czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 28




Dziś bez wątków erotycznych ;)
 Jeszcze tylko jeden i koniec.




   Zadziałała impulsywnie, ale jak tylko wybiegła z zamku poczuła się lepiej. Złapała oddech i opadła na kolana. Dopiero teraz spostrzegła, że policzki ma mokre od łez. Niepotrzebnie zareagowała aż tak mocno i histerycznie. Przymknęła oczy, podniosła się i głęboko oddychając uspokoiła rozszalałe serce. Poczuła się jak idiotka, którą niewątpliwie była.
  Wmaszerowała z powrotem do zamku, mając nadzieję, że nikogo nie spotka. Nie mogła jednak wrócić do lochów, jeszcze padłaby trupem. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Severus jeśli oczywiście nadal jest trzeźwy, to najpewniej wiesza na niej psy i ma do tego pełne prawo. Kolejny raz zachowała się jak gówniara, którą tak usilnie nie chciała być nazywana. Udowodniła, że jej dojrzałość jest tylko pozą i maską, a ona sama w głębokim poważaniu ma, co inni o niej myślą.
Dlaczego wybiegła?

        Idąc po schodach do swoich komnat, wróciła pamięcią do tych czasów kiedy nie określali siebie na poważnie. Kiedy byli Severusem i Hermioną, którzy po prostu lubią swoje towarzystwo i nie chcą definiować swojego związku. W tamtych czasach mogła byle kiedy zaskoczyć go w lochach, wciągnąć do łóżka, a kiedy było po wszystkim, wyrzucał ją i wcale nie obrażona wracała do siebie. Kiedy to się zmieniło? Kiedy nawzajem wzięliśmy się w niewolę? Nie potrafiła dokładnie określić kiedy, bo nie był to jeden moment, ale krótkie, błahe chwile, w których stworzyli unikalne pokręcone " my ", co wtedy jawiło jej się jako spełnienie marzeń, a okazało się katastrofą. Owszem, chciała by się o nią martwił, chciała by o nią dbał, ale bez przesady, przecież od razu powiedziała, że nie chce ani ślubu, ani większych deklaracji. A on się zgodził! Co więc się zmieniło? Ja..?
Hermiona rozumiała dlaczego Severus nagle zapragnął stabilizacji i jakiejś takiej...stałości w życiu, ale rozumiała też, że to wcale nie stało się nagle...jeśli liczyć ich związek w całości, to prawie dwa lata już bawili się w kotka i myszkę. Niektóre związki jej przyjaciółek były dziesięć razy krótsze, więc śmiało można powiedzieć, że dobrnęli do tego momentu, za obopulną zgodą. Są dorośli, wiedzieli w co się pakują. Skoro tak, to dlaczego czuła się tak paskudnie?
Przebrała się w świeże ciuchy i usiadła przed kominkiem. Ranek zaskoczył ją zdecydowanie zbyt szybko. Ponieważ jednak nadal nie wróciła do pracy, a widzieć Severusa też nie chciała, postanowiła jak zawsze zajrzeć od Nory. Przemykała cicho i szybko szkolnymi korytarzami tak, by jak najmniej osób ją widziało. Niestety oczywiście jak w takich chwilach zawsze, natknęła się na osobę nie dość, że znajomą, to jeszcze doskonale potrafiącą wyczytać z jej twarzy, że coś jest nie tak.
Chuck podszedł i milcząco otoczył ją ramionami. Trwali tak kilka sekund, a gdy wreszcie wypuścił ją z objęć i spojrzał jej w oczy, zmarszczył brwi i westchnął.
- Co tym razem narozrabiałaś Granger? - przewrócił oczami widząc jej groźną minę.
- Skąd pomysł, że to ja? Severus jak zawsze wszystko spieprzył. - Spojrzała na niego i zrozumiała, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę, chciał tylko sprowokować ją do mówienia, a nie do kłamania, co niewątpliwie by uczyniła, gdyby sam zasugerował winę Snape'a .
- Nie ma tylu godzin w dobie, by wyjaśnić ci co zaszło, może więc od razu udamy, że nic się  nie stało? - Uśmiechnęła się do niego kusząco, pragnąc tylko uciec sprzed jego wszystko wiedzącej twarzy. Za dobrze ją znał. Byli przyjaciółmi już ładny kawałek czasu, znali swoje słabości, sam fakt, że wystarczyło mu na nią spojrzeć...
Znów ją przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Spotkajmy się dzisiaj, tylko ty i ja, już tak dawno razem nie wychodziliśmy. Będziesz miała okazję opowiedzieć mi wszystko. - Rozbrajający uśmiech, który w przeszłości stanowił dla niej zagadkę, teraz był już jasnym sygnałem " i tak mi się nie oprzesz " - zdawał się mówić. Przez te miesiące wiele razy widziała jak Chuck próbuje zająć złamane serce jakąś mało interesującą osóbką. Takie znajomości zawsze kończyły się z hukiem i zdawała sobie sprawę, że po części była to jej wina. Zawsze jednak widziała ten słodki, kuszący uśmieszek na twarzy przyjaciela i wiedziała, że już za niedługo złamie serce kolejnej rybce. Z drugiej jednak strony była zbyt pochłonięta swoimi sprawami i bałaganem emocjonalnym, by w ogóle się tym przejmować. Od kiedy wróciła, nie była dobrą przyjaciółką, w zasadzie była chujową przyjaciółką. Nie widziała wiele ponad koniec własnego nosa i ciągle tylko myślała o Severusie i młodym Albusie, dlatego więc, zgodziła się. Niepewnie kiwnęła blondynowi głową, zaciskając wargi, gdy jego oczy rozjarzyły się tym niebezpiecznym blaskiem.
 - O 20! Nie spóźnij się! Pomachał jej i odszedł w stronę Wielkiej Sali, a ona przemknęła obok schodów i wypadła przez wrota. Zdecydowanie kusiła diabła, ale tęskniła za swoim przyjacielem i potrzebowała go.
  Oparła głowę o wystający konar drzewa. Oczywiście po 5 minutach w takiej pozycji bolało ją wszystko, ale nie dbała o to. Potrzebowała jakiegoś silnego bodźca, by poczuć, że to wszystko jest prawdziwe, że znów jest wśród żywych. Chyba dopiero teraz zaczęło do niej dochodzić to wszystko co się wydarzyło. Znów na chłodno analizowała moment, w którym zdecydowała się odejść od Severusa, zostawić za sobą wszystko i wszystkich i po prostu zniknąć. Przypomniała sobie tego chłopaka, który był tak uroczy i starał się ją pocieszyć. Potem miesiące niewoli, udrękę. Tęsknotę, w końcu strach. Myślała tylko o tym, że chce cofnąć czas, wrócić do Severusa...nie, nie wrócić. Myślała o tym, że gdyby mogła coś zmienić, wcale by od niego nie odeszła. Nie zasłużył na to. Nie był człowiekiem, którego należało jeszcze dodatkowo napiętnować za to, że jest sobą, że jest szczery.
Ich poglądy często się różniły, często powodowały ogniste dyskusje, ale tak bardzo często stanowiły inspirację i natchnienie dla obojga, że to było wręcz nienormalne.
Przypomniała sobie ciężkie chwile w tamtym pokoju, tępy wyraz twarzy Bułgara, który myślał, że może jej cokolwiek wmówić. Wreszcie, pomyślała o Zabinim. O tym, że był jej... Aniołem Śmierci. Był mordercą, a okazał się wsparciem...Był jej cudem i była mu dozgonnie wdzięczna. Uśmiechnęła się przez łzy. Jakże pozory mogły mylić. Krum był jej słabością, małą miłostką, okazał się śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla niej, ale i dla całego magicznego świata. A Blaise ? Nie dość, że był jednym z groźniejszych zbrodniarzy wojennych, nie dość, że był opatrzony priorytetem schwytania najwyższej wagi, to sam ofiarował jej pomoc, tak naprawdę nie żądając niczego. Nie musiał jej ratować, mógł zignorować jej potrzeby, mógł ją zabić...Zawdzięczała mu życie.
Jej relacje z różnymi ludźmi na przestrzeni tych miesięcy były tak popieprzone, że aż szkoda gadać. Sama nie wiedziała kim jest i co chce robić, jak mogła podejrzewać, że jest w stanie stworzyć zdrową relację z mężczyzną?
Westchnęła, przetarła policzki i wygodnie oparła się o drzewo wystawiając twarz do lekkich promieni słońca. Od jakiegoś czasu nie pomyślała o Severusie, a gdy tylko sobie to uświadomiła, coś ścisnęło ją w klatce piersiowej. Tak jakby nawet jej ciało chciało przypomnieć jej, gdzie teraz powinna być i, że zamiast rozczulać się nad przeszłością, powinna zając się kruchą przyszłością.
Wszystko to było przygnębiające i raniło nawet ją samą, ale nie mogła wyprzeć się tego co się stało i tego jak się czuła. Nie chciała się wiązać, nie chciała zobowiązań i nade wszystko nie chciała zranić Severusa, a jakimś cudem udało jej się dokonać tego wszystkiego, i to jeszcze przed trzydziestką. Zaśmiała się gorzko do własnej konkluzji i podniosła z ziemi. Otrzepała kolana i znów ruszyła w stronę zamku. Dziś nie jest dobry dzień na zadoścuczynienia. Dziś jest dzień na upicie się i zapomnienie. Z mocnym postanowieniem zabawy buszowała  w szafie chcąc znaleźć coś odpowiedniego na wieczór. Nie chodziło o to by się wystroić, tylko by dać jej poczucie pewności siebie. Krótka spódnica z baskinką, balerinki, i oczywiście czerwona bluzka na jedno ramię. Kiedyś w takim stroju chodziła na podryw. Pomyślała o tym czasie, kiedy nawet nie sądziła, że pokocha kogoś takiego jak Snape. Spojrzała w lustro i jej oczy momentalnie spoczęły na głębokim dekolcie, który był dodatkową ozdobą jej dzisiejszego stroju. Poczucie winy wbijało się w nią niczym ostrze noża.
- Jutro z nim porozmawiam - obiecała swojemu odbiciu.
Usiadła  w salonie i przejrzała pocztę. Poczuła lekkie ukłucie żalu, na myśl, że nie ma ani jednej wiadomości od Severusa, czy od kogoś z Nory. Zaraz jednak zganiła się w myślach. Ty szykujesz się na chlańsko, a ktokolwiek miałby do ciebie pisać? Śmieszne.
Spędziła sporą część czasu na rozmyślaniach o dzisiejszym dniu i o tym, czy aby na pewno powinna iść z Chuckiem. Skoro jednak powiedziała a, powie i be. Przecież to nie będzie żadna randka. Oboje są dorośli, oboje mają kogoś...Albo przynajmniej on kogoś ma. Na samą myśl o Carol Zane jej policzki pokryły się czerwienią. Nie lubiła tej dziewczyny i wbrew pozorom odczuwała zazdrość na myśl, że ktoś taki jak ona zasłużył na miłość kogoś tak wspaniałego jak młody Newborne.
Mimo, że to ona początkowo była obiektem jego uczuć i mimo że cieszyła się, że w końcu mu przeszło i tak odczuwała niewytłumaczalną złość ilekroć widziała ich razem. A było na co popatrzeć. Oboje wysocy, oboje przystojni, radośni, kwintesencja dobrego związku. Ciekawe co ludzie myśleli patrząc na nią i Severusa. Czy zastanawiali się jaką klątwę musiał na nią rzucić, by pozostała mu wierna? Czy życzyli mu jak najgorzej bo uwiódł byłą uczennicę? Nawet jeśli niewiele w  tym było prawdy, to prawdą pozostawało, że nie pasowali do siebie pod żadnym względem, a mimo to, byli tak doskonale zgrani. Tak jakby żadne przeciwności nie mogły ich od siebie oddalić. Niekiedy myślała nawet, że właśnie to, że są tak rożni stanowi ich największy atut. Nie znudzą się sobą, nie będą mieli siebie dosyć. Może i to była prawda, dopóki ona tego nie zepsuła. Dopóki nie zachowała się jak gówniara i nie uciekła. Spojrzała wtedy  na jego twarz i już wiedziała. Wiedziała o co zaraz zapyta i wiedziała jaka byłaby jej odpowiedź, jakiej on by pragnął i jak później wszystko błyskawicznie by się potoczyło. Szybki ślub, dziecko i żegnaj kariero. Mogłaby pożegnać się z tytułami naukowymi jakie jeszcze miała nadzieję zdobyć, straciłaby szacunek wielu mądrych głów, bo jak wiele osób przed nią wybrałaby rodzinę zamiast pracy. Choć w sumie to nie byłby do końca wybór a konieczność. Tego jednego nie chciała. Chciała Severusa, chciała go kochać i być kochaną, ale równocześnie chciała...pozostać sobą. Nie zatracić się w tym wszystkim i móc nadal decydować tylko o sobie. Dlaczego uciekła? Bo wiedziała, że on tego nie zrozumie. On ma już to wszystko, jest Mistrzem Eliksirów, pociąga za wiele sznurków  w Ministerstwie, a jego własnoręcznie tworzone eliksiry są aprobowane przez cały magiczny świat. Jest spełnionym magiem, do szczęścia potrzeba mu żony i dziecka. Ludzi do których mógłby każdego dnia wracać i tęsknić. Ona chciała podróżować, zobaczyć kilka zakątków świata, może osiedlić się gdzieś na krótko podczas pracy badawczej. Chciała czerpać z życia i korzystać ze swojej wiedzy. Nie jest gotowa by poświęcić to wszystko w imię miłości. Nawet tak głębokiej. Gdy to do niej dotarło poczuła się lżejsza o tonę. Wreszcie była całkowicie szczera z samą sobą. Kocha Severusa, ale siebie kocha bardziej.
   Wybiła dwudziesta i chcąc nie chcąc kobieta musiała się zebrać. Ze stolika zgarnęła torebkę, spojrzała szybko w lustro i wyszła. Chuck oczywiście już na nią czekał. Szeroki uśmiech ozdobił jego twarz gdy ją spostrzegł. Nie tracili czasu na rozmowę. Szybko pokonali odległość do punktu umożliwiającego aportację i w sekundzie zniknęli. Przeniosło ich w żywą, bardzo dobrze oświetloną uliczkę. Pełno było tam sklepów i klubów, a Gryfonka zastanawiała się, gdzie się zatrzymają, gdy Chuck chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę miejsca z szyldem tak wielkim i sugestywnym, że przez chwilę pomyślała, że jej towarzysz się pomylił. Nikt nie wpuściłby go do klubu dla dorosłych, tym bardziej w środku tygodnia. Jak tylko przekroczyli próg przekonała się jednak, że jest to klub czarodziejów, a co za tym idzie, nikt nie zatrzymał ich przy wejściu. Przydymione wnętrze, delikatne żółte i zielone światło przy barze i niewielka scena, a na niej smutno zawodzący grajek. Tego jej było trzeba. Usiedli przy stoliku w głębi sali i czekali, aż podejdzie do nich kelnerka. Nikt się nie zjawił i Hermiona postanowiła sama zatroszczyć się o coś do picia. Gdy jednak się podniosła, blondyn poderwał się do góry i machając jej uspokajająco ruszył w stronę baru. Brązowowłosa tymczasem rozejrzała się po lokalu. Nie było tu tłumów, ale oczy kilku kobiet skierowane były na Newborne'a . Właśnie w takich sytuacjach najbardziej zdawała sobie sprawę z jego niezwykłej urody i charyzmy. Byli w klubie 5 minut, a on już ma fanklub. Przewróciła oczami i skupiła się na powrót na artyście, który chyba zbierał się do zejścia ze sceny. Zdziwiło ją to, ale nie poświęciła mu więcej myśli, gdyż wrócił ślizgon z dwoma kuflami. Stuknęli się i spojrzeli sobie w oczy. Był zaniepokojony, widziała to wyraźnie, ale to nie przeszkadzało mu spojrzeć na jej dekolt i uśmiechnąć się bezczelnie.
- Wreszcie wyglądasz jak kobieta!
- Co to ma niby znaczyć?
- Wiesz, że cię uwielbiam, ale ostatnimi czasy jakby, nie byłaś sobą. Kiedy ostatni raz zrobiłaś sobie wystrzałowy makijaż i porwałaś którąś z dziewczyn na miasto tak o, dla zabawy?
- Eeee nigdy?
- Właśnie! Ciągle tylko siedzisz w papierkach, albo zakopujesz się w pracy, mimo że jesteś na urlopie, to głupie - spojrzał  na nią z politowaniem. -  Nikt nie przeżyje za ciebie życia, a ja mam wrażenie, jakbyś już z tym życiem skończyła.
Słuchała go osłupiała, nie wiedząc co powiedzieć.
- Chcesz znać moje zdanie? Nie martw się, wiem że tak - kolejny uśmiech -  Musisz dać sobie spokój. Odpuścić na chwilę. Zabawić się, dla samej idei zabawy. Nie mówię, że twoje życie jest złe, mówię tylko, że może cię jeszcze zaskoczyć, jeśli tylko dasz mu szansę. Co ty na to? - Wyciągnął w jej stronę rękę i patrzył wyczekująco z ciepłym uśmiechem. Spojrzała mu w oczy, następnie na wyciągniętą dłoń i znów na twarz. Chuck jest twoim przyjacielem, chce dla ciebie jak najlepiej - pomyślała, po czym uścisnęła jego dłoń.
 - Zgadzam się, wariacie! - pociągnęła spory łyk piwa i prawie się nim oblała, ale nie dbała o to. Dziś będzie się tylko bawić. Dziś odsunie problemy i skoncentruje się na sobie. I na Chucku.
Opróżniali kolejne kufle, co jakiś czas wymieniając się doświadczeniami z życia szkoły. Zanosili się śmiechem prawie że do łez. Nie martwili się. Nie myśleli. Cieszyli się swoim towarzystwem. Gdy wybiła północ, a parkiet rozjarzył się tysiącem świateł ze stroboskopu blondyn niewiele się zastanawiając pociągnął Granger za rękę. Opierała się, ale tylko do momentu, aż przypomniał jej po co tu przyszli. Zabawa.  Tak więc ruszyli na parkiet i kołysali się w takt wesołych melodii puszczanych przez DJ-a. Tańczyli blisko siebie co chwilę się obejmując i ocierając o siebie. Śmiali się co chwilę wykonując jakieś dziwne tylko im znajome figury i za nic mając tłum ludzi, który patrzył na nich jak na pomyleńców. Muzyka płynęła w ich żyłach i spajała ich ze sobą. Hermiona przymknęła oczy, gdy światła znów się zmieniły, a w głośnikach rozbrzmiała melodia z jednego z jej ulubionych musicali. Zarzuciła blondynowi ręce na szyje. Byli tak blisko siebie, że aż zaparło jej dech. Jego zapach, którego wcześniej nie wyczuwała, teraz drażnił jej nozdrza. Nagle była zbyt świadoma jego dużych dłoni na swoich biodrach, policzka przytulonego do jej rozgrzanej szyi i tego, że ich biodra poruszały się jednym rytmem. Powolnym, uwodzicielskim wręcz kipiącym napięciem seksualnym rytmem. A mimo to, tego nie przerwała. Tuliła się do niego, zdając sobie sprawę, że za chwilę może wydarzyć się coś czego oboje będą żałować i nie odsunęła się. Gdy piosenka się skończyła zatrzymali się i stojąc na środku pomieszczenia patrzyli sobie w oczy. Zdawała sobie sprawę, że to iluzja i wcale nie pragnie go tak, jak czuje że pragnie i pocałunek niczego nie rozwiąże. Mimo to, nachyliła się w jego stronę i pozwoliła jego oddechowi owionąć jej twarz. Czuła, ze jego ciało napięte jest w oczekiwaniu i poczuła podniecenie na myśl o tym. Miała ochotę na zabawę z Chuckiem. Na chwileczkę zapomnienia. Ich usta były już tak blisko, że wystarczyło je tylko otworzyć, by się połączyły. Oczekiwanie podniecało ją, ale i denerwowało. Była kobietą czynu i już miała zamiar wziąć sprawy w swoje ręce, gdy kilka metrów dalej rozległ się odgłos migawki aparatu i rozbłysło oślepiające światło. Przerażona spojrzała w tamtym kierunku przytomniejąc w sekundę.
Dzika furia ogarnęła ją całą. Podbiegła do fotografa i już miała zamiar pokazać pazurki, gdy zorientowała się, że ten mężczyzna jej nie zna, a ona nie zna jego. Chłodne myślenie wróciło jej mózg.
- Dlaczego zrobił nam pan zdjęcie?
- Wyglądaliście bajecznie, a w naszym klubie miłość często rozkwita. Chciałem mieć ten moment na pamiątkę do kroniki lokalu.
"Para" zaczerwieniła się tak bardzo, że spokojnie mogliby robić za halogen na suficie. Hermiona odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia. Chuck podbiegł do baru rzucając kilka złotych monet na ladę, po czym dogonił partnerkę już na zewnątrz. Bez słowa zaczęli iść przed siebie, nie zwracając uwagi na kolorowe neony zapraszające zewsząd. Milczenie przeciągało się, dopóki nie znaleźli się na jednym ze strzeżonych osiedli. Dlaczego tam? Nie wiedzieli, ale oboje równocześnie usiedli na ławce przy placu zabaw, by po chwili zająć sąsiadujące ze sobą huśtawki. Nie wprawili ich w ruch, tylko patrzyli  w ziemię, grzebiąc w  niej butami. W końcu odezwał się ślizgon.
- Chcesz porozmawiać o tym, co się tam wydarzyło?
- Masz na myśli ten moment, kiedy prawie zdradziliśmy ? - powiedziała to gorzko i z przekąsem. Spojrzała na niego, ale w tym świetle prawie nic nie widziała. Jego twarz pozostawała w ciemności i nie mogła widzieć, jak bardzo jest udręczony tym co się stało.
- Nie chciałem...
- Nie! Właśnie problem w tym, że chciałeś Charles, oboje chcieliśmy!
- Hej! Mówisz do mnie pełnym imieniem tylko jeśli jesteś bardzo wkurzona. - zaśmiali się cicho, tak jakby było to stosownym komentarzem do sytuacji. -  A skoro nie obwiniasz mnie, to znaczy, że obwiniasz siebie...Hermiono nie...
- Byłeś tam, widziałeś co się stało. Doskonale wiem jakie są twoje odczucia, a mimo to się nie powstrzymywałam. Chciałam tego pocałunku, wiesz jak ja się teraz czuję?
- Rozczarowana, że nie doszedł do skutku? - uderzyła go w ramię, ale uśmiechała się od ucha do ucha. Byli przyjaciółmi na dobre i na złe. Ona wykorzystała go by odreagować, a on nie miał jej tego za złe.
- Kochasz ją?
Nie odpowiedział od razu, co powinno stanowić odpowiedź samą w sobie, ale gdy wreszcie zebrał się w sobie, jego głos był pewny.
- Carol jest wspaniała, ale nigdy nie będzie... Związek z nią był błędem. Teraz widzę, że niepotrzebnie się w to pakowałem. Jestem idiotą. - Poklepała go dobrotliwie po ramieniu, przez co jej huśtawka się zachybotała. Widząc to chłopak się odepchnął, wprawiając obie huśtawki w ruch. Kołysali się chwilę bez słów, po czym chłopak wstał i popchnął jej huśtawkę wyżej i wyżej. Gdy Gryfonka poczuła pęd na twarzy, wreszcie się odprężyła. Wznosiła się i opadała, a jej tętno wreszcie się wyrównywało.
- Hej Chuck?
- Co?
- To jest prawdziwa zabawa. Nie picie w barze, tylko to - wierzgnęła mocno nogami wzlatując jeszcze wyżej i zaniosła się śmiechem. Newborne patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy, ale dopiero gdy huśtawka się zatrzymała dotarło do niej, że znów wyznał jej miłość, a ona znów nie mogła odpowiedzieć tym samym.
Zatrzymała się i podeszła do chłopaka próbując go objąć. Pozostał obojętny na jej gest, ale ułożył brodę na jej karku, tak jak wtedy w klubie. Nie otoczył jej ramionami w opiekuńczym geście, ale wiedziała, że milcząco zgadza się, że to co dziś się wydarzyło, od tego momentu nie miało miejsca. Nikt nie może się o tym dowiedzieć i już nigdy nie będą o tym rozmawiali.
Ona pozostaje przy Severusie, przynajmniej jak na teraz, a on pewnie znów złamie kolejne niewieście serce. Tak to już się toczyło w Hogwarcie. Ludzie przychodzili i odchodzili, dwie rzeczy były pewne. Ich przyjaźń i miłość do Severusa. Albo raczej miłość Severusa do niej, bo sądząc po jej dzisiejszym zachowaniu, niczego już nie była pewna. Zachowała się jak szmata i tak też się czuła.
Zrezygnowana teleportowała ich na błonia. Gdy się rozstawali widziała w oczach przyjaciela, że wciąż się martwi tym co się wydarzyło i tym, że oboje omal nie zdradzili swoich partnerów.



    Miała nadzieję nie natknąć się na Snape' a przy śniadaniu, ale niestety już był przy stole, gdy wkroczyła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce jak najdalej od niego, ale widziała, że łypie na nią groźnie. Gdy tylko skończył jeść podszedł do niej i lekko dotknął jej ramienia. W tym geście nie było wrogości, nawet poczuła miłe ciepło jak za każdym razem gdy jej dotykał. Spojrzała na jego twarz, o dziwo spokojną i raczej obojętną.
- Jeśli masz chwilę, chciałbym porozmawiać.
- Teraz?
- Najlepiej.
Złapała tost w dłoń, podniosła torebkę z ziemi i ruszyła za odchodzącym Mistrzem Eliksirów.
Zmierzali tradycyjnie do lochów. Żadne z  nich się nie odezwało. Hermiona bała się cokolwiek powiedzieć, a Severus widocznie nie czuł takiej potrzeby. Zatrzymali się przed wejściem do jego komnat i dopiero wtedy ściągając zabezpieczenia spojrzał na nią. Nie oceniał jej, ale i tak poczuła się nieswojo pod jego czujnym okiem. Odchrząknąwszy przepuścił ją w drzwiach i przeszli od razu do salonu. Mężczyzna bez słowa zniknął w swoim pokoju, a gdy wrócił trzymał w dłoniach jakąś niewielką kartkę. Kilka sekund zajęło jej skojarzenie co to może być, gdy jednak podszedł tak blisko, że czuła bijącą od niego furię było już za późno. Nie miał jak ani dokąd uciec, musiała stawić mu czoła. Kartka oczywiście okazało się zrobioną wczoraj fotografią na której tuliła się do Chucka, a ich twarze dzieliły milimetry. Kard był wstępem do niedoszłego pocałunku. Spojrzała na obrazek tylko przelotnie. Od razu uciekła spojrzeniem w bok i skoncentrowała się na oddychaniu, bo nagle bardzo ciężko było jej nabrać tchu.
- Dostałem to dziś rano pocztą. Nie powiem żebym był zdziwiony...
- Jak śmiesz...- przerwała mu szybko.
- Jak już powiedziałem, nie zdziwiło mnie to.
- Do niczego nie doszło!
 Spojrzała mu prosto w oczy, chcąc jego i siebie przekonać, że to nic takiego.
- Przypadkiem ten chłystek był obok i musiał cię przytulać, tak? Do całowania też cię zmusił?
- Do niczego mnie nie zmuszał!
- A więc chciałaś? - Wymierzył w nią palec, jakby chciał powiedzieć " a nie mówiłem ".
- Nie...nie wiem... eh.. -  załamała ręce i przysiadła na brzegu fotela.
- Gratuluje, jak zawsze jesteś mistrzynią elokwencji. - uśmiechnął się wrednie.
- A ty jak zawsze jesteś arcydupkiem!
- Uważaj! - podszedł do niej błyskawicznie, chwycił za ramiona i przyciągnął do siebie. Trzymał ją w żelaznym uścisku, patrząc prosto w oczy. Zauważył, że się wystraszyła, ale się tym nie przejął.
- Przez te wszystkie miesiące dzielnie znosiłem twoje fochy, babskie pieprzenie i ciągłe pretensje. Owszem, ja też byłem wrzodem na tyłku, ale myślałem, że mimo wszystko jest nam razem dobrze. Jeśli tak nie myślałaś, trzeba było mnie nie bałamucić , tylko skończyć to raz na zawsze. - Jego głos przeszedł w szept, a następnie w zirytowany syk. Ściskał ją coraz mocniej. Oboje również coraz szybciej oddychali.
 - Wiem, że jestem egocentrykiem, wariatem i gburem, ale wiem też, że kocham cię do szaleństwa, nigdy nie myślałem, że to za mało.. - jego głos się załamał i gdyby nie stali tak blisko siebie, nie usłyszałaby co chciał powiedzieć. Była zrozpaczona, tym że się obwiniał. Jedyne co przyszło jej do głowy, to stara prawda, że czyny mówią więcej niż słowa. W akcie desperacji nachyliła się i przycisnęła swoje usta do jego. Trwali tak kilka sekund, ale w końcu Severus jakby oprzytomniał i odtrącił jej usta.Patrzył na nią zszokowany, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Zasługujesz na kogoś lepszego. Teraz to widzę. Byłem głupi myśląc, że różnica wieku i poglądów nas nie poróżni. Przepraszam, że zmarnowałem ci tyle miesięcy. Zamknij wychodząc. - Obrócił się na pięcie i nie obejrzał się za nią. Chwilę stał osłupiała, nie wierząc w to co się dzieje. W końcu jednak dotarło do niej, że to nie żaden ponury żart, że on naprawdę wyrzuca ją ze swojego życia. Pozwala jej odejść. Ta myśl tak ją wkurzyła, że zatrzymała go w miejscu łapiąc za ramię tak silnie, że obrócił się twarzą w jej stronę. Aż się cofnął, gdy spostrzegł furię wypisaną na jej twarzy.
Wyciągnęła w jego stronę rękę, nakazując mu, że ma być cicho.
- Jesteś niemożliwy! Okropny! Zadufany w sobie! Jak możesz w ogóle pomyśleć, że jesteś dla mnie niewystarczający?
-  Pocałunek.. -  odpowiedział niewyraźnie, wciąż nie wiedząc czego się spodziewać po jej wybuchu.
- Nie było żadnego pocałunku! Do cholery Severusie! Ok, poszłam z nim do klubu, potańczyłam. Do niczego nie doszło. Jakiś fotograf amator pyknął nam fotkę. Nic wielkiego. Przecież wiesz... - nie patrzyła mu w oczy, ale zdawał się tego nie zauważać.
- Dlaczego uciekłaś?
- Przestraszyłam się. Chciałeś...
- Poprosić cię o rękę.
- Właśnie - uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
- A ty nie mogłabyś się zgodzić, więc wybiegłaś, jak jakaś pieprzona gówniara.
- Właśnie.
- Jesteś popieprzona prawda?
- Kocham cię.
- To nie wystarczy... - zbolały ton jego głosu powiedział jej, że nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Musi wystawić całe swoje serce jak na tacy. A tylko od niego zależy co z nim zrobi.
- Nie chce by wystarczyło, chcę...ciebie Severusie, już zawsze, ale...to dla mnie za wiele. Może faktycznie powinniśmy jakoś przystopować...wystraszyłam się obietnic, zobowiązań. Pamiętasz jak dobrze bawiliśmy się przed rokiem? Bez zbędnych deklaracji, jak  gorąc naszego uczucia był wszystkim czego potrzebowaliśmy...
- Chcę uczynić z ciebie panią Snape.
- A ja...nie chcę być panią Snape.
- Chcę małego Severusa i małą Hermionkę, denerwującą jak jej mamusia.
- Przestań, dzieci nie wchodzą w grę, przecież ci powiedziałam.
- A ja zmieniłem zdanie. Jeśli chcesz być ze mną, musisz pójść na kompromis.
- Nie zmusisz mnie chyba... -  Pocałował ją tak mocno i nieoczekiwanie, że aż się zachwiała, jednak jego ramiona już ją otaczały i podtrzymywały. Całowali się, ale to jakby się kłócili. Gwałtownie, z pasją ledwo pozostawiając sekundy na zaczerpnięcie powietrza, walczyli o dominację. W końcu Hermiona rozłączyła ich usta i spojrzała na niego zszokowana.
- Ty skurczybyku! Podpuszczałeś mnie!
- No wreszcie myślisz! Hermiono! Znam cię i wiem, czego chcesz, czego ewentualnie mogłabyś chcieć, a na co nie ma szans. Nigdy nie zmusiłbym cię do czegoś tak absurdalnego -  Zaśmiał się cicho, ale zaraz spoważniał.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie. Wczoraj w klubie -  zauważył jak się napięła i uciekła spojrzeniem w bok. - Nie chciałaś pocałować Charlesa, nie pragnęłaś go i nie pocałowałabyś go, gdyby nie to, że fotograf wam przerwał. Zastanów się nad odpowiedzią. Cokolwiek odpowiesz...niczego to nie zmieni. - Spojrzała na jego znajomą twarz z której nie zniknęły jeszcze echa poprzedniego pocałunku. Wiedziała, że musi powiedzieć mu prawdę. Musi..dla dobra ich wspólnej przyszłości, jeśli oczywiście jakąś mają.
Zaczerpnęła głęboko powietrza. Chwyciła go za rękę.
- Prawda jest taka, że nie wiem... Nie wiem, czy Chuck by mnie pocałował, ale ja tego chciałam. W tamtej chwili nie myślałam o tobie, o nas...liczyło się tylko to, że byliśmy tam razem i że zostawiłam problemy daleko. Byłam zraniona, rozgoryczona i taka wściekła, że chciałeś się oświadczyć...chciałam cię zranić.
- Udało się?
- Ty mi powiedz?
Spojrzał na nią. Policzki mokre od łez. Zaczerwienione oczy i zagubione spojrzenie. To jest kobieta, którą kochasz Snape, przypatrz się dobrze. O mało cię nie zdradziła i stoi tutaj w twoim salonie i bezczelnie o tym mówi.
- Prawdę mówiąc liczyłem na to, że zwalisz wszystko na alkohol.. - parsknęli śmiechem.
- Jestem głupia. Nie zasługuję na ciebie, ale...chcę móc zasłużyć. Chcę nas razem, już zawsze. Może nie ze ślubem i dziećmi, ale chcę byśmy znów byli jednością.
- Wiedziałem, że do niczego nie doszło.
- Skąd?
- Intuicja?
Chwyciła za brzeg jego szaty, a on bez wahania wpił się w jej wargi.




     Kilka godzin później ruszyli na obiad do Wielkiej Sali. Ich splecione ręce znów na nowo wywoływały chichot wśród uczniów i nauczycieli. Nie przejmowali się tym. Odzyskali siebie. Co prawda istniało jeszcze wiele spraw, które wymagały dopracowania, ale pierwszy nie - małżeński kryzys mieli za sobą. Wrócili silniejsi. Nawet jeśli nigdy nie uda mu się przekonać jej do małżeństwa,  to co? Nie potrzebował żadnych papierków potwierdzających jej uczucie. Była szczera w tym jak kochała. Zraniła go i potrafiła się do tego przyznać nie oczekując miłosierdzia. Pokazała, że jest warta całej jego miłości.
Severus przepuścił ukochaną w drzwiach i to był jego błąd. Pierwsze co ujrzała po wejściu, to czerwona twarz przyjaciela i fioletowy siniec pęczniejący pod jego lewym okiem. Ślizgon uśmiechnął się do niej, ale nie mogła nie zauważyć, że bardzo cierpi. Spojrzała  z wyrzutem na Severusa i wyszarpnęła rękę z jego uścisku, zaraz jednak przygarnął ją do siebie i szepnął całując jej głowę.
- Chyba nie sądziłaś, że puszcze mu płazem dobieranie się do mojej narzeczonej hm?
- Przecież nie zgodziłam się na ślub! - Spojrzała na niego, jakby pochodził z innej planety.
- Znasz nas, ślizgonów. Zawsze dostajemy to czego pragniemy. Tak się składa moja mała, że chcę ciebie oficjalnie. I zrobię wszystko byś ty też tego chciała.



poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 27


Rozdział jest trochę wylewaniem mojego serca na papier, stąd opóźnienie. Nie chciałam przesadzić, ale ciągle coś wydawało mi się nie tak.
pozdrawiam ;*

Notka mocne 18 +


   Gdy ich usta się rozłączyły spojrzeli na siebie niepewnie. W oczach Hermiony odbijało się pytanie, które Severus sam chciał zadać. Zamiast tego jednak, znów się nachylił i przytulił ją mocno. Pocałował jej włosy i wciągnął głęboko kobiecy zapach, który zawsze mu się podobał. Trwali w uścisku krótką chwilę, a potem nieznacznie się odsunęli. Mężczyzna spojrzał w stronę drzwi do komnat, których nawet nie zdążył za sobą zamknąć. Nie wiedział czy odczytała jego nieme zaproszenie, ale po lekkim wahaniu ruszyła w głąb korytarza, więc poszedł za nią. W ciszy dokończyli swoje drinki, tak jakby miniona sytuacja nie miała miejsca. Spoglądali na siebie ukradkiem, zakłopotani. W końcu ciszę przerwała gryfonka.
- To już zawsze tak będzie? - jej głos był spokojny, ale jakby zawiedziony.
- Jak?
- Burza z piorunami.
- Doceniam, że usiłujesz ubrać naszą relację w środki stylistyczne, ale chyba nie rozumiem?
- Czy już zawsze tylko na skraju przepaści będę mogła być pewna twoich uczuć.
- Tego nie wiem, ale wiem, że nie pozwolę ci ani spaść, ani skoczyć. - Spojrzał jej poważnie w oczy, a ich wyraz kazał jej sądzić, że więcej wyjaśnień już dziś nie usłyszy.
- Zatem co proponujesz?
- Do głowy przychodzi mi tylko jedna propozycja, ale jak patrzę na twoją minę, to mi się odechciewa. -  Chcąc nie chcąc zaśmiała się na ten podtekst.
- Jesteś niemożliwy.
- I takiego mnie mam nadzieję akceptujesz. - Posłał jej uważne spojrzenie, ale była pewna, że cokolwiek odpowie, będzie źle.
- Idziemy spać?
- Chcesz tutaj spać? - Wreszcie wyglądał na zaskoczonego i w myślach pogratulowała sobie zmiany tematu.
- Chcę spróbować.
- Wciąż mówimy tylko o spaniu ?
Nie odpowiedziała. Podeszła do niego szybko. Przycisnęła usta do jego policzka  i czerwona na twarzy odeszła w stronę łazienki.
Nie przesadzała z kąpielami, wolała szybkie prysznice, ale Severus był tradycjonalistą. Jego łazienka była doskonale wyposażona, tyle tylko, że w wannę. Weszła do niej, oparła plecy i odgięła głowę do tyłu. Nie podejrzewała, że wylegiwanie się w wannie może być takie relaksujące. Merlin jej świadkiem, że potrzebowała teraz odrobiny relaksu. W końcu jednak woda zaczęła stygnąć i choć mogłaby ją podgrzać jednym ruchem różdżki, nie zrobiła tego. Nie będzie więcej odwlekała. Pragnęła go, tęskniła za nim i najzwyczajniej w świecie była już zmęczona. Wyszła z łazienki otoczona przyjemnymi zapachami. Ubrała koszulkę nocną i szlafrok, wciąż bowiem krępowała się jakkolwiek irracjonalne to było. Przeszła przez pokój szybkim krokiem i wskoczyła pod kołdrę, okrywając się nią po samą brodę. Severus nie komentował, ale w jego oczach widziała, że jest rozbawiony. Odwrócił się i ruszył do łazienki, a wrócił po wydawać by się mogło kilku sekundach. Tak przynajmniej odczuwała to gryfonka.
   Położył się koło niej. Twarzą zwrócił w jej stronę i chwilę napawał się widokiem. Ona również zastygła, a gdy w końcu wyciągnął dłoń i odgarnął  jej kosmyk za ucho odprężyła się. Poddała się tej delikatnej pieszczocie i westchnęła. Przygarnął ją do siebie i z ulgą przyjął fakt, że od razu wtuliła się w niego i przerzuciła nogę na jego biodra w zaborczym geście, który znał i uwielbiał. Pogładził jej udo delikatnie i z rezerwą, aby jej nie spłoszyć. Poruszyła nogą, zahaczając o jego męskość, która powoli budziła się do życia. Hermiona albo udawała, że tego nie zauważa, albo robiła to specjalnie bowiem w miarę jak przesuwał dłonią po jej krągłościach, ona powtarzała czynność. Rozpalali się powoli, na swój sposób odwlekając to co nieuniknione. Gryfonka przejechała dłonią po jego szyi i zatrzymała się na obojczyku, wyczuwając tętno. Mężczyzna z trudem przełknął ślinę i obrócił głowę w jej stronę. Nie czekając na dalszą zachętę przymknął oczy i nachylił się w jej stronę. Ich oddechy mieszały się drażniąc rozpaloną skórę. Pocałunek był powolny, delikatny i niepewny. Pogłębiali go sycąc się swoim smakiem. Gdy język Severusa wślizgnął się w jej usta była już tak blisko, że prawie na nim leżała. Przerzucił jej nogę do końca na swoją stronę, przez co zmuszona była usiąść na nim okrakiem. Oparła ręce na jego klatce piersiowej, ale zaraz pociągnął ją w dół, by znów namiętnie pocałować. Przejmował kontrolę, a ona mu na to pozwalała. Zrzucił ją z siebie i tym razem on obejmował ją niczym skarb. Zjechał pocałunkami na jej szyję, rozpalając i łaskocząc. Otarł się biodrami o jej wzgórek, a gdy jęknęła głośno, zatkał jej usta swoimi, przez co nie mogła nabrać powietrza. Spojrzała na niego na wpół zaskoczona, na wpół rozpalona i był to jeden z piękniejszych widoków, jakie miał okazję oglądać. W odwecie ugryzła go w wargę, przejechała po niej językiem i zassała ją do środka, a jego penis dał o sobie znać, znów ocierając się o wilgotne miejsce. Uniosła biodra, by łatwiej objąć go nogami i skrzyżowała je na jego plecach. Przy każdym nawet najlżejszym ruchu czuła pulsującego członka i prowokowała go, by wreszcie wysunął się ze spodni i dotknął jej bez przeszkód. Severus odczuwał tym większą przyjemność, że zdawał sobie sprawę z jej głodu i chęci, by wreszcie ją posiadł. Czuł, że jeszcze kilka minut i nie będzie się powstrzymywać, tylko da upust gromadzonym tygodniami uczuciom. Hermiona musiała czuć podobnie, bo gdy wreszcie udało jej się zsunąć mu spodnie i wydostać penisa na zewnątrz objęła go i gładziła głośno oddychając. Stanowczym ruchem ręki spowodowała, że jej kochanek opadł na poduszki ona zaś znalazła się pomiędzy jego nogami. Zostawiała mokre ślady na jego udach, a przy każdym pocałunku czuła prężącą się męskość, która zahaczała o jej czoło i policzek. Ta dodatkowa stymulacja musiała podziałać na nią jak afrodyzjak. Severus zauważył, że jedna z jej rąk zniknęła w fałdkach koszulki. Na twarz kobiety wystąpił rumieniec, oddech stał się jeszcze bardziej urywany. Mistrz Eliksirów zrozumiał, że jego ukochana własnoręcznie doprowadzi się do orgazmu, jeśli jej nie przeszkodzi. Stanowczym ruchem pociągnął ją na siebie, za nic mając jej zduszony krzyk i jęk, który usłyszał, gdy się na niego nabiła. Jeśli była zaskoczona, nie dała tego po sobie poznać. Wręcz przeciwnie od razu poczęła go ujeżdżać, a dźwięki, które się z niej wydobywały, były dla Snape' a symfonią. Zacisnął palce na jej biodrach boleśnie wbijając paznokcie w jej skórę. Unosił ją wyżej i nadawał tempo, które nie tylko ją satysfakcjonowało, ale zdawało się, doprowadzać ją do szaleństwa. Pochyliła się i jak w amoku ugryzła go w szyję, przez co krzyknął, a ścianki jej pochwy zacisnęły się na członku. Pośliniła skórę, chcąc złagodzić jego ból, ale nie dał jej na to szansy. Wyprostował ją, chwycił jej dłonie i nakierował na jej piersi, a gdy zacisnęła palce na swoich sutkach okrytych cienkim materiałem, poczuła, że się zaczęło. Wygięła się, by jak najmocniej stymulować łechtaczkę, a gdy pierwszy skurcz targnął jej ciałem, jedyne na co było ją stać, to wyrzężenie:
- Severusie!
Mężczyzna zwiększył jeszcze tempo i po kilku sekundach z jękiem zalał jej wnętrze swoim nasieniem. Hermiona nabijała się na niego jak amoku powtarzając jego imię, a gdy wreszcie skurcze ustały, opadła na niego i wycisnęła ostatni gorący pocałunek na jego ustach. Uspokoili oddechy i wtuleni w siebie zasnęli.
   Brązowowłosa obudziła się zrelaksowana i wypoczęta. Przeciągnęła się, natrafiając ręką na coś miękkiego i aksamitnego. Otworzyła oczy. Nad jej twarzą górował zielonooki Wolfgang. Patrzył jakby z przyganą, zupełnie jakby wiedział co tu się wyprawiało jeszcze parę godzin wcześniej. Na to wspomnienie gryfonka zaczerwieniła się. Było cudownie i nawet planowała powtórkę, Severus jednak obudził ją o świcie, zapewnił, że wróci podczas przerwy obiadowej, pogładził po policzku i zniknął. Rozumiała, że świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że jego dwoje najbardziej upartych mieszkańców wreszcie się odnalazło i chciało tym nacieszyć. Hermiona uśmiechnęła się do zwierzęcia i przygarnęła go do siebie. Kot od razu połaskotał ją wąsiskami i zamruczał rad, że wreszcie ktoś poświęci mu tyle uwagi ile będzie potrzebował. Zjedli śniadanie w łóżku, ucięli sobie drzemkę i nawet się nie spostrzegli, a wrócił już pan domu. Spojrzał na leżącą w jego łóżku dziewczynę i mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jego oczach ulgę. Ulgę, że nie uciekła, a poprzednia noc nie była tylko pięknym snem. Wyskoczyła z łóżka i pocałowała go namiętnie, zarzucając ręce na jego szyję. Objął ją stanowczo i przycisnął do siebie. Powolne muśnięcia przerodziły się w walkę języków i Hermiona znów poczuła wilgoć w kroczu. Otarła się o swojego kochanka, ten w odpowiedzi jednak odsunął się nieznacznie i poważnie spojrzał jej w oczy. Mimo, że oboje ledwo łapali oddech, wiedziała co chce jej przekazać.
- Musisz już iść.
- Tak, ale wrócę najszybciej jak się da. - Starała się nie pokazać mu jak jej przykro, ale znał ją zbyt dobrze. Nachylił się i pocałował ją w brodę, nosem trącił jej policzek i w końcu wylądował na jej ustach. Całus był mocny i namiętny. Otworzyła oczy i z westchnieniem spojrzała na niego.
- Wybiorę się do Nory i tak muszę zająć się Alem. Przynajmniej nie będę się rozpraszała. - Od razu poczuła rosnącą erekcję na biodrze i tylko zawziętość nie pozwoliła jej pociągnąć go w stronę łóżka.
- Do zobaczenia Severusie - Chwycił ją mocno za tyłek i uniósł tak, że oplotła go na wysokości bioder. Rękami chwycił jej twarz zmusiwszy by mu się poddała i przyjęła jego język z wielką ochotą. Drapała jego kark, co chwilę pozwalając sobie na ciche jęki, a gdy jego ręka wślizgnęła się pod koszulkę odchyliła głowę i pozwoliła mu działać. Sutek stwardniał natychmiast, a cała pierś pokryła się gęsią skórką. Całował jej szyję słuchając skowytu, rozdarty pomiędzy obowiązkami i pragnieniami. W końcu niemalże brutalnie ścisnął jej pierś i odsunął się od ściany sprawiając, że Hermiona zsunęła się z jego bioder i stanęła na ziemi. Spojrzał jej w oczy, nadal obejmując.
- Nie waż się nic z tym zrobić. - Nie ufając sobie za grosz tylko skinęła głową i ruszyła w stronę łóżka. Tak jak podejrzewała nie poszedł za nią. Zachichotała cicho. Ukryć taką erekcję zanim dotrze na pierwsze piętro? Ciekawe jak to zrobi.

    Jak tylko opuścił swoje komnaty poprawił szatę i przybrał swoją najgroźniejszą minę. Dziś szczególnie zależało mu na spokojnym dniu, a z doświadczenia wiedział, że Severus wściekły, to Severus nietykalny.
Przez cały dzień poprawiał wywary, krzyczał i miotał niegroźnymi klątwami w co poniektórych mniej pojętnych uczniów, jednak ciasnota w spodniach wracała ilekroć choć na chwilę wędrował myślami do poprzedniej nocy. Starał się koncentrować najlepiej jak potrafił, ale słabo mu to wychodziło. Zdecydowanie napalony niczym nastolatek był do niczego. Z ulgą powitał koniec ostatnich tego dnia zajęć i żwawo ruszył w stronę swoich komnat. Przez chwilę łudził się, że zastanie Hermionę tam gdzie ją zostawił, ale niestety jedynym lokatorem był kot. Spojrzał na niego jakby z kpiną na pyszczku, połasił się chwilę, następnie zakopał w pościeli i tyle go widzieli.
  Severus postanowił wziąć prysznic, a gdy stał w kabinie, gorąca woda obmywała jego naprężone ciało, musiał powstrzymywać się, by nie chwycić swojego przyjaciela w dłonie i nie ulżyć sobie, pozwalając wyobraźni usłużnie podsunąć sylwetkę Granger.
Odświeżony, z  nowymi pokładami cierpliwości ale i żądzy ruszył do kominka. Nawet jeśli wyjdzie na natrętnego, to co? Nie może już odwiedzić swoich znajomych?
   Artur powitał go niczym starego druha i zasiedli w salonie przy szklaneczce bursztynowego płynu. Rozmowa się kleiła, dlatego na początku nie zauważył, że do pomieszczenia weszła świeżo upieczona mama, a za nią jej synek niesiony właśnie przez swoją ciotkę. Gdy się ocknął widok ten tak nastroił i rozczulił Snape' a , że przez moment zapomniał o obecności  Artura. Siedział w fotelu i chłonął ten magiczny moment. Hermiona była całkowicie skoncentrowana na swoim podopiecznym, więc szła i usiadła mechanicznie. Dopiero gdy chłopiec głośno czknął opamiętała się i spostrzegła jak dużą ma widownię. Zaczerwieniła się ogniście i spuściła oczy. Albus złapał ją za loka i pociągnął, ale ona nawet tego nie zauważyła. Severus z rozbawieniem obserwował jej speszenie i zdenerwowanie. Po chwili niezręcznej ciszy oddała chłopca matce i przeprosiła. Gdy wróciła, wszyscy na powrót byli zaabsorbowani małym dokazującym szkrabem i tylko Mistrz Eliksirów posłał jej przelotne, pożądliwe spojrzenie. W odpowiedzi spojrzała na niego jakby chciała powiedzieć: poczekaj.
On jednak nie miał zamiaru czekać. Wstał i ruszył w jej stronę, a gdy odwróciła głowę jawnie go ignorując zrozumiał, że ona jeszcze nie chce aby wszyscy wiedzieli, że się zeszli. Wobec tego zamarkował ruch ręką i zgarnął młodego Pottera, który zapiszczał radośnie. Granger ze zgrozą patrzyła jak mężczyzna jej życia bawi się w ojca roku i zrozumiała, że na tym obrazku nie ma dla niej miejsca, a już na pewno nie w takim stanie psychicznym w jakim jest obecnie. Nie doszła jeszcze do ładu z przeżyciami i tym wszystkim co wydarzyło się od jej ucieczki, teraz na nowo wpakowała się w rollercoaster z Severusem, a ten dodatkowo zrzucił na jej barki wiadomość o pragnieniu posmakowania ojcostwa. Wszystko to kotłowało się w jej głowie gdy patrzyła jak wesoło niańczy dziecko i młodnieje na jej oczach. Snape mógł mówić co chciał, ale ona nie miała zamiaru pozbawiać go tego czego pragnął o wiele bardziej niż myślał.
Poczuła się zła i oszukana. To nie tak miało być. Nie powinna się w ogóle w nim zakochiwać. Zawsze sądziła, że to ludzie żyjący bez miłości są słabi, chociaż w tym wypadku stanowiła wyjątek. Uczucie Mistrza Eliksirów uskrzydliło ją, ale również skazało na porażkę na kilku innych płaszczyznach. Nie wyobrażała sobie życia bez niego, w zasadzie już od dawna, ale jak mogła planować cokolwiek jeśli nie była pewna uczuć w stosunku do niego? Czy oddałaby za niego życie w walce? Z pewnością, ale czy oddałaby mu całą siebie? Czy bez reszty zaangażowałaby się w bycie jego partnerką? Albo co gorsza żoną? Czy zamieniłaby
" ja " na " my " i czy zaakceptowałaby tę zmianę? Nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań dlatego nie patrząc na nikogo wyszła z pokoju i skierowała się na piętro, do swojego dawnego pokoju. Był oczywiście wściekle dziecięcy, pudrowy i rozkoszny, a unoszący się tam zapach przyprawił ją o mdłości, ale wiedziała, że przynajmniej przez chwilę będzie tu bezpieczna.
  Poczuła piekące łzy pod powiekami.Usiadła w bujanym fotelu, wyobrażając sobie zaspaną Ginny, która każdego wieczora zasypia z Albusem na rękach, oraz Harrego, który odkłada dziecko do łóżeczka i zanosi śpiącą żonę do ich małżeńskiego łoża. Patrzy na jej spokojną twarz i wie, że trafił mu się wygrywający los na loterii życia. Czy Hermiona myślała w ten sposób o Severusie? Nie. Myślała o nim, że jest pieprzonym geniuszem, fascynującym i do bólu upierdliwym. Zmysłowym, walecznym i nieposkromienie gwałtownym. Jest wybitny we wszystkim co robi, nawet kiedy się z nią kocha, robi wszystko by doprowadzić ją na skraj szaleństwa. Pasja towarzyszy mu w każdej dziedzinie życia. Czy była gotowa podzielić tę pasję? Ten ogień, który go napędzał, ale i trawił?
   Siedziała w fotelu i z nerwów wprawiła go w ruch. Jej myśli ciągle krążyły wokół minionych dni, tych wszystkich szalonych chwil, kiedy to odnaleźli się na nowo i omal nie zaprzepaścili uczucia. Wszystko to było gwałtowne, szybkie i szalone, zupełnie jak początki ich znajomości. Najpierw przecieranie szlaków, odnajdywanie wspólnych tematów, złamanie dystansu ich poprzednich stosunków, w końcu listy. Pierwszy pocałunek, pragnienie kolejnych. Kłótnie, bitwy i sprzeczki, które tylko pchały ich ku sobie zamiast odgradzać. Romans, który sprawił, że wreszcie poczuła, że żyje. Poczuła się wartościowa, piękna, ale i doceniona. Severus sprawił, że całe jej uporządkowane i zaplanowane do granic możliwości życie wywróciło się do góry nogami, ale i nabrało koloru.  Zaczęła się cieszyć z małych rzeczy, odnajdywać pociechę w chwilach, kiedy myślała, że już nic dobrego się nie wydarzy. Zaczęła stawiać sobie nowe wyzwania i przekraczać granice własnego umysłu. Przestała się bać. Dojrzała u jego boku. Zawdzięczała mu tak wiele. Gdy to pomyślała, jej serce przeszył ból, przypomniała sobie bowiem jak wiele razy przez niego płakała. Ile razy zaciskała pięści byle tylko nie dać mu satysfakcji i nie krzyknąć. Ile razy wrzeszczeli na siebie, zmęczeni jakąś sporną kwestią i nawet nie przyszło im do głowy by to przerwać. Oboje byli uparci, stawiali na swoim bez względu na wszystko. Oboje byli zdolni do poświęceń na rzecz drugiego. Ale czy to wystarczy?
   W swojej wyobraźni ujrzała jego piękne oczy. Bliznę na bliźnie, które znaczyły jego twarz, okropny nos, który mogłaby całować bez końca. Przypomniała sobie jego krzywy uśmiech , który każdego normalnego czarodzieja przyprawiał o ciarki i chęć ulotnienia się, a dla niej był najlepszą nagrodą po ciężkim dniu.
Severus był jedną wielką sprzecznością, ale wiedziała jak nikt inny, że zasługiwał na odkrywanie go codziennie na nowo. Na drażnienie się z nim, na uwielbienie jego geniuszu i wprawy we wszystkim co robił.
Był sztormem na oceanie, był okiem cyklonu, był też ciepłym kocem, miękką swobodą i szaleńczą namiętnością. Był inspiracją, z której czerpania nie potrafiła sobie odmówić.
 

    Severus miał podzielną uwagę i tylko dlatego nie upuścił dziecka, gdy spostrzegł, że Hermiona zdenerwowana wychodzi. Chciał pobiec za nią, uspokoić, ewentualnie przeprosić, ale nie miał szansy, gdyż Albus ewidentnie był dziś w psotnym nastroju i musiał skupić się na nim w stu procentach. Zaklął w myślach, gdyż wciąż denerwowała go ta nowa strona osobowości, w której robił wszystko pod nią. Zadowolić Hermionę, udobruchać Hermionę, sprawić że będzie dumna, poruszona, rozpalona. Jego umysł znów natrafił na obrazy z poprzedniego wieczora, kiedy to wiła się pod nim w ekstazie, więc odegnał ten widok i na powrót skupił się na wylewaniu żali spowodowanymi tak naprawdę nie wiedział czym. Było mu z nią dobrze, miejscami nawet lepiej, ale czuł, że mu się wymyka. Coś było nie tak i nie potrafił wyłapać co. Czy się zmienili? Na pewno, ale nie to stanowiło przeszkodę. Coś w ich relacji było takiego, że ją krępowało, uciekała, mimo, że nie widział ku temu powodu. Była wolnym niezależnym duchem i Severus rozumiał to doskonale. To czego nie potrafił zrozumieć, to to dlaczego nie mogła ofiarować mu się w stu procentach. On był na to gotów i może nie skakał z radości na myśl o zobowiązaniach, ale już dawno doszedł do wniosku, że skoro zdecydowali się być razem, to na dobre i złe, a przede wszystkim na złe. Łatwo jest kochać kogoś, gdy wszystko się układa, a życie pachnie różami, on chciał jednak by trwała u jego boku gdy będzie źle a nawet tragicznie. Chciał by była podporą, pomocną dłonią i by jej ramiona stanowiły centrum wszechświata, ale przede wszystkich chciał tego samego dla niej. Chciał być jej potrzebnym, chciał inspirować i zmuszać ją do myślenia. Chciał by wciąż była tą samą upartą dziewuchą, która szturmem zdobyła jego serce i wywalczyła dozgonną miłość choćby tym, że wkurzała go jak nikt inny. Myślał o niej nawet kiedy nie chciał. Śnił o niej, o jej ciele, uśmiechu i niesfornych włosach, a gdy wreszcie ją dostał, nie rozczarował się, tylko zapragnął jeszcze więcej. Podnosząc się z kolan wraz ze śmiejącym niemowlakiem pomyślał, że wreszcie czas, by Hermiona raz na zawsze zrozumiała, że od kiedy ją pokochał, a ona pokochała jego, nie ma już odwrotu, muszą być razem.

    Hermiona aby zając ręce czymkolwiek zmywała naczynia. Kuchnia zazwyczaj tętniła życiem i była centrum dowodzenia w domu Weasley' ów, ale dziś było inaczej. Przybył Bill wraz z żoną, więc małe przyjęcie przeniesiono do ogrodu. Nasłuchiwała uważnie czy aby ktoś nie nadchodzi, ale wszyscy byli zajęci rozmową na powietrzu. Była sama. Sama ze swoim zdezorientowaniem i sama ze swoim pragnieniem. Miała sprzeczne uczucia. Celowo wybrała kuchnię, nie mogła już znieść napastliwych spojrzeń Severusa i tego, że trzy razy próbował odciągnąć ją na bok i wciągnąć w rozmowę. Cokolwiek miał jej do powiedzenia, będzie musiało poczekać. Dziś nie miała już siły się z  nim kłócić, a jeśli myślał o tym wszystkich równie intensywnie jak ona, to pewnie doszedł do podobnych wniosków. Nie nadawali się na parę, nie mogli żyć osobno. Ona nie da mu dziecka, on nie pogodzi się z tym nigdy. Wniosek? Muszą się rozstać. Zaśmiała się cicho, gdy ta idiotyczna myśl zagościła w jej głowie. Poczuła, że nade wszystko pragnie by Severus jednak zignorował oczywiste sygnały jakie mu dawała i odnalazł ją, a następnie przytulił i zapewnił, że nigdy jej nie opuści.
Gdy poczuła lodowatą dłoń na swoim karku, a długie zgrabne palce zjechały aż na obojczyk, pomyślała, że jej wyobraźnia tym razem przeszła samą sobie. Wiedziała jednak, że to nie pobożne życzenie gdy tylko dotarł do jej nozdrzy jego zapach, a na swoich pośladkach poczuła jego biodra. Przymknęła oczy i oparła się o niego, trwało to jednak tylko sekundę, zaraz przycisnął ją do zlewu, powodując, że wypuściła myte naczynie z rąk. Krzyknęła cicho, ale nie otwierała oczu. Poczuła na swojej szyi jego usta, a przydługie włosy łaskotały jej twarz. Chciała obrócić się w jego stronę, by połączyć ich usta, ale nie pozwolił jej na to. Jeszcze mocniej natarł na jej tyłek, przez co wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest podniecony. Chciała mu przerwać i wreszcie porozmawiać jak dorosła osoba...On jednak rozpraszał ją tak bardzo i tak skutecznie...Ruchem różdżki opróżnił zlew z naczyń zostawiając tylko bąbelkowo - cytrynową wodę, która teraz była lodowata. Przeszedł ją dreszcz i poczuła jak jej sutki twardnieją z każdą sekundą. Lodowata woda dodatkowo ją stymulowała, a usta, którymi pieścił szyję wydobywały z jej gardła szybki oddech i ciche jęki.
Cały czas siłowała się z nim i próbowała obrócić przodem, przez co jej pupa zahaczała o coraz wyraźniej wystającego członka. Chcąc nie chcąc drażniła go i pobudzała, a by dać temu wyraz ugryzł ją w łopatkę. Wygięła się, a on jakby tylko na to czekał, jedną ręką złapał jej włosy przytrzymując mocno, a drugą objął pierś mocząc przód bluzki. Materiał od razu przylgnął do skóry, przez co kobieta zadrżała. Mistrz Eliksirów odkręcił kran, pozwolił dłoni ochłodzić się i bezceremonialnie ochlapał szyję ukochanej. Woda ściekała na jej dekolt. Zebrał uciekające krople i przejechał po jej ustach i policzkach. Próbowała złapać jego dłoń zębami, ale tylko ją drażnił słuchając jęków. Naciągnął przemoczony materiał odsłaniając stanik a w nim krągłą pierś. Potarł sutek, a gdy syknęła, mocniej zacisnął dłoń w której trzymał jej włosy. Nachylił się do jej ucha i polizał je wyobrażając sobie wilgoć, która zalewa jej spodnie. Stanęła na palcach by mieć do niego lepszy dostęp, ale to wciąż było za mało. Próbowała objąć go, a gdzieś w kąciku umysłu kołatało się przekonanie, że zaraz zostaną nakryci, ale Severus skutecznie odwrócił jej uwagę mocząc lodowatą wodą drugą pierś. Pragnęła go pocałować i poczuć w sobie, ale tym co robił rozpalał ją tak bardzo, że nie była w stanie w logiczny sposób zakomunikować mu, że już wystarczy. Że jeszcze chwila i osiągnie spełnienie. Jej łechtaczka pulsowała, piersi były nabrzmiałe, a wilgoć w kroczu ściekała zupełnie jak woda po jej dekolcie.
Drażnił sutki na przemian  z lizaniem jej szyi, a gdy była o krok od orgazmu i jej jęki przybrały na sile zatkał jej usta dłonią, ściskając włosy tak mocno, że na pewno sprawił jej ból. Gdyby nie warstwy ubrań okrywające ich ciała nadziałaby się na niego, czy tego chciał czy nie.
- Chcesz bym cię wziął? - szepnął. - Chcesz bym zanurzył w tobie moje palce?
Wyszeptała jego imię niczym prośbę i jednym płynnym ruchem obrócił ją w swoją stronę od razu biorąc jej usta w posiadanie. Jęknęła w nie, a rozgrzany język sprawił, że zadrżała. Ręce zacisnęła mocno na nabrzmiałej męskości i zaśmiała się cicho. Lubił tę zabawę tak samo jak i ona. By dać jej większe pole do manewru uniósł ją sadzając na krawędzi zlewu, który powoli napełniał się wodą. Przycisnął niecierpliwe biodra do jej krocza, a napierający sztywny penis ślizgał się na wilgoci przechodzącej przez cienki materiał spodni. Snape posunął się jeszcze dalej. Odpiął guziki spodni i wsunął spragnione palce w jej gorące wnętrze. Chłód metalu spotkał się z rozgrzaną skórą pośladków i ud. Krzyk, który wydobył się  z jej gardła na pewno zaalarmował domowników, dlatego oboje zastygli na sekundę nasłuchując. Gdy jednak  nic się nie wydarzyło, jak na znak rzucili się sobie do ust, znów walcząc o dominację. Pieściła go przez szatę, drugą ręką przytrzymując się zlewu by nie spaść. Balansowała na krawędzi nie tylko dosłownie. Sekundy dzieliły ją od wybuchu fajerwerków, a gdy wreszcie w nią wszedł, poczuła że niebo i ziemia zadrżały. Spojrzała na jego twarz, oczy wyrażały całą miłość i pożądanie tego świata. Wypełniła ją radość.Doszła z jego imieniem na ustach. Wystarczyło kilka ruchów bioder by on również osiągnął spełnienie. Siła jego ostatniego pchnięcia była tak mocna, że oboje omal nie wpadli do wypełnionego wodą zlewu. Spojrzeli sobie w oczy i oboje wiedzieli, że należą tylko do siebie. Uśmiechy zagościły na ich twarzach. W końcu mężczyzna przygarnął gryfonkę do siebie i aportował ich z cichym pyknięciem.

         Późnym wieczorem w jego komnatach Hermiona miała nadzieję na spokojny wieczór. Wiedziała też, że kolejna poważna rozmowa ich nie ominie i muszą się w końcu zdeklarować. Pomimo wszystkiego co się wydarzyło, nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Nie sądziła też, że okupujący łazienkę Severus szykuje się do wygłoszenia najważniejszego w życiu mężczyzny pytania.
   Spojrzał w lustro i przeraził się jak źle wygląda jego twarz. Stres widocznie odebrał mu resztki pewności siebie bo potrzebował długiego prysznica i wewnętrznego monologu, by w ogóle wyjść z wanny.
Nie sądził, by to był błąd, bardziej był przekonany, że nie zdoła uświadomić tego Hermionie. Jeśli miał zaznać spokoju i stabilizacji, to tylko dzięki niej... Nie był to może wymarzony początek oświadczyn, ale skoro już zaczął...

     Przekroczył próg pokoju i spojrzał na siedzącą na łóżku kobietę. Może widział ją przez różowe okulary, ale jeszcze nigdy nie wydała mu się piękniejsza. Pełne wargi, kształtne biodra, złote refleksy w rozwianych włosach...
 Spojrzał w jej oczy i już wiedział, że nie może tego zrobić. Cała jej sylwetka i to jak patrzyła mówiło mu jasno, że wszystko na nic. Nie zgodzi się. Przekreśliła ich...
- Hermiono... - chciał jeszcze coś dodać, ale zaskoczyła go wstając i wybiegając z jego komnat.

Nie gonił jej. Barwne ptaki jak Hermiona, tracą cały swój blask gdy się je schwyta.


niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział 26

Witajcie!
Znów się spóźniam z publikacją, ale jak zawsze rzeczywistość weryfikuje plany...
Przepraszam. Część z was zlinczuje mnie za pewien moment z tego rozdziału, ale musiałam przez czysty sentymentalizm.
Zagięłam trochę czasoprzestrzeń, ale na potrzeby tego rozdziału myślę, że będzie to do wybaczenia;)
Życzę samych sukcesów, pogody ducha i obżarstwa kochani ;)








     Spojrzała w piękne, ogromne oczy i znów się uśmiechnęła. Nie sądziła, że ktokolwiek może mieć tak wspaniałe, mądre oczy, sprawiające wrażenie, jakby widziały już wszystko. Zreflektowała się, że przecież zna taką osobę. Kocha tę osobę. Westchnęła i wytarła strużkę śliny, która kapała z  jego policzka. Tak, Albus Potter strasznie się ślinił, a ona wciąż nie potrafiła sobie z tym poradzić. Uważała go za jedną z najpiękniejszych, najciekawszych istot, ale równocześnie za najbardziej przerażającą. Chłopiec miał już prawie miesiąc, a jego rodzice robili wszystko, byleby tylko dostać choć pół godzinki dziennie dla siebie. Z tego powodu wmanewrowali Hermionę w opiekę nad nim, mimo iż wzbraniała się rękami i nogami. W końcu jednak Ginny postawiła sprawę jasno. Albo Hermiona przełamie się i choć będzie udawała, że chce poznać ich syna, albo pożałuje tego i wiele jej sekretów dotrze do Mistrza Eliksirów.
   A więc była tutaj -  w Norze, i  każdego wieczora kiedy państwo Potterowie brali kąpiel, czytali czy siedzieli i patrzyli w sufit bez obawy o życie syna, ona próbowała go nie zepsuć i nie oszaleć. Każdy z domowników traktował jej próby z przymrużeniem oka, sumując, że przecież tak mądra czarownica jak Hermiona musi wiedzieć jak opiekować się dziećmi, ale Harry i Ginny znali prawdę. Panna Granger nie lubiła dzieci. Nie tolerowała ich, nie chciała o nich słyszeć, a jedyny moment kiedy akceptowała dziecko w swoim otoczeniu, to wtedy kiedy śpi i nie może zrobić jej i sobie krzywdy.
Dlatego właśnie świeżo upieczeni rodzice zatrudnili ją w charakterze niańki mimo woli. Pragnęli by przełamała swoje obawy, nabrała trochę wprawy i pokochała ich synka. Początki były toporne. Wpierw musieli nauczyć ją trzymać noworodka tak, by on sam czuł się bezpiecznie  w jej ramionach. Było to o tyle ciężkie doświadczenie, że nauczycielka nie mogła przeczytać instrukcji w książce. Musiała próbować. Kiedy tylko wzięła różowego, zaspanego Albuska na ręce, chłopiec zaczął krzyczeć tak rozdzierająco, że profesorka prawie upuściła go na ziemię, co z kolei spowodowało, że Harry zemdlał. Już prawie tracili nadzieję, że ich ukochana przyjaciółka i najcudowniejszy syn nie zapałają do siebie sympatią, kiedy w końcu po kilku próbach przytuliła go do piersi, a on zakwilił cichutko i w końcu usnął kołysany lekkimi, delikatnymi ruchami rąk ciotki. Tak właśnie zawiązali wrażliwy i łatwy do zerwania sojusz. Doglądała go, karmiła mlekiem odciąganym z piersi Ginny, raz na jakiś czas nawet zdarzyło jej się usypiać go na rękach, ale w większości po prostu patrzyła na niego. Patrzyła, a jej serce łamało się, bo wiedziała, że sama nigdy nie zdobyłaby się na coś takiego. Kochała Ginny, kochała Harrego, ale nie rozumiała, jak mogli ot tak zdobyć się, a w jej mniemaniu skazać, na życie w cieniu przez kolejne 30 lat.
    Od teraz ich życie będzie jednym wielkim " jak się ma  wielki Albus Potter? " - pokręciła głową, gdyż jej myśli znów zaczynały zbaczać w dziwnych kierunkach. Chwyciła delikatną, cieplutką rączkę, a gdy dwa paluszki zacisnęły się na jej kciuku, poczuła jakby stanęło jej serce. Od razu poczuła potrzebę zawołania kogoś jeszcze, by podzielił jej radość i konsternację. Zaraz jednak oklapła. Była w domu sama. To znaczy byli w domu tylko oni. Albus Potter i Hermiona Granger próbująca nie zezłościć swojej przyjaciółki. Wszyscy inni tłoczyli się teraz w sali konferencyjnej Ministerstwa Magii, gdzie Harry Potter dostał jakieś bzdurne odznaczenie najwyższej wagi, oczywiście od Ministra Magii. Cała jego rodzina była z nim, a Hermiona została zmanipulowana, by nie iść. Gdy w zaufaniu powiedziała Fredowi i George' owi , że uważa takie imprezy za dno, a największe osiągnięcie Harry ma już za sobą, bliźniacy zrobili wszystko, by te słowa doszły do solenizanta. Wbrew pozorom auror nie zrobił afery, wręcz przeciwnie, utarł jej nosa tłumacząc, że skoro uważa, że nie zasłużył na jakieś bzdurne odznaczenie, to nie musi iść, zajmie się Albusem, skoro i tak wszyscy inni będą zajęci. Na tak postawiony ukryty zarzut nie mogła odpowiedzieć inaczej jak uśmiechem i zapewnieniem, że ona i Albus będą mieli prawdziwą zabawę. Sami przez prawie 5 godzin. Nauczycielka po raz kolejny przeklinała swój niewyparzony jęzor. Gdyby wtedy nie wypaplała co sądzi, byłaby teraz na imprezie, piłaby za darmo i przez chwilę mogłaby nacieszyć oko Severusiem w galowej szacie. A tak to ciągle musiała się stresować, czy nie oddycha za głośno.
   Podeszła do okna, co chwilę odwracając się, by sprawdzić czy mały się nie poruszył. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się jak paranoiczka, ale nic nie mogła na to poradzić. Noworodek ją przerażał i sprawiał, że czuła się głupia, niedoświadczona, ale przede wszystkim sprawiał, że nie mogła oddychać. Wystarczyło, że dotknęła jego miękkiej maleńkiej główki, by przyłożyła ucho do jego brzuszka, lub by rozszerzył usta w bezzębnym niby uśmieszku, a pod Hermioną uginały się nogi. Gdy była z nim sama, a on nie spał i nie płakał, tylko był cichutką maleńką laleczką, brała go na ręce, przytulała i pragnęła by jego delikatny oddech wymazał wszystko co złe było w jej życiu. Wiedziała, że dziecko i to czyjeś, nie rozwiąże jej problemów, ale w jakiś dziwny irracjonalny sposób - chciała w to wierzyć. Chciała by te 2-3 razy w tygodniu gdy go pilnowała były nowym początkiem nie tylko jego życia, ale także życia samej Hermiony.
    Poczuła się niebywale zmęczona, ale wiedziała, że jeszcze przynajmniej dwie godziny będzie musiała ścierpieć. Takie przyjęcia nie kończą się wcześniej jak koło drugiej w nocy. Choć dziecko leżało spokojnie i nie wymagało od niej żadnego ruchu, cały czas czuła, że musi mu coś zapewnić, coś zrobić. Może właśnie dlatego Albus nie spał już od dwóch godzin, mimo iż nie był głodny. Może denerwował się tak samo jak ona i przez to nie mógł usnąć? Pokręciła głową i podeszła do kołyski. Wiedziała co ją czeka. Jakby dotykała kolejnego Horkruksa chwyciła brzeg body. Odpięła guziczki i nie mogąc się powstrzymać pogładziła jedwabisty brzuszek brzdąca. Wbrew sobie uśmiechnęła się, gdy jego zielone oczy rozbłysły, zupełnie jak oczy jego ojca, gdy usłyszy jeden z dennych żartów Rona. Pieluszka okazała się pusta i sucha co opiekunka przyjęła z niemałą ulgą. Dotychczas tylko 3 razy dotknął jej ten zaszczyt i za każdym razem Albus narobił takiego rabanu, że od razu powinni się zlecieć czarodzieje z całego kraju, pewni, że ktoś w tym domu znęca się nad dzieckiem. Ponieważ jednak Ginny uprzedziła ją, że pierworodny nie  znosi przebierania i najchętniej paradowałby na golaska przez cały czas, wiedziała, że nikt nie przyjdzie jej na pomoc, bo wszyscy chętnie ją pognębią.
  Przysiadła na brzegu fotela i rytmicznie ruszyła kołyską. Chłopiec nie zareagował, uznała to za dobry omen i ruszyła jeszcze kilka razy. Po pięciu minutach miała dosyć, ale dziecko się widocznie spodobało, bo patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, co jakiś czas wydając nieartykułowane dźwięki. Idylla jednak nie trwała długo, widocznie wszyscy Potterowie szybko się nudzą. Najpierw lekko zakwilił. Potem zaczął wyrzucać przed siebie rączki, na tyle na ile w ogóle miesięczne dziecko jest w stanie to zrobić, a potem widząc jej bezradną minę wytoczył największe działo i rozdarł się na całe swoje maleńkie gardełko. Przerażona gryfonka zamachała mu przed twarzą grzechotką, misiem, butelką, ale nic to nie dawało. Mały patrzył na nią rozżalony, jakby nie rozumiał, dlaczego jeszcze pozwala mu płakać, zamiast zaradzić wszelkiemu złu tego świata, dziewczyna też tego nie rozumiała.
   W końcu w akcie desperacji wsunęła rękę pod jego główkę, od razu poddając się uczuciu zdenerwowania, drugą ręką obejmując go w okolicy pupy. Uniosła go lekko, licząc, że to wystarczy, ale gdy krzyknął jeszcze głośniej, już się nie zastanawiała, tylko z całej siły przytuliła go do swojego ciała, na głos błagając cały magiczny świat by to pomogło. Przez kilka sekund miała wrażenie, że jego naprężone wściekłe ciałko się rozluźnia i uspokaja, zaraz jednak dotarło do niej, że się pomyliła. To byłoby za łatwe. Spojrzała na swojego podopiecznego, a on zdawał się dławić własnym smutkiem i rozżaleniem. Kolejny raz spróbowała i podała mu dzióbek butelki pod maleńkie usta. Zassał łapczywie, a ona wciąż zdenerwowana odetchnęła głośno. Gdy chłopiec odrzucił główkę, w napięciu nasłuchiwała czy znów odbędzie się kanonada dźwięków, ale nic się nie rozległo. Starała się odwzorować pozycję, w której dziecku miało się odbić, ale nie miała pewności, czy dobrze ułożyła malucha, więc wyczarowała lustro i przejrzała się w nim. Tak, pozycja z pewnością  była właściwa. Z resztą, czy ona kiedykolwiek robiła coś nie właściwie? Kiedyś pewnie zniesmaczona by zaprzeczyła, ale biorąc ostatni rok pod uwagę...Patrzyła na odbicie lustrzane z dziwnym uczuciem niepokoju w sercu. Chłopiec ułożył się na jej ramieniu i cichutko posapywał szczęśliwy i najedzony.
Za bardzo podobało jej się to co widziała. Dziecko pasowało do niej. Ona pasowała do tego dziecka. Mogła kłamać ile chciała, ale...przywiązała się do tej małej nerwowej kreaturki. Obróciła się z Albusem w ramionach i tanecznym krokiem podeszła do kanapy. Odczekała jeszcze chwilę, a gdy usłyszała charakterystyczny dźwięk, chwyciła chłopca pod paszkami unosząc go nad własną twarz, a gdy znów się do niej uśmiechnął ucałowała jego zmarszczone czółko i śmiejąc się z siebie szepnęła:
- Jesteś okropny Potter.
- Pomyśleć, że musiałem czekać prawie 20 lat, by usłyszeć te słowa ponownie.
Spojrzała w stronę z której nadeszły słowa i zamarła z dzieckiem na ręku. Stał tam i uśmiechał się krzywo. Wyglądał tak wspaniale jak myślała. Ciemnozielona szata, ładne błyszczące buty i te cholerne oczy wwiercające się w jej sylwetkę. Skarciła się za te myśli. Choćby nie wiem jak wspaniale się prezentował, nie mogła znów dać mu wygrać.Wciąż doskonale pamiętała, że z ich poważnej rozmowy nic nie wyszło, bo miała zbyt dużego kaca, a później wolała nie myśleć...
- Chciałeś czegoś? Czy zabawa ci się znudziła? - Siliła się na lekki ton, ale wiedziała, że akurat jego nie oszuka. Wprawiał ja w zakłopotanie i cieszył się tym. Na domiar złego, akurat ten moment wybrał sobie potomek Ginny by zacząć się ślinić i co chwilę musiała mu ocierać usta. Po chwili spojrzała na miejsce gdzie stał jej gość, ale znalazła go o wiele bliżej. Przysiadł na fotelu i patrzył na nią intensywnie. Jego spojrzenie wyrażało dziwną troskę i...ból?
- Dobrze wiesz, że nie takie...zabawy preferuję. -  Uniósł brew w iście Snape' owskim geście i zmierzył ją od góry do dołu.
- Wszystko mogło się zmienić, kiedy mnie nie było - odpowiedziała tak sucho jak tylko potrafiła.
- Nic się nie zmieniło -  odparł twardo i szybko, przez co kobieta zaczęła się obawiać, że jej modlitwy o możliwość odbycia poważnej rozmowy zostały wysłuchane w najmniej odpowiednim momencie i zaraz Albus Potter wysłucha pierwszej kłótni w swoim życiu.
- Skoro tak twierdzisz.
- Tak twierdzę. - Poprawiła dziecko na ręku i spojrzała na nie, jakby szukając ratunku. Niestety dziś Merlin chyba wyjątkowo jej nie lubił, bo Albus właśnie zaczął usypiać. Westchnęła zrezygnowana i poczęła delikatnie go kołysać. Spojrzenie Severusa prześlizgnęło się po maluszku i po raz kolejny w życiu zaskoczył swoją rozmówczynię wyciągając ręce w stronę dziecka. Spojrzała na niego, jakby właśnie oznajmił, że Voldemort wrócił, ale gdy nie opuścił rąk, podała mu chłopca. Z wprawą ułożył go sobie w zgięciu ręki i tak samo jak ona przedtem, ucałował jego cieplutkie czółko. Odwrócił się tyłem i szepnął coś do maleńkiego uszka, ale kobieta nie dosłyszała co. Wstała nerwowo, bojąc się, że Severus może nieumyślnie zrobić mu krzywdę. Gdy jednak znów się odwrócił i zobaczyła, że twarz brzdąca jest odprężona, oczka zamknięte a on sam oddycha miarowo, poczuła się jak idiotka. Oczywiście, że Mistrz Eliksirów wiedział jak trzymać i jak uśpić dziecko. Każdy głupi to wiedział, prócz ciebie idiotko - pomyślała. Podeszła do Severusa rozczulona widokiem. Nie patrzył na nią, ale miała pewność, że zdawał sobie sprawę jak blisko siebie się znaleźli. Nie udawała, że podeszła ot tak. Chciała by ją przytulił, pocałował, cokolwiek, byle tylko przywrócił jej nadzieję na wspólne jutro. Mężczyzna odłożył śpiące dziecko do kołyski i spojrzał łagodnie na brązowowłosą. Stała nieporadnie, obejmując się rękami jakby było jej zimno. Nie mógł tego znieść, ta nowa, niepewna siebie i zdenerwowana Hermiona denerwowała go.
- Wolfgang za tobą tęskni. - Przestąpił krok do przodu i spojrzał jej w oczy.
- Ja...też za nim tęsknie. Kocham go - również się zbliżyła i opuściła ręce wzdłuż ciała. Głos drżał jej z emocji, ale nie dbała o to. Jeśli kiedyś miała zawalczyć o Severusa, równie dobrze może to być dziś.
- On - spojrzał na nią uważnie - on też cię kocha. - Znajdowali się o krok od siebie, ale wiedziała, że to jeszcze nie czas, by ten krok zrobić. Nie kiedy o tylu rzeczach jeszcze nie porozmawiali. Severus odchrząknął i cofnął się, jakby nagle sobie coś przypomniał. Usiadł w fotelu i spojrzał na dziecko, wysyłając jasny sygnał, że magiczna chwila minęła. Rozczarowana Hermiona usiadła na kanapie, ale zaraz wstała i przeprosiła. Udała się do łazienki i zamykając drzwi zdusiła szloch. Nie sądziła, że przebywając z nim będzie musiała tak się pilnować. Gdyby to od niej zależało, wróciłaby do lochów, gdzie jej miejsce. Niestety mężczyzna jej życia miał zgoła inne zdanie. Może nie mówił tego wprost, ale mieszkanie razem było ostatnim czego teraz chciał. W zasadzie zdziwiła się widząc go tutaj. Unikał jej jak ognia przez ostatnie tygodnie, a wcale nie było to takie łatwe. Jako ojciec chrzestny miał obowiązek bywać w Norze jeszcze częściej niż normalnie. To że wpadli na siebie tylko raz było imponujące. Prawie jakby ktoś to zaplanował...
     Nie panując nad sobą wybiegła z toalety i skierowała się do salonu. Zaraz jednak zatrzymała się w progu i stanęła jak wryta. Mały musiał się przebudzić, widocznie nie było jej dłużej niż sądziła. Mistrz Eliksirów trzymał młodego Pottera niczym największy skarb i szeptał mu delikatnie do uszka, cały czas uśmiechając się z czułością. Gładził go po główce, która w jego mocnych spracowanych dłoniach wydawała się jeszcze bardziej krucha. Chłopiec leżał na kolanach swojego opiekuna i chwilowo był zajęty badaniem jego kciuka. Włosy mężczyzny opadły, ale nie przysłoniły jego oblicza do końca. Widziała bezbrzeżną czułość i radość. Poczuła jakby dostała obuchem. Dotarło do niej, że Severus kłamał. Albo okłamywał nie tylko ją, ale i siebie. Chciał mieć dziecko. Chciał być ojcem. Zobaczyła to w jego oczach, gdy sekundę później podniósł na nią wzrok i ich spojrzenia się skrzyżowały. Wyglądał jakby został złapany na gorącym uczynku, a dodatkowo na całą jego twarz wystąpił rumieniec wstydu. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie odrzuci dziecka niczym szmacianej lalki i nie ucieknie, ale aż prychnęła na tę żałosną myśl. Nauczyciel kochał tego chłopca i chyba była ślepa, że nie zauważyła tego wcześniej.Severus odłożył noworodka do kołyski jakimś cudem sprawiając, że nie zaczął płakać. Sam z kolei skierował się w stronę wyjścia, posławszy Hermionie przeciągłe zawstydzone spojrzenie. Nie zatrzymała go, bo po krótkim wewnętrznym głosowaniu doszła do wniosku, że nie wyszłoby z tego nic dobrego.
Gdy domownicy wrócili, wszyscy w dobrych humorach, nie miała serca zaprzątać im głowy swoim problemem, tym bardziej, że dopiero co zaczęli ją traktować normalnie. Nie jakby była zraniona, śmiertelnie chora, lub z innej planety. Właściwie powinna być wdzięczna małemu Alowi, odciągnął uwagę wszystkich od niej i jej problemów, przez co w zasadzie wszyscy znów traktowali ją jak upierdliwą wiem - to - wszystko.
    Gdy tylko matka położyła dziecko w pokoju dziecinnym, a sobie nalała kieliszek szampana rozsiedli się z Harrym w salonie, patrząc na nią uważnie. Hermiona słusznie sądziła, że coś tu śmierdzi. Normalnie już dawno by ją wygonili.
- Więc?
- Severus wyglądał dziś bardzo szykownie.- Starsza czarownica przewróciła oczami.
- Nie zaczynaj Ginn. Dobrze wiesz, że nietoperz i ja to przeszłość. - Jej rozmówczyni wyglądała jakby spodziewała się wszystkiego, ale nie takiej deklaracji.
- Czyli...nie było go tu dzisiaj? - Spojrzała na nią uważnie, usiłując wyłapać, czy mówi prawdę.
- Nie.
- Daj spokój. Nie musisz nam kłamać. Prawda kochanie? - Harry uśmiechnął się nieporadnie i posłał dziewczynie pokrzepiające spojrzenie.
- Kochana, nie potrafiłabyś uśpić Albusa choćby od tego zależało twoje życie a ty, nie dość, że to zrobiłaś, nie dość, że go nakarmiłaś, to jeszcze miałaś takie spokojne spojrzenie, wręcz melancholijne. Wierz mi...widziałam jak wyglądasz trzymając naszego synka na rękach przez 5 minut. Uratowałaś świat podczas wojny, a przy dziecku zachowujesz się jak największa łamaga. Potrafię poznać, czy to ty zajmowałaś się nim cały wieczór. -  Uśmiechnęła się do przyjaciółki wrednie.
- Hej! Snape był tu raptem 10 minut! Świetnie dawałam sobie bez niego radę.
- Czyli jednak tu był, no popatrz.- Ginny spojrzała na męża i uśmiechnęła się do niego, gładząc jego dłoń. Potter wstał bez słowa i zniknął w kuchni jakby mieli to wcześniej przećwiczone. Nauczycielka patrzyła na nich zmieszana.
- Co się dzieje?
- Co ci powiedział? Gadaj póki jesteśmy same.
- Nic, że kot za mną tęskni.
- Tchórz - mruknęła pod nosem.
- Co to znaczy?
- Powiedzmy, że wymogłam na nim obietnicę, że powie ci jak się czuje i razem zastanowicie się czy jest dla was przyszłość. Skoro jednak ty jesteś tu, a on cholera wie gdzie, to znaczy, że nic z tego nie wyszło.
- Powinnam...?
- Powinnaś.

   Gdy znalazła się w zamku nie była już taka pewna czy dobrze robi. Podążała schodami w dół, prawie nie zauważając co robi. Zdziwiła się gdy stanęła przed drzwiami do jego komnat i obleciał ją strach. A co jeśli Ginny nadinterpretowała i on wcale nie chciał jej z powrotem? Może miał na myśli tylko zaprzestanie uników i koegzystencję na najbardziej podstawowym poziomie? Nie dowie się, póki nie porozmawiają.
Drzwi oczywiście były zamknięte, więc zapukała. Chwilę trwało nim usłyszała zaklęcia odbezpieczające. Stał przed nią w zwykłym podkoszulku i dresowych spodniach. Nie wyglądał na ani trochę zaspanego. Wręcz przeciwnie, był pobudzony, jeśli ktoś pytałby ją o zdanie.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.- Rozpromieniła się na jego słowa i zrobiła krok do przodu, ale zaraz ją zgasił.
- W sensie, że wydawało mi się, że rzucałem jasne wskazówki i nawet taka idiotka jak ty, powinna się domyśleć. -  Zbyła jego uwagę milczeniem i rozejrzała się po wnętrzu. Zbyt wiele się nie zmieniło od jej ostatniej wizyty, ale na pewno panował większy rozgardiasz. Gdy mieszkali razem, dbała o wszystko z pedantyczną uwagą, nie chcąc mu dać powodu do powrotu. I tak stoczyli wielki bój o to, czy w ogóle wypada by się wprowadziła skoro oboje należą do kadry.
Chcąc zrobić cokolwiek przysiadła w fotelu, który kiedyś kojarzył jej się tylko z jednym. Teraz powodował niemal fizyczny ból, w końcu skąd mogła wiedzieć, że ten szalony szybki numerek kilka miesięcy temu, będzie ich ostatnim?
Spojrzeli na siebie, mierząc się od stóp do głów. Żadne się nie odezwało. W końcu Snape wyczarował dwie szklaneczki i stuknęli się nimi jak za dawnych czasów. Chwilę pili w ciszy, a gdy pierwsze łyki zaszumiały im w głowach znów na siebie spojrzeli.
- Przyszłam tu, by porozmawiać. Na spokojnie, bez ciśnienia.
- Dobrze więc, mów. - Zaplótł ręce na piersi i spojrzał na nią kpiarsko, przez co od razu pożałowała impulsywności.
 - Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.
- To po co tu przyszłaś?- Znów to szydercze spojrzenie.
- Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć?- Skoro on grał nieczysto, ona też będzie. Czarnowłosy wyglądał jakby połknął nóż.
- O czym?
- O tym, że kochasz dzieci, że chcesz mieć dziecko! - Sama nie wiedziała dlaczego już teraz o tym wspomina, a widząc minę Severusa, od razu pożałowała. Wyglądał jak zaszczute zwierze złapane i prowadzone na rzeź.
- Nie bądź śmieszna. Bachory nie są dla mnie.
- Nie kłam! - Jej słowa podziałały jak policzek. Spojrzał na nią i przerażony spostrzegł, że  w jej oczach zalśniły łzy. Zrozumiał, że nie ma wyjścia. Musi powiedzieć prawdę. Nawet jeśli złamie im obojgu serca.
- Zawsze.Zawsze chciałem dziecka. Zawsze chciałem poczuć co to znaczy kochać kogoś bezwarunkowo. - Kobieta prychnęła, pociągając mocno nosem.
- I przez ten cały czas kiedy bawiliśmy się w kotka i myszkę nie zająknąłeś się o tym ani słowem. Dlaczego? Severusie?
Na początku pomyślała, że wyobraziła sobie jego odpowiedź, ale zaraz zrozumiała, że taki dramatyzm, to dokładnie w stylu jej ukochanego.
- Bo ciebie kochałem bardziej. - Nie udawała już, że jest dzielna i nie płacze. Szlochała, a gdy wreszcie była w stanie się odezwać, przemówiła słabym głosem.
- Co to ma kurwa znaczyć?
- Ile to razy wspólnie wyśmiewaliśmy się z Potterów i ich irracjonalnego pragnienia zaludnienia świata tak szybko jak tylko się da. Za każdym razem twój głos brzmiał tak twardo. Tak bardzo, jakbyś gardziła takim podejściem. Cóż, jestem prawie pewien, że nadal gardzisz. To, że twoja najlepsza przyjaciółka przepuściła przez swój kanał rodny małego słonia chyba cię nie złamało co?
- Nie.
- Tak myślałem - uśmiechnął się smutno - więc już  wiesz.
- Co wiem? - Spojrzała na niego jak na idiotę.
- Znając twój stosunek do dzieci, do macierzyństwa i małżeństwa, nie mogłem...być do końca szczery.
- Bo?
- Hermiono! Nie każ mi tego mówić, doskonale wiesz co chce powiedzieć.
-  Nie Snape, nie wiem! Więc bądź łaskaw.
- Wiedziałem, że mnie kochasz, wiedziałem, że zrobiłabyś dla mnie prawie wszystko.
- Ale nie dałabym ci dziecka - szepnęła ze zgrozą.
- Nie. A ja nie mógłbym żyć z twoim poczuciem winy, więc milczałem.
- Więc wolałeś...popieprzone życie ze mną? Codzienne kłótnie? Rzucanie talerzami?- Pewnie wyliczałaby dalej, gdyby jej zdecydowanie nie przerwał.
- Nie kłóciliśmy się aż tak często, nie przesadzaj. Zresztą , później godziliśmy się wspaniale, to musisz przyznać. - Mrugnął do niej, jakby starał się ją udobruchać w jakimś błahym konflikcie.
- Wciąż nie rozumiem. Jeśli tak ci zależało na życiu rodzinnym i tym by posmakować ojcostwa, dlaczego w ogóle wszedłeś w związek ze mną? Przecież proponowałam ci przygodny seks.
- Nie wiem czy tylko udajesz, ale to najgłupsze pytanie. I najłatwiejsze. Kochałem cię jak wariat i nic więcej się  nie liczyło.Seks mogłem znaleźć wszędzie. Myślisz, że połączyło nas pożądanie i pewnie tak było, ale to co nas scaliło, to twoja dobroć, cierpliwość, mądrość i empatia. Byłem w stanie zrezygnować z chęci posiadania dziecka, jeśli tylko wiedziałbym, że będziesz dzielić ze mną życie. Uczyniłaś mnie szczęśliwym, tylko to się liczyło. - Jego oczy nabrały szczególnego blasku i czułości i poznała, że mówi szczerze. Naraz zapragnęła go pocałować. Wstała bardzo powoli, dając mu czas na ochłonięcie i zareagowanie. Nie poruszył się, tylko patrzył na nią tym maślanym wzrokiem.
Gdy znalazła się przed nim, a jej oddech przyspieszył, mężczyzna podniósł się z krzesła i patrząc sobie w oczy stali bez ruchu. Nachylił się w jej stronę. Patrzyła na jego zapraszające usta, nie mogąc doczekać się, aż znów ich posmakuje. Czuła jego oddech, drażnił ją i podniecał. Mistrz Eliksirów czekał na jej niemą zgodę, a gdy wydawało mu się, że ją otrzymał nachylił się, by połączyć ich usta. O dziwo jednak, dziewczyna odsunęła się stanowczo i spojrzała na niego jakby z przestrachem.
Nie rozumiał co się stało, ale ona wcale nie wyglądała jakby wiedziała co robi.
- Co...?
- Dlaczego cały czas mówiłeś, że kochałeś?
- Co? - Wyglądał jakby był rozczarowany, że zmieniła tor w jakim zmierzała ta akcja.
- Ciągle mówiłeś, że mnie kochałeś, nie że kochasz...
- Daj spokój Hermiono -  spróbował ją pocałować, ale znów go odepchnęła.
- Tak. Właśnie dałam sobie spokój.- Odparła hardo. Pociągnęła łyka ze szklanki, spojrzała na niego z zawodem i ruszyła do drzwi. Gdy je otworzyła, zatrzymała się, jakby wahając, ale koniec końców trzasnęła nimi i ruszyła w kierunku schodów na piętro. Nie zdążyła jednak wejść na schody bo Severus ją dogonił i złapał za dłoń, by obrócić gryfonkę twarzą do siebie. Nie próbowała się wyrywać, wiedziała, że nie ma szans.
- Kocham. Cały czas powinienem to mówić w taki sposób, ale nie chciałem...bałem się, że ty już mnie nie kochasz i wtedy wyszedłbym na idiotę. Więc specjalnie używałem czasu przeszłego.
Patrzyła na niego jak na kosmitę, a gdy już myślał, że straciła głos, lub, że zupełnie nie wie co powiedzieć, odezwała się. Jej głos był słaby i niepewny, ale to wystarczyło, by porwał ją w ramiona i pocałował namiętnie.
- Idiota.







 



wtorek, 21 marca 2017

Rozdzał 25

Notka  delikatnie 18+


     Od jej powrotu minął tydzień. Przebywała na obserwacji w Skrzydle Szpitalnym. Jej siły witalne odnawiały się w nadzwyczajnym tempie, magia zdawała się również wracać. Nie opuściła Hogwartu ani razu, prócz jednej tylko wizyty u Ollivandera. Jej różdżka została złamana przez Wiktora Kruma tuż po tym, jak ją uwięził. Nowa oczywiście nie działała tak jak stara, ale powoli przyzwyczajała się do jej właściwości. Powoli też przyzwyczajała się do tego, że nie musi już bać się o swoje życie, spać czujnie niczym pies i budzić co pół godziny. Każdego dnia zastępy gości wparowywały do jej pokoju i zalegały przy jej łóżku do późnych godzin popołudniowych, lub dopóki pielęgniarka nie nakazała ewakuacji. Przychodzili wszyscy, prócz Snape'a . Nie widziała go ani razu od wydarzeń w parku. Zaczynała przyzwyczajać się do samotności i ciągłego poczucia winy. Przez cały czas więzienia wyparła te uczucia na rzecz strachu, ale teraz uderzały w nią z całą mocą. Jej twarz znaczyły ślady łez, głos był jakby zdławiony, a błyszcząca zawsze twarz, miała niezdrowy matowy odcień. Oczywiście Pani Weasley wraz z całą rodziną zrzucała to na karb niedożywienia i życia w trudnych warunkach, ale w jej oczach widziała, że doskonale wie, dlaczego jej zdrowie nie wraca do normy tak szybko jak powinno.
   Ostatniego dnia jej pobytu w szpitalu leżała jak zawsze czekając aż eliksir Słodkiego Snu zacznie działać, gdy usłyszała coś niepokojącego. Chwyciła różdżkę mocniej i napięła ciało gotowa się bronić. W półmroku nie była zdolna dostrzec co lub kto składa jej wizytę, ale dźwięk kroków rozchodzący się w ciemnościach rozpoznałaby wszędzie. Przymknęła oczy i zwolniła oddech, próbując udawać, że śpi. Gdy mężczyzna podszedł bliżej, jej serce waliło tak mocno, że była pewna, że je słyszy. Poczuła jego lodowatą dłoń na swoim policzku i tylko siłą woli zmusiła się, by się w nią nie wtulić. Gdy zabrał  rękę poczuła się tak rozczarowana, że o mało nie jęknęła. Tyle czasu nie czuła jego dotyku na sobie, że z miejsca zrobiło jej się gorąco w podbrzuszu. Delikatnie przesunęła dłoń po prześcieradle i dotknęła jego drugiej dłoni, którą musiał opierać się o łóżko. Przesunęła się dalej i natrafiła na brzeg jego szaty. Usłyszała jego oddech, teraz jakby szybszy i głośniejszy. Nim zrozumiała co się dzieje, usłyszała jego szept, tuż przy uchu.
- Tak bardzo za tobą tęsknie.
 Gorący oddech dotarł do jej policzka i znów poczuła uderzenie gorąca. Jego usta delikatnie musnęły policzek i już go nie było. Ciężar zniknął z powierzchni łóżka, a kroki rozbrzmiewały już w połowie drogi do wyjścia, gdy drzwi znów się otworzyły. Usłyszała tylko zdenerwowany głos Minerwy i ktoś z trzaskiem zamknął drzwi.
- Nie możesz przychodzić tu co noc! Porozmawiaj z nią!
Niestety odpowiedzi Severusa nie dane jej było wysłuchać. Przełknęła głośno ślinę i dotknęła miejsca, które pieścił ustami. Było jej gorąco, serce biło nienaturalnie szybko. Bardziej jednak przejmowała się tym, co usłyszała. Więc nie zmienił się na jotę. Nadal był upartym dupkiem z lochów. Nadal ją kochał i tęsknił, ale stać go było jedynie na odwiedziny, kiedy nie była w stanie się zorientować. Dobrze, że tym razem leki nie zadziałały tak szybko jak zazwyczaj. Z nowymi pokładami nadziei Hermiona zapadła w sen niezdolna dłużej opierać się działaniu eliksiru.
   Jej rekonwalescencja przebiegała w normie, ale to nie przeszkodziło wszystkim chuchać i dmuchać nad nią. Znosiła to dzielnie, gdyż tak bardzo tęskniła za przyjaciółmi, swoją rodziną i ludźmi ze szkoły, że wręcz z radością przyjmowała ich zaniepokojone głosy narzekania iż nadal jest za chuda.
Dyrektor nawet nie chciał słyszeć, że wróci do pracy przed wakacjami, ale ona uparła się, by chociaż częściowo wrócić do obowiązków. Tłumaczyła się czym tylko się dało, ale wszyscy wiedzieli, że powrót do lochów oznacza bycie bliżej Severusa, a tego pragnęła najbardziej. Oczywiście oficjalnie nikt nie pytał co jak i dlaczego, ale plotka głosiła iż sam Teodor Nott porwał ją i więził.
Hermiona wiedziała, że w końcu będzie musiała podać oficjalną, ale i prawdziwą wersję wydarzeń. Nie była na to jeszcze gotowa. Nie była gotowa przed wszystkimi na kim jej zależy przyznać się, że zachowała się jak tchórz i uciekła, bo tak było łatwiej, a Krum był tylko małym elementem tej układanki.
   Większość czasu spędzała w Norze razem z Harrym i Ginny, której brzuszek z każdym dniem wydawał się być większy. Przyjaciele patrzyli na nią z miłością, ale i lekką rezerwą, jakby się spodziewali, że w końcu się załamie na ich oczach. Nic takiego się nie wydarzyło. Przebywała w domu Weasley' ów od dwóch dni i wreszcie zaczynała przypominać istotę ludzką. Krzątała się po kuchni, gdy poczuła czyjąś obecność. Odwróciła się, zachowując coś ze swojej nerwowości w sposobie trzymania nowej różdżki, ale zaraz odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła kto ją odwiedził. Mężczyzna podszedł bliżej i chwycił ją w objęcia mocno i pewnie. Wspięła się na palce, gdyż nie wiedzieć kiedy, zaczął przewyższać ją o ładne kilkanaście centymetrów.
- Tęskniłem jak wariat - wyszeptał do jej ucha.
Niby te same słowa, niby wydźwięk ten sam, a jednak zupełnie co innego. Odsunęła się zmieszana i spojrzała mu w oczy, zaraz jednak wtuliła się znów z zawstydzeniem, że mogła poczuć się niepewnie po takiej deklaracji. Chuck był jej przyjacielem, kumplem i kompanem od wielu wielu tygodni, a to, że kiedyś kochał się w niej zdawało się nie mieć żadnego znaczenia. Tak samo jak fakt, że podczas jej nieobecności wyprzystojniał jak cholera. Przygryzła wargę i znów spojrzała na niego. Lekko przydługie włosy nadawały mu jakiegoś dzikiego pierwotnego wyglądu, oczy śmiejące się  i piękne jak zawsze. Lekko zarośnięta, prosta szczęka. Taaak Chuck Newborn złamie niejedno serce tego lata. Westchnęła i ścisnęła jego dłoń niezdolna jeszcze wypowiedzieć ni słowa. Przeszli do salonu i usiedli obok siebie na kanapie, gdzie przyjaciel znów ją objął. Poczuła łzy pod powiekami. Nawet nie spodziewała się, że aż tak za nim tęskniła. Większość jej myśli poświęcała rodzinie Weasley' ów i Severusowi, ale widocznie Chuck też cały czas tam był. Podświadomie, cały czas miała go w sercu.
Był dobrym, wręcz wspaniałym mężczyzną, a teraz był tu i tulił ją do siebie. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek dane jej będzie tego doświadczyć, ale oto właśnie się to dzieje. Pociągnęła nosem, a zaalarmowany tym dźwiękiem blondyn uniósł jej podbródek i spojrzał jej w oczy.
- Coś nie tak Hermiono?
- Tyle...tyle czasu minęło, że zapomniałam już jaki jesteś przystojny - zaśmiała się głupio, w myślach dając sobie w twarz za tak durny tekst. Gdy spojrzała na jego rozanieloną twarz pogratulowała sobie głupoty roku.
- Nie są to chyba najlepsze pierwsze słowa, po miesiącach rozłąki co?
- Mnie się podobały - uśmiechnął się do niej szczerze i zrozumiała, że wie, że nie to miała na myśli.
 - Dobrze być znów wśród przyjaciół.
- Taaak, my też cieszymy się, że wreszcie jesteś z nami. Ginny, nawet w swoim stanie wkurzająca jak nie wiem co, przechodziła samą siebie tym biadoleniem.
- Opowiedz.
    Spędzili cały ranek wspominając co się działo przez ten cały czas, pod koniec opowieści nastrój Hermiony był już prawie dobry, nie mogła jednak zrelaksować się do końca. Wiedziała, że nawet z całym swoim pakietem Charles jest w końcu ślizgonem, a ślizgoni lubią wiedzieć. On nie stanowi wyjątku i w końcu zapyta. Westchnęła zrezygnowana, klepnęła się w uda i udała nagle bardzo zaaferowaną i spóźnioną. Oczywiście nie oszukała go nawet przez sekundę. Zrozumiał jednak, że jeszcze nie jest gotowa, przytulił ją ponownie i wyszedł, obiecując, że pojawi się na uroczystej kolacji następnego dnia. Kobieta przeklinała swoją impulsywność i nerwowość, ale nic nie mogła na to poradzić. Postanowiła zrobić porządek w swoim  dawnym pokoju. Weszła na górę i z rozmachem otworzyła drzwi. Stanęła jednak jak wryta. Ściany pomalowano na brzoskwiniowy kolor, w rogu stało łóżeczko dziecięce i kołyska. Komoda ozdobiona była malutkimi misiami i uśmiechającymi się księżycami, ale okropnego widoku dopełniał wielki, ponad dwumetrowy miś przytulanka, który zajmował pozostałą część pokoju. Zrobiony był jakimś koślawym ściegiem na gigantyczny szydełku, a jedno z uszu było ewidentnie doszyte później i odstawało pod zbyt dużym kątem. Jej łóżka i szafy nie było. Książki i pergaminy zostały zastąpione przewijakiem, talkiem i pudełkami z mlekiem w proszku. Hermiona złapała się za głowę i wybiegła z pokoju wpadając prosto na Harrego. Przytrzymał ją i pogładził po plecach. Spojrzał na nią, by mieć pewność, że dobrze go zrozumie.
- Nie chcieliśmy, żebyś sama to znalazła. Twoje rzeczy są w dawnym pokoju Rona. Przepraszam Hermiono. Powinniśmy cię uprzedzić.
- Daj spokój Harry - otarła łzy z oczu i zeszli razem po schodach.- Pięknie urządziliście pokój dziecka. Jestem tylko bardzo zaskoczona. -  Jej nerwowy chichot przerodził się w łkanie i Potter znów ją przytulił.
- Jeśli chcesz, możemy wrócić ci twój pokój, a dziecięcy urządzimy w pokoju Rona, żaden problem.
- Nie nie, tak jest dobrze. Czekaj, a gdzie będzie spał Ron? - złapała Wybrańca za rękę, żądając odpowiedzi.
- Ron tu nie mieszka -  Harry był tak zakłopotany, że Hermionie prawie minęła złość.
- Jak to nie mieszka? Od kiedy?
- Od kiedy... -  przełknął nerwowo ślinę i spojrzał w bok.
- Od kiedy co Harry Potterze?
- Widzisz?! Wróciłaś, wreszcie brzmisz jak dawna Hermiona!
- Nie zmieniaj tematu!
- On i Luna spodziewają się dziecka trzy miesiące po nas - wypuścił głośno powietrze i nie patrząc jej w oczy nalał herbaty do dwóch filiżanek. Hermiona jednak zignorowała jego gesty, patrzyła tylko nieruchomo w dal.
- Powiesz coś? Proszę...
- Moi dwaj najlepsi przyjaciele na świecie będą ojcami, Chuck stał się mężczyzną, a Hagrid nagle  odnalazł pasję w szydełkowaniu? - Potter parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał i chwycił przyjaciółkę za rękę.
- Nie było cię tak długo...
- I dlatego cały świat stanął na głowie?! - podniosła się i zaczęła krążyć po pokoju, podnosząc losowe przedmioty jak lampa, książka czy choćby filiżanka.
- Nie pamiętam tych rzeczy, tego wszystkiego tu nie było! Czy jest coś co się nie zmieniło?!
- Wszyscy nadal cię kochamy, wariatko -  do pokoju wtoczyła się ciężko dysząc Ginny, podtrzymując brzuszek i uśmiechnęła się zadziornie do przyjaciółki. - Chodź tu.
Tamta posłusznie podeszła do ciężarnej, ale uścisnęła ją sztywno i krótko. Odsunęła się, z trudem hamując płacz.
- Wyjdę się przewietrzyć, dobrze?
- Kiedy tylko będziesz gotowa kochanie. - Hermiona stanęła w drzwiach i obejrzała się, akurat w momencie by być świadkiem jak szczęśliwy pan Potter podchodzi do swojej żony i z czułością kładzie dłoń na jej brzuchu, zapominając, że ona patrzy.


    Wiedziała, że popełnia błąd, ale i tak nie mogła się powstrzymać. Co jakiś czas przystawała by pogawędzić chwilę z uczniami, wszyscy życzyli jej szybkiego powrotu i zapewniali, że tęsknili.
Ona jednak marzyła już tylko o jednym. Znaleźć się w lochach i tworzyć. Cokolwiek, nawet głupi eliksir na kaszel, byle tylko zająć czymś ręce. Zanim jednak dotarła do klasy eliksirów, znów znalazła się oko w oko z Chuckiem. Blondyn spojrzał na nią z troską, a gdy chciała go wyminąć, złapał ją za rękę. Jego dotyk działał na nią dziwnie kojąco, ale nie przydawała temu jakiegoś drugiego dna. Była spragniona ludzkich uczuć i uwagi. Tyle. Popatrzyła na niego z nadzieją, że odgadnie jej myśli i da jej spokój, ale widocznie zbyt długo jej nie było - pomyślała ze smutkiem, gdy próbował ją zatrzymać.
- Chuck puść mnie.
- Poczekaj! Nie rób tego...nie jesteś jeszcze gotowa na tę rozmowę.
- Jaką rozmowę?
- Nie planowałaś iść do Snape'a i błagać go, byście znów byli razem? - spojrzał na nią sceptycznie.
- Nie! - krzyknęła. - To znaczy nie, skądże. Szłam zrobić jakiś eliksir - dodała już spokojniej.
- Ja ci nie wierze, mogłaś bardziej się postarać. Zresztą nie ważne, chcesz się oszukiwać, dla mnie spoko. Nie rób jednak czegoś na co nie jesteś gotowa! Daj mu trochę czasu, pozwól oswoić się z myślą, że znów jesteś obecna w jego życiu. Nie było cię tyle czasu, że ciężko będzie znów wrócić do dawnych stosunków.
- Dzięki -  odparła z przekąsem. - Zauważyłam, że życie toczyło się dalej, beze mnie, ale sądziłam, że akurat ty mi o tym nie przypomnisz.
- Robię to, bo się o ciebie martwię.
- Martw się o siebie, dzięki.
- Hej! Nie odtrącaj mnie dobrze? - znów złapał za jej dłoń. Gryfonka spojrzała na ich splecione dłonie i poczuła gorąco oblewające jej twarz.
- Słuchaj Chuck nie masz jakiejś dziewczyny, z którą powinieneś teraz być, jednej albo kilku? -  Jego twarz diametralnie się zmieniła, spostrzegła zakłopotanie i jakby poczucie winy. Powiedziała to w żartach, ale nie sądziła, że trafiła w sedno.
- Poważnie? Kim ona jest? Znam ją? - Nie mogła nic poradzić, że brzmiała jak jakaś matka, której pisklę chce wydostać się spod opiekuńczych skrzydeł.
- To Carol. Jesteśmy parą od kilku miesięcy. - Po jej minie od razu spostrzegł, że lepiej było na razie skłamać.
- Zane? Ta....! Och Chuck powiedz, że jak mnie nie było, jakaś inna Carol zaczęła się uczyć w Hogwarcie? - Milczał patrząc na nią zszokowany jej wybuchem.
- Tylko nie ona! Przecież to pustak, sam mówiłeś, że jest dziwna...
- Pomogła mi, kiedy...
- Ha! Więc to nagroda pocieszenia? Tak nie można!
- Nie to nie tak! Zbliżyliśmy się, a w miarę jak zacząłem ją poznawać, zrozumiałem, jaka jest wspaniała.  Zakochałem się, szybciej niż byłbym w stanie przyznać. - Spojrzał w jej brązowe oczy, pełne niedowierzania. Gdy tak na niego patrzyła, czuł się jak zdrajca i ogarnęła go złość.
- Przecież to ty mnie nie chciałaś! - krzyknął. - Nie oczekiwałaś chyba, że będę wiecznie czekał, aż przejrzysz na oczy i wybierzesz mnie, zamiast Snape'a! To niedorzeczne Hermiono!
Ona jednak nie miała zamiaru mu odpowiadać. Ruszyła schodami w dół ignorując wołającego ją przyjaciela. Była tak zrozpaczona, że łzy przesłoniły jej widok. Machinalnie otworzyła wrota klasy eliksirów, wparowała na zaplecze i zaczęła przygotowywać stanowisko pracy. Nie zauważała upływającego czasu i nawet gdy pojedyncze głosy rozbrzmiewały, gdy Severus prosił kogoś o odpowiedź, ona pracowała dalej. Po 40 minutach nie była jednak w stanie ignorować jego głębokiego, seksownego głosu, który wdzierał się w jej wkurzone myśli. Podniosła głowę z zamiarem zwrócenia mu uwagi, że przeszkadza jej w pracy, ale stanęła jak wryta twarzą w twarz z Severusem. Mierzył ją spokojnym na pozór spojrzeniem, ale widziała, że ledwo nad sobą panuje. Podszedł bliżej i specjalnie nadając głosowi głębie jaką uwielbiała, zaczął ją pouczać.
- Kiedy nauczyciel prowadzi zajęcia, nie należy mu przeszkadzać. Ty zaś zachowywałaś się, jakby ta pracownia należała tylko do ciebie. Wiem, że nie było cię długo, ale nawet Gryfon jak ty, nie powinien zapominać zasad, które obowiązują nas wszystkich. - Spojrzał na nią przelotnie. Oddychała głęboko, był pewien, że nie usłyszała ani słowa z jego małej mowy. Skupiała się tylko na jego bliskości i głębi głosu. Uwielbiał w niej to, jak zatracała się w takich niecodziennych doznaniach. Kiedyś wyznała mu, że jego głos działa na nią prawie tak dobrze, jak jego penis. Wziął to za żart, ale patrząc na jej zaczerwienione policzki i unoszącą się klatkę piersiową, zaczął zdawać sobie sprawę, że nie żartowała wtedy. Poczuł się równocześnie zły i podniecony. Przeniósł spojrzenie z jej piersi na usta i głośno przełknął ślinę. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że się odezwała.
- Przepraszam, Severusie. Powinnam wiedzieć, że będziesz miał teraz zajęcia. Pójdę już. - Próbowała go wyminąć, ale zatrzymał ją, sam nie wiedział czemu. Wreszcie spojrzała mu w twarz. Głodne, pożądliwe, stęsknione spojrzenie czarnych jak smoła oczu przesunęło się po jej twarzy, ustach i spoczęło na piersiach. Zmieszana spojrzała na jego dłoń i znów przełknęła ślinę. Przypomniała sobie scenę w parku i to jak ją zostawił.
- Coś jeszcze? Czy mogę już odejść?
- Nie posprzątasz tu? - za wszelką cenę próbował ją zatrzymać, choć na kilka minut. Nie mógł tego przyznać, ale tęsknota była silniejsza niż złość. I wcale nie miało to nic wspólnego z prądem, który przebiegał po jego skórze od momentu jak jej dotknął.
- Wrócę, gdy wszyscy będą na kolacji, wtedy nie będę ci przeszkadzać. - Mówiła cicho, jakby bała się jego reakcji. Nie podobało mu się to. Pragnął by była swobodna, śmiała i zdecydowana jak zawsze. Nie był fanem tej nowej wycofanej i niepewnej Hermiony. Nie mógłby powiedzieć, że straciła swój seksapil, ale to nie była jego Hermiona, jego kotka i kokietka. Ta dziewczyna już nie wróci. Ona przeżyła koszmar i cudem wróciła do domu, a ty martwisz się, że nie próbuje cię uwieść przy pierwszym spotkaniu. Snape! Ty durniu - skarcił się w myślach. Cofnął się i przepuścił ją, ale  Granger przylgnęła do niego w jakimś rozpaczliwym geście i wtuliła się tak mocno, że nie miał innego wyjścia jak tylko przytulić ją równie mocno i oprzeć brodę na jej karku. Wciągnął jej zapach głęboko w płuca i rozkoszował się nim. Palce mocno wczepiła w skórę na łopatkach, tym samym przylegając do niego biodrami. Usiłował utrzymać równowagę, ale było to coraz trudniejsze. W końcu oparł ją o blat stołu i tulił głaszcząc jej chude plecy. Był pewien, że dziwny skrzekliwy dźwięk to jej płacz, ale nie mógł jeszcze skonfrontować się z jej łzami. Jeszcze nie. Była tu, cała i zdrowa, choć nie do końca. Tak rozpaczliwie go trzymała, jakby był jedyną niezmienną rzeczą w jej życiu. Gdy go olśniło, poczuł pot na plecach. Nie było jej tyle czasu, życie toczyło się dalej. Wszystkie te zmiany na pewno  dały jej w kość i dlatego tak się zachowuje. Przecież dał jej jasno do zrozumienia, że między nimi skończone, a ona i tak tu przyszła i tak go sprowokowała. Chciała czegoś, co znała sprzed porwania. Sprzed jej ucieczki - poprawił się w myślach.
     Puścił ją i odważnie spojrzał w jej oczy. Opuściła twarz i pociągnęła nosem. Stali tak blisko, twarz przy twarzy, biodro przy biodrze. Jej rozchylone w zaproszeniu usta, prawie nie widoczne piegi na lekko zadartym nosku, mądre orzechowe oczy, cała jej twarz tak boleśnie przypominała mu, jak bardzo za nią tęsknił, jak bardzo ją kochał i jak bardzo go zraniła. Potrząsnął głową i otarł jej policzek mokry od łez. Chusteczka, którą jej podał, miała zapobiec ponownemu zetknięciu się jego dłoni z jej policzkami, czuł bowiem, że może więcej nie wytrzymać. Gryfonka nieporadnie otarła oczy i wysiąkała nos, zakłopotana i niepewna.
- Dziękuję - wychrypiała.
- Myślę, że powinnaś już iść. Molly zapewne wysłała  Harrego, by cię szukał.
- Myślisz?
- Zapewne. Ledwo cię odzyskaliśmy.. - podniosła na niego wzrok - to znaczy Weasley' owie cię odzyskali. Nie mogliby pozwolić sobie na kolejne...zaginięcie. - Dodał niepewnie, zbolałym głosem, zachrypłym od emocji i jej bliskości. Próbowała wyplątać się do końca z jego objęć, ale robiła to jakoś bez przekonania, więc nie przesunął się ani o milimetr. Byli kłębkiem nerwów i sami nie wiedzieli dlaczego dopuścili do tak dziwnej sytuacji, ale nie chcieli jeszcze przerywać kontaktu. Tyle tygodni osobno działało na nich lepiej niż jakikolwiek afrodyzjak i nim Snape się spostrzegł, już trzymał lewą dłoń na jej obojczyku i gładził go w tak dobrze znanej pieszczocie prowadzącej już tylko do pocałunku. Hermiona zadarła głowę do góry, by spojrzeć w jego roziskrzone oczy. Oddychał z trudem. Przymknęła oczy w oczekiwaniu. Przytulił rozgrzany policzek do jej policzka, a sekundę później poczuła gorący oddech na swoich ustach. Nadal jednak jej nie dotykał. Lekko przesunęła wargami po jego chropowatym policzku, a gdy mruknął zadowolony, przycisnęła usta do jego warg. Czas się zatrzymał. Oboje wstrzymali oddech, otworzyli oczy i spojrzeli na siebie. Ich złączone w nieporadnym pocałunku usta, były niczym magnes spajający ich w jedno. Równocześnie rozchylili usta i pogłębili pocałunek, zamykając oczy. Gdy ich języki połączyły się z ust Snape'a wbrew jemu samemu wydobył się gardłowy jęk, dzięki któremu pod Hermioną ugięły się kolana. Podtrzymał ją, wsuwając ręce pod jej pośladki i zupełnie jak kiedyś posadził ją na blacie. Zaraz jednak zabrał ręce i delikatnie odsunął od siebie kobietę. Nie chciał by poczuła rosnącego penisa. Był już twardy i gotowy, ale nie musiała o tym wiedzieć. Zaraz jednak jego ciało oszukało go i otarł się o jej biodra, wywołując swoją wielkością jęk rozkoszy. Granger przygryzła jego język i pogładziła swoim kojąco, nie przestając ocierać się biodrami o jego stojącego penisa. Chwyciła twarz ukochanego w dłonie i natarła na jego usta mocniej, wpychając język z całej siły. Równocześnie odjęła jedną rękę od jego twarzy i przeniosła ją na jego pas. Gorączkowo gładziła gruby kształt rysujący się pod szatą, spazmatycznie łapiąc powietrze pomiędzy pocałunkami. Severus doskonale znając jej potrzeby przeniósł usta na szyję, łapczywie ją kąsając i śliniąc. Gdy syknęła dość głośno na początku nie zrozumiał dlaczego, jednak gdy powtórzył gest i znów usłyszał jej zdławiony głos, a jej ręką uniosła się by go powstrzymać, otworzył oczy zaniepokojony. Spojrzał na nią, a następnie na miejsce, które tak zapamiętale pieścił. Wzdłuż jej karku, znikając za kołnierzem szaty, ciągnęła się pozszywana dość płytka rana, która teraz pod wpływem ruchu i jego ust musiała od nowa ją zaboleć. Niestety podziałała jak kubeł zimnej wody i Severus od razu odsunął się starając się nie patrzeć jej w oczy.
- Wybacz - wybełkotał.
- Severusie...- złapała go za przód szaty próbując przyciągnąć do siebie na nowo.
- Muszę... spieszę się na kolację.
- Jest 14 - dodała swoim zrzędliwym tonem.
- Więc na obiad.- Przyciągnęła go do siebie, ale nie na tyle blisko by znów go poczuć.
- Nie rób tego, proszę - wyszeptała.
- Czego? - odpowiedział równie cicho.
- Nie zostawiaj mnie.
- Ty zostawiłaś mnie, pamiętasz?





   Gdy wreszcie pozbierała się i opanowała rozszalałe serce, ruszyła do góry, by dołączyć do kadry przy obiedzie. Minęła siedzącego na początku Severusa, spojrzała ze smutkiem, ale i złością na miejsce zwykle zajmowane przez Wiktora i usiadła o wiele dalej, koło Hagrida. Gajowy, wielce wzruszony chciał ją wypytywać, zbyła go jednak delikatnie i zjedli w milczeniu. Postanowiła wstąpić do swoich komnat i zabrać do Nory coś lekkiego do czytania, po drodze jednak natknęła się na Minerwę McGonagall. Nie potrafiła jej odmówić i już po kilku minutach rozmowy, siedziały nad filiżankami z herbatą w gabinecie Profesorki. Opiekunka Gryffindoru oczywiście była nadopiekuńcza, ale Hermiona ze śmiechem przyznała, że bardzo jej tego brakowało. Gdy jednak rozmowa zeszła na poważne tematy, próbowała się ewakuować.
- Będę już lecieć.
- Powiem ci jeszcze tylko jedno. Daj mi skończyć. -  Usadziła pupilkę z powrotem na krześle, patrząc na nią ostro.- W życiu nie widziałam Severusa w takim stanie. A znam go całe życie. Nie pozwolę skrzywdzić go jeszcze raz. Zapamiętaj moje słowa.
- Nie bardzo rozumiem...
- Wiem, że mnie rozumiesz. Ten chłopak przeszedł w życiu już tyle...wycierpiał więcej niż ktokolwiek kogo znam, ale ty...ty złamałaś jego serce, możliwe że bezpowrotnie. Jeśli go nie kochasz, jeśli nie masz zamiaru być z nim na dobre i na złe, to daj mu spokój.
- Minerwo...dlaczego tak mówisz -  nawet nie wiedziała, że płacze, ale spojrzenie mądrych kocich oczu powiedziało jej, że to akurat argument łagodzący w tym procesie.
- Możesz mówić, że Krum cię porwał, nie twierdze, że nie, ale wiem, że to ty uciekłaś od Severusa. To ty, Gryfonka, zostawiłaś go i wolałaś schować głowę w piasek niż stawić czoła problemom.
- Skąd wiesz?
- Nieistotne. Wiesz co on zrobił? Wynajął ekipę poszukiwaczy. Nie spał, nie jadł, dniem i nocą przetrząsał świat, by tylko cię znaleźć. Nie spoczął w swoich wysiłkach, dopóki Pan Newborn łaskawie nie unaocznił mu...że nie wrócisz. To że się mylił, jest nie ważne - dodała wesoło.- Chcesz wiedzieć, co potem działo się z naszym kochanym Sevem? Zaczął pić. Przestał pojawiać się na wykładach i posiłkach, aż w końcu w ogóle zniknął w tych swoich lochach. Gdy go odwiedziłam wgapiał się w tę fotografię ze ślubu Potterów, powiedział tylko jedno zdanie. Cytuję: Nie wierzę, że ona odeszła, nie moja Hermiona.Koniec cytatu. Rozumiesz już co chcę ci powiedzieć dziecko?
- Twarz Granger była mokra od łez. Nie odezwała się, jej głos ugrzązł w gardle, które paliło niczym ogień.
Na chwiejnych nogach wyszła  z gabinetu i udała się do swoich komnat. Padła na łóżko i płakała nad własną beznadziejnością i głupotą. Zdzierała sobie gardło, niemal żałując, że znów nie jest w niewoli u Kruma. Severus kochał ją, najprawdziwszą miłością, a ona wyrzuciła to uczucie do kosza. Jak jakaś szmata. Nie zasługiwała na jego uczucie, na przebaczenie i na nowy start. Nie zasługiwała na nic. Chciała choć na chwilę zapomnieć, jak ją całował, jak pieścił. Transmutowała lusterko w butelkę bursztynowego trunku i przysiadła na fotelu. Gdy wreszcie była w stanie złapać oddech bez spazmatycznego szlochu, przełknęła łyk alkoholu i roześmiała się cicho. Przynajmniej to mieli wspólne - upijanie się w obliczu końca świata. Rozważała przeproszenie Severusa z całego serca, a potem zniknięcie z powierzchni ziemi, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Na progu znalazła Mistrza Eliksirów, który wyglądał jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze gorzej niż ona. Popatrzył na nią i dostrzegła w jego oczach cień pożądania, ale i jakby urazy. Skinęła mu głową, zbyt pijana, by się odezwać, bez ryzyka bełkotania bezsensu.
- Zapytałbym cię, czemu urżnęłaś się beze mnie, ale nie ma czasu, zbieraj się. Chwycił ją za ramię i wypchnął za drzwi.
- Co my robimy?
- Trzeba szybko dotrzeć do szpitala, Ginny zaczęła rodzić.
Zbiegali po dwa stopnie na raz, w milczeniu pokonując drogę do bram Hogwartu. Gdy wreszcie przekroczyli magiczną granicę, Severus chwycił jej ciepłą dłoń i przeniósł ich na chodnik przed bramą szpitala. Chwycił Hermionę za ramiona i spojrzał jej w oczy. Przełknął głośno ślinę, a jego twarz ozdobił grymas przypominający uśmiech, o którym myślała, że już nigdy go nie zobaczy. Znów ogarnęła ją chęć pocałowania go i całowania, do końca świata. Musiał zobaczyć to w jej oczach, bo odchrząknął.
- Cokolwiek jest, bądź nie jest między nami, jest teraz nie ważne. Teraz liczy się tylko Ginny, a ja jako ojciec chrzestny zobowiązałem się, dostarczyć cię w jednym kawałku. Postaraj się więc nie histeryzować. - Potarł jej ramiona w pocieszającym geście.
-  A gdy już będzie po wszystkim, to sobie porozmawiamy. Teraz chodź. - dodał już swoim zwykłym zrzędliwym tonem.