poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 27


Rozdział jest trochę wylewaniem mojego serca na papier, stąd opóźnienie. Nie chciałam przesadzić, ale ciągle coś wydawało mi się nie tak.
pozdrawiam ;*

Notka mocne 18 +


   Gdy ich usta się rozłączyły spojrzeli na siebie niepewnie. W oczach Hermiony odbijało się pytanie, które Severus sam chciał zadać. Zamiast tego jednak, znów się nachylił i przytulił ją mocno. Pocałował jej włosy i wciągnął głęboko kobiecy zapach, który zawsze mu się podobał. Trwali w uścisku krótką chwilę, a potem nieznacznie się odsunęli. Mężczyzna spojrzał w stronę drzwi do komnat, których nawet nie zdążył za sobą zamknąć. Nie wiedział czy odczytała jego nieme zaproszenie, ale po lekkim wahaniu ruszyła w głąb korytarza, więc poszedł za nią. W ciszy dokończyli swoje drinki, tak jakby miniona sytuacja nie miała miejsca. Spoglądali na siebie ukradkiem, zakłopotani. W końcu ciszę przerwała gryfonka.
- To już zawsze tak będzie? - jej głos był spokojny, ale jakby zawiedziony.
- Jak?
- Burza z piorunami.
- Doceniam, że usiłujesz ubrać naszą relację w środki stylistyczne, ale chyba nie rozumiem?
- Czy już zawsze tylko na skraju przepaści będę mogła być pewna twoich uczuć.
- Tego nie wiem, ale wiem, że nie pozwolę ci ani spaść, ani skoczyć. - Spojrzał jej poważnie w oczy, a ich wyraz kazał jej sądzić, że więcej wyjaśnień już dziś nie usłyszy.
- Zatem co proponujesz?
- Do głowy przychodzi mi tylko jedna propozycja, ale jak patrzę na twoją minę, to mi się odechciewa. -  Chcąc nie chcąc zaśmiała się na ten podtekst.
- Jesteś niemożliwy.
- I takiego mnie mam nadzieję akceptujesz. - Posłał jej uważne spojrzenie, ale była pewna, że cokolwiek odpowie, będzie źle.
- Idziemy spać?
- Chcesz tutaj spać? - Wreszcie wyglądał na zaskoczonego i w myślach pogratulowała sobie zmiany tematu.
- Chcę spróbować.
- Wciąż mówimy tylko o spaniu ?
Nie odpowiedziała. Podeszła do niego szybko. Przycisnęła usta do jego policzka  i czerwona na twarzy odeszła w stronę łazienki.
Nie przesadzała z kąpielami, wolała szybkie prysznice, ale Severus był tradycjonalistą. Jego łazienka była doskonale wyposażona, tyle tylko, że w wannę. Weszła do niej, oparła plecy i odgięła głowę do tyłu. Nie podejrzewała, że wylegiwanie się w wannie może być takie relaksujące. Merlin jej świadkiem, że potrzebowała teraz odrobiny relaksu. W końcu jednak woda zaczęła stygnąć i choć mogłaby ją podgrzać jednym ruchem różdżki, nie zrobiła tego. Nie będzie więcej odwlekała. Pragnęła go, tęskniła za nim i najzwyczajniej w świecie była już zmęczona. Wyszła z łazienki otoczona przyjemnymi zapachami. Ubrała koszulkę nocną i szlafrok, wciąż bowiem krępowała się jakkolwiek irracjonalne to było. Przeszła przez pokój szybkim krokiem i wskoczyła pod kołdrę, okrywając się nią po samą brodę. Severus nie komentował, ale w jego oczach widziała, że jest rozbawiony. Odwrócił się i ruszył do łazienki, a wrócił po wydawać by się mogło kilku sekundach. Tak przynajmniej odczuwała to gryfonka.
   Położył się koło niej. Twarzą zwrócił w jej stronę i chwilę napawał się widokiem. Ona również zastygła, a gdy w końcu wyciągnął dłoń i odgarnął  jej kosmyk za ucho odprężyła się. Poddała się tej delikatnej pieszczocie i westchnęła. Przygarnął ją do siebie i z ulgą przyjął fakt, że od razu wtuliła się w niego i przerzuciła nogę na jego biodra w zaborczym geście, który znał i uwielbiał. Pogładził jej udo delikatnie i z rezerwą, aby jej nie spłoszyć. Poruszyła nogą, zahaczając o jego męskość, która powoli budziła się do życia. Hermiona albo udawała, że tego nie zauważa, albo robiła to specjalnie bowiem w miarę jak przesuwał dłonią po jej krągłościach, ona powtarzała czynność. Rozpalali się powoli, na swój sposób odwlekając to co nieuniknione. Gryfonka przejechała dłonią po jego szyi i zatrzymała się na obojczyku, wyczuwając tętno. Mężczyzna z trudem przełknął ślinę i obrócił głowę w jej stronę. Nie czekając na dalszą zachętę przymknął oczy i nachylił się w jej stronę. Ich oddechy mieszały się drażniąc rozpaloną skórę. Pocałunek był powolny, delikatny i niepewny. Pogłębiali go sycąc się swoim smakiem. Gdy język Severusa wślizgnął się w jej usta była już tak blisko, że prawie na nim leżała. Przerzucił jej nogę do końca na swoją stronę, przez co zmuszona była usiąść na nim okrakiem. Oparła ręce na jego klatce piersiowej, ale zaraz pociągnął ją w dół, by znów namiętnie pocałować. Przejmował kontrolę, a ona mu na to pozwalała. Zrzucił ją z siebie i tym razem on obejmował ją niczym skarb. Zjechał pocałunkami na jej szyję, rozpalając i łaskocząc. Otarł się biodrami o jej wzgórek, a gdy jęknęła głośno, zatkał jej usta swoimi, przez co nie mogła nabrać powietrza. Spojrzała na niego na wpół zaskoczona, na wpół rozpalona i był to jeden z piękniejszych widoków, jakie miał okazję oglądać. W odwecie ugryzła go w wargę, przejechała po niej językiem i zassała ją do środka, a jego penis dał o sobie znać, znów ocierając się o wilgotne miejsce. Uniosła biodra, by łatwiej objąć go nogami i skrzyżowała je na jego plecach. Przy każdym nawet najlżejszym ruchu czuła pulsującego członka i prowokowała go, by wreszcie wysunął się ze spodni i dotknął jej bez przeszkód. Severus odczuwał tym większą przyjemność, że zdawał sobie sprawę z jej głodu i chęci, by wreszcie ją posiadł. Czuł, że jeszcze kilka minut i nie będzie się powstrzymywać, tylko da upust gromadzonym tygodniami uczuciom. Hermiona musiała czuć podobnie, bo gdy wreszcie udało jej się zsunąć mu spodnie i wydostać penisa na zewnątrz objęła go i gładziła głośno oddychając. Stanowczym ruchem ręki spowodowała, że jej kochanek opadł na poduszki ona zaś znalazła się pomiędzy jego nogami. Zostawiała mokre ślady na jego udach, a przy każdym pocałunku czuła prężącą się męskość, która zahaczała o jej czoło i policzek. Ta dodatkowa stymulacja musiała podziałać na nią jak afrodyzjak. Severus zauważył, że jedna z jej rąk zniknęła w fałdkach koszulki. Na twarz kobiety wystąpił rumieniec, oddech stał się jeszcze bardziej urywany. Mistrz Eliksirów zrozumiał, że jego ukochana własnoręcznie doprowadzi się do orgazmu, jeśli jej nie przeszkodzi. Stanowczym ruchem pociągnął ją na siebie, za nic mając jej zduszony krzyk i jęk, który usłyszał, gdy się na niego nabiła. Jeśli była zaskoczona, nie dała tego po sobie poznać. Wręcz przeciwnie od razu poczęła go ujeżdżać, a dźwięki, które się z niej wydobywały, były dla Snape' a symfonią. Zacisnął palce na jej biodrach boleśnie wbijając paznokcie w jej skórę. Unosił ją wyżej i nadawał tempo, które nie tylko ją satysfakcjonowało, ale zdawało się, doprowadzać ją do szaleństwa. Pochyliła się i jak w amoku ugryzła go w szyję, przez co krzyknął, a ścianki jej pochwy zacisnęły się na członku. Pośliniła skórę, chcąc złagodzić jego ból, ale nie dał jej na to szansy. Wyprostował ją, chwycił jej dłonie i nakierował na jej piersi, a gdy zacisnęła palce na swoich sutkach okrytych cienkim materiałem, poczuła, że się zaczęło. Wygięła się, by jak najmocniej stymulować łechtaczkę, a gdy pierwszy skurcz targnął jej ciałem, jedyne na co było ją stać, to wyrzężenie:
- Severusie!
Mężczyzna zwiększył jeszcze tempo i po kilku sekundach z jękiem zalał jej wnętrze swoim nasieniem. Hermiona nabijała się na niego jak amoku powtarzając jego imię, a gdy wreszcie skurcze ustały, opadła na niego i wycisnęła ostatni gorący pocałunek na jego ustach. Uspokoili oddechy i wtuleni w siebie zasnęli.
   Brązowowłosa obudziła się zrelaksowana i wypoczęta. Przeciągnęła się, natrafiając ręką na coś miękkiego i aksamitnego. Otworzyła oczy. Nad jej twarzą górował zielonooki Wolfgang. Patrzył jakby z przyganą, zupełnie jakby wiedział co tu się wyprawiało jeszcze parę godzin wcześniej. Na to wspomnienie gryfonka zaczerwieniła się. Było cudownie i nawet planowała powtórkę, Severus jednak obudził ją o świcie, zapewnił, że wróci podczas przerwy obiadowej, pogładził po policzku i zniknął. Rozumiała, że świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że jego dwoje najbardziej upartych mieszkańców wreszcie się odnalazło i chciało tym nacieszyć. Hermiona uśmiechnęła się do zwierzęcia i przygarnęła go do siebie. Kot od razu połaskotał ją wąsiskami i zamruczał rad, że wreszcie ktoś poświęci mu tyle uwagi ile będzie potrzebował. Zjedli śniadanie w łóżku, ucięli sobie drzemkę i nawet się nie spostrzegli, a wrócił już pan domu. Spojrzał na leżącą w jego łóżku dziewczynę i mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jego oczach ulgę. Ulgę, że nie uciekła, a poprzednia noc nie była tylko pięknym snem. Wyskoczyła z łóżka i pocałowała go namiętnie, zarzucając ręce na jego szyję. Objął ją stanowczo i przycisnął do siebie. Powolne muśnięcia przerodziły się w walkę języków i Hermiona znów poczuła wilgoć w kroczu. Otarła się o swojego kochanka, ten w odpowiedzi jednak odsunął się nieznacznie i poważnie spojrzał jej w oczy. Mimo, że oboje ledwo łapali oddech, wiedziała co chce jej przekazać.
- Musisz już iść.
- Tak, ale wrócę najszybciej jak się da. - Starała się nie pokazać mu jak jej przykro, ale znał ją zbyt dobrze. Nachylił się i pocałował ją w brodę, nosem trącił jej policzek i w końcu wylądował na jej ustach. Całus był mocny i namiętny. Otworzyła oczy i z westchnieniem spojrzała na niego.
- Wybiorę się do Nory i tak muszę zająć się Alem. Przynajmniej nie będę się rozpraszała. - Od razu poczuła rosnącą erekcję na biodrze i tylko zawziętość nie pozwoliła jej pociągnąć go w stronę łóżka.
- Do zobaczenia Severusie - Chwycił ją mocno za tyłek i uniósł tak, że oplotła go na wysokości bioder. Rękami chwycił jej twarz zmusiwszy by mu się poddała i przyjęła jego język z wielką ochotą. Drapała jego kark, co chwilę pozwalając sobie na ciche jęki, a gdy jego ręka wślizgnęła się pod koszulkę odchyliła głowę i pozwoliła mu działać. Sutek stwardniał natychmiast, a cała pierś pokryła się gęsią skórką. Całował jej szyję słuchając skowytu, rozdarty pomiędzy obowiązkami i pragnieniami. W końcu niemalże brutalnie ścisnął jej pierś i odsunął się od ściany sprawiając, że Hermiona zsunęła się z jego bioder i stanęła na ziemi. Spojrzał jej w oczy, nadal obejmując.
- Nie waż się nic z tym zrobić. - Nie ufając sobie za grosz tylko skinęła głową i ruszyła w stronę łóżka. Tak jak podejrzewała nie poszedł za nią. Zachichotała cicho. Ukryć taką erekcję zanim dotrze na pierwsze piętro? Ciekawe jak to zrobi.

    Jak tylko opuścił swoje komnaty poprawił szatę i przybrał swoją najgroźniejszą minę. Dziś szczególnie zależało mu na spokojnym dniu, a z doświadczenia wiedział, że Severus wściekły, to Severus nietykalny.
Przez cały dzień poprawiał wywary, krzyczał i miotał niegroźnymi klątwami w co poniektórych mniej pojętnych uczniów, jednak ciasnota w spodniach wracała ilekroć choć na chwilę wędrował myślami do poprzedniej nocy. Starał się koncentrować najlepiej jak potrafił, ale słabo mu to wychodziło. Zdecydowanie napalony niczym nastolatek był do niczego. Z ulgą powitał koniec ostatnich tego dnia zajęć i żwawo ruszył w stronę swoich komnat. Przez chwilę łudził się, że zastanie Hermionę tam gdzie ją zostawił, ale niestety jedynym lokatorem był kot. Spojrzał na niego jakby z kpiną na pyszczku, połasił się chwilę, następnie zakopał w pościeli i tyle go widzieli.
  Severus postanowił wziąć prysznic, a gdy stał w kabinie, gorąca woda obmywała jego naprężone ciało, musiał powstrzymywać się, by nie chwycić swojego przyjaciela w dłonie i nie ulżyć sobie, pozwalając wyobraźni usłużnie podsunąć sylwetkę Granger.
Odświeżony, z  nowymi pokładami cierpliwości ale i żądzy ruszył do kominka. Nawet jeśli wyjdzie na natrętnego, to co? Nie może już odwiedzić swoich znajomych?
   Artur powitał go niczym starego druha i zasiedli w salonie przy szklaneczce bursztynowego płynu. Rozmowa się kleiła, dlatego na początku nie zauważył, że do pomieszczenia weszła świeżo upieczona mama, a za nią jej synek niesiony właśnie przez swoją ciotkę. Gdy się ocknął widok ten tak nastroił i rozczulił Snape' a , że przez moment zapomniał o obecności  Artura. Siedział w fotelu i chłonął ten magiczny moment. Hermiona była całkowicie skoncentrowana na swoim podopiecznym, więc szła i usiadła mechanicznie. Dopiero gdy chłopiec głośno czknął opamiętała się i spostrzegła jak dużą ma widownię. Zaczerwieniła się ogniście i spuściła oczy. Albus złapał ją za loka i pociągnął, ale ona nawet tego nie zauważyła. Severus z rozbawieniem obserwował jej speszenie i zdenerwowanie. Po chwili niezręcznej ciszy oddała chłopca matce i przeprosiła. Gdy wróciła, wszyscy na powrót byli zaabsorbowani małym dokazującym szkrabem i tylko Mistrz Eliksirów posłał jej przelotne, pożądliwe spojrzenie. W odpowiedzi spojrzała na niego jakby chciała powiedzieć: poczekaj.
On jednak nie miał zamiaru czekać. Wstał i ruszył w jej stronę, a gdy odwróciła głowę jawnie go ignorując zrozumiał, że ona jeszcze nie chce aby wszyscy wiedzieli, że się zeszli. Wobec tego zamarkował ruch ręką i zgarnął młodego Pottera, który zapiszczał radośnie. Granger ze zgrozą patrzyła jak mężczyzna jej życia bawi się w ojca roku i zrozumiała, że na tym obrazku nie ma dla niej miejsca, a już na pewno nie w takim stanie psychicznym w jakim jest obecnie. Nie doszła jeszcze do ładu z przeżyciami i tym wszystkim co wydarzyło się od jej ucieczki, teraz na nowo wpakowała się w rollercoaster z Severusem, a ten dodatkowo zrzucił na jej barki wiadomość o pragnieniu posmakowania ojcostwa. Wszystko to kotłowało się w jej głowie gdy patrzyła jak wesoło niańczy dziecko i młodnieje na jej oczach. Snape mógł mówić co chciał, ale ona nie miała zamiaru pozbawiać go tego czego pragnął o wiele bardziej niż myślał.
Poczuła się zła i oszukana. To nie tak miało być. Nie powinna się w ogóle w nim zakochiwać. Zawsze sądziła, że to ludzie żyjący bez miłości są słabi, chociaż w tym wypadku stanowiła wyjątek. Uczucie Mistrza Eliksirów uskrzydliło ją, ale również skazało na porażkę na kilku innych płaszczyznach. Nie wyobrażała sobie życia bez niego, w zasadzie już od dawna, ale jak mogła planować cokolwiek jeśli nie była pewna uczuć w stosunku do niego? Czy oddałaby za niego życie w walce? Z pewnością, ale czy oddałaby mu całą siebie? Czy bez reszty zaangażowałaby się w bycie jego partnerką? Albo co gorsza żoną? Czy zamieniłaby
" ja " na " my " i czy zaakceptowałaby tę zmianę? Nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań dlatego nie patrząc na nikogo wyszła z pokoju i skierowała się na piętro, do swojego dawnego pokoju. Był oczywiście wściekle dziecięcy, pudrowy i rozkoszny, a unoszący się tam zapach przyprawił ją o mdłości, ale wiedziała, że przynajmniej przez chwilę będzie tu bezpieczna.
  Poczuła piekące łzy pod powiekami.Usiadła w bujanym fotelu, wyobrażając sobie zaspaną Ginny, która każdego wieczora zasypia z Albusem na rękach, oraz Harrego, który odkłada dziecko do łóżeczka i zanosi śpiącą żonę do ich małżeńskiego łoża. Patrzy na jej spokojną twarz i wie, że trafił mu się wygrywający los na loterii życia. Czy Hermiona myślała w ten sposób o Severusie? Nie. Myślała o nim, że jest pieprzonym geniuszem, fascynującym i do bólu upierdliwym. Zmysłowym, walecznym i nieposkromienie gwałtownym. Jest wybitny we wszystkim co robi, nawet kiedy się z nią kocha, robi wszystko by doprowadzić ją na skraj szaleństwa. Pasja towarzyszy mu w każdej dziedzinie życia. Czy była gotowa podzielić tę pasję? Ten ogień, który go napędzał, ale i trawił?
   Siedziała w fotelu i z nerwów wprawiła go w ruch. Jej myśli ciągle krążyły wokół minionych dni, tych wszystkich szalonych chwil, kiedy to odnaleźli się na nowo i omal nie zaprzepaścili uczucia. Wszystko to było gwałtowne, szybkie i szalone, zupełnie jak początki ich znajomości. Najpierw przecieranie szlaków, odnajdywanie wspólnych tematów, złamanie dystansu ich poprzednich stosunków, w końcu listy. Pierwszy pocałunek, pragnienie kolejnych. Kłótnie, bitwy i sprzeczki, które tylko pchały ich ku sobie zamiast odgradzać. Romans, który sprawił, że wreszcie poczuła, że żyje. Poczuła się wartościowa, piękna, ale i doceniona. Severus sprawił, że całe jej uporządkowane i zaplanowane do granic możliwości życie wywróciło się do góry nogami, ale i nabrało koloru.  Zaczęła się cieszyć z małych rzeczy, odnajdywać pociechę w chwilach, kiedy myślała, że już nic dobrego się nie wydarzy. Zaczęła stawiać sobie nowe wyzwania i przekraczać granice własnego umysłu. Przestała się bać. Dojrzała u jego boku. Zawdzięczała mu tak wiele. Gdy to pomyślała, jej serce przeszył ból, przypomniała sobie bowiem jak wiele razy przez niego płakała. Ile razy zaciskała pięści byle tylko nie dać mu satysfakcji i nie krzyknąć. Ile razy wrzeszczeli na siebie, zmęczeni jakąś sporną kwestią i nawet nie przyszło im do głowy by to przerwać. Oboje byli uparci, stawiali na swoim bez względu na wszystko. Oboje byli zdolni do poświęceń na rzecz drugiego. Ale czy to wystarczy?
   W swojej wyobraźni ujrzała jego piękne oczy. Bliznę na bliźnie, które znaczyły jego twarz, okropny nos, który mogłaby całować bez końca. Przypomniała sobie jego krzywy uśmiech , który każdego normalnego czarodzieja przyprawiał o ciarki i chęć ulotnienia się, a dla niej był najlepszą nagrodą po ciężkim dniu.
Severus był jedną wielką sprzecznością, ale wiedziała jak nikt inny, że zasługiwał na odkrywanie go codziennie na nowo. Na drażnienie się z nim, na uwielbienie jego geniuszu i wprawy we wszystkim co robił.
Był sztormem na oceanie, był okiem cyklonu, był też ciepłym kocem, miękką swobodą i szaleńczą namiętnością. Był inspiracją, z której czerpania nie potrafiła sobie odmówić.
 

    Severus miał podzielną uwagę i tylko dlatego nie upuścił dziecka, gdy spostrzegł, że Hermiona zdenerwowana wychodzi. Chciał pobiec za nią, uspokoić, ewentualnie przeprosić, ale nie miał szansy, gdyż Albus ewidentnie był dziś w psotnym nastroju i musiał skupić się na nim w stu procentach. Zaklął w myślach, gdyż wciąż denerwowała go ta nowa strona osobowości, w której robił wszystko pod nią. Zadowolić Hermionę, udobruchać Hermionę, sprawić że będzie dumna, poruszona, rozpalona. Jego umysł znów natrafił na obrazy z poprzedniego wieczora, kiedy to wiła się pod nim w ekstazie, więc odegnał ten widok i na powrót skupił się na wylewaniu żali spowodowanymi tak naprawdę nie wiedział czym. Było mu z nią dobrze, miejscami nawet lepiej, ale czuł, że mu się wymyka. Coś było nie tak i nie potrafił wyłapać co. Czy się zmienili? Na pewno, ale nie to stanowiło przeszkodę. Coś w ich relacji było takiego, że ją krępowało, uciekała, mimo, że nie widział ku temu powodu. Była wolnym niezależnym duchem i Severus rozumiał to doskonale. To czego nie potrafił zrozumieć, to to dlaczego nie mogła ofiarować mu się w stu procentach. On był na to gotów i może nie skakał z radości na myśl o zobowiązaniach, ale już dawno doszedł do wniosku, że skoro zdecydowali się być razem, to na dobre i złe, a przede wszystkim na złe. Łatwo jest kochać kogoś, gdy wszystko się układa, a życie pachnie różami, on chciał jednak by trwała u jego boku gdy będzie źle a nawet tragicznie. Chciał by była podporą, pomocną dłonią i by jej ramiona stanowiły centrum wszechświata, ale przede wszystkich chciał tego samego dla niej. Chciał być jej potrzebnym, chciał inspirować i zmuszać ją do myślenia. Chciał by wciąż była tą samą upartą dziewuchą, która szturmem zdobyła jego serce i wywalczyła dozgonną miłość choćby tym, że wkurzała go jak nikt inny. Myślał o niej nawet kiedy nie chciał. Śnił o niej, o jej ciele, uśmiechu i niesfornych włosach, a gdy wreszcie ją dostał, nie rozczarował się, tylko zapragnął jeszcze więcej. Podnosząc się z kolan wraz ze śmiejącym niemowlakiem pomyślał, że wreszcie czas, by Hermiona raz na zawsze zrozumiała, że od kiedy ją pokochał, a ona pokochała jego, nie ma już odwrotu, muszą być razem.

    Hermiona aby zając ręce czymkolwiek zmywała naczynia. Kuchnia zazwyczaj tętniła życiem i była centrum dowodzenia w domu Weasley' ów, ale dziś było inaczej. Przybył Bill wraz z żoną, więc małe przyjęcie przeniesiono do ogrodu. Nasłuchiwała uważnie czy aby ktoś nie nadchodzi, ale wszyscy byli zajęci rozmową na powietrzu. Była sama. Sama ze swoim zdezorientowaniem i sama ze swoim pragnieniem. Miała sprzeczne uczucia. Celowo wybrała kuchnię, nie mogła już znieść napastliwych spojrzeń Severusa i tego, że trzy razy próbował odciągnąć ją na bok i wciągnąć w rozmowę. Cokolwiek miał jej do powiedzenia, będzie musiało poczekać. Dziś nie miała już siły się z  nim kłócić, a jeśli myślał o tym wszystkich równie intensywnie jak ona, to pewnie doszedł do podobnych wniosków. Nie nadawali się na parę, nie mogli żyć osobno. Ona nie da mu dziecka, on nie pogodzi się z tym nigdy. Wniosek? Muszą się rozstać. Zaśmiała się cicho, gdy ta idiotyczna myśl zagościła w jej głowie. Poczuła, że nade wszystko pragnie by Severus jednak zignorował oczywiste sygnały jakie mu dawała i odnalazł ją, a następnie przytulił i zapewnił, że nigdy jej nie opuści.
Gdy poczuła lodowatą dłoń na swoim karku, a długie zgrabne palce zjechały aż na obojczyk, pomyślała, że jej wyobraźnia tym razem przeszła samą sobie. Wiedziała jednak, że to nie pobożne życzenie gdy tylko dotarł do jej nozdrzy jego zapach, a na swoich pośladkach poczuła jego biodra. Przymknęła oczy i oparła się o niego, trwało to jednak tylko sekundę, zaraz przycisnął ją do zlewu, powodując, że wypuściła myte naczynie z rąk. Krzyknęła cicho, ale nie otwierała oczu. Poczuła na swojej szyi jego usta, a przydługie włosy łaskotały jej twarz. Chciała obrócić się w jego stronę, by połączyć ich usta, ale nie pozwolił jej na to. Jeszcze mocniej natarł na jej tyłek, przez co wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest podniecony. Chciała mu przerwać i wreszcie porozmawiać jak dorosła osoba...On jednak rozpraszał ją tak bardzo i tak skutecznie...Ruchem różdżki opróżnił zlew z naczyń zostawiając tylko bąbelkowo - cytrynową wodę, która teraz była lodowata. Przeszedł ją dreszcz i poczuła jak jej sutki twardnieją z każdą sekundą. Lodowata woda dodatkowo ją stymulowała, a usta, którymi pieścił szyję wydobywały z jej gardła szybki oddech i ciche jęki.
Cały czas siłowała się z nim i próbowała obrócić przodem, przez co jej pupa zahaczała o coraz wyraźniej wystającego członka. Chcąc nie chcąc drażniła go i pobudzała, a by dać temu wyraz ugryzł ją w łopatkę. Wygięła się, a on jakby tylko na to czekał, jedną ręką złapał jej włosy przytrzymując mocno, a drugą objął pierś mocząc przód bluzki. Materiał od razu przylgnął do skóry, przez co kobieta zadrżała. Mistrz Eliksirów odkręcił kran, pozwolił dłoni ochłodzić się i bezceremonialnie ochlapał szyję ukochanej. Woda ściekała na jej dekolt. Zebrał uciekające krople i przejechał po jej ustach i policzkach. Próbowała złapać jego dłoń zębami, ale tylko ją drażnił słuchając jęków. Naciągnął przemoczony materiał odsłaniając stanik a w nim krągłą pierś. Potarł sutek, a gdy syknęła, mocniej zacisnął dłoń w której trzymał jej włosy. Nachylił się do jej ucha i polizał je wyobrażając sobie wilgoć, która zalewa jej spodnie. Stanęła na palcach by mieć do niego lepszy dostęp, ale to wciąż było za mało. Próbowała objąć go, a gdzieś w kąciku umysłu kołatało się przekonanie, że zaraz zostaną nakryci, ale Severus skutecznie odwrócił jej uwagę mocząc lodowatą wodą drugą pierś. Pragnęła go pocałować i poczuć w sobie, ale tym co robił rozpalał ją tak bardzo, że nie była w stanie w logiczny sposób zakomunikować mu, że już wystarczy. Że jeszcze chwila i osiągnie spełnienie. Jej łechtaczka pulsowała, piersi były nabrzmiałe, a wilgoć w kroczu ściekała zupełnie jak woda po jej dekolcie.
Drażnił sutki na przemian  z lizaniem jej szyi, a gdy była o krok od orgazmu i jej jęki przybrały na sile zatkał jej usta dłonią, ściskając włosy tak mocno, że na pewno sprawił jej ból. Gdyby nie warstwy ubrań okrywające ich ciała nadziałaby się na niego, czy tego chciał czy nie.
- Chcesz bym cię wziął? - szepnął. - Chcesz bym zanurzył w tobie moje palce?
Wyszeptała jego imię niczym prośbę i jednym płynnym ruchem obrócił ją w swoją stronę od razu biorąc jej usta w posiadanie. Jęknęła w nie, a rozgrzany język sprawił, że zadrżała. Ręce zacisnęła mocno na nabrzmiałej męskości i zaśmiała się cicho. Lubił tę zabawę tak samo jak i ona. By dać jej większe pole do manewru uniósł ją sadzając na krawędzi zlewu, który powoli napełniał się wodą. Przycisnął niecierpliwe biodra do jej krocza, a napierający sztywny penis ślizgał się na wilgoci przechodzącej przez cienki materiał spodni. Snape posunął się jeszcze dalej. Odpiął guziki spodni i wsunął spragnione palce w jej gorące wnętrze. Chłód metalu spotkał się z rozgrzaną skórą pośladków i ud. Krzyk, który wydobył się  z jej gardła na pewno zaalarmował domowników, dlatego oboje zastygli na sekundę nasłuchując. Gdy jednak  nic się nie wydarzyło, jak na znak rzucili się sobie do ust, znów walcząc o dominację. Pieściła go przez szatę, drugą ręką przytrzymując się zlewu by nie spaść. Balansowała na krawędzi nie tylko dosłownie. Sekundy dzieliły ją od wybuchu fajerwerków, a gdy wreszcie w nią wszedł, poczuła że niebo i ziemia zadrżały. Spojrzała na jego twarz, oczy wyrażały całą miłość i pożądanie tego świata. Wypełniła ją radość.Doszła z jego imieniem na ustach. Wystarczyło kilka ruchów bioder by on również osiągnął spełnienie. Siła jego ostatniego pchnięcia była tak mocna, że oboje omal nie wpadli do wypełnionego wodą zlewu. Spojrzeli sobie w oczy i oboje wiedzieli, że należą tylko do siebie. Uśmiechy zagościły na ich twarzach. W końcu mężczyzna przygarnął gryfonkę do siebie i aportował ich z cichym pyknięciem.

         Późnym wieczorem w jego komnatach Hermiona miała nadzieję na spokojny wieczór. Wiedziała też, że kolejna poważna rozmowa ich nie ominie i muszą się w końcu zdeklarować. Pomimo wszystkiego co się wydarzyło, nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Nie sądziła też, że okupujący łazienkę Severus szykuje się do wygłoszenia najważniejszego w życiu mężczyzny pytania.
   Spojrzał w lustro i przeraził się jak źle wygląda jego twarz. Stres widocznie odebrał mu resztki pewności siebie bo potrzebował długiego prysznica i wewnętrznego monologu, by w ogóle wyjść z wanny.
Nie sądził, by to był błąd, bardziej był przekonany, że nie zdoła uświadomić tego Hermionie. Jeśli miał zaznać spokoju i stabilizacji, to tylko dzięki niej... Nie był to może wymarzony początek oświadczyn, ale skoro już zaczął...

     Przekroczył próg pokoju i spojrzał na siedzącą na łóżku kobietę. Może widział ją przez różowe okulary, ale jeszcze nigdy nie wydała mu się piękniejsza. Pełne wargi, kształtne biodra, złote refleksy w rozwianych włosach...
 Spojrzał w jej oczy i już wiedział, że nie może tego zrobić. Cała jej sylwetka i to jak patrzyła mówiło mu jasno, że wszystko na nic. Nie zgodzi się. Przekreśliła ich...
- Hermiono... - chciał jeszcze coś dodać, ale zaskoczyła go wstając i wybiegając z jego komnat.

Nie gonił jej. Barwne ptaki jak Hermiona, tracą cały swój blask gdy się je schwyta.


niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział 26

Witajcie!
Znów się spóźniam z publikacją, ale jak zawsze rzeczywistość weryfikuje plany...
Przepraszam. Część z was zlinczuje mnie za pewien moment z tego rozdziału, ale musiałam przez czysty sentymentalizm.
Zagięłam trochę czasoprzestrzeń, ale na potrzeby tego rozdziału myślę, że będzie to do wybaczenia;)
Życzę samych sukcesów, pogody ducha i obżarstwa kochani ;)








     Spojrzała w piękne, ogromne oczy i znów się uśmiechnęła. Nie sądziła, że ktokolwiek może mieć tak wspaniałe, mądre oczy, sprawiające wrażenie, jakby widziały już wszystko. Zreflektowała się, że przecież zna taką osobę. Kocha tę osobę. Westchnęła i wytarła strużkę śliny, która kapała z  jego policzka. Tak, Albus Potter strasznie się ślinił, a ona wciąż nie potrafiła sobie z tym poradzić. Uważała go za jedną z najpiękniejszych, najciekawszych istot, ale równocześnie za najbardziej przerażającą. Chłopiec miał już prawie miesiąc, a jego rodzice robili wszystko, byleby tylko dostać choć pół godzinki dziennie dla siebie. Z tego powodu wmanewrowali Hermionę w opiekę nad nim, mimo iż wzbraniała się rękami i nogami. W końcu jednak Ginny postawiła sprawę jasno. Albo Hermiona przełamie się i choć będzie udawała, że chce poznać ich syna, albo pożałuje tego i wiele jej sekretów dotrze do Mistrza Eliksirów.
   A więc była tutaj -  w Norze, i  każdego wieczora kiedy państwo Potterowie brali kąpiel, czytali czy siedzieli i patrzyli w sufit bez obawy o życie syna, ona próbowała go nie zepsuć i nie oszaleć. Każdy z domowników traktował jej próby z przymrużeniem oka, sumując, że przecież tak mądra czarownica jak Hermiona musi wiedzieć jak opiekować się dziećmi, ale Harry i Ginny znali prawdę. Panna Granger nie lubiła dzieci. Nie tolerowała ich, nie chciała o nich słyszeć, a jedyny moment kiedy akceptowała dziecko w swoim otoczeniu, to wtedy kiedy śpi i nie może zrobić jej i sobie krzywdy.
Dlatego właśnie świeżo upieczeni rodzice zatrudnili ją w charakterze niańki mimo woli. Pragnęli by przełamała swoje obawy, nabrała trochę wprawy i pokochała ich synka. Początki były toporne. Wpierw musieli nauczyć ją trzymać noworodka tak, by on sam czuł się bezpiecznie  w jej ramionach. Było to o tyle ciężkie doświadczenie, że nauczycielka nie mogła przeczytać instrukcji w książce. Musiała próbować. Kiedy tylko wzięła różowego, zaspanego Albuska na ręce, chłopiec zaczął krzyczeć tak rozdzierająco, że profesorka prawie upuściła go na ziemię, co z kolei spowodowało, że Harry zemdlał. Już prawie tracili nadzieję, że ich ukochana przyjaciółka i najcudowniejszy syn nie zapałają do siebie sympatią, kiedy w końcu po kilku próbach przytuliła go do piersi, a on zakwilił cichutko i w końcu usnął kołysany lekkimi, delikatnymi ruchami rąk ciotki. Tak właśnie zawiązali wrażliwy i łatwy do zerwania sojusz. Doglądała go, karmiła mlekiem odciąganym z piersi Ginny, raz na jakiś czas nawet zdarzyło jej się usypiać go na rękach, ale w większości po prostu patrzyła na niego. Patrzyła, a jej serce łamało się, bo wiedziała, że sama nigdy nie zdobyłaby się na coś takiego. Kochała Ginny, kochała Harrego, ale nie rozumiała, jak mogli ot tak zdobyć się, a w jej mniemaniu skazać, na życie w cieniu przez kolejne 30 lat.
    Od teraz ich życie będzie jednym wielkim " jak się ma  wielki Albus Potter? " - pokręciła głową, gdyż jej myśli znów zaczynały zbaczać w dziwnych kierunkach. Chwyciła delikatną, cieplutką rączkę, a gdy dwa paluszki zacisnęły się na jej kciuku, poczuła jakby stanęło jej serce. Od razu poczuła potrzebę zawołania kogoś jeszcze, by podzielił jej radość i konsternację. Zaraz jednak oklapła. Była w domu sama. To znaczy byli w domu tylko oni. Albus Potter i Hermiona Granger próbująca nie zezłościć swojej przyjaciółki. Wszyscy inni tłoczyli się teraz w sali konferencyjnej Ministerstwa Magii, gdzie Harry Potter dostał jakieś bzdurne odznaczenie najwyższej wagi, oczywiście od Ministra Magii. Cała jego rodzina była z nim, a Hermiona została zmanipulowana, by nie iść. Gdy w zaufaniu powiedziała Fredowi i George' owi , że uważa takie imprezy za dno, a największe osiągnięcie Harry ma już za sobą, bliźniacy zrobili wszystko, by te słowa doszły do solenizanta. Wbrew pozorom auror nie zrobił afery, wręcz przeciwnie, utarł jej nosa tłumacząc, że skoro uważa, że nie zasłużył na jakieś bzdurne odznaczenie, to nie musi iść, zajmie się Albusem, skoro i tak wszyscy inni będą zajęci. Na tak postawiony ukryty zarzut nie mogła odpowiedzieć inaczej jak uśmiechem i zapewnieniem, że ona i Albus będą mieli prawdziwą zabawę. Sami przez prawie 5 godzin. Nauczycielka po raz kolejny przeklinała swój niewyparzony jęzor. Gdyby wtedy nie wypaplała co sądzi, byłaby teraz na imprezie, piłaby za darmo i przez chwilę mogłaby nacieszyć oko Severusiem w galowej szacie. A tak to ciągle musiała się stresować, czy nie oddycha za głośno.
   Podeszła do okna, co chwilę odwracając się, by sprawdzić czy mały się nie poruszył. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się jak paranoiczka, ale nic nie mogła na to poradzić. Noworodek ją przerażał i sprawiał, że czuła się głupia, niedoświadczona, ale przede wszystkim sprawiał, że nie mogła oddychać. Wystarczyło, że dotknęła jego miękkiej maleńkiej główki, by przyłożyła ucho do jego brzuszka, lub by rozszerzył usta w bezzębnym niby uśmieszku, a pod Hermioną uginały się nogi. Gdy była z nim sama, a on nie spał i nie płakał, tylko był cichutką maleńką laleczką, brała go na ręce, przytulała i pragnęła by jego delikatny oddech wymazał wszystko co złe było w jej życiu. Wiedziała, że dziecko i to czyjeś, nie rozwiąże jej problemów, ale w jakiś dziwny irracjonalny sposób - chciała w to wierzyć. Chciała by te 2-3 razy w tygodniu gdy go pilnowała były nowym początkiem nie tylko jego życia, ale także życia samej Hermiony.
    Poczuła się niebywale zmęczona, ale wiedziała, że jeszcze przynajmniej dwie godziny będzie musiała ścierpieć. Takie przyjęcia nie kończą się wcześniej jak koło drugiej w nocy. Choć dziecko leżało spokojnie i nie wymagało od niej żadnego ruchu, cały czas czuła, że musi mu coś zapewnić, coś zrobić. Może właśnie dlatego Albus nie spał już od dwóch godzin, mimo iż nie był głodny. Może denerwował się tak samo jak ona i przez to nie mógł usnąć? Pokręciła głową i podeszła do kołyski. Wiedziała co ją czeka. Jakby dotykała kolejnego Horkruksa chwyciła brzeg body. Odpięła guziczki i nie mogąc się powstrzymać pogładziła jedwabisty brzuszek brzdąca. Wbrew sobie uśmiechnęła się, gdy jego zielone oczy rozbłysły, zupełnie jak oczy jego ojca, gdy usłyszy jeden z dennych żartów Rona. Pieluszka okazała się pusta i sucha co opiekunka przyjęła z niemałą ulgą. Dotychczas tylko 3 razy dotknął jej ten zaszczyt i za każdym razem Albus narobił takiego rabanu, że od razu powinni się zlecieć czarodzieje z całego kraju, pewni, że ktoś w tym domu znęca się nad dzieckiem. Ponieważ jednak Ginny uprzedziła ją, że pierworodny nie  znosi przebierania i najchętniej paradowałby na golaska przez cały czas, wiedziała, że nikt nie przyjdzie jej na pomoc, bo wszyscy chętnie ją pognębią.
  Przysiadła na brzegu fotela i rytmicznie ruszyła kołyską. Chłopiec nie zareagował, uznała to za dobry omen i ruszyła jeszcze kilka razy. Po pięciu minutach miała dosyć, ale dziecko się widocznie spodobało, bo patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, co jakiś czas wydając nieartykułowane dźwięki. Idylla jednak nie trwała długo, widocznie wszyscy Potterowie szybko się nudzą. Najpierw lekko zakwilił. Potem zaczął wyrzucać przed siebie rączki, na tyle na ile w ogóle miesięczne dziecko jest w stanie to zrobić, a potem widząc jej bezradną minę wytoczył największe działo i rozdarł się na całe swoje maleńkie gardełko. Przerażona gryfonka zamachała mu przed twarzą grzechotką, misiem, butelką, ale nic to nie dawało. Mały patrzył na nią rozżalony, jakby nie rozumiał, dlaczego jeszcze pozwala mu płakać, zamiast zaradzić wszelkiemu złu tego świata, dziewczyna też tego nie rozumiała.
   W końcu w akcie desperacji wsunęła rękę pod jego główkę, od razu poddając się uczuciu zdenerwowania, drugą ręką obejmując go w okolicy pupy. Uniosła go lekko, licząc, że to wystarczy, ale gdy krzyknął jeszcze głośniej, już się nie zastanawiała, tylko z całej siły przytuliła go do swojego ciała, na głos błagając cały magiczny świat by to pomogło. Przez kilka sekund miała wrażenie, że jego naprężone wściekłe ciałko się rozluźnia i uspokaja, zaraz jednak dotarło do niej, że się pomyliła. To byłoby za łatwe. Spojrzała na swojego podopiecznego, a on zdawał się dławić własnym smutkiem i rozżaleniem. Kolejny raz spróbowała i podała mu dzióbek butelki pod maleńkie usta. Zassał łapczywie, a ona wciąż zdenerwowana odetchnęła głośno. Gdy chłopiec odrzucił główkę, w napięciu nasłuchiwała czy znów odbędzie się kanonada dźwięków, ale nic się nie rozległo. Starała się odwzorować pozycję, w której dziecku miało się odbić, ale nie miała pewności, czy dobrze ułożyła malucha, więc wyczarowała lustro i przejrzała się w nim. Tak, pozycja z pewnością  była właściwa. Z resztą, czy ona kiedykolwiek robiła coś nie właściwie? Kiedyś pewnie zniesmaczona by zaprzeczyła, ale biorąc ostatni rok pod uwagę...Patrzyła na odbicie lustrzane z dziwnym uczuciem niepokoju w sercu. Chłopiec ułożył się na jej ramieniu i cichutko posapywał szczęśliwy i najedzony.
Za bardzo podobało jej się to co widziała. Dziecko pasowało do niej. Ona pasowała do tego dziecka. Mogła kłamać ile chciała, ale...przywiązała się do tej małej nerwowej kreaturki. Obróciła się z Albusem w ramionach i tanecznym krokiem podeszła do kanapy. Odczekała jeszcze chwilę, a gdy usłyszała charakterystyczny dźwięk, chwyciła chłopca pod paszkami unosząc go nad własną twarz, a gdy znów się do niej uśmiechnął ucałowała jego zmarszczone czółko i śmiejąc się z siebie szepnęła:
- Jesteś okropny Potter.
- Pomyśleć, że musiałem czekać prawie 20 lat, by usłyszeć te słowa ponownie.
Spojrzała w stronę z której nadeszły słowa i zamarła z dzieckiem na ręku. Stał tam i uśmiechał się krzywo. Wyglądał tak wspaniale jak myślała. Ciemnozielona szata, ładne błyszczące buty i te cholerne oczy wwiercające się w jej sylwetkę. Skarciła się za te myśli. Choćby nie wiem jak wspaniale się prezentował, nie mogła znów dać mu wygrać.Wciąż doskonale pamiętała, że z ich poważnej rozmowy nic nie wyszło, bo miała zbyt dużego kaca, a później wolała nie myśleć...
- Chciałeś czegoś? Czy zabawa ci się znudziła? - Siliła się na lekki ton, ale wiedziała, że akurat jego nie oszuka. Wprawiał ja w zakłopotanie i cieszył się tym. Na domiar złego, akurat ten moment wybrał sobie potomek Ginny by zacząć się ślinić i co chwilę musiała mu ocierać usta. Po chwili spojrzała na miejsce gdzie stał jej gość, ale znalazła go o wiele bliżej. Przysiadł na fotelu i patrzył na nią intensywnie. Jego spojrzenie wyrażało dziwną troskę i...ból?
- Dobrze wiesz, że nie takie...zabawy preferuję. -  Uniósł brew w iście Snape' owskim geście i zmierzył ją od góry do dołu.
- Wszystko mogło się zmienić, kiedy mnie nie było - odpowiedziała tak sucho jak tylko potrafiła.
- Nic się nie zmieniło -  odparł twardo i szybko, przez co kobieta zaczęła się obawiać, że jej modlitwy o możliwość odbycia poważnej rozmowy zostały wysłuchane w najmniej odpowiednim momencie i zaraz Albus Potter wysłucha pierwszej kłótni w swoim życiu.
- Skoro tak twierdzisz.
- Tak twierdzę. - Poprawiła dziecko na ręku i spojrzała na nie, jakby szukając ratunku. Niestety dziś Merlin chyba wyjątkowo jej nie lubił, bo Albus właśnie zaczął usypiać. Westchnęła zrezygnowana i poczęła delikatnie go kołysać. Spojrzenie Severusa prześlizgnęło się po maluszku i po raz kolejny w życiu zaskoczył swoją rozmówczynię wyciągając ręce w stronę dziecka. Spojrzała na niego, jakby właśnie oznajmił, że Voldemort wrócił, ale gdy nie opuścił rąk, podała mu chłopca. Z wprawą ułożył go sobie w zgięciu ręki i tak samo jak ona przedtem, ucałował jego cieplutkie czółko. Odwrócił się tyłem i szepnął coś do maleńkiego uszka, ale kobieta nie dosłyszała co. Wstała nerwowo, bojąc się, że Severus może nieumyślnie zrobić mu krzywdę. Gdy jednak znów się odwrócił i zobaczyła, że twarz brzdąca jest odprężona, oczka zamknięte a on sam oddycha miarowo, poczuła się jak idiotka. Oczywiście, że Mistrz Eliksirów wiedział jak trzymać i jak uśpić dziecko. Każdy głupi to wiedział, prócz ciebie idiotko - pomyślała. Podeszła do Severusa rozczulona widokiem. Nie patrzył na nią, ale miała pewność, że zdawał sobie sprawę jak blisko siebie się znaleźli. Nie udawała, że podeszła ot tak. Chciała by ją przytulił, pocałował, cokolwiek, byle tylko przywrócił jej nadzieję na wspólne jutro. Mężczyzna odłożył śpiące dziecko do kołyski i spojrzał łagodnie na brązowowłosą. Stała nieporadnie, obejmując się rękami jakby było jej zimno. Nie mógł tego znieść, ta nowa, niepewna siebie i zdenerwowana Hermiona denerwowała go.
- Wolfgang za tobą tęskni. - Przestąpił krok do przodu i spojrzał jej w oczy.
- Ja...też za nim tęsknie. Kocham go - również się zbliżyła i opuściła ręce wzdłuż ciała. Głos drżał jej z emocji, ale nie dbała o to. Jeśli kiedyś miała zawalczyć o Severusa, równie dobrze może to być dziś.
- On - spojrzał na nią uważnie - on też cię kocha. - Znajdowali się o krok od siebie, ale wiedziała, że to jeszcze nie czas, by ten krok zrobić. Nie kiedy o tylu rzeczach jeszcze nie porozmawiali. Severus odchrząknął i cofnął się, jakby nagle sobie coś przypomniał. Usiadł w fotelu i spojrzał na dziecko, wysyłając jasny sygnał, że magiczna chwila minęła. Rozczarowana Hermiona usiadła na kanapie, ale zaraz wstała i przeprosiła. Udała się do łazienki i zamykając drzwi zdusiła szloch. Nie sądziła, że przebywając z nim będzie musiała tak się pilnować. Gdyby to od niej zależało, wróciłaby do lochów, gdzie jej miejsce. Niestety mężczyzna jej życia miał zgoła inne zdanie. Może nie mówił tego wprost, ale mieszkanie razem było ostatnim czego teraz chciał. W zasadzie zdziwiła się widząc go tutaj. Unikał jej jak ognia przez ostatnie tygodnie, a wcale nie było to takie łatwe. Jako ojciec chrzestny miał obowiązek bywać w Norze jeszcze częściej niż normalnie. To że wpadli na siebie tylko raz było imponujące. Prawie jakby ktoś to zaplanował...
     Nie panując nad sobą wybiegła z toalety i skierowała się do salonu. Zaraz jednak zatrzymała się w progu i stanęła jak wryta. Mały musiał się przebudzić, widocznie nie było jej dłużej niż sądziła. Mistrz Eliksirów trzymał młodego Pottera niczym największy skarb i szeptał mu delikatnie do uszka, cały czas uśmiechając się z czułością. Gładził go po główce, która w jego mocnych spracowanych dłoniach wydawała się jeszcze bardziej krucha. Chłopiec leżał na kolanach swojego opiekuna i chwilowo był zajęty badaniem jego kciuka. Włosy mężczyzny opadły, ale nie przysłoniły jego oblicza do końca. Widziała bezbrzeżną czułość i radość. Poczuła jakby dostała obuchem. Dotarło do niej, że Severus kłamał. Albo okłamywał nie tylko ją, ale i siebie. Chciał mieć dziecko. Chciał być ojcem. Zobaczyła to w jego oczach, gdy sekundę później podniósł na nią wzrok i ich spojrzenia się skrzyżowały. Wyglądał jakby został złapany na gorącym uczynku, a dodatkowo na całą jego twarz wystąpił rumieniec wstydu. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie odrzuci dziecka niczym szmacianej lalki i nie ucieknie, ale aż prychnęła na tę żałosną myśl. Nauczyciel kochał tego chłopca i chyba była ślepa, że nie zauważyła tego wcześniej.Severus odłożył noworodka do kołyski jakimś cudem sprawiając, że nie zaczął płakać. Sam z kolei skierował się w stronę wyjścia, posławszy Hermionie przeciągłe zawstydzone spojrzenie. Nie zatrzymała go, bo po krótkim wewnętrznym głosowaniu doszła do wniosku, że nie wyszłoby z tego nic dobrego.
Gdy domownicy wrócili, wszyscy w dobrych humorach, nie miała serca zaprzątać im głowy swoim problemem, tym bardziej, że dopiero co zaczęli ją traktować normalnie. Nie jakby była zraniona, śmiertelnie chora, lub z innej planety. Właściwie powinna być wdzięczna małemu Alowi, odciągnął uwagę wszystkich od niej i jej problemów, przez co w zasadzie wszyscy znów traktowali ją jak upierdliwą wiem - to - wszystko.
    Gdy tylko matka położyła dziecko w pokoju dziecinnym, a sobie nalała kieliszek szampana rozsiedli się z Harrym w salonie, patrząc na nią uważnie. Hermiona słusznie sądziła, że coś tu śmierdzi. Normalnie już dawno by ją wygonili.
- Więc?
- Severus wyglądał dziś bardzo szykownie.- Starsza czarownica przewróciła oczami.
- Nie zaczynaj Ginn. Dobrze wiesz, że nietoperz i ja to przeszłość. - Jej rozmówczyni wyglądała jakby spodziewała się wszystkiego, ale nie takiej deklaracji.
- Czyli...nie było go tu dzisiaj? - Spojrzała na nią uważnie, usiłując wyłapać, czy mówi prawdę.
- Nie.
- Daj spokój. Nie musisz nam kłamać. Prawda kochanie? - Harry uśmiechnął się nieporadnie i posłał dziewczynie pokrzepiające spojrzenie.
- Kochana, nie potrafiłabyś uśpić Albusa choćby od tego zależało twoje życie a ty, nie dość, że to zrobiłaś, nie dość, że go nakarmiłaś, to jeszcze miałaś takie spokojne spojrzenie, wręcz melancholijne. Wierz mi...widziałam jak wyglądasz trzymając naszego synka na rękach przez 5 minut. Uratowałaś świat podczas wojny, a przy dziecku zachowujesz się jak największa łamaga. Potrafię poznać, czy to ty zajmowałaś się nim cały wieczór. -  Uśmiechnęła się do przyjaciółki wrednie.
- Hej! Snape był tu raptem 10 minut! Świetnie dawałam sobie bez niego radę.
- Czyli jednak tu był, no popatrz.- Ginny spojrzała na męża i uśmiechnęła się do niego, gładząc jego dłoń. Potter wstał bez słowa i zniknął w kuchni jakby mieli to wcześniej przećwiczone. Nauczycielka patrzyła na nich zmieszana.
- Co się dzieje?
- Co ci powiedział? Gadaj póki jesteśmy same.
- Nic, że kot za mną tęskni.
- Tchórz - mruknęła pod nosem.
- Co to znaczy?
- Powiedzmy, że wymogłam na nim obietnicę, że powie ci jak się czuje i razem zastanowicie się czy jest dla was przyszłość. Skoro jednak ty jesteś tu, a on cholera wie gdzie, to znaczy, że nic z tego nie wyszło.
- Powinnam...?
- Powinnaś.

   Gdy znalazła się w zamku nie była już taka pewna czy dobrze robi. Podążała schodami w dół, prawie nie zauważając co robi. Zdziwiła się gdy stanęła przed drzwiami do jego komnat i obleciał ją strach. A co jeśli Ginny nadinterpretowała i on wcale nie chciał jej z powrotem? Może miał na myśli tylko zaprzestanie uników i koegzystencję na najbardziej podstawowym poziomie? Nie dowie się, póki nie porozmawiają.
Drzwi oczywiście były zamknięte, więc zapukała. Chwilę trwało nim usłyszała zaklęcia odbezpieczające. Stał przed nią w zwykłym podkoszulku i dresowych spodniach. Nie wyglądał na ani trochę zaspanego. Wręcz przeciwnie, był pobudzony, jeśli ktoś pytałby ją o zdanie.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.- Rozpromieniła się na jego słowa i zrobiła krok do przodu, ale zaraz ją zgasił.
- W sensie, że wydawało mi się, że rzucałem jasne wskazówki i nawet taka idiotka jak ty, powinna się domyśleć. -  Zbyła jego uwagę milczeniem i rozejrzała się po wnętrzu. Zbyt wiele się nie zmieniło od jej ostatniej wizyty, ale na pewno panował większy rozgardiasz. Gdy mieszkali razem, dbała o wszystko z pedantyczną uwagą, nie chcąc mu dać powodu do powrotu. I tak stoczyli wielki bój o to, czy w ogóle wypada by się wprowadziła skoro oboje należą do kadry.
Chcąc zrobić cokolwiek przysiadła w fotelu, który kiedyś kojarzył jej się tylko z jednym. Teraz powodował niemal fizyczny ból, w końcu skąd mogła wiedzieć, że ten szalony szybki numerek kilka miesięcy temu, będzie ich ostatnim?
Spojrzeli na siebie, mierząc się od stóp do głów. Żadne się nie odezwało. W końcu Snape wyczarował dwie szklaneczki i stuknęli się nimi jak za dawnych czasów. Chwilę pili w ciszy, a gdy pierwsze łyki zaszumiały im w głowach znów na siebie spojrzeli.
- Przyszłam tu, by porozmawiać. Na spokojnie, bez ciśnienia.
- Dobrze więc, mów. - Zaplótł ręce na piersi i spojrzał na nią kpiarsko, przez co od razu pożałowała impulsywności.
 - Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.
- To po co tu przyszłaś?- Znów to szydercze spojrzenie.
- Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć?- Skoro on grał nieczysto, ona też będzie. Czarnowłosy wyglądał jakby połknął nóż.
- O czym?
- O tym, że kochasz dzieci, że chcesz mieć dziecko! - Sama nie wiedziała dlaczego już teraz o tym wspomina, a widząc minę Severusa, od razu pożałowała. Wyglądał jak zaszczute zwierze złapane i prowadzone na rzeź.
- Nie bądź śmieszna. Bachory nie są dla mnie.
- Nie kłam! - Jej słowa podziałały jak policzek. Spojrzał na nią i przerażony spostrzegł, że  w jej oczach zalśniły łzy. Zrozumiał, że nie ma wyjścia. Musi powiedzieć prawdę. Nawet jeśli złamie im obojgu serca.
- Zawsze.Zawsze chciałem dziecka. Zawsze chciałem poczuć co to znaczy kochać kogoś bezwarunkowo. - Kobieta prychnęła, pociągając mocno nosem.
- I przez ten cały czas kiedy bawiliśmy się w kotka i myszkę nie zająknąłeś się o tym ani słowem. Dlaczego? Severusie?
Na początku pomyślała, że wyobraziła sobie jego odpowiedź, ale zaraz zrozumiała, że taki dramatyzm, to dokładnie w stylu jej ukochanego.
- Bo ciebie kochałem bardziej. - Nie udawała już, że jest dzielna i nie płacze. Szlochała, a gdy wreszcie była w stanie się odezwać, przemówiła słabym głosem.
- Co to ma kurwa znaczyć?
- Ile to razy wspólnie wyśmiewaliśmy się z Potterów i ich irracjonalnego pragnienia zaludnienia świata tak szybko jak tylko się da. Za każdym razem twój głos brzmiał tak twardo. Tak bardzo, jakbyś gardziła takim podejściem. Cóż, jestem prawie pewien, że nadal gardzisz. To, że twoja najlepsza przyjaciółka przepuściła przez swój kanał rodny małego słonia chyba cię nie złamało co?
- Nie.
- Tak myślałem - uśmiechnął się smutno - więc już  wiesz.
- Co wiem? - Spojrzała na niego jak na idiotę.
- Znając twój stosunek do dzieci, do macierzyństwa i małżeństwa, nie mogłem...być do końca szczery.
- Bo?
- Hermiono! Nie każ mi tego mówić, doskonale wiesz co chce powiedzieć.
-  Nie Snape, nie wiem! Więc bądź łaskaw.
- Wiedziałem, że mnie kochasz, wiedziałem, że zrobiłabyś dla mnie prawie wszystko.
- Ale nie dałabym ci dziecka - szepnęła ze zgrozą.
- Nie. A ja nie mógłbym żyć z twoim poczuciem winy, więc milczałem.
- Więc wolałeś...popieprzone życie ze mną? Codzienne kłótnie? Rzucanie talerzami?- Pewnie wyliczałaby dalej, gdyby jej zdecydowanie nie przerwał.
- Nie kłóciliśmy się aż tak często, nie przesadzaj. Zresztą , później godziliśmy się wspaniale, to musisz przyznać. - Mrugnął do niej, jakby starał się ją udobruchać w jakimś błahym konflikcie.
- Wciąż nie rozumiem. Jeśli tak ci zależało na życiu rodzinnym i tym by posmakować ojcostwa, dlaczego w ogóle wszedłeś w związek ze mną? Przecież proponowałam ci przygodny seks.
- Nie wiem czy tylko udajesz, ale to najgłupsze pytanie. I najłatwiejsze. Kochałem cię jak wariat i nic więcej się  nie liczyło.Seks mogłem znaleźć wszędzie. Myślisz, że połączyło nas pożądanie i pewnie tak było, ale to co nas scaliło, to twoja dobroć, cierpliwość, mądrość i empatia. Byłem w stanie zrezygnować z chęci posiadania dziecka, jeśli tylko wiedziałbym, że będziesz dzielić ze mną życie. Uczyniłaś mnie szczęśliwym, tylko to się liczyło. - Jego oczy nabrały szczególnego blasku i czułości i poznała, że mówi szczerze. Naraz zapragnęła go pocałować. Wstała bardzo powoli, dając mu czas na ochłonięcie i zareagowanie. Nie poruszył się, tylko patrzył na nią tym maślanym wzrokiem.
Gdy znalazła się przed nim, a jej oddech przyspieszył, mężczyzna podniósł się z krzesła i patrząc sobie w oczy stali bez ruchu. Nachylił się w jej stronę. Patrzyła na jego zapraszające usta, nie mogąc doczekać się, aż znów ich posmakuje. Czuła jego oddech, drażnił ją i podniecał. Mistrz Eliksirów czekał na jej niemą zgodę, a gdy wydawało mu się, że ją otrzymał nachylił się, by połączyć ich usta. O dziwo jednak, dziewczyna odsunęła się stanowczo i spojrzała na niego jakby z przestrachem.
Nie rozumiał co się stało, ale ona wcale nie wyglądała jakby wiedziała co robi.
- Co...?
- Dlaczego cały czas mówiłeś, że kochałeś?
- Co? - Wyglądał jakby był rozczarowany, że zmieniła tor w jakim zmierzała ta akcja.
- Ciągle mówiłeś, że mnie kochałeś, nie że kochasz...
- Daj spokój Hermiono -  spróbował ją pocałować, ale znów go odepchnęła.
- Tak. Właśnie dałam sobie spokój.- Odparła hardo. Pociągnęła łyka ze szklanki, spojrzała na niego z zawodem i ruszyła do drzwi. Gdy je otworzyła, zatrzymała się, jakby wahając, ale koniec końców trzasnęła nimi i ruszyła w kierunku schodów na piętro. Nie zdążyła jednak wejść na schody bo Severus ją dogonił i złapał za dłoń, by obrócić gryfonkę twarzą do siebie. Nie próbowała się wyrywać, wiedziała, że nie ma szans.
- Kocham. Cały czas powinienem to mówić w taki sposób, ale nie chciałem...bałem się, że ty już mnie nie kochasz i wtedy wyszedłbym na idiotę. Więc specjalnie używałem czasu przeszłego.
Patrzyła na niego jak na kosmitę, a gdy już myślał, że straciła głos, lub, że zupełnie nie wie co powiedzieć, odezwała się. Jej głos był słaby i niepewny, ale to wystarczyło, by porwał ją w ramiona i pocałował namiętnie.
- Idiota.







 



wtorek, 21 marca 2017

Rozdzał 25

Notka  delikatnie 18+


     Od jej powrotu minął tydzień. Przebywała na obserwacji w Skrzydle Szpitalnym. Jej siły witalne odnawiały się w nadzwyczajnym tempie, magia zdawała się również wracać. Nie opuściła Hogwartu ani razu, prócz jednej tylko wizyty u Ollivandera. Jej różdżka została złamana przez Wiktora Kruma tuż po tym, jak ją uwięził. Nowa oczywiście nie działała tak jak stara, ale powoli przyzwyczajała się do jej właściwości. Powoli też przyzwyczajała się do tego, że nie musi już bać się o swoje życie, spać czujnie niczym pies i budzić co pół godziny. Każdego dnia zastępy gości wparowywały do jej pokoju i zalegały przy jej łóżku do późnych godzin popołudniowych, lub dopóki pielęgniarka nie nakazała ewakuacji. Przychodzili wszyscy, prócz Snape'a . Nie widziała go ani razu od wydarzeń w parku. Zaczynała przyzwyczajać się do samotności i ciągłego poczucia winy. Przez cały czas więzienia wyparła te uczucia na rzecz strachu, ale teraz uderzały w nią z całą mocą. Jej twarz znaczyły ślady łez, głos był jakby zdławiony, a błyszcząca zawsze twarz, miała niezdrowy matowy odcień. Oczywiście Pani Weasley wraz z całą rodziną zrzucała to na karb niedożywienia i życia w trudnych warunkach, ale w jej oczach widziała, że doskonale wie, dlaczego jej zdrowie nie wraca do normy tak szybko jak powinno.
   Ostatniego dnia jej pobytu w szpitalu leżała jak zawsze czekając aż eliksir Słodkiego Snu zacznie działać, gdy usłyszała coś niepokojącego. Chwyciła różdżkę mocniej i napięła ciało gotowa się bronić. W półmroku nie była zdolna dostrzec co lub kto składa jej wizytę, ale dźwięk kroków rozchodzący się w ciemnościach rozpoznałaby wszędzie. Przymknęła oczy i zwolniła oddech, próbując udawać, że śpi. Gdy mężczyzna podszedł bliżej, jej serce waliło tak mocno, że była pewna, że je słyszy. Poczuła jego lodowatą dłoń na swoim policzku i tylko siłą woli zmusiła się, by się w nią nie wtulić. Gdy zabrał  rękę poczuła się tak rozczarowana, że o mało nie jęknęła. Tyle czasu nie czuła jego dotyku na sobie, że z miejsca zrobiło jej się gorąco w podbrzuszu. Delikatnie przesunęła dłoń po prześcieradle i dotknęła jego drugiej dłoni, którą musiał opierać się o łóżko. Przesunęła się dalej i natrafiła na brzeg jego szaty. Usłyszała jego oddech, teraz jakby szybszy i głośniejszy. Nim zrozumiała co się dzieje, usłyszała jego szept, tuż przy uchu.
- Tak bardzo za tobą tęsknie.
 Gorący oddech dotarł do jej policzka i znów poczuła uderzenie gorąca. Jego usta delikatnie musnęły policzek i już go nie było. Ciężar zniknął z powierzchni łóżka, a kroki rozbrzmiewały już w połowie drogi do wyjścia, gdy drzwi znów się otworzyły. Usłyszała tylko zdenerwowany głos Minerwy i ktoś z trzaskiem zamknął drzwi.
- Nie możesz przychodzić tu co noc! Porozmawiaj z nią!
Niestety odpowiedzi Severusa nie dane jej było wysłuchać. Przełknęła głośno ślinę i dotknęła miejsca, które pieścił ustami. Było jej gorąco, serce biło nienaturalnie szybko. Bardziej jednak przejmowała się tym, co usłyszała. Więc nie zmienił się na jotę. Nadal był upartym dupkiem z lochów. Nadal ją kochał i tęsknił, ale stać go było jedynie na odwiedziny, kiedy nie była w stanie się zorientować. Dobrze, że tym razem leki nie zadziałały tak szybko jak zazwyczaj. Z nowymi pokładami nadziei Hermiona zapadła w sen niezdolna dłużej opierać się działaniu eliksiru.
   Jej rekonwalescencja przebiegała w normie, ale to nie przeszkodziło wszystkim chuchać i dmuchać nad nią. Znosiła to dzielnie, gdyż tak bardzo tęskniła za przyjaciółmi, swoją rodziną i ludźmi ze szkoły, że wręcz z radością przyjmowała ich zaniepokojone głosy narzekania iż nadal jest za chuda.
Dyrektor nawet nie chciał słyszeć, że wróci do pracy przed wakacjami, ale ona uparła się, by chociaż częściowo wrócić do obowiązków. Tłumaczyła się czym tylko się dało, ale wszyscy wiedzieli, że powrót do lochów oznacza bycie bliżej Severusa, a tego pragnęła najbardziej. Oczywiście oficjalnie nikt nie pytał co jak i dlaczego, ale plotka głosiła iż sam Teodor Nott porwał ją i więził.
Hermiona wiedziała, że w końcu będzie musiała podać oficjalną, ale i prawdziwą wersję wydarzeń. Nie była na to jeszcze gotowa. Nie była gotowa przed wszystkimi na kim jej zależy przyznać się, że zachowała się jak tchórz i uciekła, bo tak było łatwiej, a Krum był tylko małym elementem tej układanki.
   Większość czasu spędzała w Norze razem z Harrym i Ginny, której brzuszek z każdym dniem wydawał się być większy. Przyjaciele patrzyli na nią z miłością, ale i lekką rezerwą, jakby się spodziewali, że w końcu się załamie na ich oczach. Nic takiego się nie wydarzyło. Przebywała w domu Weasley' ów od dwóch dni i wreszcie zaczynała przypominać istotę ludzką. Krzątała się po kuchni, gdy poczuła czyjąś obecność. Odwróciła się, zachowując coś ze swojej nerwowości w sposobie trzymania nowej różdżki, ale zaraz odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła kto ją odwiedził. Mężczyzna podszedł bliżej i chwycił ją w objęcia mocno i pewnie. Wspięła się na palce, gdyż nie wiedzieć kiedy, zaczął przewyższać ją o ładne kilkanaście centymetrów.
- Tęskniłem jak wariat - wyszeptał do jej ucha.
Niby te same słowa, niby wydźwięk ten sam, a jednak zupełnie co innego. Odsunęła się zmieszana i spojrzała mu w oczy, zaraz jednak wtuliła się znów z zawstydzeniem, że mogła poczuć się niepewnie po takiej deklaracji. Chuck był jej przyjacielem, kumplem i kompanem od wielu wielu tygodni, a to, że kiedyś kochał się w niej zdawało się nie mieć żadnego znaczenia. Tak samo jak fakt, że podczas jej nieobecności wyprzystojniał jak cholera. Przygryzła wargę i znów spojrzała na niego. Lekko przydługie włosy nadawały mu jakiegoś dzikiego pierwotnego wyglądu, oczy śmiejące się  i piękne jak zawsze. Lekko zarośnięta, prosta szczęka. Taaak Chuck Newborn złamie niejedno serce tego lata. Westchnęła i ścisnęła jego dłoń niezdolna jeszcze wypowiedzieć ni słowa. Przeszli do salonu i usiedli obok siebie na kanapie, gdzie przyjaciel znów ją objął. Poczuła łzy pod powiekami. Nawet nie spodziewała się, że aż tak za nim tęskniła. Większość jej myśli poświęcała rodzinie Weasley' ów i Severusowi, ale widocznie Chuck też cały czas tam był. Podświadomie, cały czas miała go w sercu.
Był dobrym, wręcz wspaniałym mężczyzną, a teraz był tu i tulił ją do siebie. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek dane jej będzie tego doświadczyć, ale oto właśnie się to dzieje. Pociągnęła nosem, a zaalarmowany tym dźwiękiem blondyn uniósł jej podbródek i spojrzał jej w oczy.
- Coś nie tak Hermiono?
- Tyle...tyle czasu minęło, że zapomniałam już jaki jesteś przystojny - zaśmiała się głupio, w myślach dając sobie w twarz za tak durny tekst. Gdy spojrzała na jego rozanieloną twarz pogratulowała sobie głupoty roku.
- Nie są to chyba najlepsze pierwsze słowa, po miesiącach rozłąki co?
- Mnie się podobały - uśmiechnął się do niej szczerze i zrozumiała, że wie, że nie to miała na myśli.
 - Dobrze być znów wśród przyjaciół.
- Taaak, my też cieszymy się, że wreszcie jesteś z nami. Ginny, nawet w swoim stanie wkurzająca jak nie wiem co, przechodziła samą siebie tym biadoleniem.
- Opowiedz.
    Spędzili cały ranek wspominając co się działo przez ten cały czas, pod koniec opowieści nastrój Hermiony był już prawie dobry, nie mogła jednak zrelaksować się do końca. Wiedziała, że nawet z całym swoim pakietem Charles jest w końcu ślizgonem, a ślizgoni lubią wiedzieć. On nie stanowi wyjątku i w końcu zapyta. Westchnęła zrezygnowana, klepnęła się w uda i udała nagle bardzo zaaferowaną i spóźnioną. Oczywiście nie oszukała go nawet przez sekundę. Zrozumiał jednak, że jeszcze nie jest gotowa, przytulił ją ponownie i wyszedł, obiecując, że pojawi się na uroczystej kolacji następnego dnia. Kobieta przeklinała swoją impulsywność i nerwowość, ale nic nie mogła na to poradzić. Postanowiła zrobić porządek w swoim  dawnym pokoju. Weszła na górę i z rozmachem otworzyła drzwi. Stanęła jednak jak wryta. Ściany pomalowano na brzoskwiniowy kolor, w rogu stało łóżeczko dziecięce i kołyska. Komoda ozdobiona była malutkimi misiami i uśmiechającymi się księżycami, ale okropnego widoku dopełniał wielki, ponad dwumetrowy miś przytulanka, który zajmował pozostałą część pokoju. Zrobiony był jakimś koślawym ściegiem na gigantyczny szydełku, a jedno z uszu było ewidentnie doszyte później i odstawało pod zbyt dużym kątem. Jej łóżka i szafy nie było. Książki i pergaminy zostały zastąpione przewijakiem, talkiem i pudełkami z mlekiem w proszku. Hermiona złapała się za głowę i wybiegła z pokoju wpadając prosto na Harrego. Przytrzymał ją i pogładził po plecach. Spojrzał na nią, by mieć pewność, że dobrze go zrozumie.
- Nie chcieliśmy, żebyś sama to znalazła. Twoje rzeczy są w dawnym pokoju Rona. Przepraszam Hermiono. Powinniśmy cię uprzedzić.
- Daj spokój Harry - otarła łzy z oczu i zeszli razem po schodach.- Pięknie urządziliście pokój dziecka. Jestem tylko bardzo zaskoczona. -  Jej nerwowy chichot przerodził się w łkanie i Potter znów ją przytulił.
- Jeśli chcesz, możemy wrócić ci twój pokój, a dziecięcy urządzimy w pokoju Rona, żaden problem.
- Nie nie, tak jest dobrze. Czekaj, a gdzie będzie spał Ron? - złapała Wybrańca za rękę, żądając odpowiedzi.
- Ron tu nie mieszka -  Harry był tak zakłopotany, że Hermionie prawie minęła złość.
- Jak to nie mieszka? Od kiedy?
- Od kiedy... -  przełknął nerwowo ślinę i spojrzał w bok.
- Od kiedy co Harry Potterze?
- Widzisz?! Wróciłaś, wreszcie brzmisz jak dawna Hermiona!
- Nie zmieniaj tematu!
- On i Luna spodziewają się dziecka trzy miesiące po nas - wypuścił głośno powietrze i nie patrząc jej w oczy nalał herbaty do dwóch filiżanek. Hermiona jednak zignorowała jego gesty, patrzyła tylko nieruchomo w dal.
- Powiesz coś? Proszę...
- Moi dwaj najlepsi przyjaciele na świecie będą ojcami, Chuck stał się mężczyzną, a Hagrid nagle  odnalazł pasję w szydełkowaniu? - Potter parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał i chwycił przyjaciółkę za rękę.
- Nie było cię tak długo...
- I dlatego cały świat stanął na głowie?! - podniosła się i zaczęła krążyć po pokoju, podnosząc losowe przedmioty jak lampa, książka czy choćby filiżanka.
- Nie pamiętam tych rzeczy, tego wszystkiego tu nie było! Czy jest coś co się nie zmieniło?!
- Wszyscy nadal cię kochamy, wariatko -  do pokoju wtoczyła się ciężko dysząc Ginny, podtrzymując brzuszek i uśmiechnęła się zadziornie do przyjaciółki. - Chodź tu.
Tamta posłusznie podeszła do ciężarnej, ale uścisnęła ją sztywno i krótko. Odsunęła się, z trudem hamując płacz.
- Wyjdę się przewietrzyć, dobrze?
- Kiedy tylko będziesz gotowa kochanie. - Hermiona stanęła w drzwiach i obejrzała się, akurat w momencie by być świadkiem jak szczęśliwy pan Potter podchodzi do swojej żony i z czułością kładzie dłoń na jej brzuchu, zapominając, że ona patrzy.


    Wiedziała, że popełnia błąd, ale i tak nie mogła się powstrzymać. Co jakiś czas przystawała by pogawędzić chwilę z uczniami, wszyscy życzyli jej szybkiego powrotu i zapewniali, że tęsknili.
Ona jednak marzyła już tylko o jednym. Znaleźć się w lochach i tworzyć. Cokolwiek, nawet głupi eliksir na kaszel, byle tylko zająć czymś ręce. Zanim jednak dotarła do klasy eliksirów, znów znalazła się oko w oko z Chuckiem. Blondyn spojrzał na nią z troską, a gdy chciała go wyminąć, złapał ją za rękę. Jego dotyk działał na nią dziwnie kojąco, ale nie przydawała temu jakiegoś drugiego dna. Była spragniona ludzkich uczuć i uwagi. Tyle. Popatrzyła na niego z nadzieją, że odgadnie jej myśli i da jej spokój, ale widocznie zbyt długo jej nie było - pomyślała ze smutkiem, gdy próbował ją zatrzymać.
- Chuck puść mnie.
- Poczekaj! Nie rób tego...nie jesteś jeszcze gotowa na tę rozmowę.
- Jaką rozmowę?
- Nie planowałaś iść do Snape'a i błagać go, byście znów byli razem? - spojrzał na nią sceptycznie.
- Nie! - krzyknęła. - To znaczy nie, skądże. Szłam zrobić jakiś eliksir - dodała już spokojniej.
- Ja ci nie wierze, mogłaś bardziej się postarać. Zresztą nie ważne, chcesz się oszukiwać, dla mnie spoko. Nie rób jednak czegoś na co nie jesteś gotowa! Daj mu trochę czasu, pozwól oswoić się z myślą, że znów jesteś obecna w jego życiu. Nie było cię tyle czasu, że ciężko będzie znów wrócić do dawnych stosunków.
- Dzięki -  odparła z przekąsem. - Zauważyłam, że życie toczyło się dalej, beze mnie, ale sądziłam, że akurat ty mi o tym nie przypomnisz.
- Robię to, bo się o ciebie martwię.
- Martw się o siebie, dzięki.
- Hej! Nie odtrącaj mnie dobrze? - znów złapał za jej dłoń. Gryfonka spojrzała na ich splecione dłonie i poczuła gorąco oblewające jej twarz.
- Słuchaj Chuck nie masz jakiejś dziewczyny, z którą powinieneś teraz być, jednej albo kilku? -  Jego twarz diametralnie się zmieniła, spostrzegła zakłopotanie i jakby poczucie winy. Powiedziała to w żartach, ale nie sądziła, że trafiła w sedno.
- Poważnie? Kim ona jest? Znam ją? - Nie mogła nic poradzić, że brzmiała jak jakaś matka, której pisklę chce wydostać się spod opiekuńczych skrzydeł.
- To Carol. Jesteśmy parą od kilku miesięcy. - Po jej minie od razu spostrzegł, że lepiej było na razie skłamać.
- Zane? Ta....! Och Chuck powiedz, że jak mnie nie było, jakaś inna Carol zaczęła się uczyć w Hogwarcie? - Milczał patrząc na nią zszokowany jej wybuchem.
- Tylko nie ona! Przecież to pustak, sam mówiłeś, że jest dziwna...
- Pomogła mi, kiedy...
- Ha! Więc to nagroda pocieszenia? Tak nie można!
- Nie to nie tak! Zbliżyliśmy się, a w miarę jak zacząłem ją poznawać, zrozumiałem, jaka jest wspaniała.  Zakochałem się, szybciej niż byłbym w stanie przyznać. - Spojrzał w jej brązowe oczy, pełne niedowierzania. Gdy tak na niego patrzyła, czuł się jak zdrajca i ogarnęła go złość.
- Przecież to ty mnie nie chciałaś! - krzyknął. - Nie oczekiwałaś chyba, że będę wiecznie czekał, aż przejrzysz na oczy i wybierzesz mnie, zamiast Snape'a! To niedorzeczne Hermiono!
Ona jednak nie miała zamiaru mu odpowiadać. Ruszyła schodami w dół ignorując wołającego ją przyjaciela. Była tak zrozpaczona, że łzy przesłoniły jej widok. Machinalnie otworzyła wrota klasy eliksirów, wparowała na zaplecze i zaczęła przygotowywać stanowisko pracy. Nie zauważała upływającego czasu i nawet gdy pojedyncze głosy rozbrzmiewały, gdy Severus prosił kogoś o odpowiedź, ona pracowała dalej. Po 40 minutach nie była jednak w stanie ignorować jego głębokiego, seksownego głosu, który wdzierał się w jej wkurzone myśli. Podniosła głowę z zamiarem zwrócenia mu uwagi, że przeszkadza jej w pracy, ale stanęła jak wryta twarzą w twarz z Severusem. Mierzył ją spokojnym na pozór spojrzeniem, ale widziała, że ledwo nad sobą panuje. Podszedł bliżej i specjalnie nadając głosowi głębie jaką uwielbiała, zaczął ją pouczać.
- Kiedy nauczyciel prowadzi zajęcia, nie należy mu przeszkadzać. Ty zaś zachowywałaś się, jakby ta pracownia należała tylko do ciebie. Wiem, że nie było cię długo, ale nawet Gryfon jak ty, nie powinien zapominać zasad, które obowiązują nas wszystkich. - Spojrzał na nią przelotnie. Oddychała głęboko, był pewien, że nie usłyszała ani słowa z jego małej mowy. Skupiała się tylko na jego bliskości i głębi głosu. Uwielbiał w niej to, jak zatracała się w takich niecodziennych doznaniach. Kiedyś wyznała mu, że jego głos działa na nią prawie tak dobrze, jak jego penis. Wziął to za żart, ale patrząc na jej zaczerwienione policzki i unoszącą się klatkę piersiową, zaczął zdawać sobie sprawę, że nie żartowała wtedy. Poczuł się równocześnie zły i podniecony. Przeniósł spojrzenie z jej piersi na usta i głośno przełknął ślinę. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że się odezwała.
- Przepraszam, Severusie. Powinnam wiedzieć, że będziesz miał teraz zajęcia. Pójdę już. - Próbowała go wyminąć, ale zatrzymał ją, sam nie wiedział czemu. Wreszcie spojrzała mu w twarz. Głodne, pożądliwe, stęsknione spojrzenie czarnych jak smoła oczu przesunęło się po jej twarzy, ustach i spoczęło na piersiach. Zmieszana spojrzała na jego dłoń i znów przełknęła ślinę. Przypomniała sobie scenę w parku i to jak ją zostawił.
- Coś jeszcze? Czy mogę już odejść?
- Nie posprzątasz tu? - za wszelką cenę próbował ją zatrzymać, choć na kilka minut. Nie mógł tego przyznać, ale tęsknota była silniejsza niż złość. I wcale nie miało to nic wspólnego z prądem, który przebiegał po jego skórze od momentu jak jej dotknął.
- Wrócę, gdy wszyscy będą na kolacji, wtedy nie będę ci przeszkadzać. - Mówiła cicho, jakby bała się jego reakcji. Nie podobało mu się to. Pragnął by była swobodna, śmiała i zdecydowana jak zawsze. Nie był fanem tej nowej wycofanej i niepewnej Hermiony. Nie mógłby powiedzieć, że straciła swój seksapil, ale to nie była jego Hermiona, jego kotka i kokietka. Ta dziewczyna już nie wróci. Ona przeżyła koszmar i cudem wróciła do domu, a ty martwisz się, że nie próbuje cię uwieść przy pierwszym spotkaniu. Snape! Ty durniu - skarcił się w myślach. Cofnął się i przepuścił ją, ale  Granger przylgnęła do niego w jakimś rozpaczliwym geście i wtuliła się tak mocno, że nie miał innego wyjścia jak tylko przytulić ją równie mocno i oprzeć brodę na jej karku. Wciągnął jej zapach głęboko w płuca i rozkoszował się nim. Palce mocno wczepiła w skórę na łopatkach, tym samym przylegając do niego biodrami. Usiłował utrzymać równowagę, ale było to coraz trudniejsze. W końcu oparł ją o blat stołu i tulił głaszcząc jej chude plecy. Był pewien, że dziwny skrzekliwy dźwięk to jej płacz, ale nie mógł jeszcze skonfrontować się z jej łzami. Jeszcze nie. Była tu, cała i zdrowa, choć nie do końca. Tak rozpaczliwie go trzymała, jakby był jedyną niezmienną rzeczą w jej życiu. Gdy go olśniło, poczuł pot na plecach. Nie było jej tyle czasu, życie toczyło się dalej. Wszystkie te zmiany na pewno  dały jej w kość i dlatego tak się zachowuje. Przecież dał jej jasno do zrozumienia, że między nimi skończone, a ona i tak tu przyszła i tak go sprowokowała. Chciała czegoś, co znała sprzed porwania. Sprzed jej ucieczki - poprawił się w myślach.
     Puścił ją i odważnie spojrzał w jej oczy. Opuściła twarz i pociągnęła nosem. Stali tak blisko, twarz przy twarzy, biodro przy biodrze. Jej rozchylone w zaproszeniu usta, prawie nie widoczne piegi na lekko zadartym nosku, mądre orzechowe oczy, cała jej twarz tak boleśnie przypominała mu, jak bardzo za nią tęsknił, jak bardzo ją kochał i jak bardzo go zraniła. Potrząsnął głową i otarł jej policzek mokry od łez. Chusteczka, którą jej podał, miała zapobiec ponownemu zetknięciu się jego dłoni z jej policzkami, czuł bowiem, że może więcej nie wytrzymać. Gryfonka nieporadnie otarła oczy i wysiąkała nos, zakłopotana i niepewna.
- Dziękuję - wychrypiała.
- Myślę, że powinnaś już iść. Molly zapewne wysłała  Harrego, by cię szukał.
- Myślisz?
- Zapewne. Ledwo cię odzyskaliśmy.. - podniosła na niego wzrok - to znaczy Weasley' owie cię odzyskali. Nie mogliby pozwolić sobie na kolejne...zaginięcie. - Dodał niepewnie, zbolałym głosem, zachrypłym od emocji i jej bliskości. Próbowała wyplątać się do końca z jego objęć, ale robiła to jakoś bez przekonania, więc nie przesunął się ani o milimetr. Byli kłębkiem nerwów i sami nie wiedzieli dlaczego dopuścili do tak dziwnej sytuacji, ale nie chcieli jeszcze przerywać kontaktu. Tyle tygodni osobno działało na nich lepiej niż jakikolwiek afrodyzjak i nim Snape się spostrzegł, już trzymał lewą dłoń na jej obojczyku i gładził go w tak dobrze znanej pieszczocie prowadzącej już tylko do pocałunku. Hermiona zadarła głowę do góry, by spojrzeć w jego roziskrzone oczy. Oddychał z trudem. Przymknęła oczy w oczekiwaniu. Przytulił rozgrzany policzek do jej policzka, a sekundę później poczuła gorący oddech na swoich ustach. Nadal jednak jej nie dotykał. Lekko przesunęła wargami po jego chropowatym policzku, a gdy mruknął zadowolony, przycisnęła usta do jego warg. Czas się zatrzymał. Oboje wstrzymali oddech, otworzyli oczy i spojrzeli na siebie. Ich złączone w nieporadnym pocałunku usta, były niczym magnes spajający ich w jedno. Równocześnie rozchylili usta i pogłębili pocałunek, zamykając oczy. Gdy ich języki połączyły się z ust Snape'a wbrew jemu samemu wydobył się gardłowy jęk, dzięki któremu pod Hermioną ugięły się kolana. Podtrzymał ją, wsuwając ręce pod jej pośladki i zupełnie jak kiedyś posadził ją na blacie. Zaraz jednak zabrał ręce i delikatnie odsunął od siebie kobietę. Nie chciał by poczuła rosnącego penisa. Był już twardy i gotowy, ale nie musiała o tym wiedzieć. Zaraz jednak jego ciało oszukało go i otarł się o jej biodra, wywołując swoją wielkością jęk rozkoszy. Granger przygryzła jego język i pogładziła swoim kojąco, nie przestając ocierać się biodrami o jego stojącego penisa. Chwyciła twarz ukochanego w dłonie i natarła na jego usta mocniej, wpychając język z całej siły. Równocześnie odjęła jedną rękę od jego twarzy i przeniosła ją na jego pas. Gorączkowo gładziła gruby kształt rysujący się pod szatą, spazmatycznie łapiąc powietrze pomiędzy pocałunkami. Severus doskonale znając jej potrzeby przeniósł usta na szyję, łapczywie ją kąsając i śliniąc. Gdy syknęła dość głośno na początku nie zrozumiał dlaczego, jednak gdy powtórzył gest i znów usłyszał jej zdławiony głos, a jej ręką uniosła się by go powstrzymać, otworzył oczy zaniepokojony. Spojrzał na nią, a następnie na miejsce, które tak zapamiętale pieścił. Wzdłuż jej karku, znikając za kołnierzem szaty, ciągnęła się pozszywana dość płytka rana, która teraz pod wpływem ruchu i jego ust musiała od nowa ją zaboleć. Niestety podziałała jak kubeł zimnej wody i Severus od razu odsunął się starając się nie patrzeć jej w oczy.
- Wybacz - wybełkotał.
- Severusie...- złapała go za przód szaty próbując przyciągnąć do siebie na nowo.
- Muszę... spieszę się na kolację.
- Jest 14 - dodała swoim zrzędliwym tonem.
- Więc na obiad.- Przyciągnęła go do siebie, ale nie na tyle blisko by znów go poczuć.
- Nie rób tego, proszę - wyszeptała.
- Czego? - odpowiedział równie cicho.
- Nie zostawiaj mnie.
- Ty zostawiłaś mnie, pamiętasz?





   Gdy wreszcie pozbierała się i opanowała rozszalałe serce, ruszyła do góry, by dołączyć do kadry przy obiedzie. Minęła siedzącego na początku Severusa, spojrzała ze smutkiem, ale i złością na miejsce zwykle zajmowane przez Wiktora i usiadła o wiele dalej, koło Hagrida. Gajowy, wielce wzruszony chciał ją wypytywać, zbyła go jednak delikatnie i zjedli w milczeniu. Postanowiła wstąpić do swoich komnat i zabrać do Nory coś lekkiego do czytania, po drodze jednak natknęła się na Minerwę McGonagall. Nie potrafiła jej odmówić i już po kilku minutach rozmowy, siedziały nad filiżankami z herbatą w gabinecie Profesorki. Opiekunka Gryffindoru oczywiście była nadopiekuńcza, ale Hermiona ze śmiechem przyznała, że bardzo jej tego brakowało. Gdy jednak rozmowa zeszła na poważne tematy, próbowała się ewakuować.
- Będę już lecieć.
- Powiem ci jeszcze tylko jedno. Daj mi skończyć. -  Usadziła pupilkę z powrotem na krześle, patrząc na nią ostro.- W życiu nie widziałam Severusa w takim stanie. A znam go całe życie. Nie pozwolę skrzywdzić go jeszcze raz. Zapamiętaj moje słowa.
- Nie bardzo rozumiem...
- Wiem, że mnie rozumiesz. Ten chłopak przeszedł w życiu już tyle...wycierpiał więcej niż ktokolwiek kogo znam, ale ty...ty złamałaś jego serce, możliwe że bezpowrotnie. Jeśli go nie kochasz, jeśli nie masz zamiaru być z nim na dobre i na złe, to daj mu spokój.
- Minerwo...dlaczego tak mówisz -  nawet nie wiedziała, że płacze, ale spojrzenie mądrych kocich oczu powiedziało jej, że to akurat argument łagodzący w tym procesie.
- Możesz mówić, że Krum cię porwał, nie twierdze, że nie, ale wiem, że to ty uciekłaś od Severusa. To ty, Gryfonka, zostawiłaś go i wolałaś schować głowę w piasek niż stawić czoła problemom.
- Skąd wiesz?
- Nieistotne. Wiesz co on zrobił? Wynajął ekipę poszukiwaczy. Nie spał, nie jadł, dniem i nocą przetrząsał świat, by tylko cię znaleźć. Nie spoczął w swoich wysiłkach, dopóki Pan Newborn łaskawie nie unaocznił mu...że nie wrócisz. To że się mylił, jest nie ważne - dodała wesoło.- Chcesz wiedzieć, co potem działo się z naszym kochanym Sevem? Zaczął pić. Przestał pojawiać się na wykładach i posiłkach, aż w końcu w ogóle zniknął w tych swoich lochach. Gdy go odwiedziłam wgapiał się w tę fotografię ze ślubu Potterów, powiedział tylko jedno zdanie. Cytuję: Nie wierzę, że ona odeszła, nie moja Hermiona.Koniec cytatu. Rozumiesz już co chcę ci powiedzieć dziecko?
- Twarz Granger była mokra od łez. Nie odezwała się, jej głos ugrzązł w gardle, które paliło niczym ogień.
Na chwiejnych nogach wyszła  z gabinetu i udała się do swoich komnat. Padła na łóżko i płakała nad własną beznadziejnością i głupotą. Zdzierała sobie gardło, niemal żałując, że znów nie jest w niewoli u Kruma. Severus kochał ją, najprawdziwszą miłością, a ona wyrzuciła to uczucie do kosza. Jak jakaś szmata. Nie zasługiwała na jego uczucie, na przebaczenie i na nowy start. Nie zasługiwała na nic. Chciała choć na chwilę zapomnieć, jak ją całował, jak pieścił. Transmutowała lusterko w butelkę bursztynowego trunku i przysiadła na fotelu. Gdy wreszcie była w stanie złapać oddech bez spazmatycznego szlochu, przełknęła łyk alkoholu i roześmiała się cicho. Przynajmniej to mieli wspólne - upijanie się w obliczu końca świata. Rozważała przeproszenie Severusa z całego serca, a potem zniknięcie z powierzchni ziemi, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Na progu znalazła Mistrza Eliksirów, który wyglądał jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze gorzej niż ona. Popatrzył na nią i dostrzegła w jego oczach cień pożądania, ale i jakby urazy. Skinęła mu głową, zbyt pijana, by się odezwać, bez ryzyka bełkotania bezsensu.
- Zapytałbym cię, czemu urżnęłaś się beze mnie, ale nie ma czasu, zbieraj się. Chwycił ją za ramię i wypchnął za drzwi.
- Co my robimy?
- Trzeba szybko dotrzeć do szpitala, Ginny zaczęła rodzić.
Zbiegali po dwa stopnie na raz, w milczeniu pokonując drogę do bram Hogwartu. Gdy wreszcie przekroczyli magiczną granicę, Severus chwycił jej ciepłą dłoń i przeniósł ich na chodnik przed bramą szpitala. Chwycił Hermionę za ramiona i spojrzał jej w oczy. Przełknął głośno ślinę, a jego twarz ozdobił grymas przypominający uśmiech, o którym myślała, że już nigdy go nie zobaczy. Znów ogarnęła ją chęć pocałowania go i całowania, do końca świata. Musiał zobaczyć to w jej oczach, bo odchrząknął.
- Cokolwiek jest, bądź nie jest między nami, jest teraz nie ważne. Teraz liczy się tylko Ginny, a ja jako ojciec chrzestny zobowiązałem się, dostarczyć cię w jednym kawałku. Postaraj się więc nie histeryzować. - Potarł jej ramiona w pocieszającym geście.
-  A gdy już będzie po wszystkim, to sobie porozmawiamy. Teraz chodź. - dodał już swoim zwykłym zrzędliwym tonem.

















wtorek, 7 marca 2017

Rozdział 24

Proszę podejść do tego rozdziału z dość dużym dystansem, gdyż był pisany w dużych emocjach i nie jestem pewna czy to jest jego ostateczna forma.
Niemniej jednak zapraszam;)




- No to mamy już plan. Tylko pamiętaj, żadnych sztuczek. Będę wiedział, jak zaczniesz kombinować. - Blaise Zabini uśmiechnął się wrednie,a siedząca obok niego dziewczyna skrzywiła się ze wstrętem.
- Sama nie wiem czy to bardziej szalone czy żałosne, że chcesz użyć mnie aby uciec lub umrzeć próbując.
- To genialne. - Przewróciła oczami i skierowała się w stronę łazienki. Jej ciała nie krępowały już więzy. Nie miałoby to już sensu. Kilka godzin i cała sprawa się rozwiąże.
- Jesteś zbyt pewny siebie! - Krzyknęła, a jej głos był lekko zagłuszony przez lejącą się wodę.
- Wiesz, że nie wolno ci mówić takich rzeczy ślizgonowi?!
- Nie wiem, ale cokolwiek uważasz i tak mnie nie skrzywdzisz!
- Nie przeginaj!
- Zabini! Oboje wiemy, że bardziej przydam ci się żywa! - Mężczyzna mógłby przysiąc, że słyszał w jej głosie nutkę rozbawienia. Miał jednak dość tych przekrzykiwań, więc ruszył w stronę łazienki. Bezszelestnie podkradł się i stanął w drzwiach opierając się o futrynę. Spojrzał na  krzątającą się dziewczynę. Myła zęby, pochylona nad umywalką. Miała zamknięte oczy, ale przeczuwał, że doskonale zdawała sobie sprawę, że jest obserwowana.Jej długie, skołtunione włosy, które mimo niezbyt dobrych warunków nie straciły blasku.  Znów ogarnęło go dziwne uczucie tęsknoty. Nigdy nie był zakochany, w zasadzie gardził wszelkimi miłostkami, ale patrząc na gryfonkę poczuł, że mógłby do tego przywyknąć. Tylko oni w przestrzeni domu, który byłby ich własnym, małym królestwem. Leniwe poranki w łóżku, dysputy przy kawie, zakupy na Pokątnej...
Potrząsnął ze złością głową i wycofał się nim miała szansę go zauważyć. Wyszedł nie mówiąc jej ani słowa.

      Gryfonka usiadła do stołu, ale prócz gapienia się na kubek parującej kawy, nie była w stanie nic zrobić. Czuła głód, zresztą czuła go nieprzerwanie od miesięcy, ale wiedziała, że cokolwiek by zjadła zaraz zwróciłaby z nerwów. Martwiła się o całą tę sytuację. Martwiła się o Severusa, nawet martwiła się o Zabiniego. Ciągle jednak nie była pewna jak on się zachowa. Czy da się zabić? Czy, w ostatniej chwili ich przechytrzy i ucieknie? Sama nie wiedziała, czego chciałaby bardziej. Czuła, że był szczery, a jednak to śmierciożerca. Czy jeśli ucieknie, to już nigdy więcej nie zada bólu i cierpienia z którego zrodziła się jego udręka? Czy w ogóle mądrym było układać się z mordercą? Czy miała wybór?
Kilka godzin jakie pozostało do " wielkiego finału "  nie przyniosło odpowiedzi, ale kiedy usłyszała zamykające się drzwi już nie bała się aż tak bardzo. Co ma być to będzie.



       Severus oczywiście nikomu nie powiedział o zaszyfrowanej wiadomości, którą tamtego pamiętnego dnia przyniosła mu sowa. Nie powiedział też, że ma zamiar spełnić warunki postawione przez porywacza. W chwili szczerości ze samym sobą, orzekł że dałby mu wszystko byle tylko pozwolił Hermionie odejść wolno.
Nie przejmował się niczym. Jeśli tylko zobaczy ją całą i zdrową, postąpi tak jak się umówili. Powinien być przerażony wizją Zabiniego na wolności, omamionego poczuciem bezkarności, ale nie był. W zasadzie nie mógłby być szczęśliwszy. Odzyska Hermionę!

      Blaise wszedł do mieszkania i po przestąpieniu progu kuchni od razu skrępował dziewczynę magicznymi łańcuchami. Jeśli była zaskoczona, nie dała tego po sobie poznać. Wstała posłusznie i skierowała się razem z nim w stronę pokoju, który od kilku tygodni nazywała "swoim" . Spojrzała na niego niepewnie. Wydawał się być czymś bardzo poruszony. Nie zadała pytań, bo wiedziała, że odpowiedzi mogą ją przerazić. W końcu jednak mężczyzna potarł gwałtownie spodnie i spojrzał jej w oczy, jak próbował ocenić, czy szczerość coś mu pomoże. Jej niepewny uśmiech musiał go przekonać, bo przemówił i nie wydawał się już być aż tak przejętym.
- Kiedy usłyszałem, że jest robota do wykonania, a przede wszystkim kiedy usłyszałem ile Krum płaci, wręcz zapaliłem się do tego. Wiesz czemu? Bo od dawna marzyłem o takiej okazji. Zniszczyć szlamę Pottera, a do tego jeszcze się wzbogacić? Nie znam śmierciożercy, który nie poszedłby na taki układ. Ale potem zacząłem się zastanawiać...Skoro Krum chce z tobą skończyć, to chyba musi mieć mega ważny powód i tak oto doszedłem do wniosku, że skoro on chce cię zabić, to ja nie. - Uniosła brwi, ale on już był w transie. Nie zauważył jej reakcji. Musiał wyrzucić to z siebie.
- Dlaczego? - Wtrąciła cicho, nie chcąc go spłoszyć.
- Można by stwierdzić, że jedna śmierć w tę lub tamtą. Voldemorta już nie ma, a ja nie chciałbym stać na czele ruchu jego zwolenników. I to jeszcze z łatką tego, który to wszystko zaczął od nowa. Bo niewątpliwie tak właśnie by było. Nie ufam temu Bułgarskiemu śmieciowi, na pewno zaraz wszyscy by się dowiedzieli, że to ja z tobą skończyłem. Wiesz co chcę powiedzieć? - Wyciągnęła rękę, jakby chciała go zatrzymać, nim powie za dużo.
- Poczekaj. Czy on...chce dokończyć jego dzieło? - nawet nie ukrywała przerażenia w głosie.
- Nie, tego nie powiedziałem, ale niewątpliwie tak to może wyglądać. Tym bardziej, że on nie jest przy zdrowych zmysłach. - Dziewczyna zaśmiała się gorzko.
- A kto z nas jest?
- Koleś był gotów zagłodzić cię na śmierć i spalić twoje dogasające życie, a ty go bronisz? Może jednak to nie Snape jest twoim kochasiem?
- Nie obrażaj mnie Zabini -  spojrzała na niego z politowaniem. - Pomyśl o tym tak na poważnie. Kiedy wszystkie męty jakich nie udało się wyłapać usłyszą, że wielka wiem-to-wszystko nie żyje, a jej mordercą jest prawa ręka Czarnego Pana, to wiesz co się stanie? Bunt. Jeden wielki bunt. Jego poplecznicy poczują się bezkarni i znów zapanują mroczne czasy. Krum naprawdę zwariował. - Pokręciła głową, nie dowierzając temu co usłyszała i wywnioskowała. - Nie możesz mnie zabić.
- Nie mogę.
- Mówię poważnie, jeśli cokolwiek z tego co mówiłeś jest prawdą, jeśli naprawdę chcesz zniknąć i umrzeć w spokoju na jakiejś rajskiej wyspie, musisz zrobić wszystko bym bezpiecznie dotarła do Hogwartu.
- Wiem - zgodził się łagodnie.
- Założę się, że Krum już teraz podjudza koleżków, że coś wielkiego wydarzy się na dniach.
- Słyszałem już co nieco.
- Więc to naprawdę się dzieje?
- Pytasz czy Wiktor Krum zwariował bo go nie chciałaś?
- Nie, pytam czy moja śmierć może przyczynić się do powrotu mrocznych czasów.
-Tak, ale moje też było prawdziwe, tylko nie chcesz przyjąć tego do wiadomości -  mrugnął do niej, a ona pokręciła głową rozbawiona. Odwróciła się do okna, nagle zawstydzona, że pozwala sobie na taki luz w towarzystwie śmierciożercy, który o mało jej nie zabił i który praktycznie przyznał, że gdyby to zrobił to wyzwoliłby powstanie Czarnej Magii i Czasów Terroru na nowo.
 - Więc...zrobisz to?
- Czy oddam cię Snape' owi w zamian za życie w dostatku, gdzieś gdzie ludzie nawet nie wiedzą, że coś takiego jak Magia istnieje?
- Tak - odpowiedziała krótko.
- Zrobię to, albo zginę próbując. -  Nieoczekiwanie oczy Hermiony zaszkliły się, a ona sama nerwowo przełknęła ślinę jeszcze bardziej się od niego odsuwając. Wróciła pamięcią do tego wieczora, kiedy prawie przespała się z Wiktorem po kłótni z Severusem. Jej ukochany użył dokładnie tych samych słów. Też obiecał jej coś na czym jej zależało, w banalnie zabawny sposób. Nawet się nie zorientowała, że płacze. Przez cały swój pobyt w więzieniu starała się nie płakać, nie okazać jak bardzo się boi, a teraz kiedy wreszcie pojawiło się światełko w tunelu, tama puściła. Hermiona płakała tak długo, aż dostała czkawki. W końcu podniosła zapuchnięte oczy na jego niewyraźną sylwetkę, a on jednym ruchem różdżki doprowadził ją do porządku.
-  No już już. Przecież nie możesz pokazać się Sevciowi jak kocmołuch. Udało mi się ukraść szałowe jeansy, ale musisz je przymierzyć, bo mogą być za luźne na ten twój kościsty tyłek. - Znów do niej mrugnął i wbrew sobie roześmiała się.



      Skompletował dokumenty potrzebne porywaczowi, ostatni raz sprawdził czy różdżka ukryta w rękawie dobrze leży. Spojrzał na swój mugolski strój i pokręcił głową ze zdumieniem. Wiedział, że będzie chciał dokonać wymiany wśród mugoli, ale nie sądził, że dostanie nawet listę zawierającą niezbędny strój po którym rzekomo będą mieli go poznać w tłumie. Tak jakby bez tego się nie wyróżniał. Chyba, że to był ktoś kto nie zna go osobiście i jest tylko pośrednikiem? Postanowił się nad tym nie rozwodzić. Najważniejsze, że wreszcie zobaczy Hermionę. Koniec z bezsennymi nocami, z bezmyślną wegetacją. Wreszcie odżyje i oboje będą mogli kontynuować sprawy tam gdzie je zostawili.

     Mężczyzna skrył się w cieniu rozłożystych drzew i bacznie obserwował, starając się nie wychylać za bardzo. Gdy ujrzał brązowowłosą kobietę idącą niepewnym krokiem ramię w ramię z czarnoskórym śmierciożercą, jego ściśnięta na różdżce ręka aż zapiekła. Ostatkiem sił powstrzymał się od rzucenia w oboje avadą. Zamiast tego śledził ich. Jechał z nimi metrem, następnie spacerem pokonał wraz z nimi drogę nad staw, a gdy wreszcie jak nigdy nic usiedli na ławce w pobliskim parku, był bliski wybuchu. Rozmawiali półgłosem więc nie był w stanie usłyszeć niczego, ale po sposobie w jaki patrzyli na siebie kątem oka poznał, że ufają sobie i lubią swoje towarzystwo. Poczuł palącą zazdrość i tylko niezdrowa ciekawość powstrzymała go od zdemaskowania ich. - Jak ta głupia dziwka mogła tak ze mnie zakpić? - pomyślał. Minuty mijały i nic ważnego się nie działo. Nikt nie zwracał na niego uwagi, więc wykorzystał ten moment na maksymalne zbliżenie się do celu. Już miał się poddać i zdemaskować swoją obecność, gdy zobaczył coś niezwykłego.
Severus Snape w tweedowej marynarce, kapeluszu i dziwnych oficerskich butach maszerował w stronę zagadanej pary, choć właściwie nie zwracał na nich uwagi. Już miał ich minąć, gdy nagle jakby się ocknął i wymierzył różdżkę w stronę Blaise'a. Krum oglądał tę scenę z bezpiecznej odległości, jednak lata służby nauczyły go, że w obecności Snape'a niczego nie należy brak za pewnik. Ścisnął swoją broń jeszcze mocniej i z bijącym sercem oczekiwał rozwoju wypadków.

Mistrz Eliksirów czuł się jak idiota paradując w dziwnie pachnącym, wątpliwej jakości stroju. Przechadzał się jednak tak, jak zawarte było w instrukcji. Nie zauważył niczego niepokojącego, ale ani Hermiony, ani porywacza też nie widział. Mijał właśnie jakąś kłócącą się parę, gdy jego wzrok jakby się wyostrzył i dotarło do niego, że to Hermiona i Zabini. Sięgnął po różdżkę i przeklął samego siebie, jak mógł zapomnieć o zaklęciu odwracającym uwagę?! Proste i skuteczne. Pogratulował Zabiniemu finezji. Nie zdobył się jeszcze na spojrzenie na ukochaną.Nie dopóki nie będzie bezpieczna, a porywacz daleko stąd. Przez chwilę mierzyli się groźnymi spojrzeniami. Zaraz jednak Blaise uśmiechnął się i wyciągnął rękę. Severus sam nie wiedział dlaczego w ogóle to robi, ale nie chcąc go drażnić przyjął wyciągniętą dłoń i skinął przeciwnikowi. Gryfonka obserwowała wszystko z mocno bijącym sercem, ale bardziej z podniecenia niż przerażenia. Chłonęła widok ukochanego. Patrzyła na jego nierówne rysy, na przydługie włosy i skupione oczy. Cala tęsknota uciekała z jej ciała i umysłu niczym choroba, którą wreszcie zaczęły zwalczać antybiotyki. Poruszyła się niespokojnie, niepewna dlaczego mężczyzna na nią nie patrzy. Spojrzała na Zabiniego, chcąc mu zakomunikować, że może ją puścić i Severus go nie zabije. Że jego plan się powiódł i każdy dostanie to czego chciał. Chciała, by wiedział, że jest mu wdzięczna za nie zabicie jej, ale musi już odejść. Jednak jej towarzysz wydawał się być co najmniej wstrząśnięty, ale nie widokiem Severusa, tylko czymś co znajdowało się na lewo od niego. Nim w ogóle zarejestrowała co to było, rozległ się jego głośny krzyk . Usłyszała padnij i niewiele myśląc dokładnie to zrobiła.
     Gdy otworzyła oczy, pisnęła z przerażenia. U jej stóp, leżał, albo raczej szamotał się związany magicznie Krum. Patrzył na nią z jeszcze większą nienawiścią, ale w kącikach jego oczu czaiło się przede wszystkim szaleństwo. To już nie był Wiktor fajtłapa delikatnie próbujący dorwać się do jej spódnicy. To był Wiktor morderca, który gotów był ją zagłodzić i spalić żywcem. Odsunęła się ze wstrętem nadal nie zdolna do powstania, rozejrzała się w poszukiwaniu Severusa. Dostrzegła go parę metrów dalej, również na ziemi. Właśnie otrzepywał śmieszną marynarkę z brudu. Ich oczy na sekundę się spotkały i dostrzegła w nich całą miłość i troskę, jakiej nie mogła znaleźć w nim podczas ich ostatnich wspólnych tygodni. Tych uczuć nie mogły wyrazić żadne słowa, ani gesty, więc wzruszona Hermiona znów postąpiła impulsywnie i biegiem rzuciła się w stronę ukochanego. Wpadła w jego ramiona i załkała. Tulił ją z całej siły, jakby próbował samemu sobie przetłumaczyć, że naprawdę ich koszmar się skończył i wreszcie będą mogli być razem. Na dobre i na złe. Spojrzeli sobie w oczy i zetknęli się czołami. Nie musieli nic mówić. Na potok słów będzie czas później. Kojąca chwila bliskości została przerwana przez lekko zdenerwowany głos Blaise' a przynaglający ich, do powrotu do interesów.
    Wyjątkowo trzymając się za ręce podeszli niespiesznie do zzieleniałego śmierciożercy i zaskoczeni przypomnieli sobie o obecności Kruma. Hermiona spięła się. Skoro on tu był i widział ją żywą i jak na razie bezpieczną, to Krum ma wszelkie powody by chcieć ich zabić. Wszystkich. Spojrzała na Blaise' a i odkryła, że był więcej niż zrozpaczony. Jeśli to co zrobił wyjdzie na jaw...będzie zgubiony. Przeniosła spojrzenie na ukochanego i już chciała prosić go o wywiązanie się z umowy póki Szalony Wiktor jest na tyle oszołomiony, że jeszcze nie walczy i nie miota klątw, jednak Severus już sięgał do marynarki po dokumenty.
Wyciągnął zwitek papierów w stronę Zabiniego i skinął głową.
- Wiesz co z tym robić.
- Nigdy więcej się nie zobaczymy. Dbaj o moją małą lwicę.
- Jak ją nazwałeś? - Snape momentalnie się zjeżył.
- O co ci chodzi?
- Najpierw ją porwałeś, a teraz nazywasz ją swoją małą lwicą? Jeszcze mogę cię wpakować do więzienia, radzę ci zważaj na słowa. - Jego głos był zimny, ale i  zdradzał zdenerwowanie.
- Nie skrzywdziłem jej nigdy. A przynajmniej nie od skończenia szkoły.
- Nie pieprz. Porwałeś ją, torturowałeś, wygląda gorzej niż źle...
- Hola! Ja nic nie zrobiłem.
- Kłamstwo w twojej sytuacji jest dość ryzykowne.
- Ekhem...Severusie. Zabini naprawdę niczego nie zrobił. To....to Wikor mnie porwał i chciał....zabić.
Siedzący do tej pory cicho Krum wreszcie warknął gardłowo i rzucił się w ich stronę, jednak więzy uniemożliwiły mu cokolwiek prócz żałosnych prób. Patrzył na całą trójkę z nienawiścią, ale Hermiona wiedziała, że już nie powstrzyma lawiny.
- Świetnie to uknułem co, Snape? Porwę twoją małą dziwkę i będę się z nią zabawiał od świtu do nocy. - Momentalnie dwie różdżki znalazły się na jego gardle, jednak nie na tyle mocno, by nie mógł dalej mówić.
-Miałem dobry plan, ale niestety nie przewidziałem jednego. Że szlama będzie wolała umrzeć, niż stworzyć ze mną związek. Nadal nie mogę tego pojąć. Dlaczego Hermiono? -  Spojrzał w stronę zaskoczonej dziewczyny, nagle zawstydzonej, że na niej koncentruje się cała uwaga. W oczach Bułgara dostrzegła cień dawnego kolegi.
- Naprawdę nie rozumiesz?
- Miałabyś wszystko. Pieniądze, sławę, kosztowności, książki. Kupiłbym ci bibliotekę. Wszystko co tylko byś sobie wymarzyła. - Spojrzał na nią z nadzieją, jakby wierząc, że może jeszcze wpłynąć na jej decyzje.
- Wiktorze.. - kucnęła, by zrównać się z nim wzrokiem. Dwoje bodyguardów poruszyło się niespokojnie.
- Wiktorze, to co ty nazywasz miłością, uczuciem, jest niczym więcej jak chorą chęcią posiadania i kontroli. Nie możesz sterować niczyim życiem, wbrew tej osobie. Miłość polega na akceptowaniu wyborów życiowych ukochanej i wspieraniu, choćby nie wiem co. - Spojrzała w górę prosto w czarne oczy Severusa, ale zaraz wróciła do Wiktora. - Wymyśliłeś sobie, że nagniesz mnie do swoich wyobrażeń i wpoisz mi nawyki, ale czy przez te wszystkie tygodnie, próbowałeś ze mną porozmawiać? Skonfrontować to co myślałeś, że o mnie wiesz, z prawdą? A czy patrzyłeś na mnie tak naprawdę? Czy widząc blizny wojenne  na mym ciele nie wzdrygałeś się z obrzydzenia? Wiesz, że chrapię? Jak się wkurzę, to rzucam klątwy nie patrząc na skutki. Nienawidzę sportu, a jedyna dyscyplina w jakiej w ogóle się orientuję, to golf. Gdybyś mnie kochał, akceptowałbyś to wszystko. Cały pakiet. Zalety i wady. Wszystkie te małe denerwujące rzeczy, które sprawiają, że jestem jaka jestem. Ty chciałeś mnie zmienić. To nie jest miłość. To jest miłość - wyciągnęła rękę w górę, a gdy Severus podniósł ją w górę spojrzała mu prosto w oczy. - Jedyna.- Ścisnęła jego rękę i na powrót spojrzała w twarz Bułgara, którego podźwignął do góry Blaise. Ciepło dłoni ukochanego dodało jej odwagi.
- Ponieważ jednak nie traktowałeś mnie źle, może poza oczywistym wykorzystaniem i więzieniem wbrew mej woli, nie będę głosowała za pocałunkiem dementora. Zostaniesz niezwłocznie przetransportowany do Azkabanu, dla swojego i naszego dobra.- Skinęła głową jakby na potwierdzenie swojej decyzji, a potem przeniosła spojrzenie na Zabiniego. Jego uśmiech mógłby rozjaśnić niejedną jaskinię, jednak w oczach dziewczyny zalśniły łzy.
- Pamiętaj nie robię tego dla ciebie.
- Wiem, ale i tak dziękuję.
Spojrzeli znacząco na papiery, które wystawały mu z kieszeni spodni.
- Mam nadzieję, że odnajdziesz spokój.
 Słysząc jak spokojnie i wręcz pieszczotliwie Hermiona zwraca się do czarnoskórego, w Krumie znów zawrzało szaleństwo. Zaczął się rzucać, ale o dziwo wspólnymi siłami Snape i Zabini przytrzymali go.
- Myślisz, że on da ci to wszystko o czym marzysz? Będziesz żałować! Słyszysz?
- Jedyne czego żałuję... - Zatrzymała się, jakby zorientowała się, że powiedziała za dużo. Krum zmrużył powieki i uśmiechnął się obleśnie. Odwrócił się przodem, tak by Severus widział go dobrze i dokładnie usłyszał nim dziewczyna przeszkodzi mu w powiedzeniu prawdy.
- Wiesz co Snape? - odezwał się konfidencjonalnym prawie że przyjacielskim tonem.
- Czego śmieciu?
- Na twoim miejscu nie przyzwyczajałbym się aż tak bardzo - spojrzał na splecione dłonie zakochanych.
- O czym ty mówisz?
- Zamknij się! - krzyknęła Hermiona. Nikt jednak nie zwrócił na nią uwagi i porywacz kontynuował.
- Ona nie została porwana. Myślałeś, że maczałem w tym palce...czekałem cierpliwie na okazję i w końcu się udało. Spory zapas wielosokowego, spacery po dworcu i bach! Zapłakana śliczna gryfonka samotnie stojąca w tłumie podróżujących...
Osłupiały Severus wypuścił jej dłoń i pozwolił jej swobodnie opaść. Popatrzył na nią pustym, zranionym wzrokiem.
- Ty odeszłaś...zostawiłaś mnie.
- Severusie to nie tak! Daj mi to wytłumaczyć, proszę!
- Jak idiota czekałem, łudziłem się...
- Gdybyś tylko dał mi się wytłumaczyć, byłam zraniona...
- Twoja strata Granger - spojrzał prosto w jej oczy i aportował się, a gryfonka opadła na ziemię bez sił.