piątek, 24 kwietnia 2015

Miniaturka I-Wypad w góry cz1

Prezentuje wam miniaturke sevmione,totalnie z przymrużeniem oka;)

-Kochanie,uważaj!Nie tak prędko,przecież wiesz że jesteś jeszcze obolały!-Nie mogła się powstrzymać aby mu nie matkować.To było silniejsze od niej.Sam fakt,że w ogóle postanowił wyruszyć z nimi na stok,był raczej lekkomyślny.Ale cóż,Wybrańcy tak mają.Jeździli już od jakiś 4 godzin a im wciąż było mało.Nieopodal parka ich przyjaciół całowała się,myśląc że nikt nie patrzy.Ale oni widzieli,i w tej chwili na ich twarzach pojawiły się kwaśne miny.Oboje myśleli o tym samym...



Alpy tego roku były cudowne.Mroczne,wieczorami przerażające,ale w gruncie rzeczy piękne.
Gryfonka siedziała na parapecie okna w swoim pokoju na 3 piętrze górskiej chatki,które wynajmowała wraz ze swoimi przyjaciółmi i chłopakiem.Dzieliła pokój z Ginny oraz Luną,a ten naprzeciwko zajęty był przez Harrego,Rona i Neville'a.
Mimo iż wieczór był chłodny,wyszła na balkon aby oddać się jednej z czynności jakie mogła robić tylko w samotności.I nie chodzi tu o rozmyślania.Miała brzydki sekret.Palenie papierosów.Nikt o tym nie wiedział i miała nadzieje iż do końca tego wyjazdu nikt się nie dowie.Powiedziała przyjaciołom iż musi do kogoś zadzwonić,a jako że jej towarzysze nie byli obyci z czymś takim jak komórka,najzwyczajniej w świecie ją olali przykazując tylko aby nie rozmawiała długo bo zmarznie.
Opierając stopy o barierkę balkonu wygrzebała z kieszeni zapalniczkę i paczkę papierosów.Odpaliła jednego i spojrzała w bezgwiezdne,prawie czarne niebo.Było już grubo po północy,jednak to nikomu nie przeszkadzało.Byli na mini wakacjach,więc nie musieli trzymać się ścisłych reguł jakie panowały w zamku.
Wstawali  w południe,wygrzewali się w zimowym słońcu,szusowali po stoku,a gdy już brakowało im sił na jazdę,wracali do domku i organizowali zakrapiane imprezy.Jak dotąd wjazd był bardzo udany.Pozostał im jeszcze tydzień i dziewczyna wiedziała,że wydarzy się coś niezwykłego.Miała tylko nadzieję,że będzie to miało związek z jej chłopakiem,może wreszcie uda im się pójść do łóżka?Czekała na to od kilku tygodni,ale chłopak był bardzo obolały po upadku z miotły na treningu,więc postanowili zaczekać,aż będzie w pełni sprawny.Co prawda Hermionie nie bardzo to odpowiadało,ale zbyt wielkiego wyboru nie miała.
Mogła tylko każdego dnia podawać mu eliksiry,smarować jego barki maściami i sprawdzać ogólny stan zdrowia.Jak to niańka.To znaczy dziewczyna.Dziewczyna-niańka jak (nie)lubiła o sobie mówić.

Z lubością zaciągnęła się papierosem i zapatrzyła w obłoczki dymu wydobywające się z jej ust.Zeskoczyła z parapetu z zamiarem wyrzucenia niedopałka w śnieg,ale niechcący strąciła ręką zapalniczkę,która spadła na niższy balkon-do sąsiadów.
-Cholera!Będę musiała tam zejść!-pomyślała ze zgrozą.Była to jej jedyna zapaliczka. Gryfonka przełożyła obie nogi przez barierkę i energicznie zeskoczyła w dół.Niestety przy lądowaniu zachwiała się i uderzyła głową o metalowy grill który ktoś pozostawił na balkonie.Miała nadzieję,że uda jej się zabrać zapalniczkę i niepostrzeżenie wdrapać na piętro,ale niestety,widocznie narobiła zbyt dużo hałasu,bo usłyszała dochodzący z pomieszczenia odgłos kroków i głosy.Podniosła zgubę i chwyciła za dolną część swojego balkonu,ale w momencie kiedy oparła kolana o balustradę,drzwi się otworzyły.Z wrażenia spadła z powrotem na podłogę,tłukąc przy tym tyłek i kolana.Jęknęła żałośnie,ale bała się podnieść wzrok.Koło niej stał  Severus Snape,w granatowym szlafroku.Gdy uniosła na niego spojrzenie,spostrzegła,że jest  nieźle wkurzony.To znaczy bardziej niż zwykle.Łypał na nią groźnie,a jego dłonie bardzo mocno zaciskały się,jedna na różdżce,druga na klamce drzwi.Gdy podniosła się z kolan i stanęła z nim twarzą w twarz,wreszcie się odezwał.
-Co ty tu wyprawiasz Granger?
-Nic.
-Nawet nie dajesz człowiekowi pospać!
-Przepraszam,coś...coś mi upadło.-Próbowała niepostrzeżenie schować zgubę do kieszeni,ale nie zrobiła tego wystarczająco szybko.Chwycił jej nadgarstek,a ona zaskoczona nie zdołała go powstrzymać.W ułamku sekundy trzymał już w dłoniach jej jedyną zapalniczkę.
-Po co ci to?
-A wie Profesor do czego to służy?
-Nie rób ze mnie idioty.Oczywiście,że wiem.Czyżbyś chciała użyć kadzidełek?Nie radzę ci kłamać bo i tak się dowiem.Twoja legilimencja jest tak marna,że chyba nawet Potter jest w tym lepszy.
-Rozpalam nią ogień w kominku?-Nawet w jej ustach uszach brzmiało to absurdalnie i sama by sobie nie uwierzyła na jego miejscu.
-Hm..-zaczął obracać zapalniczkę w dłoni-a nie pomyślałaś by użyć do tego różdżki?-Dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej purpurowa na twarzy i wstrzymała oddech,ale oskarżenie nie przychodziło.
-Odda mi ją Pan?-Spojrzała na niego z nadzieją,ale zaraz opuściła głowę pod wpływem jego spojrzenia.
-Nie sądzę,aby to było zachowanie godne nauczyciela,który przyłapał swoją nastoletnią uczennicę na paleniu.
-Właściwie...to nie przyłapał mnie Pan..
-Nie skończyłem!Jednakże...ponieważ nie byłem świadkiem i tylko twoja niezdarność cię wkopała,nie doniosę nikomu o tym co robisz,chyba ze złapie cie jeszcze raz i wtedy nie będę już tracił czasu na dyskusje.
Rozumiemy się?
-Tak profesorze.-Powiedziała to z wyraźną ulgą i chyba to był błąd,bo nauczyciel spojrzał na nią uważnie.
-Powiedz mi Granger,czy twoi przyjaciele również to robią?
-Nie profesorze,tylko ja.
-I jesteś pewna,że już nie będziesz tego robić?-Uniósł jedną brew tak jak miał to w zwyczaju.
-Jestem pewna,że już mnie Pan nie przyłapie.
-Zmiataj stąd zanim zmienię zdanie.
Posłusznie przesunęła się w stronę barierki,przełożyła nogę i sięgnęła do krawędzi jej balkonu.Chwyciła balustradę mocniej i chciała się podciągnąć,gdy usłyszała lekko zachrypnięty głos.
-Hej Granger,nie zapomniałaś o czymś?-Odwróciła się w jego stronę i spojrzała na zapalniczkę,którą trzymał w dłoni.Pomachał nią i skierował przedmiot w jej stronę.Dziewczyna lekko się chwiejąc wyciągnęła dłoń i spróbowała pochwycić przedmiot.Na darmo jednak,gdyż wciąż była za daleko.Gdy spróbowała swoich sił po raz drugi,Mistrz Eliksirów odsunął się nieznacznie i gdyby nie jego ramię,upadłaby na ziemię.
-Niezdara.-Mruknął cicho.
-Bawi to Pana?-Hermiona próbowała złapać równowagę,ale było to niezwykle trudne.Jedną ręką przecinała powietrze i całą sobą koncentrowała się,aby znów nie upaść.Kolana do teraz ją bolały.
-Może pomóc?-Jego szyderczy ton dodatkowo ją upokorzył,ale jakoś musiała wyjść z tej sytuacji.
-Oprę się na Panu na sekundkę dobrze?-Nawet na niego nie patrzyła.Było jej za bardzo wstyd z powodu sytuacji do jakiej doprowadził ją nałóg.Wbiła paznokcie w ramie profesora,a drugą rękę położyła po części na karku i na szyi.Ciepło jakie od niego poczuła,lekko ją zamroczyło,ale syk jaki wydał otrzeźwił ją momentalnie.
-Zabieraj te szpony!-Kompletnie nie spodziewała się tego co zrobił mężczyzna.Złapał ją w talii,przyciągnął do siebie i delikatnie postawił na ziemi.Gdy uniosła na niego spojrzenie,był tak samo czerwony na twarzy jak ona.Widocznie sytuacja żenowała go tak samo jak ją.Ich spojrzenia skrzyżowały się na moment i Hermiona pierwsza odwróciła wzrok. Odchrząknęła i cofnęła się o krok,wciąż czując jego ręce na swojej talii.Spojrzała w dół i aż ją dreszcz przeszedł. Miejsca na których spoczywały dłonie mężczyzny,paliły ją i spowodowały przyspieszenie pulsu.Gdy znów uniosła głowę,Snape bez słowa puścił ją przez co się zachwiała,ale zaraz złapała pion.Nauczyciel otworzył szerzej drzwi i ruszył pierwszy.Ponieważ ich nie zamknął uznała,że ma podążyć za nim.Tak też zrobiła.Nie miała jednak czasu,aby rozejrzeć się po wnętrzu,gdyż zaraz usłyszała dobrze znany zrzędliwy głos,dochodzący najprawdopodobniej z prowizorycznej kuchni.Gdy tylko przestąpiła jej próg,dostrzegła dwa parujące jeszcze kubki z herbatą i talerzyk babeczek czekoladowych.Była zbyt zaskoczona,aby się roześmiać więc tylko usiadła i od razu chwyciła kubek w dłonie.Czuła na sobie jego wzrok,ale siedziała bez ruchu wpatrując się w matę w kwiatowe wzorki.
-Może chociaż spróbujesz się wytłumaczyć?I tak ci nie uwierzę,ale spróbuj.
-No..nie mam konkretnego wyjaśnienia.-Wciąż mówiła patrząc w stół,jakby zaraz miała pojawić się tam odpowiedź Godna Mistrza Eliksirów.O dziwo nie czuła się jak na przesłuchaniu.Sama jego postać,postawa i gesty,wprawiały ją w lekką konsternację,ale też podniecenie.Nie, nie czuła podniecenia z powodu Snape'a,tylko tego,że nakrył ją i być może będzie chciał ukarać.Ciekawe tylko jak...
-Dlaczego się uśmiechasz?Na twoim miejscu raczej byłbym przerażony.-Uśmiechnął się drwiąco,a gdy spojrzała na niego zaskoczona prychnął zirytowany.
-Nie jest Pan aż tak przerażający jak myśli.Dawno już przejrzałam Pana gierki i w sumie nawet się trochę Panu dziwie.
-Doprawdy?-Powiedział to tonem,który sugerował coraz większe rozbawienie,a słysząc to,Hermiona postanowiła jeszcze bardziej się pogrążyć.Może być zabawnie.Mężczyzna wygodniej się rozsiadł i spojrzał na nią.
-Doprawdy.-Odpowiedziała w tym samym tonie,również zaszczycając go spojrzeniem,ale jej było bardziej figlarne.Dla Snape'a zwiastowało rychłą katastrofę.Dziewczyna założyła kosmyk włosów za ucho i delikatnie zwilżyła górną wargę językiem.-Czy ktoś z personelu wie,że Pan należy do Klubu Książki w Londynie?Stowarzyszenia Poetów?Stowarzyszenia Historyków?Cy ktoś wie,że grywa Pan w karty?Śmiem stwierdzić całkiem nieźle.Na tyle nieźle,by móc dorobić się niemałych pieniędzy?Czy coś pominęłam?A tak.Moje ulubione.Czy ktoś wie,że wciąż kocha Pan Lily Potter i zrobiłby Pan wszystko by wrócić ją do życia?Nawet na krótką chwilę?-W miarę jak wymieniała,Severus bladł,zieleniał,siniał,ale przy ostatnim zdaniu dosłownie zrobił się purpurowy.Patrzył na nią osłupiały,nie mogąc uwierzyć,ani pojąc skąd ona to wszystko wie.Nikt nie mógł podać jej tych faktów,bo nikt ich nie znał.Po jego szpiegowskim życiu nauczył się,żeby z nikim nie dzielić się tym,co było dla niego cenne i mogło go zgubić.Owszem-prowadził bujne weekendowe,mugolskie życie,ale nic jej do tego!Gdy wreszcie uspokoił galop myśli,spojrzał na jej triumfujący uśmieszek i ogarnęła go ochota by go zetrzeć z tej ładnej buzi.
-Skąd to do cholery wiesz?Wytłumacz się!
-Och profesorze,spokojnie.To nic takiego.W mugolskim świecie nie trzeba znać się na legilimencji,czy posiadać myślodsiewnie aby czegoś się dowiedzieć.To było dziecinnie proste.Popytałam,poszukałam i już.Wiem o Panu sporo sporo więcej i muszę przyznać jestem pod wrażeniem.Jest Pan interesującym człowiekiem,jak się oczywiście uda przebić przez skorupę dupka i chama.
-Zważaj na język!-Spojrzała na niego i znów przejechała językiem po wargach.Mężczyzna patrzył na nią jak zahipnotyzowany,a ona zdawała sobie niczego z tego nie robić.
-Próbuję Panu uświadomić,że każdy z nas ma tę drugą stronę,którą niekoniecznie trzeba wyjawiać światu.-Powiedziała to tonem,jakby mówiła mu,że jest nauczycielem a ona uczennicą i wzruszyła ramionami.
-Chcesz mnie szantażować?-Warknął.
-Absolutnie.To o czym wiem,jest tylko i wyłącznie moim skarbem.Pana tajemnica jest ze mną bezpieczna.
-Więc po co mi to powiedziałaś?Po co się ujawniłaś?-Ku jego zaskoczeniu dziewczyna chwyciła babeczkę,podniosła się z siedzenia,okrążyła stół i stanęła koło niego.
-Bo być może jestem do Pana podobna,być może mam te same aspiracje,zainteresowania,marzenia.Co Pan na to?-Wgryzła się w babeczkę i przeżuwała ją ze smakiem.Czarnowłosy wstał i stanął tak blisko,że czuł zapach kakao i posypki czekoladowej.
-Granger nie podoba mi się ta rozmowa i życzę sobie abyśmy więcej do niej nie wracali.Masz w tej chwili opuścić to miejsce,a jak jeszcze raz złapię cię z papierosem,to zgłoszę do dyrektorowi.Zrozumiałaś?
-Oczywiście.-Parsknęła śmiechem,a przy tym okruszek z orzecha spadł jej na bluzkę. Strzepnęła go niedbałym gestem i uśmiechnęła się słodko.Wtedy spostrzegł,że dziewczyna ma trochę nadzienia w kąciku ust.Pomyślał,że powinien jej to zetrzeć,ale powstrzymał się.Patrzył na nią z wyższością i mimo iż wiedział,że nie może jej lekceważyć,pomyślał,że wygląda wyjątkowo słodko i niewinnie.Lekko potrząsnął głową odpędzając niechciane myśli i wskazał jej drzwi.
-Nie sądzi Pan,że powinnam wrócić tą samą drogą jaką weszłam,by nie wzbudzać w nikim podejrzeń?I tak pewnie już się o mnie martwią.
-Ha!Potter i reszta?Na pewno już się za tobą stęsknili.
-Nie wątpię.Dobranoc.-Nie oglądając się ruszyła do drzwi balkonowych,ale zaraz wróciła z lekką paniką wymalowaną na twarzy.
-Nie jesteś blondynką nie mów,że się zgubiłaś,to jakieś 10 metrów.
-Musi mi Pan pomóc wejść na barierkę.
-Mogę,ale nie muszę.
-Co to znaczy?-Spojrzała na niego wyzywająco.
-Poproś.
-Bez łaski.
Mistrz Eliksirów załamał ręce nad jej upartością i podążył za nią.Skwitowała to cichym prychnięciem,ale nie musiała się odwracać by wyczuć,że jest zirytowany.Stanął z boku,tak że widziała jego profil.Zakrzywiony nos,twarz w bruzdach i głęboko czarne oczy.Taaak to niewątpliwie twarz kogoś kto widział i doświadczył wieku rzeczy.Ale też twarz,która była na swój chory,dziwaczny sposób pociągająca.Dziewczyna zaczerwieniła się i nie patrząc na niego wyciągnęła dłoń,którą po krótkim wahaniu ujął.Opierając na nim cały ciężar ciała próbowała uchwycić barierkę swojego balkonu,ale brakowało jej do tego jakiś 20 centymetrów.
-Wyżej.
-Nie przeginasz?-Krzyknął,cała ta sytuacja zaczynała go już irytować.
-Cicho,zaraz ściągnie nam Pan na głowę Harrego i resztę.-Snape w myślach skarcił się za głupi wybuch.Zaczął myśleć.Jak tak dalej pójdzie to naprawdę zaraz ich ktoś nakryje,a nie ufał dziewczynie.Gotowa zwalić na niego winę i posądzić o nie wiadomo co.W końcu był jej nauczycielem.
-Granger złaź,mam pomysł.-Zaskoczona dziewczyna posłusznie zsunęła się z barierki i stanęła naprzeciw nauczyciela.Ten,bez ostrzeżenia chwycił ją za biodra i uniósł stanowczo.Teraz jej głowa znajdowała się prawie na tym samym poziomie co jego,ale nieco wyżej.
-Nie krzycz i nie panikuj.Chwycę cię za tyłek i podsadzę,jasne?
-Profesorze,dlaczego miałabym panikować?
-Bo jesteś nieznośna,nieprzewidywalna i zaraz cię upuszczę jak nie przestaniesz się wiercić.-Kosmyk włosów opadł mu na oczy podczas tej tyrady,a Hermiona  impulsywnie poprawiła go,zakładając za ucho profesora.Spojrzała na niego ciepło,ale też figlarnie.
-To może w końcu złapie mnie pan za ten tyłek zamiast tylko narzekać?-Zabrzmiało to dość dwuznacznie,ale nie miała czasu się nad tym zastanowić,bo Snape zirytowany jej uwagą,bez ostrzeżenia podrzucił ją do góry i objął swoimi dłońmi jej pośladki.Momentalnie się spięła,ale miała nadzieję,że niczego nie zauważył.Spojrzała w dół i spostrzegła,że Mistrz Eliksirów wgapiał się w jej opalony brzuch,który ukazał się,gdy koszulka podjechała jej do góry.Miejsce to zaczęło palić ją żywym ogniem.Poczuła się nieswojo.Uczucie pogłębiło się,gdy dłonie mężczyzny zaczęły gładzić jej tyłek.Kciukami zataczał kółka,coraz bardziej przesuwając dłonie do przodu jej spodni.Nie mogła powiedzieć,że jej się to nie podobało,ale spanikowała,dlatego z całych sił pociągnęła ręce do góry i uchwyciła barierkę.Podciągając się na rękach w końcu stanęła na krawędzi betonowej podłogi i nawet nie oglądając się za siebie wskoczyła do mieszkania.Głośno oddychając pomyślała "co się do jasnej cholery wydarzyło?!"Nie miała jednak czasu na dalsze rozważania bo do pokoju przylewitował skrawek papieru."Granger,jak łatwo zmusić cię do działania.Dobranoc."Ze złością zmięła papier w ręku i mruknęła sama do siebie:chcesz działania?będziesz je miał.