wtorek, 26 września 2017

Miniaturka konkursowa MEA CULPA

Witajcie!
Wracam po przerwie, lekkie zawirowania w życiu zawodowym, normalka ;)
prezentuje wam tekst, który brał udział w konkursie facebookowym i zdobył WYRÓŻNIENIE
Część I dziś, reszta pewnie pod koniec tygodnia. Dodaje partiami, bo lekko siadło formatowanie, więc trzeba ogarnąć.
Podrzucam również linka do bloga z pozostałymi tekstami konkursowymi ;)

http://konkurs-sevmione.blogspot.com/

Indżojcie, chętnie poczytam co sądzicie o pozostałych tekstach i oczywiście o moim ;)
pozdrawiam ;)
kejtidzi







MEA CULPA






       Świst kolejnej Drętwoty nad jej uchem ustał, ale tylko na kilka sekund. Nie mogła dostrzec z kim walczy, ale ktokolwiek to był, walczył zaciekle. Przetoczyła się za kamienną kolumnę
i pozwoliła sobie na głęboki wdech. Biegła przed siebie tak długo, aż zabrakło jej tchu. Mijała tańczące w morderczej walce pary, ale nie zatrzymywała się. Zależało jej tylko na kilku chwilach
w schronieniu. Gdy nie usłyszała żadnych krzyków ani kroków, zamknęła oczy. Była bezpieczna. Zdawała sobie sprawę, że podczas najważniejszej bitwy w świecie czarodziejów raczej nie można pozwolić sobie na taki luksus jak bycie bezpiecznym, ale podczas tej jednej krótkiej chwili miała cichą nadzieję, że nic jej nie grozi. Pogładziła się po lekko napiętym, zaokrąglonym brzuchu
i szepnęła patrząc prosto na swoją dłoń.
-  Jeśli...-  głos jej się załamał, ale odnalazła wewnętrzną siłę i kontynuowała - jeśli obie z tego wyjdziemy, Voldemort przegra, a dobro zatriumfuje, powiem ci prawdę. Powiem ci prawdę w dniu twoich...dwudziestych piątych urodzin. - Ciche słowa niczym modlitwa zawisły w powietrzu. Hermiona ucałowała koniuszki palców lewej dłoni i na krótką chwilę przyłożyła je do swojego łona. Wzięła głęboki oddech i znów rzuciła się w wir walki, miotając zaklęciami w każdą zakapturzoną postać jaka pojawiła się na jej drodze.
Kilka godzin później opadła bezradnie na ziemię i zaniosła się płaczem tuląc do siebie sztywne, ciężkie ciało Freda. Choć odszedł, a jego dusza uleciała już w niebyt ona dalej płakała, nie mogąc pogodzić się  z tym, że już nigdy nie usłyszy jego kiepskich dowcipów i śmiechu, który nieraz łagodził pełną napięcia ciszę. W końcu jednak siłą została rozdzielona z przyjacielem
i poprowadzona w daleki kąt, który miał służyć za ośrodek leczniczy i szpital polowy w jednym. Minerwa i Poppy od razu do niej dopadły patrząc z troską na jej bladą umorusaną w krwi twarz. Żadna z nich nie nawiązała do oczywistego, ale nie musiały tego robić. Skoro była cała i zdrowa,
a jej ciało wyglądało na nienaruszone, to znaczy, że z dzieckiem również jest wszystko dobrze. Zaklęcia diagnozujące tylko potwierdziły ich podejrzenia, więc padły sobie w ramiona i zapłakały
z radości.






   Od kiedy była w ciąży jej rysy się wygładziły, na rękach i nogach pojawiły się niebieskie
i fioletowe żyłki. Jej ciało nabrało dziwnej miękkości. Zniknęły sterczące biodra i uda jak u młodej kozy. Jej piersi zwracały uwagę każdego, więc znów tak jak w piątej klasie zaczęła ubierać się
w workowate ciuchy, zakrywające praktycznie wszystko. Z energicznej żywiołowej dziewczyny przeobraziła się w stateczną, wręcz przewrażliwioną młodą matkę. Młodą matkę, której najprawdopodobniej nie będzie dane urodzić i wychować dziecka.



    Jednak kiedy Neville zniszczył węża, a Harry położył kres tyranii Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, wszystko się zmieniło. Cały magiczny świat skupił się na dwóch czynnościach. Opłakiwaniu zmarłych poległych  w walce oraz wiwatowaniu na cześć zwycięstwa i wolności.
Światło zapanowało wszędzie i ciche, ponure dotąd Hogsmeade roziskrzyło się feerią barw. Ludzie ściskali się, płakali i tańczyli na ulicach. Świętowanie stanowiło oś ich istnienia przez długi czas.
Hogwart choć pokiereszowany i zrujnowany szybko nabierał kształtów i wracał do formy.
Wiele się zmieniło. Jedyne co pozostało niezachwiane i niezmienne przez cały czas to przynajmniej pozornie charakter profesora Snape'a. Raczył wszystkich sarkastycznymi docinkami, przeklinał
i ogólnie był wrzodem na tyłku, ale to tylko w tych rzadkich sytuacjach kiedy w ogóle opuszczał swoje komnaty w lochach. Choć nie postawiono mu żadnych zarzutów, a wyjście cało z bitwy nazywano cudem, on sam zachowywał się, jakby przeżycie było dla niego największą karą. Jeśli już pojawiał się wśród ludzi to tylko na krótkie chwile i to tylko z konieczności. Ani razu nie dał jej poznać, że mu zależy. Ani razu z nią nie porozmawiał. Jeden jedyny raz kiedy ich oczy się spotkały od razu uciekł. Dostrzegła wtedy cały jego ból, poczucie winy i nienawiść do siebie. Gdyby tylko wiedział, że mu wybaczyła...
Nie pozostawił jej wyboru. Spakowała manatki i wyjechała, ledwo godząc studia z wychowywaniem córeczki. Czy o nim myślała? Częściej niż była w stanie przyznać. Jednak to on dokonał wyboru. Kim była by mieszać w jego życiu?






25 lat później:



- Mówię poważnie, powinnaś dać mu szansę!
- Mamo, z całym szacunkiem, ale nie jesteś żadnym autorytetem w miłosnych sprawach, a tym bardziej nie masz rozsądnego zdania na temat chłopaków Longbottomów. - Veronica przewróciła oczami niczym nastolatka i spojrzała na oburzoną matkę z politowaniem. Od godziny rozważały wszelkie za i przeciw w pewnej gorącej sprawie. Sprawą tą był seksowny i utalentowany Brian Logbottom, syn szkolnego kolegi  Hermiony który po wojnie objął posadę nauczyciela zielarstwa.
Brian stracił głowę dla Veronicy pięć minut po tym jak ją poznał, ale że charakter w dużej mierze odziedziczył po ojcu, na randkę zaprosił ją dopiero po prawie roku znajomości. Oboje wrócili ze studiów za granicą i pierwsze spotkanie było również zjazdem rodzinno - szkolnym dla ich rodziców. W Norze znów było gwarno i wesoło jak za dawnych czasów. Przy stole siedziała również Ginny 
z kolejnym wnukiem na rękach, prócz tego oczywiście Ron z żoną, Charlie, Bill i Percy, wszyscy
z wymuszonymi uśmiechami przysłuchujący się sprzeczce panien Granger. Przywykli już do tego, że rozmawiają one ze sobą tak swobodnie jakby były koleżankami, a temat nie ma znaczenia, bo i tak przedyskutują go przy wszystkich od a do zet. Tym razem nie mogło być inaczej. Jak tylko Brian oddalił się by w samotności celebrować " zastanowię się " jakim obdarzyło go Nika wszystkie czarownice zaczęły debatować na temat tego czy powinna się zgodzić. Oczywiście najwięcej do powiedzenia miała matka zainteresowanej, ale z racji tego, że od dawna nikt nie widział jej w towarzystwie mężczyzny, wszyscy po prostu zlewali jej zdanie w tej sprawie. To nie tak, że nie szanowali jej opinii. Hermiona była po prostu... straconą sprawą. Tą jedną osobą w grupie osób, której jest dobrze tak jak jest. Bez męża, z córką za granicą, gromadką przyjaciół. Właśnie przyjaciół...Przez pierwsze lata po narodzinach Roni wszyscy na siłę organizowali jej randki, swatali z kuzynami, znajomymi, znajomymi znajomych. W końcu jednak przestali. Nie dociekali również dlaczego tak uparcie nie chce się zaangażować, tak samo jak nie chce wyjawić, kto jest ojcem Veronicy. Oczywiście od lat krążyły plotki, jakoby ojcem był jakiś mugolski znajomy  z którym zdradzała Rona, lub że jej córka jest owocem przygody na jedną noc z kimś ze Slitherinu i ze wstydu nie może się przyznać z kim. Jedno było pewne. Nika jako wysoka długonoga szatynka mogła być córką kogokolwiek. Jej charakterystyczny krzywy uśmiech hipnotyzował mężczyzn z całego świata, a blada lekko anemiczna cera nadawała jej dziecinnej buzi surowego wyrazu. Jedyne co dopełniało jej wygląd lekko burząc poczucie ideału był orli nos wielkości autobusu i praktycznie płaska klatka piersiowa. Mimo tego, nie narzekała ona na brak powodzenia u mężczyzn, więc kiedy kolejny zaprosił ją na randkę, postanowiła się zgodzić, w zasadzie tylko przez wzgląd na dawną przyjaźń matki z ojcem amanta. Została jednak pozytywnie zaskoczona, bowiem młody Longbottom zaprosił ją do jednej z cieplarni ojca, by pokazać jej kilka nowych okazów, które sam przywiózł ze swojej podroży po Azji. Wbrew sobie poczuła podekscytowanie na myśl o tym spotkaniu. Kochała to co nieznane, nowe i dziwne, a wszystko wskazywało na to, że właśnie tego doświadczy na spotkaniu
z Brianem, który jakby tego było mało, miał najpiękniejsze oczy jakie zdarzyło jej się widzieć.
    Jak się okazało, oczy nie stanowiły jedynej niesamowitej cechy chłopaka. Był oczytany i tak błyskotliwy, że wręcz topniała, by zaprosił ją na kolejną randkę. Rozmawiali całą drogę powrotną do mieszkania, a kiedy wreszcie się rozstali Veronica o mało się nie rozpłakała. Pierwszy raz w życiu zdarzyło jej się być na randce o której marzyła by od razu przemieniła się w kolejną i kolejną. Poczuła, że Brian Longbottom jest kimś tak wyjątkowym, że to aż straszne. Z reguły nie wierzyła w te wszystkie pierdoły z babskich magazynów w stylu " miłość od pierwszego spojrzenia" ; " rozkochaj go w sobie na pierwszej randce" i tak dalej. Nie wierzyła w to, ale gdy następnego dnia relacjonowała matce spotkanie, właśnie tak się czuła. Jak zakochana. Oczywiście Hermiona jako wieczna sceptyczka zaraz zgasiła jej optymizm i kazała uzbroić się w cierpliwość, ale widać było,
że na niej ten chłopak też zrobił nie małe wrażenie.
- I naprawdę wszystko było idealnie?
- No nie do końca, choć to właściwie drobiazg -  Vera spojrzała na matkę uważnie i zaraz odwróciła wzrok.
- Mów, chcę znać wszystkie szczegóły!
- Kiedy przechadzaliśmy się między stanowiskami, przystanęliśmy przy jednym na dłużej. Kojarzysz tę drobniutką roślinę o bordowych kwiatach, której liście jakby wiją się? Każdy płatek ma maleńką niebieską łezkę? Działaniem przypomina Amortencję, choć najczęściej wykorzystuje się właśnie te płatki by pogłębić działanie kilku trucizn. A ten zapach... - Rozmarzyła się, a ponieważ Hermiona patrzyła na nią dziwnie, wyprostowała się na krześle i zaczerwieniła.
 - Jakbyś tak uważnie słuchała mnie, kiedy byłaś mała...eh. No i co z tą rośliną? Kazał ci ją wąchać czy jak? A może chciał buziaka?
- Nie o to chodzi. Nie chciałam by sprawy biegły tak szybko, więc nachyliłam się by ją powąchać i wtedy dostrzegłam w kącie jakąś ciemną postać. Wielkie czarne oczy wpatrywały się prosto we mnie z trwogą, a jego ręka już sięgała po różdżkę. Wtedy nakazał mi być cicho, i wycofał się z powrotem w stronę drzwi. Musiał rzucić zaklęcie rozpraszające, bo gdy spojrzałam tam ponownie, nikogo nie było. Pomyślałam o tym dziwnym zdziczałym profesorze, o którym czasem wspominał wujek George, ale w sumie, nic takiego, może zasnął.   - Veronica opowiadała te wydarzenia jak każdą inną randkę, w ogóle nie przywiązując wagi do spotkania z tajemniczym mężczyzną. Jednak Hermiona musiała wiedzieć wszystko.
- Jak on wyglądał?! Opisz mi go jak najdokładniej.
- Już ci mówiłam. Bordowy, niebieskie łezki..
- Ten mężczyzna!
- Dość wysoki, czarne jak węgiel oczy, przydługie czarne, miejscami siwawe włosy, paskudny nos..znasz go?
- Nie sądzę, ale teraz cię zostawię, przypomniało mi się, że mam coś do załatwienia.
Hermiona tak się zdenerwowała, że nawet nie zauważyła zszokowanego spojrzenia córki, jak i tego, że jej nie uwierzyła. Zdecydowanie znała tego mężczyznę.



    Nie była w Hogwarcie ile? Dziesięć lat? Ponowne kroczenie tymi mrocznymi alejkami, zabawa ze schodami..wszystko to przywołało wspomnienia. Pierwszy szlaban, pierwszy W z eseju,  pierwszy pocałunek. Jak na autopilocie zeszła schodami do lochów i energicznie zapukała nim opuściła ją cała odwaga. Jak zawsze musiała czekać. On nigdy się nie spieszył. Tak jakby miał całą wieczność na otwarcie tych cholernych drzwi. Już chciała odejść, gdy wreszcie drzwi minimalnie się uchyliły. Nie musiała widzieć kto stoi po drugiej stronie. Poczuła jego zapach i znów miała 18 lat.
   Znów niósł jej zakrwawione ciało do swoich komnat. Pielęgnował je, a gdy wreszcie szok i niedowierzanie minęło, wypuścił ją do ludzi z obietnicą, że zapomni. Jak mogła zapomnieć? Codziennie rosnący brzuch i zmieniające się diametralnie ciało cały czas przypominało jej, że tamta noc naprawdę miała miejsce, a ona naprawdę została zgwałcona. Zgwałcona i zapłodniona. Nosiła w swoim łonie dziecko śmierciożercy. Mimo, że Severus nękany poczuciem winy raz za razem nagabywał ją i proponował, że zajmie się jej problemem ona nawet przez chwilę  nie rozważała takiej możliwości. Mógł myśleć, że zachowała dziecko by codziennie musiał na nią patrzeć i cierpieć, ale nie zrobiła tego by go ukarać. Zrobiła to, by w ogólnym rozrachunku choć ten jeden raz Voldemort przegrał. Mimo iż dziecko zrodzone z nienawiści i przemocy, Veronica wychowana była w miłości, szacunku i cieple o jakim mogło pomarzyć niejedno dziecko. Gdyby je usunęła, zło zatriumfowałoby kolejny raz. Nie mogła do tego dopuścić.
   Ponownie jak wtedy usiadła w fotelu. Zignorowała trunek, który jej podał. Przyszła w konkretnej sprawie. Nie miała zamiaru rozpamiętywać i jeśli tylko jej na to pozwoli, chciała załatwić to szybko i bezboleśnie, przynajmniej dla jednej ze stron. Mimo, że nie chciała i tak czuła ogromne zdenerwowanie, ale z powodu miejsca, nie osoby.
Severus niewiele się zmienił. Jego błyszczące czarne włosy poprzetykane były siwizną, ale ciemne ciekawskie oczy nie straciły nic ze swojego dawnego blasku. Nadal mógł dla niektórych być przystojny. Gdyby nie to, że codziennie w lustrze widziała zgubny wpływ czasu, pomyślałaby, że znów są w szkole, on uczy, a ona jest nieznośną uczennicą z jeszcze gorszym sekretem.
  Gdy wreszcie doszła do siebie, a on jak to miał w zwyczaju nadal milczał, postanowiła przerwać tę o dziwo nie krępującą, ale jednak ciszę.
- Kopę lat, co Severusie?
- Zbyt mało - odpowiedział zbolałym głosem, pomarszczonymi dłońmi gładząc skronie. Spojrzał na nią, analizując każdy skrawek jej sylwetki, jakby szukał dowodów na to, że zniszczył jej życie nawet teraz, po tylu latach. Wyglądała jednak szykownie i zdrowo jak zawsze. Pełne biodra, pokaźny biust i niewiele zmarszczek jak na jej wiek upewniły go tylko w jednym. Nadal miała to coś. Nadal mogłaby uchodzić za piękność i jeśli jego spytać, o wiele młodszą niż wygląda piękność. Otrząsnął się z głupich myśli i ponaglił ją spojrzeniem.
- Dlaczego tak mówisz, nie cieszysz się, że dawna znajoma wpadła z wizytą?
- Znajoma? Kobieto! Jesteś chodzącym wyrzutem sumienia. Kiedy usłyszałem, że wróciłaś do miasta o mało nie rzuciłem się z wierzy.
- Skończ.
- Nie mam zamiaru.
- Minęło dwadzieścia pięć lat Severusie. Cokolwiek myślisz, że jesteś temu winien, odpuść. Gdybyś coś zrobił, gdybyś nie, i tak by się to stało. To mógł być ktokolwiek.
- Ale to byłaś ty.
- Tak i choć może powiem ci to o wiele za późno, cieszę się, że tak się stało.
- Cieszysz? Tyle wycierpiałaś, byłaś taka młoda, a ty mówisz, że się cieszysz? - prychnął.
- Nie udawaj Severusie, że nie wiesz o czym mówię.
- Naprawdę nie wiem.
- Moja córka jest najwspanialszym darem. Życie z nią to najlepsza wersja życia jakie na mnie czekało. Nie żałuje nawet sekundy z tego wszystkiego i ty też nie powinieneś, bo to cię w końcu zabije.
- Czekam i czekam, a śmierć nie chce przyjść!
- Dość tego. Możesz myśleć, że mnie skrzywdziłeś, możesz cierpieć w samotności, ale nie zwalaj winy na mnie. Nie przenoś na mnie swoich problemów. - Wyglądał jakby pogodził się z tym jak ta rozmowa przebiegła i przymknął oczy, akceptując, że to już koniec.
- I jeszcze jedno -  wymierzyła w niego palec skutecznie przykuwając jego uwagę - trzymaj się z daleka od Veronicy. Jedno złamane serce w rodzinie wystarczy. Nie chcę więcej słyszeć, że ją obserwujesz. Zniknąłeś z życia na dwadzieścia pięć lat, nie sądzę by istniała droga powrotna, a już na pewno nie jest nią moja córka.
 Severus wyglądał jakby zjadł coś niestrawnego. Jakby odczuwał wręcz fizyczny ból. Zaskoczona Hermiona spojrzała na niego i przez sekundę zawahała się, czy okazać mu współczucie, czy po prostu wyjść. Mimo czterdziestki na karku nie potrafiła odmówić sobie gryfońskiej empatii i altruizmu. Z powrotem przysiadła na skraju fotela i pogładziła Severusa po ramieniu.
- ŻYJ. IDŹ NA PRZÓD. NIE ROZPAMIĘTUJ. - Pocałowała go w policzek i ruszyła do drzwi.-
Pamiętaj, nie chcę słyszeć, że kręcisz się koło Very. Miło było porozmawiać po tych wszystkich latach, ale nie chcę znów tu zawitać. Żegnaj.
Nie przyznała się, że przebywanie w tym miejscu stanowi dla niej nie tylko wycieczkę do przeszłych dni, ale również do przeszłych tęsknot.



Wydawało się, że życie wróciło do normy. Veronica spotykała się z Brianem i zdawała się być coraz bardziej zainteresowana sympatycznym chłopakiem. Hermiona zaś rzuciła się w wir pracy, by nie rozpamiętywać minionych lat i tego jak źle i niepewnie się czuła, gdy na jaw wyszedł fakt, że będzie panną z dzieckiem. Najgorsze w tej sytuacji było to, że absolutnie nikomu nie mogła powiedzieć prawdy. Do dziś jedynymi osobami, które wiedziały byli Bellatrix i Greyback. No i oczywiście Severus. Myślała, że te wszystkie gorzkie chwile już za nią, ale rozmowa z Severusem otworzyła furtkę z dawno zakopanym bólem.
Coraz częściej Granger wychodziła wieczorami i jej przyjaciele i córka myśleli, że kogoś sobie znalazła, tyle że wcale nie. Wędrowała ulicami często zahaczając o małe knajpki i puby, a gdy wreszcie smutek zaciskający jej gardło w węzeł odpuszczał, wracała do domu i płakała pod prysznicem. Myślała o Severusie, o tym co te wszystkie lata życia w nienawiści z nim zrobiły i choć starała się jak mogła, czuła, że jest na dobrej drodze, by podzielić jego los. Przestało jej zależeć na opinii innych i w kilka tygodni w końcu zrozumiała, co tak naprawdę czuł nauczyciel Eliksirów kiedy na nią patrzył. Czuł obrzydzenie i pogardę ponieważ była skalana. Brudna i skalana. Mogła coś z tym zrobić ale nie zrobiła. Mogła się bronić, ale strach tak bardzo ją sparaliżował, że skamieniała przytrzymywana przez śmierciożercę i dała mu zrobić to na co miał ochotę. Jedyne na co było ją stać, to nie danie się zabić po wszystkim. Choć to też nie do końca jej zasługa. Gdyby nie to, że była żywym dowodem na porażkę Dumbledore'a i Zakonu, poplecznicy Voldemorta pewnie by ją zabili. Na szczęście Snape jak zawsze wykorzystał swoje umiejętności manipulatorskie i nikt nie zadawał zbyt wielu pytań. Została tylko kolejną małolatą, która obawiała się śmierci w każdej chwili, więc postanowiła pójść na całość i wylądowała z brzuchem. Było to na tyle racjonalne w tamtych czasach, że nikt nie zakwestionował tego alibi. Przez lata, gdy ktokolwiek pytał ją o posiadanie dziecka w tak młodym wieku recytowała zawczasu przygotowaną formułkę, która miała zaspokoić ciekawość nawet najbardziej wymagającego słuchacza. W zależności od tego kto to był zmieniała wersję. Ojcem dziecka mógł być mugol poznany w wakacje, lub chłopak ze szkoły z internatem, którego mugolscy przyjaciele nigdy nie mieliby szans spotkać. Dziewczynka rosła, a wraz z nią rosły dwie rzeczy. Dystans Hermiony do świata magicznego i przeświadczenie, że musi wyjechać i rozpocząć życie na nowo, oraz poczucie winy i beznadziejności profesora Snape' a. Mężczyzna zamknął się na świat jeszcze bardziej, zdziczał i w zasadzie tylko Dumbledore był w stanie zmusić go do dalszego nauczania. Gdyby to od niego samego zależało, wyjechałby gdzieś daleko, gdzie nie musiałby oglądać dowodów swojej porażki jako czarodziej, nauczyciel i człowiek. A przede wszystkim porażki jaką było nieochronienie bezbronnej dziewczyny, narażenie jej na okropne doświadczenia i schowanie głowy w piasek. Gdyby tylko mógł cofnąć czas...
Po raz kolejny obudziła się mając mętlik w głowie. Nie pamiętała jak wróciła do domu, ani jakie miała plany na dzisiejszy dzień. Zaraz jednak zorientowała się, że jest sobota i ma wyjść z córką i jej nowym chłopakiem na lunch. Przez pół godziny wymyślała wymówki, aby jednak się z nimi nie spotkać. W końcu poddała się ignorując podkrążone oczy i kapcia w ustach. Spotkanie miało się odbyć w jednej z czarodziejskich knajp, co nie napawało Hermiony zbytnim optymizmem. Przez lata musiała radzić sobie z ciągłą rozpoznawalnością i również to było powodem jej wycofania się do świata mugoli na jakiś czas. Nie mogła znieść tego, że każda napotkana na ulicy osoba chce z nią porozmawiać, jako z przyjaciółką Pottera i członkinią Złotego Trio, które uratowało świat. Miała już dosyć szeptów, uśmiechów i nagabywania, ale przede wszystkim miała dość pytań o córkę. Veronica rosła jak na drożdżach i już po dwóch latach jak na dłoni było widać, że niestety większość cech wyglądu odziedziczyła po ojcu, a nie po niej. Patrzenie na nią sprawiało, że wariowała. Była cudownym pogodnym dzieckiem, ale równocześnie wejrzenie jej oczu i mina kiedy była z czegoś nie zadowolona sprawiały, że Hermiona oblewała się zimnym potem od razu przypominając sobie twarz potwora, który powołał jej córkę do życia.



       Nica ubrana w przepiękną rozkloszowaną sukienkę i buty na niebotycznej koturnie wręcz płynęła w stronę matki, a trzymający jej dłoń chłopak sprawiał wrażenie jakby samo iście w jej towarzystwie było dla niego darem niebios. Hermiona pozwoliła sobie zamówić po drinku dla każdego, ale miała nadzieję, że jej córka nie zauważy nowego nawyku i spędzą miłe popołudnie nie rozmawiając o niczym konkretnym. Jednak gdy para podeszła bliżej, była Gryfonka zrozumiała, że nici ze spokojnego posiłku. Jej córka miała ten szczególny wyraz twarzy jasno mówiący, że coś jest nie tak i ktoś zaraz pożałuje, że się obudził. Postanowiła wziąć byka za rogi i od razu skonfrontować się ze złością córki.
-Co się stało skarbie?
-Co się stało? Och nic się nie stało! - Nie zważając na zszokowaną minę matki i chłopaka Nika chwyciła szklankę z drinkiem i wypiła zawartość duszkiem. Spojrzała wyzywająco na matkę, ale zaraz westchnęła, a jej spojrzenie złagodniało. - Byliśmy wczoraj w cieplarni zobaczyć jak się mają te wspaniałe rośliny, o których ci opowiadałam. Było wspaniale jak zawsze - spojrzała z wdzięcznością na Briana, który od razu się rozpromienił – ale znów widziałam tego tajemniczego mężczyznę. Tego, który nas ostatnim razem podglądał. - Hermiona przerwała jej ruchem ręki. - Jak to? Mówiłaś, że znalazł się tam przez przypadek i zaraz sobie poszedł. - Ogarniała ją coraz większa złość. - Tak myślałam na początku, tyle że po wczorajszej rozmowie...
- Rozmawiałaś z nim? Dlaczego? Veronica powiedz mi, że w nic się nie wpakowałaś.
-Nie. Okazało się, że to profesor z Hogwartu. Severus Snape. Był nauczycielem za czasu twojej nauki, wielkiej wojny i najwyraźniej pamiętał jak chodziłaś w ciąży ze mną. Był miły i wyrażał się bardzo dobrze o tamtych czasach. Nic nie wspominał o ojcu, a kiedy go o to zapytałam wściekł się okropnie i powiedział, że nic się nie zmieniłaś i nadal jesteś idiotką. Kazał mi obiecać, że zmuszę cię do powiedzenia prawdy. Prawdy kto jest moim ojcem mamo. Muszę to wiedzieć. Jeżeli nawet zupełnie obcy facet uważa, że to dziwne ze matka nie chce wyjawić tożsamości swojego kochanka, to myślę mamo, że nie wyjdę stąd dopóki mi nie powiesz. I nie próbuj mi wmawiać, że to nie ważne. Jeśli mi nie powiesz, to pójdę do Severusa.
- Severusa?! Zabraniam ci dziewczyno! Słyszysz? Nie chcę więcej słyszeć o Severusie Snape' ie !
-Dlaczego? Co z nim jest nie tak? Nie lubiłaś go za szkolnych czasów?
- Nie ważne. Nie będziemy o tym rozmawiać. Aż mnie głowa rozbolała. Zamów mi jeszcze jedno martini.
-Martini? Mamo, nawet nic nie zjadłaś. To nie jest dobry pomysł.
- Złym pomysłem była twoja rozmowa z Severusem! Co ty sobie myślałaś?! Dlaczego nie chcesz zostawić tej sprawy w spokoju?
- Mamo! Mam dwadzieścia pięć lat, nie uważasz, że mogę zadbać sama o siebie? I przede wszystkim, że powinnam poznać prawdę o tym kto jest moim ojcem?
-Nie wracaj do tego znów. Proszę.
- Jak sobie chcesz. Wychodzę. Dopóki nie zdecydujesz się traktować mnie poważnie, nie chcę z tobą rozmawiać.



Tamtego dnia Hermiona znacznie podniosła poprzeczkę swojej tolerancji alkoholu przyjmowanego na pusty żołądek. Demony przeszłości zaczynały ją doganiać, a jej nogi jak na złość plątały się coraz bardziej.
Gdy wróciła do mieszkania zastała na parapecie sowę, którą skądś kojarzyła, ale nie wiedziała skąd. Zaraz jednak gdy odwinęła pergamin i spojrzała na pierwsze wyrazy listu zrozumiała skąd przybyła sowa i kto jest jej właścicielem.
Hermiono!
Zdaję sobie sprawę, jak bardzo namieszałem ostatnio w twoim życiu, jednak chcę byś wiedziała, że prawda zawsze jest lepsza niż kłamstwo. Możesz uważać inaczej, ale pomyśl o córce. Ona ma już dość kłamstw i zasłużyła na prawdę. Jeśli chcesz, pomogę ci uporać się z tą prawdą. Jestem wam to winien.
Odezwij się kiedykolwiek, będę czekał.


Severus





      Poczuła się bezsilna. Ledwo ogarnęła swoje życie. Wyszła na prostą, teraz znów będzie musiała nagiąć swoje zasady i zrobić coś czego na pewno będzie żałować. Cholerny Severus! Będzie musiała się z nim rozmówić, ale jeszcze nie teraz. Nie była na to gotowa. Najpierw musi trochę podreperować swój wygląd. Jeszcze stary nietoperz zacznie się o nią martwić. Znów zawitała do jego komnat i wbrew sobie zadrżała wchodząc gdy wreszcie łaskawie otworzył jej drzwi do swoich komnat. Zmierzył ją nieprzychylnym spojrzeniem i zaproponował fotel. Spoczęła i spojrzała na niego wyczerpana.
- Dlaczego muszę to zrobić?
- Masz na myśli dlaczego musisz być szczera z własną dorosłą córką i wyjawić jej prawdę na temat tego kto jest jej biologicznym ojcem i dlaczego przez całe życie byłyście tylko we dwie?
- Tak właśnie – uśmiechnęła się do niego słabo.
- Bo tak trzeba? Bo zasługuje na prawdę?
- I tak nadal jestem zła, że mieszasz się w nie swoje sprawy, nie próbuj mnie udobruchać tymi dobrymi radami.
- Nie próbuje – odburknął speszony i spojrzał na nią nieśmiało. Pomimo sześćdziesiątki na karku nadal miał w sobie coś z tego dawnego Severusa, który nie potrafił się otworzyć jeśli nie ufał komuś w stu procentach.
- Więc po co znów ją szpiegowałeś?
- Zrozum mnie. Musiałem dopilnować, abyś postąpiła właściwie. Aby ona w końcu dowiedziała się o sobie prawdy.
- Dlaczego?
- Zależy mi na niej...
- Severusie, nie przeginaj.
- Ale to prawda.
- Nie zależy ci na niej, tylko na tym by wreszcie oczyścić się z zarzutów i zaznać spokoju.
- Oboje wiemy, że to nie możliwe...
- Ale to moja mała dziewczynka, nie chcę by się dowiedziała. Jest taka niewinna - W jej oczach zalśniły łzy, a Snape wyglądał jakby naprawdę przejmował się tą rozmową.
- Im dłużej będziesz zwlekała z powiedzeniem jej prawdy, tym trudniej jej będzie tę prawdę zaakceptować.
- Nie. Nie mogę jej powiedzieć. Ona tego nie zrozumie. Pomyśli, że użalam się nad sobą, że kłamię.
- Brzmisz jakbyś jej w ogóle nie ufała – wbrew sobie oboje parsknęli śmiechem i spojrzeli na siebie roziskrzonymi oczami.
- Jestem matką, oczywiście, że ufam mojej córce – odpowiedziała udając obrażoną. Severus protekcjonalnie poklepał ją po dłoni, udając, że nie zauważa dreszczu który przebiegł po jej skórze.
- Więc jej powiedz.
- Czasami myślę, co by było gdyby jednak wybrał ciebie.
- No wiesz, z jej nosem już gorzej być nie może... - uderzyła go w ramię i spojrzała przelotnie chcąc sprawdzić jego reakcję na ten przypadkowy dotyk.
- Moja córka jest piękna, nawet z nosem po ojcu!
- Jest równie piękna co jej matka. - Spojrzał na nią katem oka, ale nie zareagowała na ten ukryty komplement. Chwilę siedzieli w ciszy.
- Gdyby jednak wybrał mnie, nie pozwoliłbym ci borykać się z tym samej. - Popatrzyli sobie prosto w oczy, a potem Hermiona wyszła bez słowa. Nie mogła już znieść tych spojrzeń, przypadkowych dotyków i niewypowiedzianych od dwudziestu pięciu lat słów. Nie po to wróciła do miasta by znów zanurzyć się w jego sekrety i wszystkie uśpione dawno pragnienia.

piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 29

Witajcie!
Dotrwaliśmy ;)
Opowiadanie to powstawało przez ponad 3 lata. Było tworzone głównie dla mnie samej, jako chęć sprawdzenia się i udowodnienia, że jednak potrafię. Pierwsze 10 rozdziałów jest koszmarne, w zasadzie teraz dziwie się sobie, że nie wstydziłam się tego gniota publikować, ale jakoś tak traktuje to jako wyznacznik przebytej drogi, zmienionego stylu i podreperowania warsztatu. Nie miałam nigdy kończyć ani rozbudowywać, miało być max 10 rozdziałów, wyszło jak wyszło.Sądząc po ilości wyświetleń, komentarzach i wielu pozytywnych wiadomościach jakie otrzymywałam na przestrzeni lat myślę, że jednak jako całość było coś warte. 
Pisałam prosto z serca, często ubierając Hermionę w moje cechy, nadając jej moje obawy i obarczając jej perypetie moimi problemami. Mam nadzieję, że Severus był iście ślizgoński, nie odstawał bardzo od oryginału i że większość z was nie czuła, że czyta coś nie śmiesznego i kiepskiego. Jeśli natomiast tak było to przepraszam. Starałam się oddać w opowiadaniu klimat Hogwartu jaki zawsze chciałabym poznać. Ze wszystkimi jego tajemnicami i zawirowaniami. Nie chciałam stworzyć opowiadania trudnego, poważnego i takiego wymuskanego. Zależało mi na pokazaniu, że każdy związek ma kilka faz, a to czy się kończy, czy przechodzi do kolejnej zależy od nas samych. Moi bohaterowie byli skomplikowani, czasem wręcz głupi i lekkomyślni, ale mam nadzieję, ze przez to bardziej prawdziwi. Można powiedzieć, że mój fic był o niczym. Owszem, akcji jako takiej było niewiele, ale było to celowe. Skupiałam się na dwójce bohaterów i ich odczuciach. Często rozdział był tylko przemyśleniami i rozterkami tej dwójki.Ich związek stanowił oś opowiadania i taki był pomysł. Celowo nie kreowałam kolejnych rozbudowanych postaci, nie dodawałam wątków mających ich do siebie stopniowo zbliżyć. Gdyby Snape i Granger byli jak my, po prostu spotkaliby się w barze i po kilku dniach smsowania poszliby do łóżka, a  potem próbowaliby odtworzyć tę magię, która ich do tego popchnęła, by być może stworzyć związek.
Dziękuję wam, że byliście i motywowaliście do tworzenia kolejnych linijek tekstu. Wspaniale było to robić i czuć wasze uznanie. Jak pisałam już na fb, kolejny tekst ruszy jak tylko uspokoję burzę związaną z pracą zawodową. W razie czego wszystko będzie publikowane jak zawsze na fb.
Nie przedłużam, zapraszam i do zobaczenia.!




Nora, późny wieczór, rocznica ślubu Harrego i Ginny.

- Zawsze podziwiałem w tobie ten opór - uśmiechnął się chytrze.
- Kłamiesz, niczego nigdy we mnie nie podziwiałeś... -  spojrzała na niego i odpowiedziała z przyganą w głosie.
- No..w sumie racja. Nie podziwiałem cię jako smarkuli plączącej się pod nogami, a tym bardziej jako wkurzającej pseudo - nauczycielki.
- Miło wiedzieć co naprawdę o mnie myślisz kochanie.
 - Wiesz, że nie lubię kłamać. - Przytulił ją mocniej, czując, że szykuje się do mocnej repliki.
- O nie. Ty kochasz kłamać, mataczyć i wprowadzać zamęt. Severus Snape w pigułce. - Uderzyła go pięścią w pierś, jednak przy jej gabarytach,  w zasadzie tego nie poczuł. Jej reakcja znów go rozbawiła. Lubił to w niej. Niczego nie udawała, a kiedy się wściekła, potrafiła mu tak dopieprzyć, że prawie się przejmował.
- Wiesz, że kiedy się tak wściekasz bez powodu masz strasznie seksowny wyraz twarzy?
- Mów tak dalej, a kanapa stanie się twoim najlepszym przyjacielem - Spojrzała na niego groźnie.
- O tak. Już mnie rozpalasz, uważaj, bo ta kłótnia może się troszkę przeciągnąć.
- Severusie, przypomnij mi, dlaczego?  -  Zrobiła minę w stylu "za jakie grzechy?!" i próbowała wyszarpnąć się  z jego uścisku, ale ślizgon nie ustępował.Nieoczekiwanie  chwycił jej dłoń i  skierował na swoje krocze.
- Dlaczego jesteś tak cholernie podniecająca? Przez ciebie znów będą psioczyć. - Ostatnie słowo wyszeptał do jej ucha i polizał je. Gryfonka zacisnęła zęby, by nie jęknąć.
- Kto by pomyślał, czterdziestka na karku,do piekła bliżej niż dalej, a ty wciąż jesteś napalony jak nastolatek.
- Zastanawiałaś się kiedyś, co by było gdybyśmy wcześniej się zbliżyli? - Masował jej udo, zataczając coraz szersze kręgi.
- W czasach kiedy ja byłam wszystkowiedzącą smarkulą a ty nadętym profesorkiem? Kiedy nad głowami mieliśmy groźbę śmierci, a każdy dzień przybliżał nas do wojny? Nie, nie mielibyśmy szans. Od razu chciałbyś mnie bronić, poświęcić się dla Zakonu, bla bla. A nawet jeśli nie, z tego co pamiętam, nie mogłeś znieść moich raportów i widywałam cię tylko wtedy kiedy to konieczne.
- Tak, ale bardzo się zmieniłaś od tego czasu.
- Ty bardziej.- Posłał jej pytające spojrzenie.
- Nigdy ci tego nie mówiłam, ale byłeś nie do zniesienia. Jako nauczyciel, jako dorosły. Wiele razy tylko moja praworządność powstrzymywała mnie od otrucia cię.  - Mina mu zrzedła, więc delikatnie cmoknęła go w uchylone usta i klepnęła w pokiereszowany policzek.
- Dobrze, że tego nie zrobiłam hm?
- Naprawdę to zrobiliśmy - zszokowany ton tak bardzo do niego nie pasował, że spojrzała mu prosto w oczy, czekając na ciąg dalszy.
- Naprawdę przekłuliśmy nienawiść w miłość. Nie tylko ja przekroczyłem granicę, ty też. - Uciekła spojrzeniem w bok i wymamrotała coś cicho.
- Powtórz.
- Dlaczego mam wrażenie, że to pożegnanie?
- Bo może właśnie tak jest? - Nie był złośliwy, stwierdzał fakt.
- Wtedy...w mojej komnacie, kiedy sznurowałeś moją bluzkę i to wszystko się zaczęło, nie zależało mi na tobie. Mogłeś mieć poważne kłopoty za wdanie się w romans ze mną, a ja miałam to gdzieś. Chciałam, aby ktoś nas znalazł, nakrył. Chciałam pokazać ci, jak to jest kiedy pomimo starań ponosi się porażkę. Miałam cię odrzucić zanim zrobi się poważnie, zaraz na początku...
- Ale się zakochałaś. - Ledwie zauważalnie skinęła głową i spojrzała na niego przelotnie. Przytuliła policzek do jego policzka i westchnęła.
- Zakochałam się i są dni, kiedy żałuję, że wtedy daliśmy się ponieść tej magii. Żałuję, że wpuściłam tego skurczybyka jakim nieraz jesteś do mojego serca. Jest ich coraz mniej i myślę, że do końca świata uda nam się w końcu dojść do ładu z uczuciami i nie będę miewała ataków paniki, oraz nagłych opanowujących mnie morderczych instynktów w stosunku do ciebie. Jednak...
- Jednak są...i czasami nie masz siły z nimi walczyć prawda? - Spojrzał jej w oczy i przejechał szorstką dłonią po policzku.
- Są dni kiedy...chcę rzucić to wszystko, złapać pociąg...
- Dlaczego więc tego nie zrobisz? - Ścisnął mocniej jej nadgarstki. Nie pisnęła, ale widział, że ogarnia ją irytacja.
- Nie chcę zostawiać satysfakcji z zabicia cię w rękach Harrego i Chucka. To powinien być przywilej żony. - Wyszarpnęła rękę - Nie uważasz?
- Właśnie..żony.
- Nie przeciągaj struny, przecież tu jestem.
- Jesteś, ale chcę...chcę mieć pewność, że zostaniesz.
- I co w związku z tym? - Uniosła brew w ten irytujący sposób, który przestał być seksowny, gdy tylko Severus zrozumiał, że nauczyła się go od niego. Puścił jej dłonie, ale nadal dociskał ją do ściany Nory. Gałęzie jabłonki rosnącej nieopodal prawie dotykały ich ramion, a słodki aromat jabłek i księżyc w pełni sprawiały, że sceneria była magiczna. Prawie, że romantyczna. Zaczerpnął tchu, spojrzał jej w oczy i uniósł jej dłonie, na nowo splatając ich palce ze swoimi.
- Zostań. - Gryfonka zmieszała się i próbowała wyszarpnąć.
- Severusie, przecież...jestem tu, nigdzie się nie wybieram.
- Ale, czy możesz obiecać, że tak już zostanie? Na zawsze?
Cisza, pełna napięcia i niewypowiedzianych żali zdawała się coraz głośniej dzwonić w ich uszach.
Patrzyli na siebie, ale powoli odwracali wzrok. Severus zraniony, Hermiona zrozpaczona.
Pochylił się i złączył ich usta w być może ostatnim, pełnym cierpienia pocałunku.
Nim otworzyła oczy, zniknął.

    Granger wróciła do wesołej gromadki przyjaciół. Impreza trwała w najlepsze, ale dla niej mogłaby już się skończyć. Pragnęła tylko jednego. By ktoś podjął za nią choć tę jedną decyzję w życiu. Nie miała mamy, którą mogłaby poprosić o radę. Ginny od dawna upierała się, że powinni zalegalizować związek, ale jej opinia była średnio przydatna z uwagi na upojenie stanem małżeńskim i macierzyńskim pani Potter. Z kolei chłopcy...wiedzieli najbardziej z  czym wiążą się jej obawy, ale nie do końca je rozumieli, więc jeśli któryś miał coś do powiedzenia, raczej milczał nie chcąc jej ranić. Pozostawała tylko jedna ryzykowna możliwość. Molly Weasley. Kobieta ze stali, matka niezliczonej ilości dzieci, od niedawna babcia. Jej życiowy bagaż był wielkości całej Anglii, więc jeśli ktokolwiek miał pomóc Hermionie, to właśnie ona.
  Brązowowłosa zastała ją jak zawsze o tej porze, opartą o framugę pokoju dziecinnego, gdzie prawie śliniła się na widok śpiącego Albusa. Owszem widok był słodki, ale gdyby ktoś zapytał Hermionę, tak słodki, że aż mdły.
Delikatnie dotknęła ramienia przyszywanej mamy, dając jej znać o swojej obecności. Kobieta nie odwróciła się, ale sięgnęła po jej dłoń i ścisnęła ją. Po chwili jakby ocknęła się z transu i ledwie zauważalnym gestem otarła oczy. Wciąż trzymając Gryfonkę za rękę ruszyła do kuchni, w której na szczęście nikogo nie było. Machinalnie przygotowała herbatę, a dziewczyna jakby czekając na to zajęła miejsce za stołem i z zaangażowaniem oglądała swoje dłonie.
W końcu siedziały naprzeciw siebie w ciszy. Molly Weasley wyprostowana, wpatrywała się prosto w twarz młodszej kobiety. Dawała jej czas.
- Jeśli chodzi ci o Severusa, to chyba nie jestem najlepszym doradcą i ci nie pomogę moja droga - Serdeczny ton jej wypowiedzi w ogóle nie współgrał z tym co mówiła. Mimo to wyciągnęła ponad stołem dłoń, dając Granger tak potrzebne wsparcie.
- Życie jest takie trudne Molly. Takie...skomplikowane.
- O tak. Niewątpliwie jest. - Pokiwała z rozwagą, zaraz jednak dodała:
- A wiesz co jest jeszcze trudniejsze? Życie w świecie, w którym nikt cię nie kocha. Gdzie nikt na ciebie nie czeka z zimną kolacją. Życie, kiedy nie masz się z kim kłócić i z kim godzić. Kiedy każdy dzień jest tylko sumą minut, a nie momentów pełnych uczucia, szczęścia...
- Więc mam za niego wyjść?
-  A chcesz tego?
- Nie wiem.
- Nikt nie podejmie za ciebie tej decyzji.
- Ale to takie trudne - Załkała.
- Posłuchaj dziecko. Jeśli decyzja o wspólnym życiu z mężczyzną którego kochasz jest dla ciebie trudna, to chyba jednak jest łatwa, nie sądzisz?
- Co ty mówisz? -  Podniosła na nią wzrok i obie kobiety zorientowały się, że mają oczy pełne łez.
- Nie rób tego, nie wychodź za niego, jeśli nie jesteś go pewna. - Hermiona zaśmiała się cicho.
- Nie bądź śmieszna. To nie Severus jest problemem, tylko ja. Nie nad nim się waham tylko nad sobą.
Co jeśli znów mi odwali i zwieję? Jeśli obudzę się i zapragnę wyjechać do Senegalu, Singapuru czy Cincinnati? Bez niego? -  Nie mogła jej winić, ale jednak widok Molly Weasley, która jest wyraźnie zirytowana sprawił jej lekki zawód.
- Posłuchaj skarbie, nie wiem czy wiesz, ale to zawsze działa w dwie strony. Jeśli ty będziesz szczęśliwa, Severus też. Będziesz chciała wyjechać, wyjedź, zobacz, odpocznij, pozwiedzaj, a potem wróć i kochaj go dalej. I tęsknij. Tęsknota stanowi bardzo ważny element związku. Jeśli wyjedziesz i nie zatęsknisz, to znaczy, że nie masz do czego wracać. Nikt nie powiedział, że musicie być jedną z tych cholernie irytujących par, które jakby mogły to chodziłyby razem do toalety. Jesteś indywidualistką, sądzę, że po tych wszystkich latach Severus zdążył się już  w tym połapać. Troszkę go nie doceniasz prawda? Pomyśleć, że facet przeżył wojnę, był w piekle i wrócił, a wykończy go baba - Mrugnęła do niej i mocniej ścisnęła jej dłoń.
- Czego mi nie mówisz?
- Czego ci nie mówię, tego ci nie powiem - kolejne mrugnięcie i już mama Rona wstała od stołu gotowa się ulotnić. Gryfonka ukryła twarz w dłoniach. Zamknęła oczy, a jej umysł wypełniło echo niedawnych słów przyszywanej mamy. Z bijącym sercem wstała od stołu i wyszła do ogrodu.
Już wiedziała co chce zrobić. Już się nie bała.

Ukochanego znalazła na tyłach budynku, walczącego z mdłościami. Pochylał się nad krzakiem róż i przez chwilę kobieta myślała, że je zniszczy, zaraz jednak wyprostował się i obejrzał, mrużąc oczy. Zmierzył ją od stóp do głów i wyciągnął w jej stronę dłoń. Nie chwyciła jej. Nie mogła, jeszcze nie.
Patrzyła prosto na niego, a jej spojrzenie było zawzięte i pewne. Uśmiechnął się nie znacznie.
- Będzie zabawa.
- Masz to jak w banku. -  Uśmiechnęła się, ale zaraz spoważniała. - Przez te wszystkie lata walczyłam. Nie tylko podczas wojny. Walczyłam o wolność, o bycie akceptowaną, o bycie kujonką. Walczyłam by liczyć się w świecie czarodziejów, by zaistnieć. Moje życie nie było najgorsze,  było znośne. Miałam przyjaciół, rodzinę, wiedzę przede wszystkim. Marzy mi się kariera, może nawet światowa. Marzę też, by nie musieć już walczyć. Ani o siebie, ani o ciebie. - Spojrzał na nią, nie rozumiejąc do czego zmierza. - Chcę powiedzieć, że skończyłam z byciem zakochaną małolatą. Skończyłam z fochami, pieprzeniem ci do ucha i byciem wiecznie nieogarniętą. Zrozumiałam już czego chcę. Nie będzie to łatwe życie, ale przywykłam do przeszkód. Ty Severusie jesteś największą, najbardziej upartą i  najbardziej popieprzoną przeszkodą, jaka stanęła na mojej drodze. Wiesz co należy zrobić z przeszkodami prawda? Zniszczyć je. Tego oczywiście nie mogę zrobić, byłoby zbyt łatwo - parsknęła nerwowym śmiechem. - Tak wiem, moje żarty nigdy nie będą do ciebie trafiać. Do tego też będę musiała, nie, będę chciała się przyzwyczaić. O czym to ja ? A tak, więc... wszystko jestem w stanie znieść, jeśli tylko jedno będę miała. Zniosę porażki zawodowe, zniosę kłótnie, zniosę burze i huragany, zniosę to, że świat nie jest i nie będzie miejscem idealnym, tylko zostań ze mną. -  Hermiona mogła tego nie słyszeć, ale zarówno Severus, który stał jak sparaliżowany tak samo Molly, Artur oraz ich dzieci,wszyscy wypuścili powietrze z płuc jak jeden mąż, z ulgą przyjmując fakt, że wreszcie postawiła na " my " a nie na " ja ". Dlaczego Weasley' owie również? Ponieważ od dobrych pięciu minut stali za rogiem domu i podsłuchiwali, starając się jak najmniej uronić z podniosłego monologu swojej przyjaciółki. Oczywiście będą ją tym męczyli przez kolejne sto lat, ale na razie nie to było najważniejsze.
- Zostań ze mną, a ja zostanę z tobą. Na zawsze. - Dokończyła załamującym się głosem. Snape stał jak słup soli, ponieważ nie bardzo rozumiał co się właśnie wydarzyło. Jego milczenie musiało zostać odebrane jako zły objaw, bo dziewczyna zaczęła się wycofywać.
- Zbyt długo zwlekałam prawda? Już mnie nie chcesz? Zepsułam wszystko? Severusie powiedz coś!
- To były najbardziej kiczowate oświadczyny jakie kiedykolwiek widziałem. - Syknął. Gryfonka natychmiast odzyskała rezon.
- A przypomnij mi, o jakiej ilości oświadczyn mówimy? - Wiedział, że żadna odpowiedź już go nie uratuje, zresztą i tak nie mógł mówić. Był zbyt wzruszony. Pochwycił ukochaną w ramiona i przytulił z całych sił. Stali objęci, a publiczność ukryta w cieniu aż rwała się by obsypać zakochanych gratulacjami. Czekali jednak na oficjalną zgodę. Gdy wreszcie mógł mówić Severus odezwał się pełen napięcia.
- Hermiono Jean Granger, czy wyjdziesz za mnie? - Wpatrywała się w ciemne tęczówki, widziała w nich siebie, ale też nadzieję na wspólne jutro.
- Znasz nas Gryfonów, żadne wyzwanie nie jest dla nas zbyt trudne.

Kilka tygodni później.


- Wstawaj księżniczko.
- Uważaj bo się przyzwyczaję.
- Och nie liczyłbym na to.
- Tęskniłam za twoim parszywym charakterkiem.
- I niech tak zostanie. - Cmoknął ją w policzek i zrzucił z łóżka.
Zdezorientowana wstała od razu czując na sobie jego głodne spojrzenie.
- Może jednak przemyślisz wyrzucanie mnie z łóżka w niedzielny poranek?
- Nie.
-Dlaczego?
- BO NIE.
- Czego mi nie mówisz?
- Zbieraj się, bo się spóźnisz.
- O czym ty do diabła mówisz.
- Lecisz na Bali.
- Co robię? - Podbiegła do niego i przyłożyła rękę do jego czoła, którą zresztą od razu odtrącił z irytacją.
- Taka mądra...-  przewrócił oczami. - Masz 15 minut na spakowanie się, albo odwołuję wszystko.
- Wszystko co?
- Samolot, wycieczkę, hotel, wszystko.
- Zabierasz mnie na Bali? Severusie! - Zarzuciła mu ręce na szyję, ale znów ją odtrącił, choć ociągał się z tym wciąż rozkojarzony przez widok jej nagich piersi kilka centymetrów od jego twarzy.
- Ja zostaję, ty jedziesz. Kapujesz w końcu?
Spojrzała na niego wielkimi oczami, wolno kojarząc co się właściwie wydarzyło.
- Chcesz powiedzieć, że z własnej woli wysyłasz mnie na drugi koniec świata, bez ciebie? Po co?
- A co może nie chciałaś zawsze tam jechać?
- Chciałam, ale...jesteś pewien? Jak długo mnie nie będzie? - Zadawała pytania, ale widział w jej oczach, że wręcz pali się aby już być w drodze.
- Wystarczająco długo bym od ciebie odpoczął złośnico, ale nie na tyle długo, byś zapomniała, kto będzie twoim kochanym mężem.
- A więc uknułeś to wcześniej?
- Właściwie, to już dawno miałem taki plan. Hermiono, szanuje cię, wiesz o tym prawda? Cenię swobodę w naszym związku i cenię te ustępstwa na jakie się zgodziłaś. Wiem, że podróże będą twoją pasją, bo kochasz odkrywać to co nieznane. Już za tobą tęsknię, ale chcę też byś ty nauczyła się tęsknić za mną. By każda  podróż jaką odbędziesz, była przyjemnością. Będziemy razem, ale nie chcę byś czuła się jak w więzieniu. To, że ja nie mam zamiaru ruszać tyłka z Anglii oznacza tylko tyle, że  nikt nie może cię tknąć poza nią. Nie żartuje, nałożyłem na ciebie kilka przydatnych zaklęć, kiedy spałaś. I tak, mam namyśli twoje piękne nagie ciało, nie umysł. - Pacnęła go w ramię, ale była tak wdzięczna i wzruszona, że tylko pozwoliła się przytulić. Z łóżka ostatecznie wyszli dopiero dwie godziny później, bo jak sam Severus powiedział, może nie doczekać powrotu swojej przyszłej żony, więc żeby chociaż wspomnienia mu zostały.

  Hermiona Granger, wkrótce Snape, odbyła jedną z piękniejszych podróży w swoim życiu. Poznała nową kulturę, zanurzyła się w całkowicie inne życie. Każdego dnia myślała o Severusie. O tym co jej ofiarował i jak bardzo ją kochał. Kochał ją na tyle, by pozwolić jej być sobą. Pełną sprzeczności, głupich obaw i zadziorności gryfonką.
    Gdy nadszedł dzień powrotu była już tak stęskniona, że zrezygnowała z zamykającej podróż wycieczki, złapała wcześniejszy lot i wróciła do domu sama, nie informując nikogo. Chciała jak najszybciej znaleźć się w ramionach Severusa i wyszeptać mu do ucha tajemnicę, z którą opuściła ich mieszkanie dwa tygodnie wcześniej. Była przerażona na myśl o jego reakcji, ale wiedziała, że musi zachować się jak dorosła odpowiedzialna istota i powiedzieć prawdę. Prawdę, że się pomyliła i jednak nie spędzą we dwoje całego życia.

   Zastała go nad kałamarzem i pergaminem. Skupiony siedział przy stole, ale po tym jak drgnęła jego prawa stopa poznała, że już wie, że ktoś jest w pokoju. Powoli odwrócił się i chyba naprawdę był zaskoczony widząc akurat ją, bo stał bez ruchu. Kontemplował jej twarz, opaleniznę, obcisłą tkaninę, która ledwo zasłaniała piersi, natomiast odsłaniała krągły brzuch i pełne uda. Szorty więcej odkrywały niż zakrywały i po raz setny w życiu Severus mentalnie pogratulował sobie przepięknej kobiety. Ruszyli w swoją stronę równocześnie miażdżąc swoje usta w chciwym namiętnym pocałunku. Gdy już zabrakło im tlenu oderwali się od siebie i przytulili.
- Jesteś wcześniej.
- Muszę ci coś powiedzieć. Severusie...
- Poznałaś kogoś?!
- Oczywiście pacanie. Takie wycieczki raczej to mają na celu, żeby poznawać nowych ludzi, wiesz?
- Nie kpij. - Od razu sposępniał.
- Dasz mi powiedzieć co chcę powiedzieć czy nie?
- Mów, byle szybko bo chyba mam atak serca.
   Pochyliła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy.
- Wtedy...kiedy się oświadczyłeś, ja się oświadczyłam, kiedy się sobie oświadczyliśmy, do cholery! Pomyliłam się. Nie będziemy żyć we dwoje  do końca świata.
- Ja nie żartowałem z tym atakiem serca.
- Jestem w ciąży Severusie. Będziemy mieli synka. - Patrzył na nią, jakby czekał aż ktoś krzyknie
 " prima aprilis ". Nic takiego jednak nie nastąpiło. Jego ukochana patrzyła na niego z nadzieją, a jej rumiane policzki powodowały, że zalała go czułość o jaką nawet by się nie podejrzewał.
   Chwycił ją w ramiona i kręcił tak długo, aż oboje nie upadli na ziemię. Zaraz jednak zreflektował się, szybko podniósł narzeczoną z ziemi i zaniósł ją do łóżka. Obrócił się na pięcie i zniknął. Ponieważ jednak Hermiona przewidziała taką reakcję, skorzystała z ciszy i spokoju i zapadła w drzemkę.
Tak jak podejrzewała wrócił z całą zgrają rudzielców i kilka innymi osobami. Gratulacjom nie było końca. Podczas wakacji kobieta miała czas oswoić się z tą myślą i pokochać swój stan, więc tylko rozpłakała się ze szczęścia gdy w  końcu przyjęła szczere życzenia z ust rodziny i przyjaciół.

 Gdy wreszcie wszyscy sobie poszli, Severus objął ją i  z tych objęć już nie wypuścił.
Do końca świata.









czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 28




Dziś bez wątków erotycznych ;)
 Jeszcze tylko jeden i koniec.




   Zadziałała impulsywnie, ale jak tylko wybiegła z zamku poczuła się lepiej. Złapała oddech i opadła na kolana. Dopiero teraz spostrzegła, że policzki ma mokre od łez. Niepotrzebnie zareagowała aż tak mocno i histerycznie. Przymknęła oczy, podniosła się i głęboko oddychając uspokoiła rozszalałe serce. Poczuła się jak idiotka, którą niewątpliwie była.
  Wmaszerowała z powrotem do zamku, mając nadzieję, że nikogo nie spotka. Nie mogła jednak wrócić do lochów, jeszcze padłaby trupem. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Severus jeśli oczywiście nadal jest trzeźwy, to najpewniej wiesza na niej psy i ma do tego pełne prawo. Kolejny raz zachowała się jak gówniara, którą tak usilnie nie chciała być nazywana. Udowodniła, że jej dojrzałość jest tylko pozą i maską, a ona sama w głębokim poważaniu ma, co inni o niej myślą.
Dlaczego wybiegła?

        Idąc po schodach do swoich komnat, wróciła pamięcią do tych czasów kiedy nie określali siebie na poważnie. Kiedy byli Severusem i Hermioną, którzy po prostu lubią swoje towarzystwo i nie chcą definiować swojego związku. W tamtych czasach mogła byle kiedy zaskoczyć go w lochach, wciągnąć do łóżka, a kiedy było po wszystkim, wyrzucał ją i wcale nie obrażona wracała do siebie. Kiedy to się zmieniło? Kiedy nawzajem wzięliśmy się w niewolę? Nie potrafiła dokładnie określić kiedy, bo nie był to jeden moment, ale krótkie, błahe chwile, w których stworzyli unikalne pokręcone " my ", co wtedy jawiło jej się jako spełnienie marzeń, a okazało się katastrofą. Owszem, chciała by się o nią martwił, chciała by o nią dbał, ale bez przesady, przecież od razu powiedziała, że nie chce ani ślubu, ani większych deklaracji. A on się zgodził! Co więc się zmieniło? Ja..?
Hermiona rozumiała dlaczego Severus nagle zapragnął stabilizacji i jakiejś takiej...stałości w życiu, ale rozumiała też, że to wcale nie stało się nagle...jeśli liczyć ich związek w całości, to prawie dwa lata już bawili się w kotka i myszkę. Niektóre związki jej przyjaciółek były dziesięć razy krótsze, więc śmiało można powiedzieć, że dobrnęli do tego momentu, za obopulną zgodą. Są dorośli, wiedzieli w co się pakują. Skoro tak, to dlaczego czuła się tak paskudnie?
Przebrała się w świeże ciuchy i usiadła przed kominkiem. Ranek zaskoczył ją zdecydowanie zbyt szybko. Ponieważ jednak nadal nie wróciła do pracy, a widzieć Severusa też nie chciała, postanowiła jak zawsze zajrzeć od Nory. Przemykała cicho i szybko szkolnymi korytarzami tak, by jak najmniej osób ją widziało. Niestety oczywiście jak w takich chwilach zawsze, natknęła się na osobę nie dość, że znajomą, to jeszcze doskonale potrafiącą wyczytać z jej twarzy, że coś jest nie tak.
Chuck podszedł i milcząco otoczył ją ramionami. Trwali tak kilka sekund, a gdy wreszcie wypuścił ją z objęć i spojrzał jej w oczy, zmarszczył brwi i westchnął.
- Co tym razem narozrabiałaś Granger? - przewrócił oczami widząc jej groźną minę.
- Skąd pomysł, że to ja? Severus jak zawsze wszystko spieprzył. - Spojrzała na niego i zrozumiała, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę, chciał tylko sprowokować ją do mówienia, a nie do kłamania, co niewątpliwie by uczyniła, gdyby sam zasugerował winę Snape'a .
- Nie ma tylu godzin w dobie, by wyjaśnić ci co zaszło, może więc od razu udamy, że nic się  nie stało? - Uśmiechnęła się do niego kusząco, pragnąc tylko uciec sprzed jego wszystko wiedzącej twarzy. Za dobrze ją znał. Byli przyjaciółmi już ładny kawałek czasu, znali swoje słabości, sam fakt, że wystarczyło mu na nią spojrzeć...
Znów ją przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Spotkajmy się dzisiaj, tylko ty i ja, już tak dawno razem nie wychodziliśmy. Będziesz miała okazję opowiedzieć mi wszystko. - Rozbrajający uśmiech, który w przeszłości stanowił dla niej zagadkę, teraz był już jasnym sygnałem " i tak mi się nie oprzesz " - zdawał się mówić. Przez te miesiące wiele razy widziała jak Chuck próbuje zająć złamane serce jakąś mało interesującą osóbką. Takie znajomości zawsze kończyły się z hukiem i zdawała sobie sprawę, że po części była to jej wina. Zawsze jednak widziała ten słodki, kuszący uśmieszek na twarzy przyjaciela i wiedziała, że już za niedługo złamie serce kolejnej rybce. Z drugiej jednak strony była zbyt pochłonięta swoimi sprawami i bałaganem emocjonalnym, by w ogóle się tym przejmować. Od kiedy wróciła, nie była dobrą przyjaciółką, w zasadzie była chujową przyjaciółką. Nie widziała wiele ponad koniec własnego nosa i ciągle tylko myślała o Severusie i młodym Albusie, dlatego więc, zgodziła się. Niepewnie kiwnęła blondynowi głową, zaciskając wargi, gdy jego oczy rozjarzyły się tym niebezpiecznym blaskiem.
 - O 20! Nie spóźnij się! Pomachał jej i odszedł w stronę Wielkiej Sali, a ona przemknęła obok schodów i wypadła przez wrota. Zdecydowanie kusiła diabła, ale tęskniła za swoim przyjacielem i potrzebowała go.
  Oparła głowę o wystający konar drzewa. Oczywiście po 5 minutach w takiej pozycji bolało ją wszystko, ale nie dbała o to. Potrzebowała jakiegoś silnego bodźca, by poczuć, że to wszystko jest prawdziwe, że znów jest wśród żywych. Chyba dopiero teraz zaczęło do niej dochodzić to wszystko co się wydarzyło. Znów na chłodno analizowała moment, w którym zdecydowała się odejść od Severusa, zostawić za sobą wszystko i wszystkich i po prostu zniknąć. Przypomniała sobie tego chłopaka, który był tak uroczy i starał się ją pocieszyć. Potem miesiące niewoli, udrękę. Tęsknotę, w końcu strach. Myślała tylko o tym, że chce cofnąć czas, wrócić do Severusa...nie, nie wrócić. Myślała o tym, że gdyby mogła coś zmienić, wcale by od niego nie odeszła. Nie zasłużył na to. Nie był człowiekiem, którego należało jeszcze dodatkowo napiętnować za to, że jest sobą, że jest szczery.
Ich poglądy często się różniły, często powodowały ogniste dyskusje, ale tak bardzo często stanowiły inspirację i natchnienie dla obojga, że to było wręcz nienormalne.
Przypomniała sobie ciężkie chwile w tamtym pokoju, tępy wyraz twarzy Bułgara, który myślał, że może jej cokolwiek wmówić. Wreszcie, pomyślała o Zabinim. O tym, że był jej... Aniołem Śmierci. Był mordercą, a okazał się wsparciem...Był jej cudem i była mu dozgonnie wdzięczna. Uśmiechnęła się przez łzy. Jakże pozory mogły mylić. Krum był jej słabością, małą miłostką, okazał się śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla niej, ale i dla całego magicznego świata. A Blaise ? Nie dość, że był jednym z groźniejszych zbrodniarzy wojennych, nie dość, że był opatrzony priorytetem schwytania najwyższej wagi, to sam ofiarował jej pomoc, tak naprawdę nie żądając niczego. Nie musiał jej ratować, mógł zignorować jej potrzeby, mógł ją zabić...Zawdzięczała mu życie.
Jej relacje z różnymi ludźmi na przestrzeni tych miesięcy były tak popieprzone, że aż szkoda gadać. Sama nie wiedziała kim jest i co chce robić, jak mogła podejrzewać, że jest w stanie stworzyć zdrową relację z mężczyzną?
Westchnęła, przetarła policzki i wygodnie oparła się o drzewo wystawiając twarz do lekkich promieni słońca. Od jakiegoś czasu nie pomyślała o Severusie, a gdy tylko sobie to uświadomiła, coś ścisnęło ją w klatce piersiowej. Tak jakby nawet jej ciało chciało przypomnieć jej, gdzie teraz powinna być i, że zamiast rozczulać się nad przeszłością, powinna zając się kruchą przyszłością.
Wszystko to było przygnębiające i raniło nawet ją samą, ale nie mogła wyprzeć się tego co się stało i tego jak się czuła. Nie chciała się wiązać, nie chciała zobowiązań i nade wszystko nie chciała zranić Severusa, a jakimś cudem udało jej się dokonać tego wszystkiego, i to jeszcze przed trzydziestką. Zaśmiała się gorzko do własnej konkluzji i podniosła z ziemi. Otrzepała kolana i znów ruszyła w stronę zamku. Dziś nie jest dobry dzień na zadoścuczynienia. Dziś jest dzień na upicie się i zapomnienie. Z mocnym postanowieniem zabawy buszowała  w szafie chcąc znaleźć coś odpowiedniego na wieczór. Nie chodziło o to by się wystroić, tylko by dać jej poczucie pewności siebie. Krótka spódnica z baskinką, balerinki, i oczywiście czerwona bluzka na jedno ramię. Kiedyś w takim stroju chodziła na podryw. Pomyślała o tym czasie, kiedy nawet nie sądziła, że pokocha kogoś takiego jak Snape. Spojrzała w lustro i jej oczy momentalnie spoczęły na głębokim dekolcie, który był dodatkową ozdobą jej dzisiejszego stroju. Poczucie winy wbijało się w nią niczym ostrze noża.
- Jutro z nim porozmawiam - obiecała swojemu odbiciu.
Usiadła  w salonie i przejrzała pocztę. Poczuła lekkie ukłucie żalu, na myśl, że nie ma ani jednej wiadomości od Severusa, czy od kogoś z Nory. Zaraz jednak zganiła się w myślach. Ty szykujesz się na chlańsko, a ktokolwiek miałby do ciebie pisać? Śmieszne.
Spędziła sporą część czasu na rozmyślaniach o dzisiejszym dniu i o tym, czy aby na pewno powinna iść z Chuckiem. Skoro jednak powiedziała a, powie i be. Przecież to nie będzie żadna randka. Oboje są dorośli, oboje mają kogoś...Albo przynajmniej on kogoś ma. Na samą myśl o Carol Zane jej policzki pokryły się czerwienią. Nie lubiła tej dziewczyny i wbrew pozorom odczuwała zazdrość na myśl, że ktoś taki jak ona zasłużył na miłość kogoś tak wspaniałego jak młody Newborne.
Mimo, że to ona początkowo była obiektem jego uczuć i mimo że cieszyła się, że w końcu mu przeszło i tak odczuwała niewytłumaczalną złość ilekroć widziała ich razem. A było na co popatrzeć. Oboje wysocy, oboje przystojni, radośni, kwintesencja dobrego związku. Ciekawe co ludzie myśleli patrząc na nią i Severusa. Czy zastanawiali się jaką klątwę musiał na nią rzucić, by pozostała mu wierna? Czy życzyli mu jak najgorzej bo uwiódł byłą uczennicę? Nawet jeśli niewiele w  tym było prawdy, to prawdą pozostawało, że nie pasowali do siebie pod żadnym względem, a mimo to, byli tak doskonale zgrani. Tak jakby żadne przeciwności nie mogły ich od siebie oddalić. Niekiedy myślała nawet, że właśnie to, że są tak rożni stanowi ich największy atut. Nie znudzą się sobą, nie będą mieli siebie dosyć. Może i to była prawda, dopóki ona tego nie zepsuła. Dopóki nie zachowała się jak gówniara i nie uciekła. Spojrzała wtedy  na jego twarz i już wiedziała. Wiedziała o co zaraz zapyta i wiedziała jaka byłaby jej odpowiedź, jakiej on by pragnął i jak później wszystko błyskawicznie by się potoczyło. Szybki ślub, dziecko i żegnaj kariero. Mogłaby pożegnać się z tytułami naukowymi jakie jeszcze miała nadzieję zdobyć, straciłaby szacunek wielu mądrych głów, bo jak wiele osób przed nią wybrałaby rodzinę zamiast pracy. Choć w sumie to nie byłby do końca wybór a konieczność. Tego jednego nie chciała. Chciała Severusa, chciała go kochać i być kochaną, ale równocześnie chciała...pozostać sobą. Nie zatracić się w tym wszystkim i móc nadal decydować tylko o sobie. Dlaczego uciekła? Bo wiedziała, że on tego nie zrozumie. On ma już to wszystko, jest Mistrzem Eliksirów, pociąga za wiele sznurków  w Ministerstwie, a jego własnoręcznie tworzone eliksiry są aprobowane przez cały magiczny świat. Jest spełnionym magiem, do szczęścia potrzeba mu żony i dziecka. Ludzi do których mógłby każdego dnia wracać i tęsknić. Ona chciała podróżować, zobaczyć kilka zakątków świata, może osiedlić się gdzieś na krótko podczas pracy badawczej. Chciała czerpać z życia i korzystać ze swojej wiedzy. Nie jest gotowa by poświęcić to wszystko w imię miłości. Nawet tak głębokiej. Gdy to do niej dotarło poczuła się lżejsza o tonę. Wreszcie była całkowicie szczera z samą sobą. Kocha Severusa, ale siebie kocha bardziej.
   Wybiła dwudziesta i chcąc nie chcąc kobieta musiała się zebrać. Ze stolika zgarnęła torebkę, spojrzała szybko w lustro i wyszła. Chuck oczywiście już na nią czekał. Szeroki uśmiech ozdobił jego twarz gdy ją spostrzegł. Nie tracili czasu na rozmowę. Szybko pokonali odległość do punktu umożliwiającego aportację i w sekundzie zniknęli. Przeniosło ich w żywą, bardzo dobrze oświetloną uliczkę. Pełno było tam sklepów i klubów, a Gryfonka zastanawiała się, gdzie się zatrzymają, gdy Chuck chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę miejsca z szyldem tak wielkim i sugestywnym, że przez chwilę pomyślała, że jej towarzysz się pomylił. Nikt nie wpuściłby go do klubu dla dorosłych, tym bardziej w środku tygodnia. Jak tylko przekroczyli próg przekonała się jednak, że jest to klub czarodziejów, a co za tym idzie, nikt nie zatrzymał ich przy wejściu. Przydymione wnętrze, delikatne żółte i zielone światło przy barze i niewielka scena, a na niej smutno zawodzący grajek. Tego jej było trzeba. Usiedli przy stoliku w głębi sali i czekali, aż podejdzie do nich kelnerka. Nikt się nie zjawił i Hermiona postanowiła sama zatroszczyć się o coś do picia. Gdy jednak się podniosła, blondyn poderwał się do góry i machając jej uspokajająco ruszył w stronę baru. Brązowowłosa tymczasem rozejrzała się po lokalu. Nie było tu tłumów, ale oczy kilku kobiet skierowane były na Newborne'a . Właśnie w takich sytuacjach najbardziej zdawała sobie sprawę z jego niezwykłej urody i charyzmy. Byli w klubie 5 minut, a on już ma fanklub. Przewróciła oczami i skupiła się na powrót na artyście, który chyba zbierał się do zejścia ze sceny. Zdziwiło ją to, ale nie poświęciła mu więcej myśli, gdyż wrócił ślizgon z dwoma kuflami. Stuknęli się i spojrzeli sobie w oczy. Był zaniepokojony, widziała to wyraźnie, ale to nie przeszkadzało mu spojrzeć na jej dekolt i uśmiechnąć się bezczelnie.
- Wreszcie wyglądasz jak kobieta!
- Co to ma niby znaczyć?
- Wiesz, że cię uwielbiam, ale ostatnimi czasy jakby, nie byłaś sobą. Kiedy ostatni raz zrobiłaś sobie wystrzałowy makijaż i porwałaś którąś z dziewczyn na miasto tak o, dla zabawy?
- Eeee nigdy?
- Właśnie! Ciągle tylko siedzisz w papierkach, albo zakopujesz się w pracy, mimo że jesteś na urlopie, to głupie - spojrzał  na nią z politowaniem. -  Nikt nie przeżyje za ciebie życia, a ja mam wrażenie, jakbyś już z tym życiem skończyła.
Słuchała go osłupiała, nie wiedząc co powiedzieć.
- Chcesz znać moje zdanie? Nie martw się, wiem że tak - kolejny uśmiech -  Musisz dać sobie spokój. Odpuścić na chwilę. Zabawić się, dla samej idei zabawy. Nie mówię, że twoje życie jest złe, mówię tylko, że może cię jeszcze zaskoczyć, jeśli tylko dasz mu szansę. Co ty na to? - Wyciągnął w jej stronę rękę i patrzył wyczekująco z ciepłym uśmiechem. Spojrzała mu w oczy, następnie na wyciągniętą dłoń i znów na twarz. Chuck jest twoim przyjacielem, chce dla ciebie jak najlepiej - pomyślała, po czym uścisnęła jego dłoń.
 - Zgadzam się, wariacie! - pociągnęła spory łyk piwa i prawie się nim oblała, ale nie dbała o to. Dziś będzie się tylko bawić. Dziś odsunie problemy i skoncentruje się na sobie. I na Chucku.
Opróżniali kolejne kufle, co jakiś czas wymieniając się doświadczeniami z życia szkoły. Zanosili się śmiechem prawie że do łez. Nie martwili się. Nie myśleli. Cieszyli się swoim towarzystwem. Gdy wybiła północ, a parkiet rozjarzył się tysiącem świateł ze stroboskopu blondyn niewiele się zastanawiając pociągnął Granger za rękę. Opierała się, ale tylko do momentu, aż przypomniał jej po co tu przyszli. Zabawa.  Tak więc ruszyli na parkiet i kołysali się w takt wesołych melodii puszczanych przez DJ-a. Tańczyli blisko siebie co chwilę się obejmując i ocierając o siebie. Śmiali się co chwilę wykonując jakieś dziwne tylko im znajome figury i za nic mając tłum ludzi, który patrzył na nich jak na pomyleńców. Muzyka płynęła w ich żyłach i spajała ich ze sobą. Hermiona przymknęła oczy, gdy światła znów się zmieniły, a w głośnikach rozbrzmiała melodia z jednego z jej ulubionych musicali. Zarzuciła blondynowi ręce na szyje. Byli tak blisko siebie, że aż zaparło jej dech. Jego zapach, którego wcześniej nie wyczuwała, teraz drażnił jej nozdrza. Nagle była zbyt świadoma jego dużych dłoni na swoich biodrach, policzka przytulonego do jej rozgrzanej szyi i tego, że ich biodra poruszały się jednym rytmem. Powolnym, uwodzicielskim wręcz kipiącym napięciem seksualnym rytmem. A mimo to, tego nie przerwała. Tuliła się do niego, zdając sobie sprawę, że za chwilę może wydarzyć się coś czego oboje będą żałować i nie odsunęła się. Gdy piosenka się skończyła zatrzymali się i stojąc na środku pomieszczenia patrzyli sobie w oczy. Zdawała sobie sprawę, że to iluzja i wcale nie pragnie go tak, jak czuje że pragnie i pocałunek niczego nie rozwiąże. Mimo to, nachyliła się w jego stronę i pozwoliła jego oddechowi owionąć jej twarz. Czuła, ze jego ciało napięte jest w oczekiwaniu i poczuła podniecenie na myśl o tym. Miała ochotę na zabawę z Chuckiem. Na chwileczkę zapomnienia. Ich usta były już tak blisko, że wystarczyło je tylko otworzyć, by się połączyły. Oczekiwanie podniecało ją, ale i denerwowało. Była kobietą czynu i już miała zamiar wziąć sprawy w swoje ręce, gdy kilka metrów dalej rozległ się odgłos migawki aparatu i rozbłysło oślepiające światło. Przerażona spojrzała w tamtym kierunku przytomniejąc w sekundę.
Dzika furia ogarnęła ją całą. Podbiegła do fotografa i już miała zamiar pokazać pazurki, gdy zorientowała się, że ten mężczyzna jej nie zna, a ona nie zna jego. Chłodne myślenie wróciło jej mózg.
- Dlaczego zrobił nam pan zdjęcie?
- Wyglądaliście bajecznie, a w naszym klubie miłość często rozkwita. Chciałem mieć ten moment na pamiątkę do kroniki lokalu.
"Para" zaczerwieniła się tak bardzo, że spokojnie mogliby robić za halogen na suficie. Hermiona odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia. Chuck podbiegł do baru rzucając kilka złotych monet na ladę, po czym dogonił partnerkę już na zewnątrz. Bez słowa zaczęli iść przed siebie, nie zwracając uwagi na kolorowe neony zapraszające zewsząd. Milczenie przeciągało się, dopóki nie znaleźli się na jednym ze strzeżonych osiedli. Dlaczego tam? Nie wiedzieli, ale oboje równocześnie usiedli na ławce przy placu zabaw, by po chwili zająć sąsiadujące ze sobą huśtawki. Nie wprawili ich w ruch, tylko patrzyli  w ziemię, grzebiąc w  niej butami. W końcu odezwał się ślizgon.
- Chcesz porozmawiać o tym, co się tam wydarzyło?
- Masz na myśli ten moment, kiedy prawie zdradziliśmy ? - powiedziała to gorzko i z przekąsem. Spojrzała na niego, ale w tym świetle prawie nic nie widziała. Jego twarz pozostawała w ciemności i nie mogła widzieć, jak bardzo jest udręczony tym co się stało.
- Nie chciałem...
- Nie! Właśnie problem w tym, że chciałeś Charles, oboje chcieliśmy!
- Hej! Mówisz do mnie pełnym imieniem tylko jeśli jesteś bardzo wkurzona. - zaśmiali się cicho, tak jakby było to stosownym komentarzem do sytuacji. -  A skoro nie obwiniasz mnie, to znaczy, że obwiniasz siebie...Hermiono nie...
- Byłeś tam, widziałeś co się stało. Doskonale wiem jakie są twoje odczucia, a mimo to się nie powstrzymywałam. Chciałam tego pocałunku, wiesz jak ja się teraz czuję?
- Rozczarowana, że nie doszedł do skutku? - uderzyła go w ramię, ale uśmiechała się od ucha do ucha. Byli przyjaciółmi na dobre i na złe. Ona wykorzystała go by odreagować, a on nie miał jej tego za złe.
- Kochasz ją?
Nie odpowiedział od razu, co powinno stanowić odpowiedź samą w sobie, ale gdy wreszcie zebrał się w sobie, jego głos był pewny.
- Carol jest wspaniała, ale nigdy nie będzie... Związek z nią był błędem. Teraz widzę, że niepotrzebnie się w to pakowałem. Jestem idiotą. - Poklepała go dobrotliwie po ramieniu, przez co jej huśtawka się zachybotała. Widząc to chłopak się odepchnął, wprawiając obie huśtawki w ruch. Kołysali się chwilę bez słów, po czym chłopak wstał i popchnął jej huśtawkę wyżej i wyżej. Gdy Gryfonka poczuła pęd na twarzy, wreszcie się odprężyła. Wznosiła się i opadała, a jej tętno wreszcie się wyrównywało.
- Hej Chuck?
- Co?
- To jest prawdziwa zabawa. Nie picie w barze, tylko to - wierzgnęła mocno nogami wzlatując jeszcze wyżej i zaniosła się śmiechem. Newborne patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy, ale dopiero gdy huśtawka się zatrzymała dotarło do niej, że znów wyznał jej miłość, a ona znów nie mogła odpowiedzieć tym samym.
Zatrzymała się i podeszła do chłopaka próbując go objąć. Pozostał obojętny na jej gest, ale ułożył brodę na jej karku, tak jak wtedy w klubie. Nie otoczył jej ramionami w opiekuńczym geście, ale wiedziała, że milcząco zgadza się, że to co dziś się wydarzyło, od tego momentu nie miało miejsca. Nikt nie może się o tym dowiedzieć i już nigdy nie będą o tym rozmawiali.
Ona pozostaje przy Severusie, przynajmniej jak na teraz, a on pewnie znów złamie kolejne niewieście serce. Tak to już się toczyło w Hogwarcie. Ludzie przychodzili i odchodzili, dwie rzeczy były pewne. Ich przyjaźń i miłość do Severusa. Albo raczej miłość Severusa do niej, bo sądząc po jej dzisiejszym zachowaniu, niczego już nie była pewna. Zachowała się jak szmata i tak też się czuła.
Zrezygnowana teleportowała ich na błonia. Gdy się rozstawali widziała w oczach przyjaciela, że wciąż się martwi tym co się wydarzyło i tym, że oboje omal nie zdradzili swoich partnerów.



    Miała nadzieję nie natknąć się na Snape' a przy śniadaniu, ale niestety już był przy stole, gdy wkroczyła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce jak najdalej od niego, ale widziała, że łypie na nią groźnie. Gdy tylko skończył jeść podszedł do niej i lekko dotknął jej ramienia. W tym geście nie było wrogości, nawet poczuła miłe ciepło jak za każdym razem gdy jej dotykał. Spojrzała na jego twarz, o dziwo spokojną i raczej obojętną.
- Jeśli masz chwilę, chciałbym porozmawiać.
- Teraz?
- Najlepiej.
Złapała tost w dłoń, podniosła torebkę z ziemi i ruszyła za odchodzącym Mistrzem Eliksirów.
Zmierzali tradycyjnie do lochów. Żadne z  nich się nie odezwało. Hermiona bała się cokolwiek powiedzieć, a Severus widocznie nie czuł takiej potrzeby. Zatrzymali się przed wejściem do jego komnat i dopiero wtedy ściągając zabezpieczenia spojrzał na nią. Nie oceniał jej, ale i tak poczuła się nieswojo pod jego czujnym okiem. Odchrząknąwszy przepuścił ją w drzwiach i przeszli od razu do salonu. Mężczyzna bez słowa zniknął w swoim pokoju, a gdy wrócił trzymał w dłoniach jakąś niewielką kartkę. Kilka sekund zajęło jej skojarzenie co to może być, gdy jednak podszedł tak blisko, że czuła bijącą od niego furię było już za późno. Nie miał jak ani dokąd uciec, musiała stawić mu czoła. Kartka oczywiście okazało się zrobioną wczoraj fotografią na której tuliła się do Chucka, a ich twarze dzieliły milimetry. Kard był wstępem do niedoszłego pocałunku. Spojrzała na obrazek tylko przelotnie. Od razu uciekła spojrzeniem w bok i skoncentrowała się na oddychaniu, bo nagle bardzo ciężko było jej nabrać tchu.
- Dostałem to dziś rano pocztą. Nie powiem żebym był zdziwiony...
- Jak śmiesz...- przerwała mu szybko.
- Jak już powiedziałem, nie zdziwiło mnie to.
- Do niczego nie doszło!
 Spojrzała mu prosto w oczy, chcąc jego i siebie przekonać, że to nic takiego.
- Przypadkiem ten chłystek był obok i musiał cię przytulać, tak? Do całowania też cię zmusił?
- Do niczego mnie nie zmuszał!
- A więc chciałaś? - Wymierzył w nią palec, jakby chciał powiedzieć " a nie mówiłem ".
- Nie...nie wiem... eh.. -  załamała ręce i przysiadła na brzegu fotela.
- Gratuluje, jak zawsze jesteś mistrzynią elokwencji. - uśmiechnął się wrednie.
- A ty jak zawsze jesteś arcydupkiem!
- Uważaj! - podszedł do niej błyskawicznie, chwycił za ramiona i przyciągnął do siebie. Trzymał ją w żelaznym uścisku, patrząc prosto w oczy. Zauważył, że się wystraszyła, ale się tym nie przejął.
- Przez te wszystkie miesiące dzielnie znosiłem twoje fochy, babskie pieprzenie i ciągłe pretensje. Owszem, ja też byłem wrzodem na tyłku, ale myślałem, że mimo wszystko jest nam razem dobrze. Jeśli tak nie myślałaś, trzeba było mnie nie bałamucić , tylko skończyć to raz na zawsze. - Jego głos przeszedł w szept, a następnie w zirytowany syk. Ściskał ją coraz mocniej. Oboje również coraz szybciej oddychali.
 - Wiem, że jestem egocentrykiem, wariatem i gburem, ale wiem też, że kocham cię do szaleństwa, nigdy nie myślałem, że to za mało.. - jego głos się załamał i gdyby nie stali tak blisko siebie, nie usłyszałaby co chciał powiedzieć. Była zrozpaczona, tym że się obwiniał. Jedyne co przyszło jej do głowy, to stara prawda, że czyny mówią więcej niż słowa. W akcie desperacji nachyliła się i przycisnęła swoje usta do jego. Trwali tak kilka sekund, ale w końcu Severus jakby oprzytomniał i odtrącił jej usta.Patrzył na nią zszokowany, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Zasługujesz na kogoś lepszego. Teraz to widzę. Byłem głupi myśląc, że różnica wieku i poglądów nas nie poróżni. Przepraszam, że zmarnowałem ci tyle miesięcy. Zamknij wychodząc. - Obrócił się na pięcie i nie obejrzał się za nią. Chwilę stał osłupiała, nie wierząc w to co się dzieje. W końcu jednak dotarło do niej, że to nie żaden ponury żart, że on naprawdę wyrzuca ją ze swojego życia. Pozwala jej odejść. Ta myśl tak ją wkurzyła, że zatrzymała go w miejscu łapiąc za ramię tak silnie, że obrócił się twarzą w jej stronę. Aż się cofnął, gdy spostrzegł furię wypisaną na jej twarzy.
Wyciągnęła w jego stronę rękę, nakazując mu, że ma być cicho.
- Jesteś niemożliwy! Okropny! Zadufany w sobie! Jak możesz w ogóle pomyśleć, że jesteś dla mnie niewystarczający?
-  Pocałunek.. -  odpowiedział niewyraźnie, wciąż nie wiedząc czego się spodziewać po jej wybuchu.
- Nie było żadnego pocałunku! Do cholery Severusie! Ok, poszłam z nim do klubu, potańczyłam. Do niczego nie doszło. Jakiś fotograf amator pyknął nam fotkę. Nic wielkiego. Przecież wiesz... - nie patrzyła mu w oczy, ale zdawał się tego nie zauważać.
- Dlaczego uciekłaś?
- Przestraszyłam się. Chciałeś...
- Poprosić cię o rękę.
- Właśnie - uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
- A ty nie mogłabyś się zgodzić, więc wybiegłaś, jak jakaś pieprzona gówniara.
- Właśnie.
- Jesteś popieprzona prawda?
- Kocham cię.
- To nie wystarczy... - zbolały ton jego głosu powiedział jej, że nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Musi wystawić całe swoje serce jak na tacy. A tylko od niego zależy co z nim zrobi.
- Nie chce by wystarczyło, chcę...ciebie Severusie, już zawsze, ale...to dla mnie za wiele. Może faktycznie powinniśmy jakoś przystopować...wystraszyłam się obietnic, zobowiązań. Pamiętasz jak dobrze bawiliśmy się przed rokiem? Bez zbędnych deklaracji, jak  gorąc naszego uczucia był wszystkim czego potrzebowaliśmy...
- Chcę uczynić z ciebie panią Snape.
- A ja...nie chcę być panią Snape.
- Chcę małego Severusa i małą Hermionkę, denerwującą jak jej mamusia.
- Przestań, dzieci nie wchodzą w grę, przecież ci powiedziałam.
- A ja zmieniłem zdanie. Jeśli chcesz być ze mną, musisz pójść na kompromis.
- Nie zmusisz mnie chyba... -  Pocałował ją tak mocno i nieoczekiwanie, że aż się zachwiała, jednak jego ramiona już ją otaczały i podtrzymywały. Całowali się, ale to jakby się kłócili. Gwałtownie, z pasją ledwo pozostawiając sekundy na zaczerpnięcie powietrza, walczyli o dominację. W końcu Hermiona rozłączyła ich usta i spojrzała na niego zszokowana.
- Ty skurczybyku! Podpuszczałeś mnie!
- No wreszcie myślisz! Hermiono! Znam cię i wiem, czego chcesz, czego ewentualnie mogłabyś chcieć, a na co nie ma szans. Nigdy nie zmusiłbym cię do czegoś tak absurdalnego -  Zaśmiał się cicho, ale zaraz spoważniał.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie. Wczoraj w klubie -  zauważył jak się napięła i uciekła spojrzeniem w bok. - Nie chciałaś pocałować Charlesa, nie pragnęłaś go i nie pocałowałabyś go, gdyby nie to, że fotograf wam przerwał. Zastanów się nad odpowiedzią. Cokolwiek odpowiesz...niczego to nie zmieni. - Spojrzała na jego znajomą twarz z której nie zniknęły jeszcze echa poprzedniego pocałunku. Wiedziała, że musi powiedzieć mu prawdę. Musi..dla dobra ich wspólnej przyszłości, jeśli oczywiście jakąś mają.
Zaczerpnęła głęboko powietrza. Chwyciła go za rękę.
- Prawda jest taka, że nie wiem... Nie wiem, czy Chuck by mnie pocałował, ale ja tego chciałam. W tamtej chwili nie myślałam o tobie, o nas...liczyło się tylko to, że byliśmy tam razem i że zostawiłam problemy daleko. Byłam zraniona, rozgoryczona i taka wściekła, że chciałeś się oświadczyć...chciałam cię zranić.
- Udało się?
- Ty mi powiedz?
Spojrzał na nią. Policzki mokre od łez. Zaczerwienione oczy i zagubione spojrzenie. To jest kobieta, którą kochasz Snape, przypatrz się dobrze. O mało cię nie zdradziła i stoi tutaj w twoim salonie i bezczelnie o tym mówi.
- Prawdę mówiąc liczyłem na to, że zwalisz wszystko na alkohol.. - parsknęli śmiechem.
- Jestem głupia. Nie zasługuję na ciebie, ale...chcę móc zasłużyć. Chcę nas razem, już zawsze. Może nie ze ślubem i dziećmi, ale chcę byśmy znów byli jednością.
- Wiedziałem, że do niczego nie doszło.
- Skąd?
- Intuicja?
Chwyciła za brzeg jego szaty, a on bez wahania wpił się w jej wargi.




     Kilka godzin później ruszyli na obiad do Wielkiej Sali. Ich splecione ręce znów na nowo wywoływały chichot wśród uczniów i nauczycieli. Nie przejmowali się tym. Odzyskali siebie. Co prawda istniało jeszcze wiele spraw, które wymagały dopracowania, ale pierwszy nie - małżeński kryzys mieli za sobą. Wrócili silniejsi. Nawet jeśli nigdy nie uda mu się przekonać jej do małżeństwa,  to co? Nie potrzebował żadnych papierków potwierdzających jej uczucie. Była szczera w tym jak kochała. Zraniła go i potrafiła się do tego przyznać nie oczekując miłosierdzia. Pokazała, że jest warta całej jego miłości.
Severus przepuścił ukochaną w drzwiach i to był jego błąd. Pierwsze co ujrzała po wejściu, to czerwona twarz przyjaciela i fioletowy siniec pęczniejący pod jego lewym okiem. Ślizgon uśmiechnął się do niej, ale nie mogła nie zauważyć, że bardzo cierpi. Spojrzała  z wyrzutem na Severusa i wyszarpnęła rękę z jego uścisku, zaraz jednak przygarnął ją do siebie i szepnął całując jej głowę.
- Chyba nie sądziłaś, że puszcze mu płazem dobieranie się do mojej narzeczonej hm?
- Przecież nie zgodziłam się na ślub! - Spojrzała na niego, jakby pochodził z innej planety.
- Znasz nas, ślizgonów. Zawsze dostajemy to czego pragniemy. Tak się składa moja mała, że chcę ciebie oficjalnie. I zrobię wszystko byś ty też tego chciała.



poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 27


Rozdział jest trochę wylewaniem mojego serca na papier, stąd opóźnienie. Nie chciałam przesadzić, ale ciągle coś wydawało mi się nie tak.
pozdrawiam ;*

Notka mocne 18 +


   Gdy ich usta się rozłączyły spojrzeli na siebie niepewnie. W oczach Hermiony odbijało się pytanie, które Severus sam chciał zadać. Zamiast tego jednak, znów się nachylił i przytulił ją mocno. Pocałował jej włosy i wciągnął głęboko kobiecy zapach, który zawsze mu się podobał. Trwali w uścisku krótką chwilę, a potem nieznacznie się odsunęli. Mężczyzna spojrzał w stronę drzwi do komnat, których nawet nie zdążył za sobą zamknąć. Nie wiedział czy odczytała jego nieme zaproszenie, ale po lekkim wahaniu ruszyła w głąb korytarza, więc poszedł za nią. W ciszy dokończyli swoje drinki, tak jakby miniona sytuacja nie miała miejsca. Spoglądali na siebie ukradkiem, zakłopotani. W końcu ciszę przerwała gryfonka.
- To już zawsze tak będzie? - jej głos był spokojny, ale jakby zawiedziony.
- Jak?
- Burza z piorunami.
- Doceniam, że usiłujesz ubrać naszą relację w środki stylistyczne, ale chyba nie rozumiem?
- Czy już zawsze tylko na skraju przepaści będę mogła być pewna twoich uczuć.
- Tego nie wiem, ale wiem, że nie pozwolę ci ani spaść, ani skoczyć. - Spojrzał jej poważnie w oczy, a ich wyraz kazał jej sądzić, że więcej wyjaśnień już dziś nie usłyszy.
- Zatem co proponujesz?
- Do głowy przychodzi mi tylko jedna propozycja, ale jak patrzę na twoją minę, to mi się odechciewa. -  Chcąc nie chcąc zaśmiała się na ten podtekst.
- Jesteś niemożliwy.
- I takiego mnie mam nadzieję akceptujesz. - Posłał jej uważne spojrzenie, ale była pewna, że cokolwiek odpowie, będzie źle.
- Idziemy spać?
- Chcesz tutaj spać? - Wreszcie wyglądał na zaskoczonego i w myślach pogratulowała sobie zmiany tematu.
- Chcę spróbować.
- Wciąż mówimy tylko o spaniu ?
Nie odpowiedziała. Podeszła do niego szybko. Przycisnęła usta do jego policzka  i czerwona na twarzy odeszła w stronę łazienki.
Nie przesadzała z kąpielami, wolała szybkie prysznice, ale Severus był tradycjonalistą. Jego łazienka była doskonale wyposażona, tyle tylko, że w wannę. Weszła do niej, oparła plecy i odgięła głowę do tyłu. Nie podejrzewała, że wylegiwanie się w wannie może być takie relaksujące. Merlin jej świadkiem, że potrzebowała teraz odrobiny relaksu. W końcu jednak woda zaczęła stygnąć i choć mogłaby ją podgrzać jednym ruchem różdżki, nie zrobiła tego. Nie będzie więcej odwlekała. Pragnęła go, tęskniła za nim i najzwyczajniej w świecie była już zmęczona. Wyszła z łazienki otoczona przyjemnymi zapachami. Ubrała koszulkę nocną i szlafrok, wciąż bowiem krępowała się jakkolwiek irracjonalne to było. Przeszła przez pokój szybkim krokiem i wskoczyła pod kołdrę, okrywając się nią po samą brodę. Severus nie komentował, ale w jego oczach widziała, że jest rozbawiony. Odwrócił się i ruszył do łazienki, a wrócił po wydawać by się mogło kilku sekundach. Tak przynajmniej odczuwała to gryfonka.
   Położył się koło niej. Twarzą zwrócił w jej stronę i chwilę napawał się widokiem. Ona również zastygła, a gdy w końcu wyciągnął dłoń i odgarnął  jej kosmyk za ucho odprężyła się. Poddała się tej delikatnej pieszczocie i westchnęła. Przygarnął ją do siebie i z ulgą przyjął fakt, że od razu wtuliła się w niego i przerzuciła nogę na jego biodra w zaborczym geście, który znał i uwielbiał. Pogładził jej udo delikatnie i z rezerwą, aby jej nie spłoszyć. Poruszyła nogą, zahaczając o jego męskość, która powoli budziła się do życia. Hermiona albo udawała, że tego nie zauważa, albo robiła to specjalnie bowiem w miarę jak przesuwał dłonią po jej krągłościach, ona powtarzała czynność. Rozpalali się powoli, na swój sposób odwlekając to co nieuniknione. Gryfonka przejechała dłonią po jego szyi i zatrzymała się na obojczyku, wyczuwając tętno. Mężczyzna z trudem przełknął ślinę i obrócił głowę w jej stronę. Nie czekając na dalszą zachętę przymknął oczy i nachylił się w jej stronę. Ich oddechy mieszały się drażniąc rozpaloną skórę. Pocałunek był powolny, delikatny i niepewny. Pogłębiali go sycąc się swoim smakiem. Gdy język Severusa wślizgnął się w jej usta była już tak blisko, że prawie na nim leżała. Przerzucił jej nogę do końca na swoją stronę, przez co zmuszona była usiąść na nim okrakiem. Oparła ręce na jego klatce piersiowej, ale zaraz pociągnął ją w dół, by znów namiętnie pocałować. Przejmował kontrolę, a ona mu na to pozwalała. Zrzucił ją z siebie i tym razem on obejmował ją niczym skarb. Zjechał pocałunkami na jej szyję, rozpalając i łaskocząc. Otarł się biodrami o jej wzgórek, a gdy jęknęła głośno, zatkał jej usta swoimi, przez co nie mogła nabrać powietrza. Spojrzała na niego na wpół zaskoczona, na wpół rozpalona i był to jeden z piękniejszych widoków, jakie miał okazję oglądać. W odwecie ugryzła go w wargę, przejechała po niej językiem i zassała ją do środka, a jego penis dał o sobie znać, znów ocierając się o wilgotne miejsce. Uniosła biodra, by łatwiej objąć go nogami i skrzyżowała je na jego plecach. Przy każdym nawet najlżejszym ruchu czuła pulsującego członka i prowokowała go, by wreszcie wysunął się ze spodni i dotknął jej bez przeszkód. Severus odczuwał tym większą przyjemność, że zdawał sobie sprawę z jej głodu i chęci, by wreszcie ją posiadł. Czuł, że jeszcze kilka minut i nie będzie się powstrzymywać, tylko da upust gromadzonym tygodniami uczuciom. Hermiona musiała czuć podobnie, bo gdy wreszcie udało jej się zsunąć mu spodnie i wydostać penisa na zewnątrz objęła go i gładziła głośno oddychając. Stanowczym ruchem ręki spowodowała, że jej kochanek opadł na poduszki ona zaś znalazła się pomiędzy jego nogami. Zostawiała mokre ślady na jego udach, a przy każdym pocałunku czuła prężącą się męskość, która zahaczała o jej czoło i policzek. Ta dodatkowa stymulacja musiała podziałać na nią jak afrodyzjak. Severus zauważył, że jedna z jej rąk zniknęła w fałdkach koszulki. Na twarz kobiety wystąpił rumieniec, oddech stał się jeszcze bardziej urywany. Mistrz Eliksirów zrozumiał, że jego ukochana własnoręcznie doprowadzi się do orgazmu, jeśli jej nie przeszkodzi. Stanowczym ruchem pociągnął ją na siebie, za nic mając jej zduszony krzyk i jęk, który usłyszał, gdy się na niego nabiła. Jeśli była zaskoczona, nie dała tego po sobie poznać. Wręcz przeciwnie od razu poczęła go ujeżdżać, a dźwięki, które się z niej wydobywały, były dla Snape' a symfonią. Zacisnął palce na jej biodrach boleśnie wbijając paznokcie w jej skórę. Unosił ją wyżej i nadawał tempo, które nie tylko ją satysfakcjonowało, ale zdawało się, doprowadzać ją do szaleństwa. Pochyliła się i jak w amoku ugryzła go w szyję, przez co krzyknął, a ścianki jej pochwy zacisnęły się na członku. Pośliniła skórę, chcąc złagodzić jego ból, ale nie dał jej na to szansy. Wyprostował ją, chwycił jej dłonie i nakierował na jej piersi, a gdy zacisnęła palce na swoich sutkach okrytych cienkim materiałem, poczuła, że się zaczęło. Wygięła się, by jak najmocniej stymulować łechtaczkę, a gdy pierwszy skurcz targnął jej ciałem, jedyne na co było ją stać, to wyrzężenie:
- Severusie!
Mężczyzna zwiększył jeszcze tempo i po kilku sekundach z jękiem zalał jej wnętrze swoim nasieniem. Hermiona nabijała się na niego jak amoku powtarzając jego imię, a gdy wreszcie skurcze ustały, opadła na niego i wycisnęła ostatni gorący pocałunek na jego ustach. Uspokoili oddechy i wtuleni w siebie zasnęli.
   Brązowowłosa obudziła się zrelaksowana i wypoczęta. Przeciągnęła się, natrafiając ręką na coś miękkiego i aksamitnego. Otworzyła oczy. Nad jej twarzą górował zielonooki Wolfgang. Patrzył jakby z przyganą, zupełnie jakby wiedział co tu się wyprawiało jeszcze parę godzin wcześniej. Na to wspomnienie gryfonka zaczerwieniła się. Było cudownie i nawet planowała powtórkę, Severus jednak obudził ją o świcie, zapewnił, że wróci podczas przerwy obiadowej, pogładził po policzku i zniknął. Rozumiała, że świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że jego dwoje najbardziej upartych mieszkańców wreszcie się odnalazło i chciało tym nacieszyć. Hermiona uśmiechnęła się do zwierzęcia i przygarnęła go do siebie. Kot od razu połaskotał ją wąsiskami i zamruczał rad, że wreszcie ktoś poświęci mu tyle uwagi ile będzie potrzebował. Zjedli śniadanie w łóżku, ucięli sobie drzemkę i nawet się nie spostrzegli, a wrócił już pan domu. Spojrzał na leżącą w jego łóżku dziewczynę i mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jego oczach ulgę. Ulgę, że nie uciekła, a poprzednia noc nie była tylko pięknym snem. Wyskoczyła z łóżka i pocałowała go namiętnie, zarzucając ręce na jego szyję. Objął ją stanowczo i przycisnął do siebie. Powolne muśnięcia przerodziły się w walkę języków i Hermiona znów poczuła wilgoć w kroczu. Otarła się o swojego kochanka, ten w odpowiedzi jednak odsunął się nieznacznie i poważnie spojrzał jej w oczy. Mimo, że oboje ledwo łapali oddech, wiedziała co chce jej przekazać.
- Musisz już iść.
- Tak, ale wrócę najszybciej jak się da. - Starała się nie pokazać mu jak jej przykro, ale znał ją zbyt dobrze. Nachylił się i pocałował ją w brodę, nosem trącił jej policzek i w końcu wylądował na jej ustach. Całus był mocny i namiętny. Otworzyła oczy i z westchnieniem spojrzała na niego.
- Wybiorę się do Nory i tak muszę zająć się Alem. Przynajmniej nie będę się rozpraszała. - Od razu poczuła rosnącą erekcję na biodrze i tylko zawziętość nie pozwoliła jej pociągnąć go w stronę łóżka.
- Do zobaczenia Severusie - Chwycił ją mocno za tyłek i uniósł tak, że oplotła go na wysokości bioder. Rękami chwycił jej twarz zmusiwszy by mu się poddała i przyjęła jego język z wielką ochotą. Drapała jego kark, co chwilę pozwalając sobie na ciche jęki, a gdy jego ręka wślizgnęła się pod koszulkę odchyliła głowę i pozwoliła mu działać. Sutek stwardniał natychmiast, a cała pierś pokryła się gęsią skórką. Całował jej szyję słuchając skowytu, rozdarty pomiędzy obowiązkami i pragnieniami. W końcu niemalże brutalnie ścisnął jej pierś i odsunął się od ściany sprawiając, że Hermiona zsunęła się z jego bioder i stanęła na ziemi. Spojrzał jej w oczy, nadal obejmując.
- Nie waż się nic z tym zrobić. - Nie ufając sobie za grosz tylko skinęła głową i ruszyła w stronę łóżka. Tak jak podejrzewała nie poszedł za nią. Zachichotała cicho. Ukryć taką erekcję zanim dotrze na pierwsze piętro? Ciekawe jak to zrobi.

    Jak tylko opuścił swoje komnaty poprawił szatę i przybrał swoją najgroźniejszą minę. Dziś szczególnie zależało mu na spokojnym dniu, a z doświadczenia wiedział, że Severus wściekły, to Severus nietykalny.
Przez cały dzień poprawiał wywary, krzyczał i miotał niegroźnymi klątwami w co poniektórych mniej pojętnych uczniów, jednak ciasnota w spodniach wracała ilekroć choć na chwilę wędrował myślami do poprzedniej nocy. Starał się koncentrować najlepiej jak potrafił, ale słabo mu to wychodziło. Zdecydowanie napalony niczym nastolatek był do niczego. Z ulgą powitał koniec ostatnich tego dnia zajęć i żwawo ruszył w stronę swoich komnat. Przez chwilę łudził się, że zastanie Hermionę tam gdzie ją zostawił, ale niestety jedynym lokatorem był kot. Spojrzał na niego jakby z kpiną na pyszczku, połasił się chwilę, następnie zakopał w pościeli i tyle go widzieli.
  Severus postanowił wziąć prysznic, a gdy stał w kabinie, gorąca woda obmywała jego naprężone ciało, musiał powstrzymywać się, by nie chwycić swojego przyjaciela w dłonie i nie ulżyć sobie, pozwalając wyobraźni usłużnie podsunąć sylwetkę Granger.
Odświeżony, z  nowymi pokładami cierpliwości ale i żądzy ruszył do kominka. Nawet jeśli wyjdzie na natrętnego, to co? Nie może już odwiedzić swoich znajomych?
   Artur powitał go niczym starego druha i zasiedli w salonie przy szklaneczce bursztynowego płynu. Rozmowa się kleiła, dlatego na początku nie zauważył, że do pomieszczenia weszła świeżo upieczona mama, a za nią jej synek niesiony właśnie przez swoją ciotkę. Gdy się ocknął widok ten tak nastroił i rozczulił Snape' a , że przez moment zapomniał o obecności  Artura. Siedział w fotelu i chłonął ten magiczny moment. Hermiona była całkowicie skoncentrowana na swoim podopiecznym, więc szła i usiadła mechanicznie. Dopiero gdy chłopiec głośno czknął opamiętała się i spostrzegła jak dużą ma widownię. Zaczerwieniła się ogniście i spuściła oczy. Albus złapał ją za loka i pociągnął, ale ona nawet tego nie zauważyła. Severus z rozbawieniem obserwował jej speszenie i zdenerwowanie. Po chwili niezręcznej ciszy oddała chłopca matce i przeprosiła. Gdy wróciła, wszyscy na powrót byli zaabsorbowani małym dokazującym szkrabem i tylko Mistrz Eliksirów posłał jej przelotne, pożądliwe spojrzenie. W odpowiedzi spojrzała na niego jakby chciała powiedzieć: poczekaj.
On jednak nie miał zamiaru czekać. Wstał i ruszył w jej stronę, a gdy odwróciła głowę jawnie go ignorując zrozumiał, że ona jeszcze nie chce aby wszyscy wiedzieli, że się zeszli. Wobec tego zamarkował ruch ręką i zgarnął młodego Pottera, który zapiszczał radośnie. Granger ze zgrozą patrzyła jak mężczyzna jej życia bawi się w ojca roku i zrozumiała, że na tym obrazku nie ma dla niej miejsca, a już na pewno nie w takim stanie psychicznym w jakim jest obecnie. Nie doszła jeszcze do ładu z przeżyciami i tym wszystkim co wydarzyło się od jej ucieczki, teraz na nowo wpakowała się w rollercoaster z Severusem, a ten dodatkowo zrzucił na jej barki wiadomość o pragnieniu posmakowania ojcostwa. Wszystko to kotłowało się w jej głowie gdy patrzyła jak wesoło niańczy dziecko i młodnieje na jej oczach. Snape mógł mówić co chciał, ale ona nie miała zamiaru pozbawiać go tego czego pragnął o wiele bardziej niż myślał.
Poczuła się zła i oszukana. To nie tak miało być. Nie powinna się w ogóle w nim zakochiwać. Zawsze sądziła, że to ludzie żyjący bez miłości są słabi, chociaż w tym wypadku stanowiła wyjątek. Uczucie Mistrza Eliksirów uskrzydliło ją, ale również skazało na porażkę na kilku innych płaszczyznach. Nie wyobrażała sobie życia bez niego, w zasadzie już od dawna, ale jak mogła planować cokolwiek jeśli nie była pewna uczuć w stosunku do niego? Czy oddałaby za niego życie w walce? Z pewnością, ale czy oddałaby mu całą siebie? Czy bez reszty zaangażowałaby się w bycie jego partnerką? Albo co gorsza żoną? Czy zamieniłaby
" ja " na " my " i czy zaakceptowałaby tę zmianę? Nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań dlatego nie patrząc na nikogo wyszła z pokoju i skierowała się na piętro, do swojego dawnego pokoju. Był oczywiście wściekle dziecięcy, pudrowy i rozkoszny, a unoszący się tam zapach przyprawił ją o mdłości, ale wiedziała, że przynajmniej przez chwilę będzie tu bezpieczna.
  Poczuła piekące łzy pod powiekami.Usiadła w bujanym fotelu, wyobrażając sobie zaspaną Ginny, która każdego wieczora zasypia z Albusem na rękach, oraz Harrego, który odkłada dziecko do łóżeczka i zanosi śpiącą żonę do ich małżeńskiego łoża. Patrzy na jej spokojną twarz i wie, że trafił mu się wygrywający los na loterii życia. Czy Hermiona myślała w ten sposób o Severusie? Nie. Myślała o nim, że jest pieprzonym geniuszem, fascynującym i do bólu upierdliwym. Zmysłowym, walecznym i nieposkromienie gwałtownym. Jest wybitny we wszystkim co robi, nawet kiedy się z nią kocha, robi wszystko by doprowadzić ją na skraj szaleństwa. Pasja towarzyszy mu w każdej dziedzinie życia. Czy była gotowa podzielić tę pasję? Ten ogień, który go napędzał, ale i trawił?
   Siedziała w fotelu i z nerwów wprawiła go w ruch. Jej myśli ciągle krążyły wokół minionych dni, tych wszystkich szalonych chwil, kiedy to odnaleźli się na nowo i omal nie zaprzepaścili uczucia. Wszystko to było gwałtowne, szybkie i szalone, zupełnie jak początki ich znajomości. Najpierw przecieranie szlaków, odnajdywanie wspólnych tematów, złamanie dystansu ich poprzednich stosunków, w końcu listy. Pierwszy pocałunek, pragnienie kolejnych. Kłótnie, bitwy i sprzeczki, które tylko pchały ich ku sobie zamiast odgradzać. Romans, który sprawił, że wreszcie poczuła, że żyje. Poczuła się wartościowa, piękna, ale i doceniona. Severus sprawił, że całe jej uporządkowane i zaplanowane do granic możliwości życie wywróciło się do góry nogami, ale i nabrało koloru.  Zaczęła się cieszyć z małych rzeczy, odnajdywać pociechę w chwilach, kiedy myślała, że już nic dobrego się nie wydarzy. Zaczęła stawiać sobie nowe wyzwania i przekraczać granice własnego umysłu. Przestała się bać. Dojrzała u jego boku. Zawdzięczała mu tak wiele. Gdy to pomyślała, jej serce przeszył ból, przypomniała sobie bowiem jak wiele razy przez niego płakała. Ile razy zaciskała pięści byle tylko nie dać mu satysfakcji i nie krzyknąć. Ile razy wrzeszczeli na siebie, zmęczeni jakąś sporną kwestią i nawet nie przyszło im do głowy by to przerwać. Oboje byli uparci, stawiali na swoim bez względu na wszystko. Oboje byli zdolni do poświęceń na rzecz drugiego. Ale czy to wystarczy?
   W swojej wyobraźni ujrzała jego piękne oczy. Bliznę na bliźnie, które znaczyły jego twarz, okropny nos, który mogłaby całować bez końca. Przypomniała sobie jego krzywy uśmiech , który każdego normalnego czarodzieja przyprawiał o ciarki i chęć ulotnienia się, a dla niej był najlepszą nagrodą po ciężkim dniu.
Severus był jedną wielką sprzecznością, ale wiedziała jak nikt inny, że zasługiwał na odkrywanie go codziennie na nowo. Na drażnienie się z nim, na uwielbienie jego geniuszu i wprawy we wszystkim co robił.
Był sztormem na oceanie, był okiem cyklonu, był też ciepłym kocem, miękką swobodą i szaleńczą namiętnością. Był inspiracją, z której czerpania nie potrafiła sobie odmówić.
 

    Severus miał podzielną uwagę i tylko dlatego nie upuścił dziecka, gdy spostrzegł, że Hermiona zdenerwowana wychodzi. Chciał pobiec za nią, uspokoić, ewentualnie przeprosić, ale nie miał szansy, gdyż Albus ewidentnie był dziś w psotnym nastroju i musiał skupić się na nim w stu procentach. Zaklął w myślach, gdyż wciąż denerwowała go ta nowa strona osobowości, w której robił wszystko pod nią. Zadowolić Hermionę, udobruchać Hermionę, sprawić że będzie dumna, poruszona, rozpalona. Jego umysł znów natrafił na obrazy z poprzedniego wieczora, kiedy to wiła się pod nim w ekstazie, więc odegnał ten widok i na powrót skupił się na wylewaniu żali spowodowanymi tak naprawdę nie wiedział czym. Było mu z nią dobrze, miejscami nawet lepiej, ale czuł, że mu się wymyka. Coś było nie tak i nie potrafił wyłapać co. Czy się zmienili? Na pewno, ale nie to stanowiło przeszkodę. Coś w ich relacji było takiego, że ją krępowało, uciekała, mimo, że nie widział ku temu powodu. Była wolnym niezależnym duchem i Severus rozumiał to doskonale. To czego nie potrafił zrozumieć, to to dlaczego nie mogła ofiarować mu się w stu procentach. On był na to gotów i może nie skakał z radości na myśl o zobowiązaniach, ale już dawno doszedł do wniosku, że skoro zdecydowali się być razem, to na dobre i złe, a przede wszystkim na złe. Łatwo jest kochać kogoś, gdy wszystko się układa, a życie pachnie różami, on chciał jednak by trwała u jego boku gdy będzie źle a nawet tragicznie. Chciał by była podporą, pomocną dłonią i by jej ramiona stanowiły centrum wszechświata, ale przede wszystkich chciał tego samego dla niej. Chciał być jej potrzebnym, chciał inspirować i zmuszać ją do myślenia. Chciał by wciąż była tą samą upartą dziewuchą, która szturmem zdobyła jego serce i wywalczyła dozgonną miłość choćby tym, że wkurzała go jak nikt inny. Myślał o niej nawet kiedy nie chciał. Śnił o niej, o jej ciele, uśmiechu i niesfornych włosach, a gdy wreszcie ją dostał, nie rozczarował się, tylko zapragnął jeszcze więcej. Podnosząc się z kolan wraz ze śmiejącym niemowlakiem pomyślał, że wreszcie czas, by Hermiona raz na zawsze zrozumiała, że od kiedy ją pokochał, a ona pokochała jego, nie ma już odwrotu, muszą być razem.

    Hermiona aby zając ręce czymkolwiek zmywała naczynia. Kuchnia zazwyczaj tętniła życiem i była centrum dowodzenia w domu Weasley' ów, ale dziś było inaczej. Przybył Bill wraz z żoną, więc małe przyjęcie przeniesiono do ogrodu. Nasłuchiwała uważnie czy aby ktoś nie nadchodzi, ale wszyscy byli zajęci rozmową na powietrzu. Była sama. Sama ze swoim zdezorientowaniem i sama ze swoim pragnieniem. Miała sprzeczne uczucia. Celowo wybrała kuchnię, nie mogła już znieść napastliwych spojrzeń Severusa i tego, że trzy razy próbował odciągnąć ją na bok i wciągnąć w rozmowę. Cokolwiek miał jej do powiedzenia, będzie musiało poczekać. Dziś nie miała już siły się z  nim kłócić, a jeśli myślał o tym wszystkich równie intensywnie jak ona, to pewnie doszedł do podobnych wniosków. Nie nadawali się na parę, nie mogli żyć osobno. Ona nie da mu dziecka, on nie pogodzi się z tym nigdy. Wniosek? Muszą się rozstać. Zaśmiała się cicho, gdy ta idiotyczna myśl zagościła w jej głowie. Poczuła, że nade wszystko pragnie by Severus jednak zignorował oczywiste sygnały jakie mu dawała i odnalazł ją, a następnie przytulił i zapewnił, że nigdy jej nie opuści.
Gdy poczuła lodowatą dłoń na swoim karku, a długie zgrabne palce zjechały aż na obojczyk, pomyślała, że jej wyobraźnia tym razem przeszła samą sobie. Wiedziała jednak, że to nie pobożne życzenie gdy tylko dotarł do jej nozdrzy jego zapach, a na swoich pośladkach poczuła jego biodra. Przymknęła oczy i oparła się o niego, trwało to jednak tylko sekundę, zaraz przycisnął ją do zlewu, powodując, że wypuściła myte naczynie z rąk. Krzyknęła cicho, ale nie otwierała oczu. Poczuła na swojej szyi jego usta, a przydługie włosy łaskotały jej twarz. Chciała obrócić się w jego stronę, by połączyć ich usta, ale nie pozwolił jej na to. Jeszcze mocniej natarł na jej tyłek, przez co wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest podniecony. Chciała mu przerwać i wreszcie porozmawiać jak dorosła osoba...On jednak rozpraszał ją tak bardzo i tak skutecznie...Ruchem różdżki opróżnił zlew z naczyń zostawiając tylko bąbelkowo - cytrynową wodę, która teraz była lodowata. Przeszedł ją dreszcz i poczuła jak jej sutki twardnieją z każdą sekundą. Lodowata woda dodatkowo ją stymulowała, a usta, którymi pieścił szyję wydobywały z jej gardła szybki oddech i ciche jęki.
Cały czas siłowała się z nim i próbowała obrócić przodem, przez co jej pupa zahaczała o coraz wyraźniej wystającego członka. Chcąc nie chcąc drażniła go i pobudzała, a by dać temu wyraz ugryzł ją w łopatkę. Wygięła się, a on jakby tylko na to czekał, jedną ręką złapał jej włosy przytrzymując mocno, a drugą objął pierś mocząc przód bluzki. Materiał od razu przylgnął do skóry, przez co kobieta zadrżała. Mistrz Eliksirów odkręcił kran, pozwolił dłoni ochłodzić się i bezceremonialnie ochlapał szyję ukochanej. Woda ściekała na jej dekolt. Zebrał uciekające krople i przejechał po jej ustach i policzkach. Próbowała złapać jego dłoń zębami, ale tylko ją drażnił słuchając jęków. Naciągnął przemoczony materiał odsłaniając stanik a w nim krągłą pierś. Potarł sutek, a gdy syknęła, mocniej zacisnął dłoń w której trzymał jej włosy. Nachylił się do jej ucha i polizał je wyobrażając sobie wilgoć, która zalewa jej spodnie. Stanęła na palcach by mieć do niego lepszy dostęp, ale to wciąż było za mało. Próbowała objąć go, a gdzieś w kąciku umysłu kołatało się przekonanie, że zaraz zostaną nakryci, ale Severus skutecznie odwrócił jej uwagę mocząc lodowatą wodą drugą pierś. Pragnęła go pocałować i poczuć w sobie, ale tym co robił rozpalał ją tak bardzo, że nie była w stanie w logiczny sposób zakomunikować mu, że już wystarczy. Że jeszcze chwila i osiągnie spełnienie. Jej łechtaczka pulsowała, piersi były nabrzmiałe, a wilgoć w kroczu ściekała zupełnie jak woda po jej dekolcie.
Drażnił sutki na przemian  z lizaniem jej szyi, a gdy była o krok od orgazmu i jej jęki przybrały na sile zatkał jej usta dłonią, ściskając włosy tak mocno, że na pewno sprawił jej ból. Gdyby nie warstwy ubrań okrywające ich ciała nadziałaby się na niego, czy tego chciał czy nie.
- Chcesz bym cię wziął? - szepnął. - Chcesz bym zanurzył w tobie moje palce?
Wyszeptała jego imię niczym prośbę i jednym płynnym ruchem obrócił ją w swoją stronę od razu biorąc jej usta w posiadanie. Jęknęła w nie, a rozgrzany język sprawił, że zadrżała. Ręce zacisnęła mocno na nabrzmiałej męskości i zaśmiała się cicho. Lubił tę zabawę tak samo jak i ona. By dać jej większe pole do manewru uniósł ją sadzając na krawędzi zlewu, który powoli napełniał się wodą. Przycisnął niecierpliwe biodra do jej krocza, a napierający sztywny penis ślizgał się na wilgoci przechodzącej przez cienki materiał spodni. Snape posunął się jeszcze dalej. Odpiął guziki spodni i wsunął spragnione palce w jej gorące wnętrze. Chłód metalu spotkał się z rozgrzaną skórą pośladków i ud. Krzyk, który wydobył się  z jej gardła na pewno zaalarmował domowników, dlatego oboje zastygli na sekundę nasłuchując. Gdy jednak  nic się nie wydarzyło, jak na znak rzucili się sobie do ust, znów walcząc o dominację. Pieściła go przez szatę, drugą ręką przytrzymując się zlewu by nie spaść. Balansowała na krawędzi nie tylko dosłownie. Sekundy dzieliły ją od wybuchu fajerwerków, a gdy wreszcie w nią wszedł, poczuła że niebo i ziemia zadrżały. Spojrzała na jego twarz, oczy wyrażały całą miłość i pożądanie tego świata. Wypełniła ją radość.Doszła z jego imieniem na ustach. Wystarczyło kilka ruchów bioder by on również osiągnął spełnienie. Siła jego ostatniego pchnięcia była tak mocna, że oboje omal nie wpadli do wypełnionego wodą zlewu. Spojrzeli sobie w oczy i oboje wiedzieli, że należą tylko do siebie. Uśmiechy zagościły na ich twarzach. W końcu mężczyzna przygarnął gryfonkę do siebie i aportował ich z cichym pyknięciem.

         Późnym wieczorem w jego komnatach Hermiona miała nadzieję na spokojny wieczór. Wiedziała też, że kolejna poważna rozmowa ich nie ominie i muszą się w końcu zdeklarować. Pomimo wszystkiego co się wydarzyło, nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Nie sądziła też, że okupujący łazienkę Severus szykuje się do wygłoszenia najważniejszego w życiu mężczyzny pytania.
   Spojrzał w lustro i przeraził się jak źle wygląda jego twarz. Stres widocznie odebrał mu resztki pewności siebie bo potrzebował długiego prysznica i wewnętrznego monologu, by w ogóle wyjść z wanny.
Nie sądził, by to był błąd, bardziej był przekonany, że nie zdoła uświadomić tego Hermionie. Jeśli miał zaznać spokoju i stabilizacji, to tylko dzięki niej... Nie był to może wymarzony początek oświadczyn, ale skoro już zaczął...

     Przekroczył próg pokoju i spojrzał na siedzącą na łóżku kobietę. Może widział ją przez różowe okulary, ale jeszcze nigdy nie wydała mu się piękniejsza. Pełne wargi, kształtne biodra, złote refleksy w rozwianych włosach...
 Spojrzał w jej oczy i już wiedział, że nie może tego zrobić. Cała jej sylwetka i to jak patrzyła mówiło mu jasno, że wszystko na nic. Nie zgodzi się. Przekreśliła ich...
- Hermiono... - chciał jeszcze coś dodać, ale zaskoczyła go wstając i wybiegając z jego komnat.

Nie gonił jej. Barwne ptaki jak Hermiona, tracą cały swój blask gdy się je schwyta.