musi stawić czoła wyzwaniu i pokazać na co ją stać.Z tym mocnym postanowieniem wstała,niemrawo objęła Hagrida,co było nie lada wyczynem i pożegnała się.
Powrót do zamku zajął jej zdecydowanie mniej czasu niż miała nadzieję że zajmie.Gdy już przekroczyła wejście,doleciał ją cudowny zapach naleśników.Z ochotą ruszyła do Wielkiej Sali,po drodze uśmiechając się do mijanych osób.Kto by pomyślał,że w tej szkole jest tyle rannych ptaszków?
Uczta upłynęła w atmosferze nerwowego podniecenia.Zarówno uczniowie,jak i sama Hermiona nie mogli się już doczekać,aby mieć to za sobą.Gdy zegar wybił siódmą trzydzieści,dziewczyna stanęła przed lustrem w swoich komnatach i blada z przerażenia wyszeptała:
-Nnnazywam się Hermiona Granger i będę was uczyć Eliksirów...nie to bez sensu,przecież wiedzą kim jestem i co robię...dzisiejszą lekcję zaczniemy od...cześć jestem Hermiona i pokaże wam co i jak..-Posłała swojemu odbiciu zirytowane spojrzenie i przebrała się w luźniejsze spodnie i bluzkę,na co zarzuciła szatę.Pociągnęła usta lekko różowym błyszczykiem i z bijącym sercem ruszyła do lochów.Gdy dotarła pod salę,dzieciaki już czekały.Wszyscy patrzyli na nią albo ze zdumieniem,albo rozbawieniem,przez co nie mogła opanować drżenia rąk i dzikiego rumieńca.
Gdy tylko uczniowie zajęli swoje miejsca,odetchnęła głęboko i odwróciła się przodem do nich.Bardzo niska dziewczynka z pierwszej ławki posłała jej krzepiące spojrzenie,a gdy się uśmiechnęła,Hermione zalała fala spokoju.Stanowczym,melodyjnym głosem przemówiła,tocząc po wszystkich wzrokiem.
-Witajcie.Jak pewnie większość z was wie,jestem Hermiona Granger.Jednak to jak się nazywam nie powinno mieć dla was najmniejszego znaczenia.Ważne jest to,ile wiedzy jestem w stanie wam przekazać.Możecie być pewni,że zrobię wszystko abyście jak najlepiej zrozumieli materiał,każdemu kto będzie miał problemy udzielę pomocy,ale niech nikt nie liczy na taryfę ulgową.Zaczniemy od prostych,krótko ważących się eliksirów,które wykonacie w parach.Otwórzcie podręcznik na stronie 17,macie 5 minut na zapoznanie się z przepisem.Wszystko jasne?-Gdy 20 małych twarzyczek przytaknęło,znów odetchnęła i ruszyła do biurka,by napić się herbaty.Z miłym zaskoczeniem spostrzegła,że faktycznie wszyscy śledzili teksty,a w klasie była kompletna cisza.Może faktycznie nie będzie tak źle?-pomyślała z zadowoleniem.
Gdy kilkoro uczniów zaczęło wodzić wzrokiem po sali i kręcić się niespokojnie,uznała,że można już zacząć.
-Jeśli już przeczytaliście,zabierajcie się do pracy.W razie pytań,ręka w górę.-Gdy tylko skończyła to zdanie,przynajmniej z tuzin rąk poszybował w górę.Lekko ją to zaniepokoiło,ale z dzielnym uśmiechem wskazała na pulchnego chłopca o rezolutnym wyrazie twarzy.Jego czarne włosy opadały na czoło,przez co co chwilę musiał je poprawiać i czerwieniąc się spojrzał na nią z ukosa.Przypominał Neville'a,ale w ten dobry sposób.Uśmiechnęła się do niego ciepło.Jednak gdy się odezwał,jej mina od razu zrzedła.
-Czy to prawda,co o Pani piszą?Że szlamowate pochodzenie ciążyło na Pani przez cały Hogwart i była Pani wciąż niedoceniana?
-Jak się nazywasz?
-Andrew Gordon.
-Dobrze więc Andrew posłuchaj.Prorok może wypisywać co tylko zechce,ale połowa z tego to stek bzdur.Owszem pochodzę z niemagicznej rodziny i owszem czasami czułam się z tego powodu niedoceniona,albo lekceważona,ale koniec końców stoję tu przed wami prawda?Dyrektor wierzy,że sprawdzę się jako wasza nauczycielka i dobrze przekażę wam swoją wiedzę,więc tak właśnie będzie.Dlaczego w ogóle o to pytasz?-Chłopak zaczerwienił się jeszcze bardziej,spuścił wzrok i wymamrotał coś,czego nie byłaby w stanie zrozumieć,nawet siedząc koło niego.
-Nie dosłyszałam.
-Też jestem mugolakiem...-Młodej nauczycielce momentalnie zrobiło się głupio.A więc tu leżał problem.
-Andrew,to skąd pochodzisz,gdzie dorastałeś...nie powinno mieć żadnego wpływu na to,czy jesteś lepszym czy gorszym czarodziejem.Pewnie że,będzie ci trudniej bo zaczynasz od podstaw,ale nie w tym rzecz.Pomyśl o swoim pochodzeniu jak o atucie.Kto z twoich nowych kolegów może poszczycić się tym,że oglądał telewizję,chodził do kina,jeździł metrem?Niewielu.Owszem oni dorastali wśród magii i to też jest cudowne,ale to że ty nie,czyni cię wyjątkowym,a nie jak wielu sądzi-dziwnym.Pamiętaj o tym dobrze?Niech to co powiem uczyni cię silniejszym.Uczysz się magii,w końcu po to tu jesteś,a to czy miałeś z nią wcześniej styczność nie ma znaczenia.Wielu wspaniałych czarodziejów było z niemagicznych rodzin.Chociażby ja.-Cała klasa ryknęła śmiechem,a Hermiona odetchnęła z ulgą,że udało jej się rozładować atmosferę.
-Kończąc...gdyby ktokolwiek miał jakieś wątpliwości co do tego że uczeń z nie magicznej rodziny zasługuje na takim sam szacunek jak wszyscy,niech przyjdzie o tym porozmawiać ze mną,jasne?-Wszyscy znów pokiwali głowami i patrzyli na nią,jakby z podziwem.Ciepło rozlało się po jej ciele i dodało nowych sił. Klasnęła w dłonie i dzieciaki pogrążyły się w pracy.Po 15 minutach dało się już wyczuć efekty ich starań.Na szczęście nikt niczego nie wysadził,nie rozbił i nie zepsuł.Nie oczekiwała jakiś spektakularnych efektów,ale sam fakt że większości osób udało ukończyć się miksturę w wyznaczonym czasie,napawał ją dumą.Tylko jedno ją zastanawiało.Co takiego znów napisał Prorok?Severus miał rację,będzie musiała zaangażować się czynnie w pracę w Ministerstwie.Koniec z pisaniem bzdur na jej temat!
Mimo iż kolejne zajęcia,tym razem ze ślizgonami,upłynęły w równie miłej atmosferze spokoju i ekscytacji,dziewczyna czuła,że nie tylko nieśmiały Andrew czytał ten artykuł.Część klasy patrzyła na nią z rezerwą,jakby zaraz miała zacząć krzyczeć,albo wyżywać się na nich.Na szczęście przed przerwą obiadową podsłuchała dwóch gryfonów,jak mówili że jest "tak miła jak opisywali rodzice".Musi dowiedzieć się o kogo chodzi i im podziękować.Zapyta o to Dumbledore'a on na pewno będzie wiedział.W świetnym humorze ruszyła do Wielkiej Sali i nie zauważyła kogoś.Z impetem uderzyła o coś twardego i zatoczyła się do tyłu.W momencie czyjeś silne ramiona złapały ją nim uderzyła o ziemię.Podniosła wzrok i spojrzała w najpiękniejsze zielone oczy jakie widziała w życiu.Zdezorientowana wydukała słowa przeprosin,ale nieznajomy,tylko się uśmiechnął i machnął ręką.Zaczerwieniła się ogniście,ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć,jego już go nie było.Zakłopotana ruszyła korytarzem,kręcąc głową na tę dziwną sytuację.
Gdy tylko zajęła miejsce obok Snape'a poczuła jaka jest głodna.O dziwo poczuła coś jeszcze. Severus użył perfum!Z roztargnieniem pociągnęła nosem kilka razy co musiało zwrócić uwagę siedzącego obok mężczyzny.
-Masz katar?Chusteczkę?
-Nie nie...ten zapach...jest piękny.-Nie potrafiła na niego spojrzeć.Już sama sytuacja byłą komiczna.
-Hm...podoba ci się?
-Jest...w porządku.
-Wyglądasz jakbyś miała ochotę się na mnie rzucić,więc chyba trochę więcej niż w porządku?-Uniósł brew jak to ma w zwyczaju i uraczył ją jednym z tych spojrzeń od których robiło się człowiekowi gorąco.Tym razem jednak nie ze strachu...
-Pachnie...przyjemnie.
-Jak bardzo?-Hermiona jednak nie zdążyła odpowiedzieć bo zaczęła się krztusić. Snape spojrzał tam gdzie utkwiony był wzrok dziewczyny i zatrzymał się z widelcem przed twarzą.
-Dlaczego gapisz się na Newborne'a?-Gdy już odzyskała oddech,przeniosła na niego wzrok i czekała aż się odezwie.Gdy ten jednak znów zmierzył ją kpiącym spojrzeniem,spłonęła rumieńcem.
-Jak go nazwałeś?
-Charles Newborn. Ślizgon z szóstej klasy.Gapiłaś się na niego.
-Eeee nieprawda?
-Owszem,przecież widziałem.Znam tę rodzinę,dziwni ludzie.
-Hm..czyli mówisz,że ile on ma lat?
-Och przestań,nie mów mi,że podoba ci się jakiś wyrostek i to jeszcze z podejrzanej rodziny.
-Nie nie...tylko..wpadłam na niego na korytarzu i byłam ciekawa.
-No to dowiedz się,że jest beznadziejny w eliksirach.Nie wiem,dlaczego trafił do mojego domu.
-A czy to ważne?Wygląda na miłego,to wszystko.-Wzruszyła ramionami,ale kolejny komentarz jej rozmówcy wytrącił ją z równowagi.
-Miły czy nie,nie wolno ci się wiązać z uczniami.To jeszcze dzieciak.
-E...on jest tylko kilka lat młodszy ode mnie,a poza tym kto mówi o jakimś wiązaniu.Ma ładne oczy,to wszystko.
-Jak sobie chcesz,bylebym cię nie zobaczył migdalącej się z nim,bo będę musiał o tym donieść dyrektorowi.
-Nie będzie takiej potrzeby.-Mruknęła obrażona,że w ogóle podejrzewa ją o coś takiego.Nie mniej jednak gdy spojrzała na stół ślizgonów i znów ujrzała tę blond czuprynkę poczuła mrowienie na całym ciele.Chłopak był nieziemsko przystojny to fakt.Z ich wcześniejszego spotkania pamiętała długie, gęste rzęsy i obezwładniający uśmiech.Z takim wyglądem na pewno ma dziewczynę....
Hermiona już miała się zbierać,gdy przypomniało jej się o co miała zapytać Nietoperza.Odwróciła się i spostrzegła,że się na nią gapi.
-CO?Mam coś na twarzy?
-Ta...bardzo głupi wyraz.Nie nie,wyglądasz jakoś inaczej...lepiej.
-Nie wierze!Severus Snape powiedział mi komplement!Dobrze się czujesz?Nie boli cię głowa?
-Zapewniam cię,że z moją głową wszystko w porządku. Rano,widziałem jak biegłaś do lochów nawet mnie nie zauważyłaś,aż tak się stresowałaś?Pomyślałem,że może poprawię ci humor,skoro zajęcia nie poszły najlepiej.
-Dlaczego miały nie pójść najlepiej?
-Noo...jest taki artykuł...
-O nie!A więc już to czytałeś?Co tam napisali?Bardzo mnie obrzucili błotem?
-Bardzo.Ale nie czas teraz na to. Przyjdź do mnie wieczorem,to powiem ci co zrobimy,żeby to był ostatni taki artykuł.
-W porządku i...dziękuję.
Reszta dnia minęła Hermionie w zastraszającym tempie.Nim się spostrzegła nastał wieczór.Z ulgą zrzuciła szatę i zrobiła sobie herbatę.Postanowiła na razie nie czytać tego artykułu,nie będzie sobie psuła nastroju.Porozmawia z Severusem i razem coś wymyślą.Nie zwlekając ruszyła do jego gabinetu,by zaraz przeżyć szok.W najciemniejszym zakątku w lochach stał Wiktor a obok niego Snape z uniesioną różdżką.Oboje mieli groźne miny i mierzyli się wzrokiem.Przerażona podbiegła do nich i stanęła jak wryta,gdy usłyszała słowa Wiktora:
-Przecież ona cię nie obchodzi...nie interesuj się z kim się spotyka,albo pożałujesz.
-Grozisz mi Krum?
-Ostrzegam.Ona jest i będzie moja,łapy precz.
-Nie bądź śmieszny,dlaczego miałaby być z kimś takim jak ty?
-A dlaczego miałaby być z kimś takim jak ty?
-Nie bądź niemądry każdy byłby lepszy niż ty.-Snape prychnął i znów wymierzył do rywala.
-Możecie mi powiedzieć o co chodzi?-Dziewczyna nie wytrzymała i wtrąciła się do tej dziwnej rozmowy.Mężczyźni obejrzeli się zaskoczeni. Severus od razu opuścił różdżkę i przybrał minę niewiniątka.Wiktor z kolei zaczerwienił się i wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia.
-Właśnie mówiłem Snape'owi, że w życiu nie zechciałabyś kogoś takiego jak on.
-Doprawdy Wiktorze,skończ z tymi bzdurami.Tłumaczyłam ci,że nic nas nie łączy,a tym bardziej mnie i ciebie.
-Może lepiej jemu to wytłumacz?-Wzruszył ramionami i odszedł szybkim krokiem,pozostawiając dwójkę nauczycieli w kompletnej ciszy.
-Powiesz coś?
-Krum to idiota?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.O co znów poszło?
-Chodź siądziemy,napijemy się po szklaneczce i spróbujemy rozwiązać problem zuchwałości pewnej gazety.Tym-wykonał ruch rękoma wokół siebie-nie warto zaprzątać sobie głowy.-Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i ruszyła za nim przez drzwi.Jak zwykle zadziwił ją panujący w pomieszczeniu artystyczny nieład,ale jej uwagę przyciągnęła kanapa stojąca pod ścianą.Ostatnim razem jej nie było.
-Po co ci kanapa?
-Jak powiem,że do spania to i tak zapytasz dla kogo prawda?
-Jak ty mnie dobrze znasz.-Uśmiechnęła się do niego,ale nie odwzajemnił się.
-Mam dzikiego lokatora,który...nie umie spać na ziemi.
-Zdefiniuj dzikiego lokatora?
-Kota...znalazłem go,ktoś musiał go wyrzucić i to cholerstwo od pierwszego momentu umościło się na tej kanapie,ale zostawić go na 5 minut bez nadzoru....sypialnia jest jak po tornadzie,nie chcesz tego widzieć.
-Zapraszasz mnie do sypialni?
-Nie!
-Dobra już dobra.Kto by pomyślał. Severus Snape,zaopiekował się przybłędą.No no.Co będzie następne?Darmowe lekcje bycia wrednym?
-Skończ.
-A więc.Jak się wabi?
-Kto?
-Twój kot.
-On nie jest mój.On tylko u mnie mieszka.
-Musisz go nazwać!-Klasnęła w dłonie i podeszła do kanapy.Rozejrzała się i dopiero po chwili ujrzała małą białą kuleczkę zwiniętą na środku kocyka.Gdy zwierzę ją wyczuło,podniosło łebek i brązowowłosa aż pisnęła.
-Rety!Jaki on słodki.-Porwała malca w objęcia i zaczęła go tulić.Gdy podrapała go po brzuszku,zaczął mruczeć,a Hermiona jęknęła jak w ekstazie.-On jest cudowny!Powinieneś nazwać go słodziak.-Po spojrzeniu jakie jej posłał,poznała że imię chyba mu się nie spodobało.
-A może miałczek?Bialik?Perełka?
-Wolfgang.
-Słucham?Mam na imię Hermiona pamiętasz?
-Nazwę tego sierściucha Wolfgang.
-Wolfuś,cudnie!-Pocałowała go w różowy nosek i zachichotała. Snape tymczasem patrzył na nią jak na idiotkę.
-Nie żaden Wolfuś,tylko Wolfgang kretynko.I pomyśleć że jesteś szanowaną nauczycielką,a nie jakąś rozchichotaną smarkulą.
-Och przestań.On jest uroczy.
-W takim razie w ogóle do mnie nie pasuje.Ja nie bywam uroczy.
-Oj bywasz...
-Coś ty powiedziała?
-Nic nie mówiłam.-Czarnowłosy mężczyzna wziął kota z jej kolan i posadził sobie na torsie.Zwierze momentalnie się w niego wtuliło i zamknęło bursztynowe oczka.
-Wróćmy do tematu naszego spotkania.Prorok znów sobie pozwala,ale my nie możemy pozwolić mu sobie pozwalać...Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Tak.
-To dziwne bo to co powiedziałem totalnie nie miało sensu,a ty nie zwróciłaś mi uwagi.
-Nie moja wina.Wyglądacie tak słodko.
-Nieprawda!Nie można wyglądać słodko i męsko zarazem.
-Można...
-Jeśli chcesz mi wyznać miłość,to się nie krępuj.-O tak wyszydzenie jej jest najlepszym sposobem na zmazanie tego głupkowatego wyrazy twarzy.Znów wyglądała jakby miała ochotę się na niego rzucić.I choć spojrzenie to było...miłe...to napawało go niepokojem.Granger jako koleżanka z pracy w porządku.Granger jako przyjaciółka do pogadania i do kieliszka w porządku.Ale Granger jako obiekt uczuć?Kochanka?Nie do przyjęcia.Potrząsnął głową z niesmakiem.
-Słuchaj wróćmy do meritum...
Różne sposoby zniszczenia plotek na temat Hermiony,tak ich pochłonęły,że nawet nie zauważyli jak wybiła północ i cała zawartość butelki zniknęła.Doszli jednak do dość ciekawych wniosków,które miały im pomóc, ale dopiero następnego dnia.Była gryfonka już miała się zbierać,po kolejnym napadzie niekontrolowanego śmiechu,gdy spostrzegła,że jej rozmówcy zamknęły się oczy.Niepostrzeżenie podeszła do jego fotela,nachyliła się i wciągnęła ten korzenny zapach.Whisky zmieszała się z perfumami które czuła wcześniej i aż ugięły się pod nią nogi.Mieszanka ta była zachwycająca.Jakby bez udziału mózgu,Hermiona pochyliła się jeszcze bardziej,tak że prawie stykała się z nim nosem.Gdy spojrzała w górę,spostrzegła dwie czarne kule i aż odskoczyła jak oparzona.
-Myślałam że śpisz!
-Spałem,ale tak chichotałaś,że martwego byś obudziła!Coś ty chciała zrobić?
-Nic.-Zaczęła sobie wyłamywać palce i uciekła wzrokiem.
-Skoro nic,to żegnam.-Pokazał jej na drzwi i odwrócił się w stronę kominka,jakby obrażony.
-Pa słodziaku!-Dziewczyna pomachała w jego stronę,a Severus przez resztę nocy zastanawiał się czy mówiła do niego,czy do kota.
Wracam z rozdziałem i postaram się przed świętami wrzucić przynajmniej jeszcze jeden.
Rozdział zagmatwany i dość marny;/
Tymczasem miłego!
Dziewczyna o kasztanowych włosach ruszyła w kierunku chaty gajowego, by złożyć mu niezapowiedzianą wizytę. Przeczuwała, że mężczyzna nie śpi, a nawet że jest dość rozbudzony. O dziwo, gdy tylko się zbliżyła, drzwi otworzyły się na całą szerokość i stanął w nich właśnie Hagrid. Uśmiechnął się pokrzepiająco i gestem zaprosił ją do środka. Niepewnie przestąpiła próg, nie rozglądając się w obawie, że zauważy coś czego potem może żałować.Wystarczyło jej, że od razu spostrzegła ogromne łóżko, na którym leżała skołtuniona pościel. Poczuła, że pieką ją policzki. Czym prędzej usiadła na stołku za stołem i złożyła dłonie, by opanować ich drżenie. Spojrzała na gajowego i lekko się uśmiechnęła. Z jego oczu odbijało takie szczęście, że aż wstyd byłoby mu nie pogratulować.
- Słuchaj Hagrid...wiem, że pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale spotkałam Minerwę po drodze tutaj i...cieszę się, że wam się układa. Naprawdę.
- Holibka ! Hermiono! Jak dobrze,że to mówisz...Minerwa nie chce upubliczniać naszego małego związku, ale może jeśli przekona się, że nikt nie będzie jej wytykał palcami, może jeśli powiem jej, że że nie ma się czego bać..
- Małego mówisz.. - Mruknęła Hermiona.
- Co ?
- Nic nic, myślę, że to dobry pomysł, jeśli chcesz to ja z nią najpierw porozmawiam. Mnie posłucha.
- Rety dzięki !- Złapał ją w pół i okręcił głośno przy tym tupiąc. - A tak właściwie to co cię do mnie sprowadza? Bo przecież nie przyszłaś ot tak w odwiedziny o wschodzie słońca prawda? - Spojrzał na nią podejrzliwie i klapnął na łóżko, które niebezpiecznie zatrzeszczało.
- Wiem, że to głupie, ale martwię się dzisiejszym dniem. Boję się, że się nie sprawdzę.
- No coś ty Hermiono! Będziesz świetna. Jeśli tylko nie będziesz mroczna jak Snape, mędrkowata jak Minerwa, nie mów jej tego proszę albo nudna jak Binns, to wszystko będzie ok. - Ku jego konsternacji dziewczyna zaczęła pochlipywać i pociągać nosem.
-Właśnie problem w tym,że miałam zamiar prowadzić zajęcia dokładnie tak oni!Co prawda nie chce być uznawana za dementora z nogami jak Snape,ale reszta się zgadza.Co mam zrobić?-Podniosła na niego swe zapłakane orzechowe oczy.
-Cokolwiek postanowisz,na pewno będziesz świetna.Posiadasz ogromną wiedzę,a to jak ją przekażesz tym dzieciakom,nie jest problemem.Bądź sobą.Inspiracja jest dobra,ale jestem pewien,że dasz radę sama ich okiełznać.W końcu jesteś Hermiona Granger,czyż nie tak?
-Masz racje Hagridzie.
-A jak któryś nie będzie się zachowywał,to zabiorę go na spacer do Zakazanego Lasu o północy.-Mrugnął do niej,by pokazać że żartuje i siłą rzeczy musiała się roześmiać.Ta wizyta zdecydowanie poprawiła jej humor.Musi stawić czoła wyzwaniu i pokazać na co ją stać.Z tym mocnym postanowieniem wstała,niemrawo objęła Hagrida,co było nie lada wyczynem i pożegnała się.
Powrót do zamku zajął jej zdecydowanie mniej czasu niż miała nadzieję że zajmie.Gdy już przekroczyła wejście,doleciał ją cudowny zapach naleśników.Z ochotą ruszyła do Wielkiej Sali,po drodze uśmiechając się do mijanych osób.Kto by pomyślał,że w tej szkole jest tyle rannych ptaszków?
Uczta upłynęła w atmosferze nerwowego podniecenia.Zarówno uczniowie,jak i sama Hermiona nie mogli się już doczekać,aby mieć to za sobą.Gdy zegar wybił siódmą trzydzieści,dziewczyna stanęła przed lustrem w swoich komnatach i blada z przerażenia wyszeptała:
-Nnnazywam się Hermiona Granger i będę was uczyć Eliksirów...nie to bez sensu,przecież wiedzą kim jestem i co robię...dzisiejszą lekcję zaczniemy od...cześć jestem Hermiona i pokaże wam co i jak..-Posłała swojemu odbiciu zirytowane spojrzenie i przebrała się w luźniejsze spodnie i bluzkę,na co zarzuciła szatę.Pociągnęła usta lekko różowym błyszczykiem i z bijącym sercem ruszyła do lochów.Gdy dotarła pod salę,dzieciaki już czekały.Wszyscy patrzyli na nią albo ze zdumieniem,albo rozbawieniem,przez co nie mogła opanować drżenia rąk i dzikiego rumieńca.
Gdy tylko uczniowie zajęli swoje miejsca,odetchnęła głęboko i odwróciła się przodem do nich.Bardzo niska dziewczynka z pierwszej ławki posłała jej krzepiące spojrzenie,a gdy się uśmiechnęła,Hermione zalała fala spokoju.Stanowczym,melodyjnym głosem przemówiła,tocząc po wszystkich wzrokiem.
-Witajcie.Jak pewnie większość z was wie,jestem Hermiona Granger.Jednak to jak się nazywam nie powinno mieć dla was najmniejszego znaczenia.Ważne jest to,ile wiedzy jestem w stanie wam przekazać.Możecie być pewni,że zrobię wszystko abyście jak najlepiej zrozumieli materiał,każdemu kto będzie miał problemy udzielę pomocy,ale niech nikt nie liczy na taryfę ulgową.Zaczniemy od prostych,krótko ważących się eliksirów,które wykonacie w parach.Otwórzcie podręcznik na stronie 17,macie 5 minut na zapoznanie się z przepisem.Wszystko jasne?-Gdy 20 małych twarzyczek przytaknęło,znów odetchnęła i ruszyła do biurka,by napić się herbaty.Z miłym zaskoczeniem spostrzegła,że faktycznie wszyscy śledzili teksty,a w klasie była kompletna cisza.Może faktycznie nie będzie tak źle?-pomyślała z zadowoleniem.
Gdy kilkoro uczniów zaczęło wodzić wzrokiem po sali i kręcić się niespokojnie,uznała,że można już zacząć.
-Jeśli już przeczytaliście,zabierajcie się do pracy.W razie pytań,ręka w górę.-Gdy tylko skończyła to zdanie,przynajmniej z tuzin rąk poszybował w górę.Lekko ją to zaniepokoiło,ale z dzielnym uśmiechem wskazała na pulchnego chłopca o rezolutnym wyrazie twarzy.Jego czarne włosy opadały na czoło,przez co co chwilę musiał je poprawiać i czerwieniąc się spojrzał na nią z ukosa.Przypominał Neville'a,ale w ten dobry sposób.Uśmiechnęła się do niego ciepło.Jednak gdy się odezwał,jej mina od razu zrzedła.
-Czy to prawda,co o Pani piszą?Że szlamowate pochodzenie ciążyło na Pani przez cały Hogwart i była Pani wciąż niedoceniana?
-Jak się nazywasz?
-Andrew Gordon.
-Dobrze więc Andrew posłuchaj.Prorok może wypisywać co tylko zechce,ale połowa z tego to stek bzdur.Owszem pochodzę z niemagicznej rodziny i owszem czasami czułam się z tego powodu niedoceniona,albo lekceważona,ale koniec końców stoję tu przed wami prawda?Dyrektor wierzy,że sprawdzę się jako wasza nauczycielka i dobrze przekażę wam swoją wiedzę,więc tak właśnie będzie.Dlaczego w ogóle o to pytasz?-Chłopak zaczerwienił się jeszcze bardziej,spuścił wzrok i wymamrotał coś,czego nie byłaby w stanie zrozumieć,nawet siedząc koło niego.
-Nie dosłyszałam.
-Też jestem mugolakiem...-Młodej nauczycielce momentalnie zrobiło się głupio.A więc tu leżał problem.
-Andrew,to skąd pochodzisz,gdzie dorastałeś...nie powinno mieć żadnego wpływu na to,czy jesteś lepszym czy gorszym czarodziejem.Pewnie że,będzie ci trudniej bo zaczynasz od podstaw,ale nie w tym rzecz.Pomyśl o swoim pochodzeniu jak o atucie.Kto z twoich nowych kolegów może poszczycić się tym,że oglądał telewizję,chodził do kina,jeździł metrem?Niewielu.Owszem oni dorastali wśród magii i to też jest cudowne,ale to że ty nie,czyni cię wyjątkowym,a nie jak wielu sądzi-dziwnym.Pamiętaj o tym dobrze?Niech to co powiem uczyni cię silniejszym.Uczysz się magii,w końcu po to tu jesteś,a to czy miałeś z nią wcześniej styczność nie ma znaczenia.Wielu wspaniałych czarodziejów było z niemagicznych rodzin.Chociażby ja.-Cała klasa ryknęła śmiechem,a Hermiona odetchnęła z ulgą,że udało jej się rozładować atmosferę.
-Kończąc...gdyby ktokolwiek miał jakieś wątpliwości co do tego że uczeń z nie magicznej rodziny zasługuje na takim sam szacunek jak wszyscy,niech przyjdzie o tym porozmawiać ze mną,jasne?-Wszyscy znów pokiwali głowami i patrzyli na nią,jakby z podziwem.Ciepło rozlało się po jej ciele i dodało nowych sił. Klasnęła w dłonie i dzieciaki pogrążyły się w pracy.Po 15 minutach dało się już wyczuć efekty ich starań.Na szczęście nikt niczego nie wysadził,nie rozbił i nie zepsuł.Nie oczekiwała jakiś spektakularnych efektów,ale sam fakt że większości osób udało ukończyć się miksturę w wyznaczonym czasie,napawał ją dumą.Tylko jedno ją zastanawiało.Co takiego znów napisał Prorok?Severus miał rację,będzie musiała zaangażować się czynnie w pracę w Ministerstwie.Koniec z pisaniem bzdur na jej temat!
Mimo iż kolejne zajęcia,tym razem ze ślizgonami,upłynęły w równie miłej atmosferze spokoju i ekscytacji,dziewczyna czuła,że nie tylko nieśmiały Andrew czytał ten artykuł.Część klasy patrzyła na nią z rezerwą,jakby zaraz miała zacząć krzyczeć,albo wyżywać się na nich.Na szczęście przed przerwą obiadową podsłuchała dwóch gryfonów,jak mówili że jest "tak miła jak opisywali rodzice".Musi dowiedzieć się o kogo chodzi i im podziękować.Zapyta o to Dumbledore'a on na pewno będzie wiedział.W świetnym humorze ruszyła do Wielkiej Sali i nie zauważyła kogoś.Z impetem uderzyła o coś twardego i zatoczyła się do tyłu.W momencie czyjeś silne ramiona złapały ją nim uderzyła o ziemię.Podniosła wzrok i spojrzała w najpiękniejsze zielone oczy jakie widziała w życiu.Zdezorientowana wydukała słowa przeprosin,ale nieznajomy,tylko się uśmiechnął i machnął ręką.Zaczerwieniła się ogniście,ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć,jego już go nie było.Zakłopotana ruszyła korytarzem,kręcąc głową na tę dziwną sytuację.
Gdy tylko zajęła miejsce obok Snape'a poczuła jaka jest głodna.O dziwo poczuła coś jeszcze. Severus użył perfum!Z roztargnieniem pociągnęła nosem kilka razy co musiało zwrócić uwagę siedzącego obok mężczyzny.
-Masz katar?Chusteczkę?
-Nie nie...ten zapach...jest piękny.-Nie potrafiła na niego spojrzeć.Już sama sytuacja byłą komiczna.
-Hm...podoba ci się?
-Jest...w porządku.
-Wyglądasz jakbyś miała ochotę się na mnie rzucić,więc chyba trochę więcej niż w porządku?-Uniósł brew jak to ma w zwyczaju i uraczył ją jednym z tych spojrzeń od których robiło się człowiekowi gorąco.Tym razem jednak nie ze strachu...
-Pachnie...przyjemnie.
-Jak bardzo?-Hermiona jednak nie zdążyła odpowiedzieć bo zaczęła się krztusić. Snape spojrzał tam gdzie utkwiony był wzrok dziewczyny i zatrzymał się z widelcem przed twarzą.
-Dlaczego gapisz się na Newborne'a?-Gdy już odzyskała oddech,przeniosła na niego wzrok i czekała aż się odezwie.Gdy ten jednak znów zmierzył ją kpiącym spojrzeniem,spłonęła rumieńcem.
-Jak go nazwałeś?
-Charles Newborn. Ślizgon z szóstej klasy.Gapiłaś się na niego.
-Eeee nieprawda?
-Owszem,przecież widziałem.Znam tę rodzinę,dziwni ludzie.
-Hm..czyli mówisz,że ile on ma lat?
-Och przestań,nie mów mi,że podoba ci się jakiś wyrostek i to jeszcze z podejrzanej rodziny.
-Nie nie...tylko..wpadłam na niego na korytarzu i byłam ciekawa.
-No to dowiedz się,że jest beznadziejny w eliksirach.Nie wiem,dlaczego trafił do mojego domu.
-A czy to ważne?Wygląda na miłego,to wszystko.-Wzruszyła ramionami,ale kolejny komentarz jej rozmówcy wytrącił ją z równowagi.
-Miły czy nie,nie wolno ci się wiązać z uczniami.To jeszcze dzieciak.
-E...on jest tylko kilka lat młodszy ode mnie,a poza tym kto mówi o jakimś wiązaniu.Ma ładne oczy,to wszystko.
-Jak sobie chcesz,bylebym cię nie zobaczył migdalącej się z nim,bo będę musiał o tym donieść dyrektorowi.
-Nie będzie takiej potrzeby.-Mruknęła obrażona,że w ogóle podejrzewa ją o coś takiego.Nie mniej jednak gdy spojrzała na stół ślizgonów i znów ujrzała tę blond czuprynkę poczuła mrowienie na całym ciele.Chłopak był nieziemsko przystojny to fakt.Z ich wcześniejszego spotkania pamiętała długie, gęste rzęsy i obezwładniający uśmiech.Z takim wyglądem na pewno ma dziewczynę....
Hermiona już miała się zbierać,gdy przypomniało jej się o co miała zapytać Nietoperza.Odwróciła się i spostrzegła,że się na nią gapi.
-CO?Mam coś na twarzy?
-Ta...bardzo głupi wyraz.Nie nie,wyglądasz jakoś inaczej...lepiej.
-Nie wierze!Severus Snape powiedział mi komplement!Dobrze się czujesz?Nie boli cię głowa?
-Zapewniam cię,że z moją głową wszystko w porządku. Rano,widziałem jak biegłaś do lochów nawet mnie nie zauważyłaś,aż tak się stresowałaś?Pomyślałem,że może poprawię ci humor,skoro zajęcia nie poszły najlepiej.
-Dlaczego miały nie pójść najlepiej?
-Noo...jest taki artykuł...
-O nie!A więc już to czytałeś?Co tam napisali?Bardzo mnie obrzucili błotem?
-Bardzo.Ale nie czas teraz na to. Przyjdź do mnie wieczorem,to powiem ci co zrobimy,żeby to był ostatni taki artykuł.
-W porządku i...dziękuję.
Reszta dnia minęła Hermionie w zastraszającym tempie.Nim się spostrzegła nastał wieczór.Z ulgą zrzuciła szatę i zrobiła sobie herbatę.Postanowiła na razie nie czytać tego artykułu,nie będzie sobie psuła nastroju.Porozmawia z Severusem i razem coś wymyślą.Nie zwlekając ruszyła do jego gabinetu,by zaraz przeżyć szok.W najciemniejszym zakątku w lochach stał Wiktor a obok niego Snape z uniesioną różdżką.Oboje mieli groźne miny i mierzyli się wzrokiem.Przerażona podbiegła do nich i stanęła jak wryta,gdy usłyszała słowa Wiktora:
-Przecież ona cię nie obchodzi...nie interesuj się z kim się spotyka,albo pożałujesz.
-Grozisz mi Krum?
-Ostrzegam.Ona jest i będzie moja,łapy precz.
-Nie bądź śmieszny,dlaczego miałaby być z kimś takim jak ty?
-A dlaczego miałaby być z kimś takim jak ty?
-Nie bądź niemądry każdy byłby lepszy niż ty.-Snape prychnął i znów wymierzył do rywala.
-Możecie mi powiedzieć o co chodzi?-Dziewczyna nie wytrzymała i wtrąciła się do tej dziwnej rozmowy.Mężczyźni obejrzeli się zaskoczeni. Severus od razu opuścił różdżkę i przybrał minę niewiniątka.Wiktor z kolei zaczerwienił się i wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia.
-Właśnie mówiłem Snape'owi, że w życiu nie zechciałabyś kogoś takiego jak on.
-Doprawdy Wiktorze,skończ z tymi bzdurami.Tłumaczyłam ci,że nic nas nie łączy,a tym bardziej mnie i ciebie.
-Może lepiej jemu to wytłumacz?-Wzruszył ramionami i odszedł szybkim krokiem,pozostawiając dwójkę nauczycieli w kompletnej ciszy.
-Powiesz coś?
-Krum to idiota?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.O co znów poszło?
-Chodź siądziemy,napijemy się po szklaneczce i spróbujemy rozwiązać problem zuchwałości pewnej gazety.Tym-wykonał ruch rękoma wokół siebie-nie warto zaprzątać sobie głowy.-Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i ruszyła za nim przez drzwi.Jak zwykle zadziwił ją panujący w pomieszczeniu artystyczny nieład,ale jej uwagę przyciągnęła kanapa stojąca pod ścianą.Ostatnim razem jej nie było.
-Po co ci kanapa?
-Jak powiem,że do spania to i tak zapytasz dla kogo prawda?
-Jak ty mnie dobrze znasz.-Uśmiechnęła się do niego,ale nie odwzajemnił się.
-Mam dzikiego lokatora,który...nie umie spać na ziemi.
-Zdefiniuj dzikiego lokatora?
-Kota...znalazłem go,ktoś musiał go wyrzucić i to cholerstwo od pierwszego momentu umościło się na tej kanapie,ale zostawić go na 5 minut bez nadzoru....sypialnia jest jak po tornadzie,nie chcesz tego widzieć.
-Zapraszasz mnie do sypialni?
-Nie!
-Dobra już dobra.Kto by pomyślał. Severus Snape,zaopiekował się przybłędą.No no.Co będzie następne?Darmowe lekcje bycia wrednym?
-Skończ.
-A więc.Jak się wabi?
-Kto?
-Twój kot.
-On nie jest mój.On tylko u mnie mieszka.
-Musisz go nazwać!-Klasnęła w dłonie i podeszła do kanapy.Rozejrzała się i dopiero po chwili ujrzała małą białą kuleczkę zwiniętą na środku kocyka.Gdy zwierzę ją wyczuło,podniosło łebek i brązowowłosa aż pisnęła.
-Rety!Jaki on słodki.-Porwała malca w objęcia i zaczęła go tulić.Gdy podrapała go po brzuszku,zaczął mruczeć,a Hermiona jęknęła jak w ekstazie.-On jest cudowny!Powinieneś nazwać go słodziak.-Po spojrzeniu jakie jej posłał,poznała że imię chyba mu się nie spodobało.
-A może miałczek?Bialik?Perełka?
-Wolfgang.
-Słucham?Mam na imię Hermiona pamiętasz?
-Nazwę tego sierściucha Wolfgang.
-Wolfuś,cudnie!-Pocałowała go w różowy nosek i zachichotała. Snape tymczasem patrzył na nią jak na idiotkę.
-Nie żaden Wolfuś,tylko Wolfgang kretynko.I pomyśleć że jesteś szanowaną nauczycielką,a nie jakąś rozchichotaną smarkulą.
-Och przestań.On jest uroczy.
-W takim razie w ogóle do mnie nie pasuje.Ja nie bywam uroczy.
-Oj bywasz...
-Coś ty powiedziała?
-Nic nie mówiłam.-Czarnowłosy mężczyzna wziął kota z jej kolan i posadził sobie na torsie.Zwierze momentalnie się w niego wtuliło i zamknęło bursztynowe oczka.
-Wróćmy do tematu naszego spotkania.Prorok znów sobie pozwala,ale my nie możemy pozwolić mu sobie pozwalać...Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Tak.
-To dziwne bo to co powiedziałem totalnie nie miało sensu,a ty nie zwróciłaś mi uwagi.
-Nie moja wina.Wyglądacie tak słodko.
-Nieprawda!Nie można wyglądać słodko i męsko zarazem.
-Można...
-Jeśli chcesz mi wyznać miłość,to się nie krępuj.-O tak wyszydzenie jej jest najlepszym sposobem na zmazanie tego głupkowatego wyrazy twarzy.Znów wyglądała jakby miała ochotę się na niego rzucić.I choć spojrzenie to było...miłe...to napawało go niepokojem.Granger jako koleżanka z pracy w porządku.Granger jako przyjaciółka do pogadania i do kieliszka w porządku.Ale Granger jako obiekt uczuć?Kochanka?Nie do przyjęcia.Potrząsnął głową z niesmakiem.
-Słuchaj wróćmy do meritum...
Różne sposoby zniszczenia plotek na temat Hermiony,tak ich pochłonęły,że nawet nie zauważyli jak wybiła północ i cała zawartość butelki zniknęła.Doszli jednak do dość ciekawych wniosków,które miały im pomóc, ale dopiero następnego dnia.Była gryfonka już miała się zbierać,po kolejnym napadzie niekontrolowanego śmiechu,gdy spostrzegła,że jej rozmówcy zamknęły się oczy.Niepostrzeżenie podeszła do jego fotela,nachyliła się i wciągnęła ten korzenny zapach.Whisky zmieszała się z perfumami które czuła wcześniej i aż ugięły się pod nią nogi.Mieszanka ta była zachwycająca.Jakby bez udziału mózgu,Hermiona pochyliła się jeszcze bardziej,tak że prawie stykała się z nim nosem.Gdy spojrzała w górę,spostrzegła dwie czarne kule i aż odskoczyła jak oparzona.
-Myślałam że śpisz!
-Spałem,ale tak chichotałaś,że martwego byś obudziła!Coś ty chciała zrobić?
-Nic.-Zaczęła sobie wyłamywać palce i uciekła wzrokiem.
-Skoro nic,to żegnam.-Pokazał jej na drzwi i odwrócił się w stronę kominka,jakby obrażony.
-Pa słodziaku!-Dziewczyna pomachała w jego stronę,a Severus przez resztę nocy zastanawiał się czy mówiła do niego,czy do kota.
środa, 19 listopada 2014
Libster Blog Award
Jej!Znów zostałam nominowana!Serdecznie dziękuję drogiej SevMione,którą równocześnie informuję iż zyskała nową czytelniczkę;)Dodatkowo chciałam jej podziękować,bo nominowała autorki,których nie znałam,ale chętnie poznam;)
Jeszcze raz dzięki kochana;)
Poinformuję tylko iż szablon coraz bliżej,a rozdział będzie dopiero koło piątku.
1. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się pomyśleć o długoterminowym zawieszeniu bądź też całkowitym usunięciu bloga? Jeśli tak, co było przyczyną?
Nie,nigdy o tym nie myślałam.Piszę z chęci i póki co mam mnóstwo pomysłów i wena jest,więc narazie zostaje z wami;)
2. Czego nie lubisz a co uwielbiasz w swoim blogu?
Nie lubię przede wszystkim tego,że nie mam szablonu,ale to nie problem.Najbardziej tego,że mimo iż dodaje dość często rozdziały,wyświetleń jest stosunkowo mało.Uwielbiam natomiast to,że to moje drugie dzieło,dorosłam trochę do tego pisania i blog jest już prawie taki jakim sobie go wymarzyłam.
3. Dlaczego wybrałaś akurat paring SSxHG?
Hermi i Sev,zawsze będą moja ulubioną parą.W fanficach siedzę już jakiś czas.Przeczytałam niezliczone ilości Dramione,napisałam własne i podczas pisania natknęłam się na Sevmione,które do dziś uważam za najlepsze opowiadanie i które popchnęło mnie do stworzenia mojej wersji ich miłości.Chciałam zobaczyć,czy ja też potrafię ukazać nietoperze serce i kujońską namiętność;)
4. Po zakończeniu obecnego bloga zamierzasz założyć kolejny czy raczej przestaniesz blogować?
Owszem myślałam nad kolejnym blogiem,ale jak będzie?Czas pokaże.
5. Czy udało Ci się stworzyć postać, która przypomina Ciebie?
Prawdę powiedziawszy nie,ale dlatego że nigdy tego nie chciałam.Ja to ja osoba z krwi i kości,nie potrzebuję jeszcze swojego odpowiednika w opowiadaniu.Być może Hermiona posiada jakąś tam moją cechę,ale to raczej wyglądu;)
6. Dlaczego zaczęłaś pisać i jak długo to robisz?
Jeśli chodzi o pierwsze opowiadanie,to chciałam się sprawdzić i zobaczyć jaka to frajda z tym całym blogowaniem.Krótkie opowiadania tworzę od 14 roku życia(mam 23lata),ale oficjalnie(wirtualnie)publikuję od lutego tego roku.
7. Skąd wzięła się nazwa Twojego bloga?
Nazwa bloga "you deserve better" jest kluczowym opisem uczuć Severusa do Hermiony,gdy już sobie na te uczucia oczywiście pozwoli;)
8. Czy jest jakaś para, której zupełnie sobie nie wyobrażasz?
W życiu nie wyobrażam sobie Rona i Harrego,no way!
9. Znajdzie się cytat, który idealnie współgra z Twoją historią?
"Człowiek ma dar kochania, lecz także dar cierpienia. "
10. Postać, której nie znosisz? (z HP)
Glizdogon!!!
11. Jaką porę dnia uważasz za najlepszą żeby tworzyć? A może nie ma różnicy?
Generalnie nie robi mi wielkiej różnicy pora,ale...najbardziej lubię tworzyć w godz. 11-15(kawa,papieros te sprawy)
Z radością nominuję:
Always z http://always-said-snape.blogspot.com/
Miona22 zhttp://hgxssokrok.blox.pl/html
Alexis Nott z http://great-unknown-feeling.blogspot.com/
Victorie la Roulette z http://szlama-arystokrata-plan-przeznaczenia.blogspot.com/
OTO MOJE PYTANIA:
1.Czy znajdzie się według ciebie opowiadanie,które zasłużyłoby na ekranizację,gdyby to było możliwe?
2.Z którą postacią z HP się identyfikujesz?
3.Ile razy najwięcej zdarzyło ci się przeczytać,którąś z książek HP,jaka to była część?
4.Co z książek według ciebie powinno się znaleźć w filmach,a czego scenarzyści nie umieścili i dlaczego?
5.Standardowo:Dlaczego ten parring?
6.Którą z osób obsady filmowej HP chciałabyś poznać i dlaczego?
7.Czy twoi przyjaciele podzielają twoją fascynację sagą oraz pisaniem ff?
8.Czy posiadasz jakiś magiczny przedmiot ze świata Hp,np różdżkę,miotłę?
9.Do którego domu byś pasowała?
10.Ulubiony blog?
środa, 12 listopada 2014
Rozdział 9
Rozkręcamy się powoli;)
ENJOY!
Hermiona delikatnie otworzyła oczy, jednak zaraz tego pożałowała. Poczuła kujący ból głowy i lekkie zawroty. Z wysiłkiem zwlekła się z łóżka, zastanawiając jak tam trafiła.W łazience umyła włosy, twarz i popsikała się perfumami. Postanowiła spotkać się z Wiktorem, ale jak tylko przyszło jej to do głowy, doznała olśnienia. Alkohol, Severus, Wiktor, pocałunki, szklanka...Migawka wspomnień przyprawiła ją o dreszcze. Musi porozmawiać z jednym i z drugim. Ale z którym najpierw ? Wiktor. Zadecydowała o tym od razu, bo na pewno będzie to ta prostsza rozmowa. Jakże się myliła...
- Witaj Wiktorze, mogę wejść?
- Po co ? - Jego gburliwy ton wkurzał ją, bo chyba dopiero teraz zrozumiała jak bardzo gburowaty jest ten mężczyzna.
- Porozmawiać ? - Może jak będzie udawała głupka to nie będzie awantury ?
- O czym tu rozmawiać ? Dość jasno się wyraziłaś .
- Co masz na myśli ?
- Twierdziłaś, że nie chcesz się wiązać z kimś z pracy, ale najwidoczniej Snape nie podchodzi pod tę kategorię.
- Hę ? - Musiała zrobić bardzo głupią minę, bo Bułgar załamał ręce i wpuścił ją do swojego dormitorium.
- Wiem, że nie jestem doskonały, ale co takiego ma on, czego ja nie mam ? I proszę cię o szczerość, nie zniosę więcej kłamstw. - Ku jego przerażeniu Hermiona zaczęła się śmiać i to na całe gardło. Gdy wreszcie się opanowała, spojrzała na niego jak na przybysza z marsa i uspokoiła oddech.
- Ty myślisz, że coś mnie łączy z Nietoperzem ? Proszę cię. Już wolałabym być starą panną niż się z nim związać. Nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie przetrwał. - To że nie mówiła do końca prawdy postanowiła przemilczeć. Najważniejsze to wyprowadzić go z błędu.
- To dlaczego wciąż mnie od siebie odsuwasz i zachowujesz się jakby on był ważniejszy ode mnie ? - " Bo jest " miała ochotę krzyczeć, ale szybko się zreflektowała.
- To nie tak, że jest ważniejszy...mamy sporo wspólnych spraw. Zakon, eliksiry, wspólne ćwiczenia. To normalne że ludzie w takich okolicznościach się zbliżają, ale nasze relacje nie wykraczają poza te zwykłe kumplowskie. Poza tym on mógłby być moim ojcem, przecież wiesz..
- W świecie czarodziejów wiek nie stanowi, aż tak dużej przeszkody dla związków...
- Och skończ już ! Nic mnie nie łączy ze Snape' m zrozumiano ?! - Krum wyglądał na prawie udobruchanego, bo przygarnął ją do siebie i posadził sobie na kolanach. Chciał ją pocałować, dlatego błyskawicznie wtuliła się w jego tors by uniknąć tych zachłannych ust. Najwidoczniej to też mu odpowiadało, bo oplótł ją ciaśniej i zaczął się kołysać w tył i w przód.
- Ja...już myślałem że cię straciłem...i to na rzecz tego dupka ! Obiecaj mi, że mnie dla niego nie zostawisz.
-Hermiona bezmyślnie kiwnęła głową, ale zaraz zdała sobie sprawę, że on tego nie widzi. Zrozumiała również, co brunet sugerował. Od razu poderwała się na równe nogi.
- Wiktorze ! Nie zostawię cię dla Snape'a bo my nie jesteśmy razem ! Skąd ci to przyszło do głowy ?
- Noo...jak ty pozwalałaś się całować, to jak dla mnie było jasne, że chcesz...
- To był błąd. Nie powinnam robić ci nadziei, przepraszam.
- Dlaczego tak mówisz ? - Spojrzał jej w oczy z nadzieją, która jednak zaraz zgasła.
- My nie pasujemy do siebie Wiktorze...ty lubisz sport, ja książki. Jesteś pewny siebie i rozgadany, a ja cicha i raczej nieśmiała...myślę, że szybko byśmy się sobą znudzili.
- I dlatego nie chcesz nawet spróbować ?
- Ciężko będzie nam razem pracować, jeśli faktycznie zerwiemy...
- I nie chodzi o to, że chcesz być ze Snape'm ?
- W żadnym razie - Kategorycznie pokiwała głową i uśmiechnęła się niepewnie.
- Dobrze więc, jakoś się z tym pogodzę.
- Cieszę się.
Bułgar namawiał ją jeszcze aby została na kieliszek wina, ale znów wymówiła się zmęczeniem. Jak miała mu powiedzieć, że chyba z pięć razy mówiła mu, że nie pije wina. I to jeszcze na kacu. Niektórzy nigdy się nie zmienią..A propo zmian. Gryfonka zaczęła zastanawiać się, czy jej stosunki z Mistrzem Eliksirów ulegną zmianie. Z tego co wydedukowała, zaniósł ją do łóżka i chyba na niego zwymiotowała, ale równie dobrze mogło jej się to śnić. No i te rzeczy które mówił...które ona mówiła...musi to wszystko wyjaśnić i to przed jutrem. Będzie potrzebowała jego wsparcia, gdy zjadą się wszyscy uczniowie. Nie zwlekając ruszyła do lochów.
Gdy otworzył drzwi już wiedziała, że nie będzie łatwo. Miał jak zawsze marsową minę i uniesione drwiąco brwi. Gestem zaprosił ją do środka i chyba, żeby z niej zadrwić, nalał sobie szklaneczkę Ognistej i wychylił ją jednych haustem. Patrzyła na niego wyczekująco, aż wreszcie usiadł w dobrze znanym jej fotelu i również na nią spojrzał.
- Głowa cię nie boli ? - Znów uniósł brwi.
- Nie, mam się całkiem nieźle, dziękuję.
- W przeciwieństwie do moich butów, które potraktowałaś,bardzo nieelegancko.
- Wiem, przepraszam.
- Za co ? - Pogardliwy ton zasugerował jej, że jest jeszcze coś za co należą mu się przeprosiny.
- Za wszystko. Wygłupiłam się. - Spojrzała na niego nieśmiało, niepewna jak zareaguje na jej kajanie się. Gdy jednak się nie odezwał, odebrała to jako dobrą kartę i kontynuowała. - Nie powinnam się tak zachowywać, wytłumaczyłam już Wiktorowi..- O dziwo uniósł dłoń, jakby każąc jej przestać. Spojrzała mu prosto w oczy.
- Nie chce słuchać o czym sobie gruchaliście. Przeprosiłaś, doceniam to, ale teraz to ty mnie posłuchasz.
Ostatnio nasze stosunki były luźne. Jak dla mnie za luźne.Wiem, że jak ludzie razem pracują, to się do siebie przyzwyczajają, to jest nieuniknione, ale to wszystko zabrnęło za daleko. Rozumiem, że moja wiedza i umiejętności mogą ci imponować, ale twoja chora fascynacja zabrnęła za daleko. Nie interesują mnie żadne romanse czy co ci się jeszcze jawi w tej głowie..
- Czekaj czekaj. Jakie romanse ? Jaka fascynacja ?
- Nooo twoja, mną.- Spojrzała na niego jak na wariata. Znów.
- Słuchaj no Snape. Nie wiem co sobie ubzdurałeś, ale chyba troszkę poniosła cię fantazja. Owszem imponujesz mi, ale jako czarodziej, Mistrz Eliksirów i wybitny uczony, a nie jako mężczyzna. Moja jak to określiłeś " chora fascynacja " - wykonała ruch palcami zaznaczając cudzysłów - wiąże się tylko z twoimi umiejętnościami, a sam pomysł o mnie i o tobie mających romans, jest dla mnie śmieszny. Wierzyć mi się nie chce, że wpadłeś na taki pomysł. Nasza współpraca, choćby nie wiem jak bliska, w życiu nie wyzwoliłaby aż tak gorących uczuć.Więc - uprzedzając twoje pytanie - nie nie podobasz mi się. -Spojrzała na niego pewna siebie, a gdy zobaczyła jego chytry uśmieszek, aż się zaczerwieniła.
- Dobrze w takim razie. Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Trochę szkoda,no ale..
- Tak ? - Wydała z siebie żałosny kwik.
- Oczywiście, że nie głupia .- Przewrócił oczami ubolewając nad jej bezmyślnością.
- Skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, pójdę coś zjeść.
- Tęsknił nie będę. - Burknął jak to on ma w zwyczaju.
*
1 września.Przez wielu dzień postrzegany jako utrapienie, dla pewnej młodej kobiety stanowił próbę charakteru i powód do zmartwień też. Dziś pojawią się wszyscy uczniowie. Dziś, zostanie ogłoszona jako nowy nauczyciel i dziś będzie musiała sprostać wszelkim wymaganiom. Pocieszała ją tylko jedna myśl. Jeśli te pierwsze dni dadzą jej w kość, będzie mogła uciec do Nory na resztę weekendu i ponarzekać Ginny i reszcie.
Ociągając się, wykonała poranną toaletę, nałożyła makijaż i ubrała się w dłuższą ciemno granatową spódnicę i czarną bluzkę. Już gdy wyszła z wieży i ruszyła schodami w dół, dobiegł ją gwar podnieconych głosów i nieśmiałych szeptów. Pierwszoroczni. Na myśl o jutrzejszych zajęciach, coś w jej brzuchu wykonało koziołka. Niepewnie chwyciła się balustrady i zeszła z ostatniej kondygnacji schodów. W tłumie szkrabów nie dostrzegła żadnej znajomej buzi, ale za to rozpoznała wyróżniającego się Gajowego. Hargid stał otoczony kręcącymi się na wszystkie strony dzieciakami i niemrawo wymachiwał rękami. Dopiero po chwili dotarło do niej, że on macha w jej kierunku, dając jej znać, aby podeszła.
- Hermiona ! Niech no cię uściskam ! - Bez pardonu podszedł i uniósł ją do góry, jakby nie ważyła absolutnie nic i wciąż miała 12 lat.
- Hej ! Puść ! Złamiesz mnie ! - Gdy wreszcie dał się przekonać i postawił ją na ziemi, wszystkie małe buźki zwróciły się w ich stronę co chwilę posyłając ukradkowe spojrzenia i szepcząc.
- Jak się masz Pani Psor ? - Olbrzym wesoło mrugnął i zaniósł się śmiechem łapiąc się za ogromny brzuch.-To wszystko nie jest takie straszne, przyzwyczaisz się. No, pogadałbym, ale Mini się wścieknie, ekhem...Psor McGonagall się wścieknie jeśli zaraz nie przyprowadzę ich pod Wielką Salę. Dzieciaki ! Za mną ! - Gdy wreszcie udało mu się wykonać pełen obrót, wszyscy patrzyli za nim jak urzeczeni. Jak to w takich chwilach Hermionę wzięło na wspominki. Zaraz jednak się ogarnęła i wyszła przed szkolną bramę. Robiło się coraz tłoczniej. Uczniowie przybywali na Testralach, łodziami i a to nowość balonami. Dziewczyna spojrzała zaskoczona, na pilota jednego z balonów, mianowicie był to sam Severus Snape. Gdy tylko garstka uczniów wysypała się na dziedziniec, podeszła do niego, nie kryjąc podziwu. Uniesienie brwi, znów powiedziało jej co sądzi o usłyszanych pochwałach. Zaraz się zreflektowała.
- Mój tata też umie latać balonem.
- To miał być przytyk do mojego wieku ? - Prychnął z pogardą, ale nadal patrzył jej w oczy i gdy już wysiadł z balonu również.
- Nie nie . Czemu ty zawsze przewidujesz najgorsze ? Lubiłam z nim latać, a wiem jaka to trudna sztuka...to wszystko. - W obronnym geście splotła ręce ze sobą. - Nie wszyscy cały czas myślą o tym jaki to jesteś stary ! Nie żebyś był stary ! - Zaczęła wymachiwać rękami, jakby chcąc cofnąć te słowa. O dziwo Severus tylko zachichotał.
- Już się nie plącz. Widziałaś te dzieciaki ? Nie żebym was komplementował, ale za waszych czasów jakoś pierwszoroczni byli bardziej zdyscyplinowani.- Pod jego spojrzeniem dziewczyna spłonęła rumieńcem, ale nic nie powiedziała. Nagle przypomniało jej się coś, o co chciała zapytać.
- Dlaczego wszystko rozpoczyna się tak wcześnie?
- Dyrektor stwierdził, że skoro wreszcie rodzice na nowo mu zaufali i w tym roku będzie rekordowa liczba uczniów, najlepiej rozpocząć jak najszybciej, żeby się zaaklimatyzowali. Mnie nie pytaj, rok jak każdy inny.-Wzruszył ramionami. Mistrz Eliksirów raptownie się zatrzymał i dopiero po chwili Hermiona zorientowała się, że przepuszcza ją w drzwiach. Posłusznie przez nie weszła i już miała się odezwać, gdy spostrzegła, że mężczyzna skręca na schody, a nie w stronę Wielkiej Sali. Nie zawracając sobie głowy krzykiem, weszła przez ogromne wrota. Od razu spostrzegła grupę niskich dzieci na przedzie sali. Rzeczywiście pomieszczenie pękało w szwach o ile można tak powiedzieć o magicznej sali powiększanej zaklęciem wedle potrzeb. Dostawiono cztery dodatkowe ławy oraz trzy dodatkowe krzesła przy stole nauczycielskim. Gryfonka ruszyła niepewnie w stronę swojego miejsca, gdy kątem oka dostrzegła Minerwę. Delikatnie się uśmiechnęła i skinęła jej głową. Ten sam gest wykonała względem Albusa Dumbledore'a, który mrugnął do niej, a Pani Sprout poklepała ją po plecach. Gdy wreszcie usiadła poczuła się dziwnie.Wszystkie twarze na nią patrzyły. Te małe z zaciekawieniem, a starsze dzieci na przemian z podziwem i lekkim rozbawieniem. Poczuła, że palą ją policzki. Marzyła, aby wreszcie zjawił się ktoś z kim mogłaby porozmawiać, ale jak na złość, ani Severusa, ani nawet Wiktora jeszcze nie było.W końcu jednak, niezmiennie trzepocząc peleryną pojawił się Snape, a za nim lekko utykając - Krum. Brązowowłosa patrzyła jak gniewnie mierzą się wzrokiem, jednak nie miała już czasu zapytać żadnego z nich co się stało, bo Dyrektor powstał i odchrząknął.
- Witacie moi drodzy ! Kolejny rok się rozpoczyna ! Życzę wam samych dobrych ocen i abyście pobyt tu wspominali jak najlepiej. Mamy kilka zmian w kadrze. Tym którzy jeszcze jej nie znają, przedstawiam nową nauczycielkę Eliksirów - Hermionę Granger - Skinął w jej stronę na co rozległy się ogromne brawa. Jedynymi osobami które nie klaskały, byli Krum i Snape. Gdy brawa ucichły Starzec kontynuował. - Latania będzie uczył wybitny gracz w Quiddicha - Wiktor Krum. - Tutaj brawa były jeszcze głośniejsze. Gdzieniegdzie słychać było gwizdy. - Przystąpimy teraz do ceremonii przydziału, a zaraz po uczcie prefekci zaprowadzą was do dormitorium. Minerwo? - Gdy profesorka zaczęła monotonnym głosem odczytywać kolejne nazwiska, Hermiona wyłączyła się. Spojrzała na Snape'a, ale tradycyjnie jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, oprócz pogardy dla całego świata. Będzie musiała go przydybać po uczcie i wypytać o co chodzi. Nim się spostrzegła, Minerwa wesoło zagadywała ją o początek roku szkolnego, racząc się pieczonym indykiem i frytkami. Dziewczyna jednak tylko na wpół koncentrowała się na rozmowie, nie chciała bowiem przegapić momentu jak Nietoperz odejdzie od stołu. Powoli jednak wszyscy zaczęli wstawać, a prefekci kolejno wyprowadzali grupy uczniów, mężczyzna jednak siedział jak zaklęty. Gdy wreszcie się podniósł, szedł tak szybko, że miała trudność z dogonieniem go. W końcu zaczęła się potykać na kamiennych schodach.
- Stój ! - Błyskawicznie się obejrzał i posłał jej swoje mistrzowskie, nienawistne spojrzenie.
- Co znowu ?
- Dlaczego spóźniłeś się na ucztę i to razem z Wiktorem ?
- Książkę piszesz ?
- Tak.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Cytując klasyka " już tam byłam" - Zrobiła mędrkowatą minę, a Severus w duchu współczuł jej uczniom.
- Ech...z tobą nie da się wygrać co?
- EEE.
- Nasz drogi koleżka Krum ma trochę za długi jęzor, ale ty już to wiesz. - Posłał jej wredne spojrzenie i zachichotał.
- Co masz na myśli ?
- Powiedział coś co mi się nie spodobało, więc podłożyłem mu nogę i spadł ze schodów.
- Co takiego ? - Wybałuszyła na niego oczy i aż się zatrzymała w miejscu.
- Ach nie zaprzątaj sobie tym tej ślicznej główki, Krum to idiota, ale przynajmniej pod odpowiednim naporem umie się przyznać do błędu.
- Co ty sugerujesz ? - Jej umysł ledwo zarejestrował fakt, że nazwał ją śliczną.
- Nic nic, widzimy się później. - Lekko jej pomachał i już go nie było. Dziewczyna stała tak jeszcze chwilę wypatrując go w tłumie ludzi, ale więcej go nie widziała. Zniknął.
Jak się okazało, nie dane im było się zobaczyć przez resztę dnia, gdyż co i rusz napływały do niej sowy z gratulacjami, niektóre zawierały nawet małe podarki od rodziców uczniów. Zrobiło jej się ciepło na sercu, że aż tyle osób się o nią martwi i o nią dba. Jak zwykle sumienna i staranna, od razu odpisywała na krótkie treściwe wiadomości. Zaparzyła sobie miętową herbatkę i usiadła przed kominkiem by przeczytać list od Harrego. Przyjaciel jak zwykle zaraził ją swoim pozytywnym myśleniem, zapewniając, że da sobie radę i przesyłając uściski. Gdy tylko mu odpisała i odesłała kolejną sowę, usnęła.
Z przerażeniem obudziła się w środku nocy zlana potem i z drżącym sercem. Dla uspokojenia nerwów spojrzała na rozgwieżdżone niebo. Gdzieś tam jest przeznaczony jej mężczyzna. Czy w tym roku go pozna?Oby gwiazdy jej sprzyjały, gdyż życie w pojedynkę, chociaż nie mogła narzekać, zaczynało jej doskwierać. Chciała mieć możliwość przytulenia się do kogoś, porozmawiania na nurtujące tematy, popsioczenia na belfrowskie życie, choć w sumie nie miała jeszcze na co psioczyć, ale jednak. Ludzie wokoło zaczynali łączyć się w pary, nawet zatwardziała panna McGonagall znalazła szczęście u boku Hagrida, więc dlaczego ona nie mogłaby też kogoś sobie znaleźć ? Nim się spostrzegła wzeszło słońce i był to jeden z piękniejszych widoków w jej życiu. Horyzont zdawał się płonąć czerwienią a pozorne brzegi złotej kuli delikatnie okalały zakazany las, gdzieniegdzie przeplatając gałęzie złotymi promyczkami.
Patrzyła na ten widok jak urzeczona żałując, że z nikim nie dzieli tego piękna.
Nie zawracała sobie głowy ponownym zaśnięciem, tylko zeszła na krótki spacer w promieniach wschodzącego słońca. Gdy już minęła bramy szkoły natknęła się na Minerwę, która z zarumienionymi policzkami i potarganymi włosami przemykała w stronę zamku. Starsza profesorka tylko jej pomachała i uciekła do zamku.
- Zakochani są wśród nas ! - Powiedziała cicho do siebie Hermiona i ruszyła zboczem w dół. Herbatka u Hargida o 5 rano może nie była najlepszym pomysłem, ale zawsze to jakiś pomysł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)