poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 27


Rozdział jest trochę wylewaniem mojego serca na papier, stąd opóźnienie. Nie chciałam przesadzić, ale ciągle coś wydawało mi się nie tak.
pozdrawiam ;*

Notka mocne 18 +


   Gdy ich usta się rozłączyły spojrzeli na siebie niepewnie. W oczach Hermiony odbijało się pytanie, które Severus sam chciał zadać. Zamiast tego jednak, znów się nachylił i przytulił ją mocno. Pocałował jej włosy i wciągnął głęboko kobiecy zapach, który zawsze mu się podobał. Trwali w uścisku krótką chwilę, a potem nieznacznie się odsunęli. Mężczyzna spojrzał w stronę drzwi do komnat, których nawet nie zdążył za sobą zamknąć. Nie wiedział czy odczytała jego nieme zaproszenie, ale po lekkim wahaniu ruszyła w głąb korytarza, więc poszedł za nią. W ciszy dokończyli swoje drinki, tak jakby miniona sytuacja nie miała miejsca. Spoglądali na siebie ukradkiem, zakłopotani. W końcu ciszę przerwała gryfonka.
- To już zawsze tak będzie? - jej głos był spokojny, ale jakby zawiedziony.
- Jak?
- Burza z piorunami.
- Doceniam, że usiłujesz ubrać naszą relację w środki stylistyczne, ale chyba nie rozumiem?
- Czy już zawsze tylko na skraju przepaści będę mogła być pewna twoich uczuć.
- Tego nie wiem, ale wiem, że nie pozwolę ci ani spaść, ani skoczyć. - Spojrzał jej poważnie w oczy, a ich wyraz kazał jej sądzić, że więcej wyjaśnień już dziś nie usłyszy.
- Zatem co proponujesz?
- Do głowy przychodzi mi tylko jedna propozycja, ale jak patrzę na twoją minę, to mi się odechciewa. -  Chcąc nie chcąc zaśmiała się na ten podtekst.
- Jesteś niemożliwy.
- I takiego mnie mam nadzieję akceptujesz. - Posłał jej uważne spojrzenie, ale była pewna, że cokolwiek odpowie, będzie źle.
- Idziemy spać?
- Chcesz tutaj spać? - Wreszcie wyglądał na zaskoczonego i w myślach pogratulowała sobie zmiany tematu.
- Chcę spróbować.
- Wciąż mówimy tylko o spaniu ?
Nie odpowiedziała. Podeszła do niego szybko. Przycisnęła usta do jego policzka  i czerwona na twarzy odeszła w stronę łazienki.
Nie przesadzała z kąpielami, wolała szybkie prysznice, ale Severus był tradycjonalistą. Jego łazienka była doskonale wyposażona, tyle tylko, że w wannę. Weszła do niej, oparła plecy i odgięła głowę do tyłu. Nie podejrzewała, że wylegiwanie się w wannie może być takie relaksujące. Merlin jej świadkiem, że potrzebowała teraz odrobiny relaksu. W końcu jednak woda zaczęła stygnąć i choć mogłaby ją podgrzać jednym ruchem różdżki, nie zrobiła tego. Nie będzie więcej odwlekała. Pragnęła go, tęskniła za nim i najzwyczajniej w świecie była już zmęczona. Wyszła z łazienki otoczona przyjemnymi zapachami. Ubrała koszulkę nocną i szlafrok, wciąż bowiem krępowała się jakkolwiek irracjonalne to było. Przeszła przez pokój szybkim krokiem i wskoczyła pod kołdrę, okrywając się nią po samą brodę. Severus nie komentował, ale w jego oczach widziała, że jest rozbawiony. Odwrócił się i ruszył do łazienki, a wrócił po wydawać by się mogło kilku sekundach. Tak przynajmniej odczuwała to gryfonka.
   Położył się koło niej. Twarzą zwrócił w jej stronę i chwilę napawał się widokiem. Ona również zastygła, a gdy w końcu wyciągnął dłoń i odgarnął  jej kosmyk za ucho odprężyła się. Poddała się tej delikatnej pieszczocie i westchnęła. Przygarnął ją do siebie i z ulgą przyjął fakt, że od razu wtuliła się w niego i przerzuciła nogę na jego biodra w zaborczym geście, który znał i uwielbiał. Pogładził jej udo delikatnie i z rezerwą, aby jej nie spłoszyć. Poruszyła nogą, zahaczając o jego męskość, która powoli budziła się do życia. Hermiona albo udawała, że tego nie zauważa, albo robiła to specjalnie bowiem w miarę jak przesuwał dłonią po jej krągłościach, ona powtarzała czynność. Rozpalali się powoli, na swój sposób odwlekając to co nieuniknione. Gryfonka przejechała dłonią po jego szyi i zatrzymała się na obojczyku, wyczuwając tętno. Mężczyzna z trudem przełknął ślinę i obrócił głowę w jej stronę. Nie czekając na dalszą zachętę przymknął oczy i nachylił się w jej stronę. Ich oddechy mieszały się drażniąc rozpaloną skórę. Pocałunek był powolny, delikatny i niepewny. Pogłębiali go sycąc się swoim smakiem. Gdy język Severusa wślizgnął się w jej usta była już tak blisko, że prawie na nim leżała. Przerzucił jej nogę do końca na swoją stronę, przez co zmuszona była usiąść na nim okrakiem. Oparła ręce na jego klatce piersiowej, ale zaraz pociągnął ją w dół, by znów namiętnie pocałować. Przejmował kontrolę, a ona mu na to pozwalała. Zrzucił ją z siebie i tym razem on obejmował ją niczym skarb. Zjechał pocałunkami na jej szyję, rozpalając i łaskocząc. Otarł się biodrami o jej wzgórek, a gdy jęknęła głośno, zatkał jej usta swoimi, przez co nie mogła nabrać powietrza. Spojrzała na niego na wpół zaskoczona, na wpół rozpalona i był to jeden z piękniejszych widoków, jakie miał okazję oglądać. W odwecie ugryzła go w wargę, przejechała po niej językiem i zassała ją do środka, a jego penis dał o sobie znać, znów ocierając się o wilgotne miejsce. Uniosła biodra, by łatwiej objąć go nogami i skrzyżowała je na jego plecach. Przy każdym nawet najlżejszym ruchu czuła pulsującego członka i prowokowała go, by wreszcie wysunął się ze spodni i dotknął jej bez przeszkód. Severus odczuwał tym większą przyjemność, że zdawał sobie sprawę z jej głodu i chęci, by wreszcie ją posiadł. Czuł, że jeszcze kilka minut i nie będzie się powstrzymywać, tylko da upust gromadzonym tygodniami uczuciom. Hermiona musiała czuć podobnie, bo gdy wreszcie udało jej się zsunąć mu spodnie i wydostać penisa na zewnątrz objęła go i gładziła głośno oddychając. Stanowczym ruchem ręki spowodowała, że jej kochanek opadł na poduszki ona zaś znalazła się pomiędzy jego nogami. Zostawiała mokre ślady na jego udach, a przy każdym pocałunku czuła prężącą się męskość, która zahaczała o jej czoło i policzek. Ta dodatkowa stymulacja musiała podziałać na nią jak afrodyzjak. Severus zauważył, że jedna z jej rąk zniknęła w fałdkach koszulki. Na twarz kobiety wystąpił rumieniec, oddech stał się jeszcze bardziej urywany. Mistrz Eliksirów zrozumiał, że jego ukochana własnoręcznie doprowadzi się do orgazmu, jeśli jej nie przeszkodzi. Stanowczym ruchem pociągnął ją na siebie, za nic mając jej zduszony krzyk i jęk, który usłyszał, gdy się na niego nabiła. Jeśli była zaskoczona, nie dała tego po sobie poznać. Wręcz przeciwnie od razu poczęła go ujeżdżać, a dźwięki, które się z niej wydobywały, były dla Snape' a symfonią. Zacisnął palce na jej biodrach boleśnie wbijając paznokcie w jej skórę. Unosił ją wyżej i nadawał tempo, które nie tylko ją satysfakcjonowało, ale zdawało się, doprowadzać ją do szaleństwa. Pochyliła się i jak w amoku ugryzła go w szyję, przez co krzyknął, a ścianki jej pochwy zacisnęły się na członku. Pośliniła skórę, chcąc złagodzić jego ból, ale nie dał jej na to szansy. Wyprostował ją, chwycił jej dłonie i nakierował na jej piersi, a gdy zacisnęła palce na swoich sutkach okrytych cienkim materiałem, poczuła, że się zaczęło. Wygięła się, by jak najmocniej stymulować łechtaczkę, a gdy pierwszy skurcz targnął jej ciałem, jedyne na co było ją stać, to wyrzężenie:
- Severusie!
Mężczyzna zwiększył jeszcze tempo i po kilku sekundach z jękiem zalał jej wnętrze swoim nasieniem. Hermiona nabijała się na niego jak amoku powtarzając jego imię, a gdy wreszcie skurcze ustały, opadła na niego i wycisnęła ostatni gorący pocałunek na jego ustach. Uspokoili oddechy i wtuleni w siebie zasnęli.
   Brązowowłosa obudziła się zrelaksowana i wypoczęta. Przeciągnęła się, natrafiając ręką na coś miękkiego i aksamitnego. Otworzyła oczy. Nad jej twarzą górował zielonooki Wolfgang. Patrzył jakby z przyganą, zupełnie jakby wiedział co tu się wyprawiało jeszcze parę godzin wcześniej. Na to wspomnienie gryfonka zaczerwieniła się. Było cudownie i nawet planowała powtórkę, Severus jednak obudził ją o świcie, zapewnił, że wróci podczas przerwy obiadowej, pogładził po policzku i zniknął. Rozumiała, że świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że jego dwoje najbardziej upartych mieszkańców wreszcie się odnalazło i chciało tym nacieszyć. Hermiona uśmiechnęła się do zwierzęcia i przygarnęła go do siebie. Kot od razu połaskotał ją wąsiskami i zamruczał rad, że wreszcie ktoś poświęci mu tyle uwagi ile będzie potrzebował. Zjedli śniadanie w łóżku, ucięli sobie drzemkę i nawet się nie spostrzegli, a wrócił już pan domu. Spojrzał na leżącą w jego łóżku dziewczynę i mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jego oczach ulgę. Ulgę, że nie uciekła, a poprzednia noc nie była tylko pięknym snem. Wyskoczyła z łóżka i pocałowała go namiętnie, zarzucając ręce na jego szyję. Objął ją stanowczo i przycisnął do siebie. Powolne muśnięcia przerodziły się w walkę języków i Hermiona znów poczuła wilgoć w kroczu. Otarła się o swojego kochanka, ten w odpowiedzi jednak odsunął się nieznacznie i poważnie spojrzał jej w oczy. Mimo, że oboje ledwo łapali oddech, wiedziała co chce jej przekazać.
- Musisz już iść.
- Tak, ale wrócę najszybciej jak się da. - Starała się nie pokazać mu jak jej przykro, ale znał ją zbyt dobrze. Nachylił się i pocałował ją w brodę, nosem trącił jej policzek i w końcu wylądował na jej ustach. Całus był mocny i namiętny. Otworzyła oczy i z westchnieniem spojrzała na niego.
- Wybiorę się do Nory i tak muszę zająć się Alem. Przynajmniej nie będę się rozpraszała. - Od razu poczuła rosnącą erekcję na biodrze i tylko zawziętość nie pozwoliła jej pociągnąć go w stronę łóżka.
- Do zobaczenia Severusie - Chwycił ją mocno za tyłek i uniósł tak, że oplotła go na wysokości bioder. Rękami chwycił jej twarz zmusiwszy by mu się poddała i przyjęła jego język z wielką ochotą. Drapała jego kark, co chwilę pozwalając sobie na ciche jęki, a gdy jego ręka wślizgnęła się pod koszulkę odchyliła głowę i pozwoliła mu działać. Sutek stwardniał natychmiast, a cała pierś pokryła się gęsią skórką. Całował jej szyję słuchając skowytu, rozdarty pomiędzy obowiązkami i pragnieniami. W końcu niemalże brutalnie ścisnął jej pierś i odsunął się od ściany sprawiając, że Hermiona zsunęła się z jego bioder i stanęła na ziemi. Spojrzał jej w oczy, nadal obejmując.
- Nie waż się nic z tym zrobić. - Nie ufając sobie za grosz tylko skinęła głową i ruszyła w stronę łóżka. Tak jak podejrzewała nie poszedł za nią. Zachichotała cicho. Ukryć taką erekcję zanim dotrze na pierwsze piętro? Ciekawe jak to zrobi.

    Jak tylko opuścił swoje komnaty poprawił szatę i przybrał swoją najgroźniejszą minę. Dziś szczególnie zależało mu na spokojnym dniu, a z doświadczenia wiedział, że Severus wściekły, to Severus nietykalny.
Przez cały dzień poprawiał wywary, krzyczał i miotał niegroźnymi klątwami w co poniektórych mniej pojętnych uczniów, jednak ciasnota w spodniach wracała ilekroć choć na chwilę wędrował myślami do poprzedniej nocy. Starał się koncentrować najlepiej jak potrafił, ale słabo mu to wychodziło. Zdecydowanie napalony niczym nastolatek był do niczego. Z ulgą powitał koniec ostatnich tego dnia zajęć i żwawo ruszył w stronę swoich komnat. Przez chwilę łudził się, że zastanie Hermionę tam gdzie ją zostawił, ale niestety jedynym lokatorem był kot. Spojrzał na niego jakby z kpiną na pyszczku, połasił się chwilę, następnie zakopał w pościeli i tyle go widzieli.
  Severus postanowił wziąć prysznic, a gdy stał w kabinie, gorąca woda obmywała jego naprężone ciało, musiał powstrzymywać się, by nie chwycić swojego przyjaciela w dłonie i nie ulżyć sobie, pozwalając wyobraźni usłużnie podsunąć sylwetkę Granger.
Odświeżony, z  nowymi pokładami cierpliwości ale i żądzy ruszył do kominka. Nawet jeśli wyjdzie na natrętnego, to co? Nie może już odwiedzić swoich znajomych?
   Artur powitał go niczym starego druha i zasiedli w salonie przy szklaneczce bursztynowego płynu. Rozmowa się kleiła, dlatego na początku nie zauważył, że do pomieszczenia weszła świeżo upieczona mama, a za nią jej synek niesiony właśnie przez swoją ciotkę. Gdy się ocknął widok ten tak nastroił i rozczulił Snape' a , że przez moment zapomniał o obecności  Artura. Siedział w fotelu i chłonął ten magiczny moment. Hermiona była całkowicie skoncentrowana na swoim podopiecznym, więc szła i usiadła mechanicznie. Dopiero gdy chłopiec głośno czknął opamiętała się i spostrzegła jak dużą ma widownię. Zaczerwieniła się ogniście i spuściła oczy. Albus złapał ją za loka i pociągnął, ale ona nawet tego nie zauważyła. Severus z rozbawieniem obserwował jej speszenie i zdenerwowanie. Po chwili niezręcznej ciszy oddała chłopca matce i przeprosiła. Gdy wróciła, wszyscy na powrót byli zaabsorbowani małym dokazującym szkrabem i tylko Mistrz Eliksirów posłał jej przelotne, pożądliwe spojrzenie. W odpowiedzi spojrzała na niego jakby chciała powiedzieć: poczekaj.
On jednak nie miał zamiaru czekać. Wstał i ruszył w jej stronę, a gdy odwróciła głowę jawnie go ignorując zrozumiał, że ona jeszcze nie chce aby wszyscy wiedzieli, że się zeszli. Wobec tego zamarkował ruch ręką i zgarnął młodego Pottera, który zapiszczał radośnie. Granger ze zgrozą patrzyła jak mężczyzna jej życia bawi się w ojca roku i zrozumiała, że na tym obrazku nie ma dla niej miejsca, a już na pewno nie w takim stanie psychicznym w jakim jest obecnie. Nie doszła jeszcze do ładu z przeżyciami i tym wszystkim co wydarzyło się od jej ucieczki, teraz na nowo wpakowała się w rollercoaster z Severusem, a ten dodatkowo zrzucił na jej barki wiadomość o pragnieniu posmakowania ojcostwa. Wszystko to kotłowało się w jej głowie gdy patrzyła jak wesoło niańczy dziecko i młodnieje na jej oczach. Snape mógł mówić co chciał, ale ona nie miała zamiaru pozbawiać go tego czego pragnął o wiele bardziej niż myślał.
Poczuła się zła i oszukana. To nie tak miało być. Nie powinna się w ogóle w nim zakochiwać. Zawsze sądziła, że to ludzie żyjący bez miłości są słabi, chociaż w tym wypadku stanowiła wyjątek. Uczucie Mistrza Eliksirów uskrzydliło ją, ale również skazało na porażkę na kilku innych płaszczyznach. Nie wyobrażała sobie życia bez niego, w zasadzie już od dawna, ale jak mogła planować cokolwiek jeśli nie była pewna uczuć w stosunku do niego? Czy oddałaby za niego życie w walce? Z pewnością, ale czy oddałaby mu całą siebie? Czy bez reszty zaangażowałaby się w bycie jego partnerką? Albo co gorsza żoną? Czy zamieniłaby
" ja " na " my " i czy zaakceptowałaby tę zmianę? Nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań dlatego nie patrząc na nikogo wyszła z pokoju i skierowała się na piętro, do swojego dawnego pokoju. Był oczywiście wściekle dziecięcy, pudrowy i rozkoszny, a unoszący się tam zapach przyprawił ją o mdłości, ale wiedziała, że przynajmniej przez chwilę będzie tu bezpieczna.
  Poczuła piekące łzy pod powiekami.Usiadła w bujanym fotelu, wyobrażając sobie zaspaną Ginny, która każdego wieczora zasypia z Albusem na rękach, oraz Harrego, który odkłada dziecko do łóżeczka i zanosi śpiącą żonę do ich małżeńskiego łoża. Patrzy na jej spokojną twarz i wie, że trafił mu się wygrywający los na loterii życia. Czy Hermiona myślała w ten sposób o Severusie? Nie. Myślała o nim, że jest pieprzonym geniuszem, fascynującym i do bólu upierdliwym. Zmysłowym, walecznym i nieposkromienie gwałtownym. Jest wybitny we wszystkim co robi, nawet kiedy się z nią kocha, robi wszystko by doprowadzić ją na skraj szaleństwa. Pasja towarzyszy mu w każdej dziedzinie życia. Czy była gotowa podzielić tę pasję? Ten ogień, który go napędzał, ale i trawił?
   Siedziała w fotelu i z nerwów wprawiła go w ruch. Jej myśli ciągle krążyły wokół minionych dni, tych wszystkich szalonych chwil, kiedy to odnaleźli się na nowo i omal nie zaprzepaścili uczucia. Wszystko to było gwałtowne, szybkie i szalone, zupełnie jak początki ich znajomości. Najpierw przecieranie szlaków, odnajdywanie wspólnych tematów, złamanie dystansu ich poprzednich stosunków, w końcu listy. Pierwszy pocałunek, pragnienie kolejnych. Kłótnie, bitwy i sprzeczki, które tylko pchały ich ku sobie zamiast odgradzać. Romans, który sprawił, że wreszcie poczuła, że żyje. Poczuła się wartościowa, piękna, ale i doceniona. Severus sprawił, że całe jej uporządkowane i zaplanowane do granic możliwości życie wywróciło się do góry nogami, ale i nabrało koloru.  Zaczęła się cieszyć z małych rzeczy, odnajdywać pociechę w chwilach, kiedy myślała, że już nic dobrego się nie wydarzy. Zaczęła stawiać sobie nowe wyzwania i przekraczać granice własnego umysłu. Przestała się bać. Dojrzała u jego boku. Zawdzięczała mu tak wiele. Gdy to pomyślała, jej serce przeszył ból, przypomniała sobie bowiem jak wiele razy przez niego płakała. Ile razy zaciskała pięści byle tylko nie dać mu satysfakcji i nie krzyknąć. Ile razy wrzeszczeli na siebie, zmęczeni jakąś sporną kwestią i nawet nie przyszło im do głowy by to przerwać. Oboje byli uparci, stawiali na swoim bez względu na wszystko. Oboje byli zdolni do poświęceń na rzecz drugiego. Ale czy to wystarczy?
   W swojej wyobraźni ujrzała jego piękne oczy. Bliznę na bliźnie, które znaczyły jego twarz, okropny nos, który mogłaby całować bez końca. Przypomniała sobie jego krzywy uśmiech , który każdego normalnego czarodzieja przyprawiał o ciarki i chęć ulotnienia się, a dla niej był najlepszą nagrodą po ciężkim dniu.
Severus był jedną wielką sprzecznością, ale wiedziała jak nikt inny, że zasługiwał na odkrywanie go codziennie na nowo. Na drażnienie się z nim, na uwielbienie jego geniuszu i wprawy we wszystkim co robił.
Był sztormem na oceanie, był okiem cyklonu, był też ciepłym kocem, miękką swobodą i szaleńczą namiętnością. Był inspiracją, z której czerpania nie potrafiła sobie odmówić.
 

    Severus miał podzielną uwagę i tylko dlatego nie upuścił dziecka, gdy spostrzegł, że Hermiona zdenerwowana wychodzi. Chciał pobiec za nią, uspokoić, ewentualnie przeprosić, ale nie miał szansy, gdyż Albus ewidentnie był dziś w psotnym nastroju i musiał skupić się na nim w stu procentach. Zaklął w myślach, gdyż wciąż denerwowała go ta nowa strona osobowości, w której robił wszystko pod nią. Zadowolić Hermionę, udobruchać Hermionę, sprawić że będzie dumna, poruszona, rozpalona. Jego umysł znów natrafił na obrazy z poprzedniego wieczora, kiedy to wiła się pod nim w ekstazie, więc odegnał ten widok i na powrót skupił się na wylewaniu żali spowodowanymi tak naprawdę nie wiedział czym. Było mu z nią dobrze, miejscami nawet lepiej, ale czuł, że mu się wymyka. Coś było nie tak i nie potrafił wyłapać co. Czy się zmienili? Na pewno, ale nie to stanowiło przeszkodę. Coś w ich relacji było takiego, że ją krępowało, uciekała, mimo, że nie widział ku temu powodu. Była wolnym niezależnym duchem i Severus rozumiał to doskonale. To czego nie potrafił zrozumieć, to to dlaczego nie mogła ofiarować mu się w stu procentach. On był na to gotów i może nie skakał z radości na myśl o zobowiązaniach, ale już dawno doszedł do wniosku, że skoro zdecydowali się być razem, to na dobre i złe, a przede wszystkim na złe. Łatwo jest kochać kogoś, gdy wszystko się układa, a życie pachnie różami, on chciał jednak by trwała u jego boku gdy będzie źle a nawet tragicznie. Chciał by była podporą, pomocną dłonią i by jej ramiona stanowiły centrum wszechświata, ale przede wszystkich chciał tego samego dla niej. Chciał być jej potrzebnym, chciał inspirować i zmuszać ją do myślenia. Chciał by wciąż była tą samą upartą dziewuchą, która szturmem zdobyła jego serce i wywalczyła dozgonną miłość choćby tym, że wkurzała go jak nikt inny. Myślał o niej nawet kiedy nie chciał. Śnił o niej, o jej ciele, uśmiechu i niesfornych włosach, a gdy wreszcie ją dostał, nie rozczarował się, tylko zapragnął jeszcze więcej. Podnosząc się z kolan wraz ze śmiejącym niemowlakiem pomyślał, że wreszcie czas, by Hermiona raz na zawsze zrozumiała, że od kiedy ją pokochał, a ona pokochała jego, nie ma już odwrotu, muszą być razem.

    Hermiona aby zając ręce czymkolwiek zmywała naczynia. Kuchnia zazwyczaj tętniła życiem i była centrum dowodzenia w domu Weasley' ów, ale dziś było inaczej. Przybył Bill wraz z żoną, więc małe przyjęcie przeniesiono do ogrodu. Nasłuchiwała uważnie czy aby ktoś nie nadchodzi, ale wszyscy byli zajęci rozmową na powietrzu. Była sama. Sama ze swoim zdezorientowaniem i sama ze swoim pragnieniem. Miała sprzeczne uczucia. Celowo wybrała kuchnię, nie mogła już znieść napastliwych spojrzeń Severusa i tego, że trzy razy próbował odciągnąć ją na bok i wciągnąć w rozmowę. Cokolwiek miał jej do powiedzenia, będzie musiało poczekać. Dziś nie miała już siły się z  nim kłócić, a jeśli myślał o tym wszystkich równie intensywnie jak ona, to pewnie doszedł do podobnych wniosków. Nie nadawali się na parę, nie mogli żyć osobno. Ona nie da mu dziecka, on nie pogodzi się z tym nigdy. Wniosek? Muszą się rozstać. Zaśmiała się cicho, gdy ta idiotyczna myśl zagościła w jej głowie. Poczuła, że nade wszystko pragnie by Severus jednak zignorował oczywiste sygnały jakie mu dawała i odnalazł ją, a następnie przytulił i zapewnił, że nigdy jej nie opuści.
Gdy poczuła lodowatą dłoń na swoim karku, a długie zgrabne palce zjechały aż na obojczyk, pomyślała, że jej wyobraźnia tym razem przeszła samą sobie. Wiedziała jednak, że to nie pobożne życzenie gdy tylko dotarł do jej nozdrzy jego zapach, a na swoich pośladkach poczuła jego biodra. Przymknęła oczy i oparła się o niego, trwało to jednak tylko sekundę, zaraz przycisnął ją do zlewu, powodując, że wypuściła myte naczynie z rąk. Krzyknęła cicho, ale nie otwierała oczu. Poczuła na swojej szyi jego usta, a przydługie włosy łaskotały jej twarz. Chciała obrócić się w jego stronę, by połączyć ich usta, ale nie pozwolił jej na to. Jeszcze mocniej natarł na jej tyłek, przez co wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest podniecony. Chciała mu przerwać i wreszcie porozmawiać jak dorosła osoba...On jednak rozpraszał ją tak bardzo i tak skutecznie...Ruchem różdżki opróżnił zlew z naczyń zostawiając tylko bąbelkowo - cytrynową wodę, która teraz była lodowata. Przeszedł ją dreszcz i poczuła jak jej sutki twardnieją z każdą sekundą. Lodowata woda dodatkowo ją stymulowała, a usta, którymi pieścił szyję wydobywały z jej gardła szybki oddech i ciche jęki.
Cały czas siłowała się z nim i próbowała obrócić przodem, przez co jej pupa zahaczała o coraz wyraźniej wystającego członka. Chcąc nie chcąc drażniła go i pobudzała, a by dać temu wyraz ugryzł ją w łopatkę. Wygięła się, a on jakby tylko na to czekał, jedną ręką złapał jej włosy przytrzymując mocno, a drugą objął pierś mocząc przód bluzki. Materiał od razu przylgnął do skóry, przez co kobieta zadrżała. Mistrz Eliksirów odkręcił kran, pozwolił dłoni ochłodzić się i bezceremonialnie ochlapał szyję ukochanej. Woda ściekała na jej dekolt. Zebrał uciekające krople i przejechał po jej ustach i policzkach. Próbowała złapać jego dłoń zębami, ale tylko ją drażnił słuchając jęków. Naciągnął przemoczony materiał odsłaniając stanik a w nim krągłą pierś. Potarł sutek, a gdy syknęła, mocniej zacisnął dłoń w której trzymał jej włosy. Nachylił się do jej ucha i polizał je wyobrażając sobie wilgoć, która zalewa jej spodnie. Stanęła na palcach by mieć do niego lepszy dostęp, ale to wciąż było za mało. Próbowała objąć go, a gdzieś w kąciku umysłu kołatało się przekonanie, że zaraz zostaną nakryci, ale Severus skutecznie odwrócił jej uwagę mocząc lodowatą wodą drugą pierś. Pragnęła go pocałować i poczuć w sobie, ale tym co robił rozpalał ją tak bardzo, że nie była w stanie w logiczny sposób zakomunikować mu, że już wystarczy. Że jeszcze chwila i osiągnie spełnienie. Jej łechtaczka pulsowała, piersi były nabrzmiałe, a wilgoć w kroczu ściekała zupełnie jak woda po jej dekolcie.
Drażnił sutki na przemian  z lizaniem jej szyi, a gdy była o krok od orgazmu i jej jęki przybrały na sile zatkał jej usta dłonią, ściskając włosy tak mocno, że na pewno sprawił jej ból. Gdyby nie warstwy ubrań okrywające ich ciała nadziałaby się na niego, czy tego chciał czy nie.
- Chcesz bym cię wziął? - szepnął. - Chcesz bym zanurzył w tobie moje palce?
Wyszeptała jego imię niczym prośbę i jednym płynnym ruchem obrócił ją w swoją stronę od razu biorąc jej usta w posiadanie. Jęknęła w nie, a rozgrzany język sprawił, że zadrżała. Ręce zacisnęła mocno na nabrzmiałej męskości i zaśmiała się cicho. Lubił tę zabawę tak samo jak i ona. By dać jej większe pole do manewru uniósł ją sadzając na krawędzi zlewu, który powoli napełniał się wodą. Przycisnął niecierpliwe biodra do jej krocza, a napierający sztywny penis ślizgał się na wilgoci przechodzącej przez cienki materiał spodni. Snape posunął się jeszcze dalej. Odpiął guziki spodni i wsunął spragnione palce w jej gorące wnętrze. Chłód metalu spotkał się z rozgrzaną skórą pośladków i ud. Krzyk, który wydobył się  z jej gardła na pewno zaalarmował domowników, dlatego oboje zastygli na sekundę nasłuchując. Gdy jednak  nic się nie wydarzyło, jak na znak rzucili się sobie do ust, znów walcząc o dominację. Pieściła go przez szatę, drugą ręką przytrzymując się zlewu by nie spaść. Balansowała na krawędzi nie tylko dosłownie. Sekundy dzieliły ją od wybuchu fajerwerków, a gdy wreszcie w nią wszedł, poczuła że niebo i ziemia zadrżały. Spojrzała na jego twarz, oczy wyrażały całą miłość i pożądanie tego świata. Wypełniła ją radość.Doszła z jego imieniem na ustach. Wystarczyło kilka ruchów bioder by on również osiągnął spełnienie. Siła jego ostatniego pchnięcia była tak mocna, że oboje omal nie wpadli do wypełnionego wodą zlewu. Spojrzeli sobie w oczy i oboje wiedzieli, że należą tylko do siebie. Uśmiechy zagościły na ich twarzach. W końcu mężczyzna przygarnął gryfonkę do siebie i aportował ich z cichym pyknięciem.

         Późnym wieczorem w jego komnatach Hermiona miała nadzieję na spokojny wieczór. Wiedziała też, że kolejna poważna rozmowa ich nie ominie i muszą się w końcu zdeklarować. Pomimo wszystkiego co się wydarzyło, nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Nie sądziła też, że okupujący łazienkę Severus szykuje się do wygłoszenia najważniejszego w życiu mężczyzny pytania.
   Spojrzał w lustro i przeraził się jak źle wygląda jego twarz. Stres widocznie odebrał mu resztki pewności siebie bo potrzebował długiego prysznica i wewnętrznego monologu, by w ogóle wyjść z wanny.
Nie sądził, by to był błąd, bardziej był przekonany, że nie zdoła uświadomić tego Hermionie. Jeśli miał zaznać spokoju i stabilizacji, to tylko dzięki niej... Nie był to może wymarzony początek oświadczyn, ale skoro już zaczął...

     Przekroczył próg pokoju i spojrzał na siedzącą na łóżku kobietę. Może widział ją przez różowe okulary, ale jeszcze nigdy nie wydała mu się piękniejsza. Pełne wargi, kształtne biodra, złote refleksy w rozwianych włosach...
 Spojrzał w jej oczy i już wiedział, że nie może tego zrobić. Cała jej sylwetka i to jak patrzyła mówiło mu jasno, że wszystko na nic. Nie zgodzi się. Przekreśliła ich...
- Hermiono... - chciał jeszcze coś dodać, ale zaskoczyła go wstając i wybiegając z jego komnat.

Nie gonił jej. Barwne ptaki jak Hermiona, tracą cały swój blask gdy się je schwyta.