poniedziałek, 7 listopada 2016

Rozdział 19

Wyjedzie czy nie wyjedzie? Jak obstawiacie? Dzisiejszy rozdział to istny miszmasz, ale przynajmniej nie jest nudny. Mamy rozpacz, zazdrość,zabawę, śmiech, łzy. Ciężko będzie się rozstać z bohaterami, no ale cóż. Miłego czytania ;)



  - Tylko uważajcie! Macie wykonać wszystko dokładnie tak, jak w instrukcji. Trzy zamieszania w prawo i cztery w lewo, nie na odwrót. - Spojrzała po twarzach zgromadzonych, ale widząc, że wszyscy są maksymalnie skupieni i aż rwą się do pracy odetchnęła z ulgą. Nauczanie było wspaniałą sprawą. Dawało jej wytchnienie podczas tylko kilku ciężkich dni. Większość osób z jej zajęć wychodziła z uśmiechem na twarzy, a jeśli coś komuś ewidentnie nie wychodziło, sprawiała, że starał się jeszcze bardziej. Była dobrym nauczycielem, czuła to. Przede wszystkim jednak, odczuwała tak silną satysfakcję, że przewyższać ją mogło już tylko jedno...STOP! Przestań o tym myśleć! Roztargniona znów spojrzała na dzieciaki i ruszyła by sprawdzić jak im idzie. Wszystko byleby tylko znów nie myśleć o Severusie.
Właśnie pochylała się nad kociołkiem Carol, jednej z lepszych uczennic, gdy drzwi pracowni otworzyły się z rozmachem. W progu stanął Chuck szukając jej wzrokiem. Od razu szeroko się uśmiechnął gdy ją dostrzegł i ruszył w jej stronę. Łał, ten to ma wejścia. Uwaga wszystkich dziewcząt w sali została bezpowrotnie rozproszona pojawieniem się przystojnego ucznia, ale on zdawał się tego nie zauważać. Patrzył tylko na Hermionę i mogłaby przysiąc, że dostrzega w jego oczach nie tylko dziecięcy podziw. Wbrew sobie spłonęła rumieńcem i zmieszała się, zaraz jednak się opanowała i uśmiechnęła się do chłopaka.
- Co cię tu sprowadza Charles? - Sama nie wiedziała dlaczego, ale wymówiła jego pełne imię drżącym głosem.
- Hm...Pani Profesor, mam list.- Wyciągnął w jej stronę pergamin, a gdy go przejęła poczuła jego palce na swoich. Trwało to najwyżej dwie sekundy, ale była pewna, że ten dotyk nie był przypadkowy. Ten chłopak ją podrywał! Sama nie wiedziała czy jest bardziej zgorszona, czy ucieszona, ale odchrząknęła i spojrzała na list. Zapewne to Dyrektor chce się z nią widzieć. Postanowiła na razie nie zaprzątać sobie tym głowy i odłożyła kartkę na najbliższy stolik. Spojrzała na blondyna z wymuszonym uśmiechem i skinęła mu głową. Ten jednak nadal stał i patrzył prosto na nią z uwielbieniem wypisanym na twarzy. Zmieszała się, nie bardzo wiedząc co ma teraz niby zrobić?
- Możesz już iść, dziękuję. - Starała się nie brzmieć obcesowo, ale nie była pewna czy jej się udało.
- Tak...tak jest, do zobaczenia.- Wykonał nerwowy ruch ręką, który pewnie miał uchodzić za pomachanie, ale wyglądało to bardziej jakby chciał odgonić od siebie pszczołę. Cofnął się pod drzwi, ale przystanął zaskoczony, gdy usłyszał głos z głębi sali. Carol patrzyła na niego pożądliwym wzrokiem i pomachał mu kusząco.
- Cześć Chuck.
Kilka osób wybuchnęło śmiechem, ale chłopak zmieszał się i bez słowa wyszedł. Hermiona popatrzyła na uczennice zaskoczona, ale spojrzenie jakie posłała jej Carol wcale nie było przyjazne. Wyrażało zazdrość.
Nauczycielka przeczuwała, że mogą z tego wyjść kłopoty.
Dalszy etap ważenia eliksiru obserwowała specjalnie omijając ławkę panny Zane, ale nie musiała się martwić o jakąkolwiek pomyłkę. Dziewczyna miała ewidentny talent. Jako jedna z nielicznych prawie nigdy nie prosiła jej o pomoc, a jeśli miała z czymś problem dochodziła do rozwiązania na własną rękę.
Zajęcia minęły względnie produktywnie, gdyż Hermionie po tym porannym występie Chucka odechciało się czegokolwiek. Pozwoliła uczniom wyjść kilka minut przed czasem. Usiadła za biurkiem z kubkiem zielonej herbaty. Musiała się uspokoić. Zaraz najpewniej minie się z Severusem, musi być dzielna. Jak na razie dobrze szło im wzajemne unikanie. Od pamiętnej partii szachów widzieli się tylko w przelocie,a podczas posiłków siedzieli po przeciwnych końcach stołu. Czy ktokolwiek to zauważył? Oczywiście. Od razu otrzymała kilka natarczywych spojrzeń od Minerwy, a nawet Hagrid chciał ją zaprosić na małą pogadankę o tym, że trzeba sięgać po to czego się pragnie. Łatwo mu było to powiedzieć...
Wkroczyła do Wielkiej Sali i z radością spostrzegła, że Snape' a jeszcze nie ma. Usiadła zatem na swoim zwyczajnym miejscu i rozejrzała się po sali. Zaraz napotkała spojrzenie Chucka, który patrzył na nią, jakby była milionem galeonów w ładnym wdzianku. Niemrawo mu pomachała, ale on zaraz odwrócił głowę widząc, że część osób z Gryffindoru się na niego gapi. Uśmiechnął się pod nosem, ale więcej na nią nie spojrzał. Wiedziała o tym, gdyż wbrew sobie, co kilka minut patrzyła na niego. A było na co popatrzeć. Gdyby nie fakt iż chłopak był kilka lat młodszy, a ona profesorką na zabój zakochaną w innym nauczycielu, no cóż pewnie szalałaby za nim tak samo jak żeńska połowa szkoły.
Gdy posiłek dobiegł końca ruszyła do wyjścia jako jedna z pierwszych osób, wolała uniknąć kolejnego spotkania ze ślizgonem. Już i tak czuła się dość głupio.
Wymaszerowała z Wielkiej Sali i ruszyła do biblioteki. Potrzebowała uzupełnić kilka lektur do kolejnych zajęć, no i oczywiście zająć czymś myśli byle tylko nie rozpamiętywać tego co było.
Weszła do biblioteki "jak do siebie." Przez te wszystkie lata była jedną z niewielu osób, które dzień bez odwiedzin w bibliotece uznawały za dzień stracony. Całe szczęście, że Severus posiadał swoją bogato wyposażoną bibliotekę, inaczej pewnie co i rusz by się na niego natykała.
Ruszyła między regałami. Co jakiś czas przystawała i zgarniała jakiś opasły tom. Zakończyła wycieczkę przy biurku pani Pince, która uśmiechnęła się do niej promiennie. Z całym naręczem książek zeszła po schodach do swojej komnaty, zaraz jednak przypomniała sobie, że zostawiła w klasie ten nieszczęsny list. Chcąc- nie chcąc powędrowała schodami na sam dół, do klasy eliksirów. Oczywiście, gdy otworzyła drzwi spostrzegła Severusa siedzącego za biurkiem. Był pogrążony w pracy i nawet nie podniósł na nią wzroku. Ale tylko udawał, doskonale zdawał sobie, że weszła do pomieszczenia. Szybkim krokiem na drżących nogach ruszyła w stronę jego biurka i cicho odchrząknęła. Podniósł głowę, zaraz jednak znów ją opuścił nie mogąc patrzeć na dziewczynę. Zmieszana podeszła do biurka na którym leżał list i zgarnęła go szybko. Zamierzała odmaszerować nim jeszcze mogła utrzymać emocje na wodzy. Znów jednak, prawie jakby to zaplanował, głosem zatrzymał ją w pól kroku.
- Czeka nas jeszcze jeden wypad do Ministerstwa. Jutro wieczorem.
- Dobrze, o której?
- Po twoich ostatnich zajęciach. Możemy się umówić od razu, chyba, że wolisz jeszcze coś zjeść.
- Dobrze, po kolacji. Coś szczególnego, czy mam się tym nie przejmować?
- Nie zawracaj sobie tej ślicznej główki. Tylko ubierz się ładnie. - Takiego Severusa znała. Szyderczy ton i obraza.
- Ładniej niż ostatnio? - Wreszcie na nią spojrzał, ale nie był już taki pewny siebie, wyglądał raczej na poruszonego, że powróciła do tamtej pamiętnej gorącej nocy. Gdy przypomniał sobie jej wygląd, jej rozczochrane włosy i zaczerwienione policzki, zabrakło mu tchu. Przełknął nerwowo ślinę i tylko skinął jej głową od razu powracając do papierów. Zrozumiała, że dalszego ciągu nie będzie. Zrobiła w tył zwrot ciesząc się z małego zwycięstwa jakie odniosła. Już za drzwiami wykonała kilka wdechów i wydechów. Nie było tak źle. Nie pozabijali się i nie rzucili na siebie. Zaraz jednak się zawróciła i zaklęła cicho. List. Znów go zapomniała. Otworzyła drzwi i ruszyła przez klasę, jednak coś jej nie pasowało. Snape. Nie było go za biurkiem. Podeszła bliżej i spostrzegła, że listu na biurku też nie było. Lekko zdenerwowana, ale i rozbawiona ruszyła w stronę kantorka, w którym czasami zwykła przygotowywać niektóre ingrediencje. Uchyliła drzwi i wsadziła głowę. Stał oparty o jakąś szafkę i uśmiechał się krzywo. W ręku trzymał zaadresowany do niej list. Spojrzała mu w oczy oniemiała,zadziwiona że naprawdę ma zamiar odstawić taką farsę.
Podeszła jednak bliżej, gotowa zagrać w jego grę. Wyciągnęła rękę na płasko, mężczyzna z kolei różdżką zablokował drzwi. Spojrzał na nią z głodem w oczach, ale i z nadzieją. Postanowiła nie przerywać tej dziecinady.Chce się bawić, będą się bawić.
- Severusie, oddaj mi proszę list.
- Nie zrobię tego.
- Dlaczego?
- Bo...mam ochotę się z tobą podroczyć. Będziesz musiała spełnić kilka moich zachcianek.
- Na biurku, w składziku na miotły, na podłodze? Jak wolisz? - Wypowiadając te słowa pokazywała kolejne obszary, siląc się na lekki ton. Kiedy jednak Severus czerwony jak burak spojrzał na nią zamglonymi oczyma zrozumiała, że znów się zagalopowała. - Nie chodziło ci wcale o szybki seks prawda?- Spuściła oczy niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Snape uśmiechnął się, ale wciąż przełykał nerwowo.
- W zasadzie nie, ale podoba mi się twój plan.- Oderwał się od szafy i stanął na przeciwko dziewczyny.
- Serio?
- Hermiono.- Jej imię wypowiedziane tym głębokim gardłowym głosem sprawiło, że poczuła wilgoć między nogami. Podniosła na niego oczy nie mogąc uwierzyć, że naprawdę zaraz ją weźmie.
Pochylił się w jej stronę, poczuła mocny kawowy zapach i wciągnęła go głęboko do płuc. Przymknęła powieki, czekając na jego kolejny ruch. Sekundy mijały, on jednak tylko na nią patrzył.
- Nic z tego.- Gdy ich oczy się spotkały, poczuła się jak idiotka. Znów z niej szydził. Ta gra musiała go cholernie podniecać. Nie myśląc wyciągnęła rękę i zamachnęła się, jednak on jak zawsze przytomny złapał ją i mocno przytrzymał. Korzystając z zaskoczenia uniosła nogę i celując w jego krocze wykonała wykop, ale on znów był szybszy. Zachwiała się pod wpływem jego silnego uścisku, który poczuła na kostce. Nie dość, że była unieruchomiona, to jeszcze ściskał ją naprawdę mocno, ale ona o to nie dbała. Wilgoć zalewała jej bieliznę i nic nie mogła na to poradzić. Przechyliła się całym ciałem w lewo, by uzyskać choć trochę równowagi. Severus uśmiechnął się do niej krzywo, a jego oczy płonęły. Z pożądania. Rozluźnił lekko uchwyt na kostce i pogładził skórę. Poczuł jej gęsią skórkę. Znów się uśmiechnął. Cały czas patrzyli sobie w oczy. Przesunął rękę z kostki ku łydce. Gładził ją delikatnie masując. Hermiona powstrzymywała się, by nie jęknąć. Zepsułaby wszystko. Zamiast tego, spróbowała się odwrócić, by znaleźć wygodniejszą pozycję. Zaraz zwiększył nacisk na jej dłoń i przycisnął ją sobie do brzucha. Zjechał na dół i na kierował jej dłoń na sztywnego członka. Gdy tylko poczuła go pod palcami, odetchnęła głęboko. Powoli poznawała podłużny kształt, a ręka jej partnera wciąż spoczywała na jej dłoni. Było to tak zmysłowe i podniecające, że nie mogła się powstrzymać i uniosła twarz do pocałunku. Snape stał z zamkniętymi oczami, głośno oddychając. Gdy poczuł jej usta na swoich, zesztywniał jeszcze bardziej. Nie oddał pocałunku, otworzył oczy. Patrzyła na niego z urazą mieszającą się z żądzą. Bardzo dobrze. Znów przesunął dłoń wyżej, teraz jego palce pieściły wrażliwe kolano i powoli sunęły w kierunku uda. Jego członek pulsował domagając się pełnej uwagi. Dziewczyna oddychała głęboko,cały czas patrząc na jego twarz. Nie przestawała masować go przez spodnie. Próbowała przesunąć się w przód i otrzeć o niego, ale sposób w jaki ją trzymał uniemożliwił jej to skutecznie. Gdy jego ręka wreszcie dotarła na skraj bielizny, zatrzymał się i pochylił. Spojrzał jej prosto w oczy, następnie pocałował tak mocno i zaborczo jak jeszcze nigdy. Manewrował językiem we wnętrzu jej ust i co chwilę przygryzał jej wargę. Już nie powstrzymywała jęków. Oboje oddychali głośno. Mężczyzna wreszcie zabrał rękę z własnego krocza i chwycił jej policzek. Gest ten był tak intymny i czuły, że zadrżała. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Gdy znów pochylił się do pocałunku i złączył ich usta, w jej głowie rozbrzmiewało tylko jedno zdanie. " Czy to jest pożegnanie?" Przestała jednak myśleć gdy tylko poczuła jego palce pod materiałem majtek. Gładził delikatnie jej wargi, a stale rosnący penis potwierdzał, że sprawia mu to taką samą przyjemność jak jej. Nieoczekiwanie pchnął ją na stojący nieopodal stół i równocześnie wbił palec w jej rozgrzane wnętrze. Patrzyła na niego niepewna co się zaraz wydarzy. Pół leżąc na zimnym blacie jęknęła przeciągle. Kciukiem masował jej łechtaczkę. Pochylił się tak nisko, że jego usta znajdowały się na poziomie jej ucha. Znów zadrżała czując jego gorący oddech. Cały czas ją pieścił. Dociskał nabrzmiałe krocze do jej uda. Gdy usłyszała jego szept, wstrzymała oddech.
- Nic nie trwa wiecznie, miałaś rację.
Nim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, Severus wyprostował się. Machnięciem różdżki odblokował drzwi i wyszedł, nie oglądając się za siebie. Gdy minęło pierwsze osłupienie, Hermiona opuściła zdrętwiałe nogi i jęknęła. Pod powiekami poczuła łzy. Jej łechtaczka pulsowała mocno. Wciąż odczuwała podniecenie. Była zła i zraniona, ale również napalona do granic możliwości. Pot spływał jej po plecach. Podniosła się i obciągnęła spódnicę, uważając by nie dotknąć wrażliwych ud. Otarła oczy wierzchem dłoni i ruszyła do wyjścia. Tym razem Snape wygrał, ale ona mu jeszcze pokaże.
Wymaszerowała z klasy eliksirów na chwiejnych nogach. Dopiero gdy znalazła się w zaciszu własnych komnat dała ujście podnieceniu jakie wciąż się w niej kotłowało. Kilkakrotnie wyjęczała imię swojego ukochanego, a dochodząc miała przed oczami jego twarz. Jego i tylko jego będzie zawsze kochać, była tego pewna. Jedyne co jej pozostało, to dać mu się o tym przekonać. Czas uciekał. Musiała działać szybko. Odczytała wreszcie list, który jak sądziła zawierał instrukcje co do tego co powinna mówić i jak się zachowywać na spotkaniu z urzędnikami Ministerstwa.


 Dobierała strój w pośpiechu, ale wcale nie nie przemyślanie. Założyła piękny perłowy gorset, który doskonale podkreślał to co miał podkreślić. Makijaż jaki wykonała, był prawie że nie widoczny. Postawiła na naturalny wygląd i miała nadzieję, że to zaprocentuje.
Gdy nadeszła już prawie pora spotkania z Severusem, postanowiła zacząć wcielać plan w życie. Znaleźć Chucka nie było ciężko. Poszukała najbardziej rozchichotanej grupki dziewcząt, w pobliżu od razu zauważyła tego którego szukała. Oczywiście rozpromienił się na jej widok. Pociągnęła go na bok, aby nie robić jeszcze większej sensacji. Jeszcze ktoś pomyśli, że to dla niego tak się ubrała. Nie żeby chłopak w jego wieku potrafił docenić zalety gorsetu, ale lepiej dmuchać na zimne.
Gdy wreszcie znaleźli się poza spojrzeniami grupy zatrzymała się i spojrzała na swojego kompana.
- Chuck. Wiem, że uczta z okazji Halloween jest w zamku już legendą i na pewno czekasz na nią tak jak wszyscy, ale chciałam zaprosić cię do siebie. To znaczy...do Nory. Harry i Ginny na pewno ucieszą się mogąc znów z tobą porozmawiać. Co ty na to? - Przez cały ten czas chłopak patrzył na nią maślanymi oczyma, to fakt, ale kiedy wreszcie z jej ust padła propozycja, nie wykazał jakiegoś ogromnego entuzjazmu.
- Pani Profesor, tyle że...nie wolno mi. Nie mogę uczestniczyć w zabawie w Norze. Mam szlaban przez kolejne dwa tygodnie i nie dostane pozwolenia na opuszczenie zamku.
- Daj spokój, kto ci wlepił ten szlaban?
- Profesor Snape.- Popatrzył jej w oczy z  kwaśną miną.
- Rozumiem. Tym się nie przejmuj, załatwię z nim tak, że będziesz mógł pojechać.
- Naprawdę? Czyli to prawda, co mówią o was? Trzyma Pani Snape' a pod pantoflem?- Śmiał się, ale jego oczy pozostały zimne.
-Ten dupek na Panią nie zasługuje. Powinna Pani lepiej dopierać sobie kochanków.- Hermiona stała jak wryta i nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Nim zdążyła się otrząsnąć ślizgon pogładził ją delikatnie po podbródku i odszedł nie oglądając się za siebie.
Nawet go nie zatrzymała. Stała jak słup soli i oddychała głęboko. Chuck zachowuje się bezczelnie, jakby miał do mnie jakieś prawa - pomyślała. A przecież nie miał żadnych. Był tylko uczniem, którego miała nadzieję delikatnie wykorzystać do odzyskania Severusa. Skoro jednak on zachowywał się jakby mózg zostawił w innej szacie, będzie musiała zrobić coś innego. Miała jeszcze chwilę czasu na zastanowienie, więc ruszyła pod Wielką Salę na posiłek.
Od razu zauważyła baczne spojrzenie jakim obdarzył ją Dumbledore, ale uśmiechnęła się do niego uspokajająco i przeniosła wzrok na siedzącego obok Severusa. Zlustrował ją od góry do dołu, zatrzymując się na jej uwypuklonym dekolcie. Jak jej się wydawało warknął szarpiąc za kawałek szynki wystający z kanapki. Gdy zajęła miejsce obok niego ostentacyjnie się odsunął by jak najbardziej zwiększyć dystans między nimi. Nie odzywali się do siebie, ale kryzys wisiał w powietrzu. Hermionie było przykro, że Snape mimo wszystko nie potrafi utrzymać uczuć na wodzy, ale wiedziała, że to po części też jej wina. Gdy wreszcie uczta się skończyła przepuścił ją przodem i prawie że razem zeszli i wymaszerowali z Wielkiej Sali. Oczywiście spora część uczniów udawała, że wcale się na nich nie gapi. Ich przemarszowi towarzyszyły chichoty i mało dyskretne pokazywanie palcami. Jakby byli małpkami w cyrku.
Gdy w końcu znaleźli się poza granicami zamku, tuż obok punktu aportacyjnego, Snape nieoczekiwanie chwycił ją za rękę i pogładził po wierzchu. Spojrzała na niego, ale on miał wzrok utkwiony gdzieś w dali.
Nim zdążyła się obejrzeć szarpnęło nimi i już wylądowali na jednej z mniej uczęszczanych uliczek Londynu. Budka telefoniczna, z której zmuszeni byli skorzystać by przedostać się do ministerstwa okazała się o wiele za ciasna dla nich obojga. Co chwilę ocierali się o siebie, zahaczali rękoma bądź łokciami, no i patrzyli na siebie z bliskiej odległości, co było najgorsze. Hermiona ledwo wytrzymała to napięcie. Miała tak ogromną ochotę go pocałować, że z wielkim trudem się powstrzymywała. Jego oczy skrzyły się tym niezdrowym blaskiem, który tylko ją przyciągał. Oboje z  ulga powitali wreszcie posadzkę budynku ministerstwa i od razu odsunęli się od siebie na bezpieczną odległość. Severus od razu wszedł w swoją rolę urzędnika. Odzywał się tylko formalnym tonem i nie patrzył na nią, a gdy mijali kogoś znajomego krótko przedstawiał ją jako nową profesorkę, nie czekając nawet aż wymieni z nowo poznanym choć dwa kurtuazyjne zdania. Całą swoją postawą dawał do zrozumienia, że jest milion innych miejsc w których wolałby aktualnie przebywać, z Azkabanem włącznie. Hermiona cały czas robiła dobrą minę do złej gry. Czuła się zła i upokorzona, ale nie pokazywała tego. Twardo brnęła dalej, pokazując wszystkim kłamliwy obraz wesolutkiej " wiem to wszystko. " W końcu jednak ich wędrówka dobiegła końca. Trafili do jednego z gabinetów w podziemiach. Czarownica, która ich ugościła bardzo jej kogoś przypominała. Nie to jednak ją martwiło. Urzędniczka, której została przedstawiona zdawała się lubić Severusa o wiele bardziej niż sam zainteresowany skłonny przyznać i cały czas robiła aluzje, jakoby coś ich w przeszłości łączyło. Gryfonka starała się nie zwracać na to uwagi i robić swoje, ale w pewnym momencie po prostu wyszła, kiedy tamta dwójka kompletnie nie zwracała na nią uwagi rozmawiając konfidencjonalnym szeptem w dalszym kącie pokoju.Ledwo powstrzymując łzy ruszyła korytarzem nie oglądając się w tył. Starała się uspokoić oddech i nie rozmazać makijażu. Usiadła na pobliskiej ławeczce i rozejrzała się. Nikogo nie było w pobliżu, więc pozwoliła sobie cicho załkać. Wszystkie emocje jakie tłumiła w sobie teraz próbowały się wydostać i przejąć nad nią kontrolę. Zacisnęła pięści i odetchnęła głęboko. Gdy uniosła głowę spostrzegła postawnego, przystojnego mężczyznę, patrzącego na nią z nieukrywanym zainteresowaniem. Uciekła spojrzeniem w bok, mając nadzieję, że sobie pójdzie, ale przeliczyła się. Podszedł bliżej i bez żadnych wstępów wyciągnął do niej dłoń.
- Jestem zaszczycony. James Newborn, ojciec Chucka. Gdy usłyszałem, że wraca Pani do Hogwartu aby objąć posadę, miałem nadzieję kiedyś panią spotkać i poznać. Pewnie pani nie wie, ale w niektórych kręgach jest pani żywą legendą. - Uśmiechnął się życzliwie, pokazując rząd równiutkich białych zębów. Cały czas trzymał jej dłoń w swojej, a gdy wreszcie się ocknęła i spojrzała na niego niespiesznie, opuścił rękę jakby od niechcenia. Odchrząknęła i znów spojrzała w bok. Mężczyzna był niewątpliwie wspaniały i wymuskany niczym model, ale widać było kurze łapki wokół oczu, delikatne bruzdy na policzku, a jego gęste blond włosy gdzieniegdzie przyprószone siwizną. Zorientowała się, że wgapia się w niego niczym w obrazek, więc znów odchrząknęła i usiłowała przypomnieć sobie, jak się mówi.
- Bardzo mi miło. Nie wiem, co Pan o mnie słyszał...
- James...proszę.
- Hm.. nie wiem co o mnie słyszałeś, ale pewnie większość z tego to bzdury.- Zachichotała nerwowo, przeklinając się w myślach.
- Mogę?- Nie czekając na jej pozwolenie przybliżył dłoń do jej policzka i starł smugę z tuszu do rzęs, który się rozmazał. Poczuła, że jej skóra płonie. Zaczerwieniła się ogniście i cofnęła głowę przerażona. Nie musiała na niego patrzeć by wiedzieć, że się uśmiecha. Usłyszała kroki i spojrzała w bok. Severus szedł szybko w stronę ławki. Minę miał paskudną. Spojrzała na swojego towarzysza modląc się by znów nie zechciał jej dotykać kiedy Snape patrzy. James jednak nie zwracał na nią uwagi. Ruszył na przeciw mistrza eliksirów i uścisnęli się krótko, po męsku.
- James.
-Severusie, kupę lat.
- Nic się nie zmieniłeś.
- Ty też nie, zawsze lubiłeś mieć koło siebie piękną kobietę. - Znów się uśmiechnął, ale widząc minę swojego rozmówcy uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, zmieszany. Obrócił się bokiem, pomachał do patrzącej na nich dziewczyny i odszedł szybkim krokiem.
 Snape usiadł na ławce i się nie odezwał, ale wyczuwała, że ma jej sporo do powiedzenia i to wcale nie miłe rzeczy. Westchnęła zrezygnowana. Możemy już wracać? Jestem zmęczona.- O dziwo odezwał się łagodnie i znów złapał ją za rękę.
- A może moglibyśmy jeszcze gdzieś pójść?
- Co masz na myśli?

Znów stali na słabo oświetlonym wzgórzu. Światła miasta migotały w dole. Severus puścił jej dłoń i odszedł na bok. Stali w ciszy. Nie rozumiała dlaczego znów ją tu zabrał. Czekała na jakiekolwiek wyjaśnienia, ale jak to zwykle z mistrzem eliksirów bywa, nie doczekała się. Poczuła, że drży. Nie zabrała ze sobą płaszcza, ani nawet szala, mieli tylko złożyć wizytę w ministerstwie i wrócić. Objęła się ramionami próbując zahamować szczękanie zębami. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na nią przelotnie. Od razu ściągnął czarny płaszcz i energicznie zarzucił jej na ramiona. Poczuła znajomy zapach jego ciała, whisky i korzennych perfum i zaczerwieniła się. Na szczęście nie widział tego, albo nie chciał widzieć. Skinęła mu z wdzięcznością, bojąc się przerwać ciszę. Musiała jednak to zrobić.
- Nie wyjeżdżaj. - Błagała go spojrzeniem by ją objął i zapewnił, że nigdy nie zostawi. Przybliżył się i nachylił w jej stronę. Jego oczy były łagodne, a głos jakby...czuły?
- Wiesz, że muszę.
- Kochasz mnie?
- Nie każ mi odpowiadać Hermiono. - Spuściła oczy, gdyż znów poczuła łzy pod powiekami.- Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Oddałbym życie, zaprzedał dusze diabłu, zaprzyjaźniłbym się z Potterem.- Parsknęli nerwowym śmiechem. Hermiona pociągnęła nosem znów patrząc mu w oczy.
- Pocałuj mnie. Proszę...- Wspięła się na palce i połączyła ich usta. Pocałunek był długi i namiętny, ale miał jeden smak. Gorzki smak pożegnania. Snape przygarnął ją do siebie i przytulił z całych sił. Stali objęci chłonąc swoją bliskość. Oboje zdawali sobie sprawę, że w tej walce nie będzie wygranych.


                                                                 *

Po powrocie do zamku nie rozmawiali ze sobą przez kilka dni. Taka była umowa. Dali sobie czas na przemyślenie pewnych spraw i oswojenie się z myślą, że za niedługo nie będą się widywać wcale. Hermiona powitała kolejny weekend z radością. Wybierze się do Nory. Zdążyła już stęsknić się za przyjaciółmi, no i musi koniecznie porozmawiać z Ginny.
Odszukała Chucka w tłumie ślizgonów i przekazała mu ostatnie instrukcje co do ich podróży do domu Weasley'ów. Chłopak cieszył się jak dziecko, a dziewczyna widząc jego roześmiane oczy i dołeczki w policzkach powędrowała pamięcią do starszego Newborne'a, którego elektryzująca uroda już dawała się zauważyć w rysach syna.

Gdy stanęli przed bramką do ogrodu Weasley 'ów  wszędzie unosiły się dyniowe głowy z wyszczerbionymi uśmiechami i  pochodnie. W tle słychać było muzykę i śmiechy.
Radosna atmosfera od razu udzieliła się nowo przybyłym. Domownicy witali się z Charlesem jak z dawno nie widzianym przyjacielem co chłopak przyjął z wzruszeniem. Co chwilę jednak zerkał na Hermionę pożądliwym wzrokiem, a gdy odwzajemniała spojrzenie- płoszył się. W końcu dotarli do centrum każdej imprezy - kuchni. Przy stole toczyła się zażarta bitwa na jedzenie hot-dogów na czas. Oczywiście wygrywał George, ale Ronowi nie wiele brakowało do zremisowania. Granger mijała kolejnych przyjaciół wypatrując w tłumie Ginny. Zostawiła swojego towarzysza z Harrym i Ronem, co skwitowali śmiechem.
Gdy znalazła się na piętrze, z ulgą zauważyła, że tutaj dudnienie muzyki i krzyki nie są aż tak donośne. Mając w pamięci ostatnie wydarzenia zapukała, a gdy usłyszała ciche "proszę" weszła do pokoju. Ginny nakładała wprawną ręką ostatnie warstwy cieni do powiek siedząc przed ozdobną toaletką. Uśmiechnęła się do Hermiony promiennie, pokazując aby zaczekała jeszcze momencik.
Starsza czarownica przysiadła na skraju łóżka i z uśmiechem obserwowała jak tamta dokańcza robienie się na bóstwo. Gdy skończyła objęły się serdecznie i wygodniej rozsiadły się na łóżku.
- No i jak tam sprawy małżeńskie? - W odpowiedzi gryfonka prychnęła i pokazała Rudej język.
- Pamiętasz jak jeszcze kilka miesięcy temu się nienawidziliśmy?
- W zasadzie jeśli mam być szczera, to nie. -  Popatrzyły na siebie.- Odczuwałaś niechęć, czasami byłaś wkurzona czy rozczarowana, ale żeby go nienawidzić? Wątpię. Harry i Snape się nienawidzili. Ale ty i Snape? Jeśli już to nazywać, to raczej wzajemna niechęć. Nigdy nim nie gardziłaś, zawsze go szanowałaś, a to że wkurzał cię jak nikt inny, jest tylko dowodem na słuszność powiedzenia "kto się czubi, ten się lubi." - Kolejne prychnięcie ze strony gryfonki i Ginny postanowiła w końcu zamilknąć. Pokazała jej ręką, że ma kontynuować. - Tak sobie czasami myślę, co by było, gdybym jednak nie uratowała mu wtedy życia i dzięki temu nie wróciła do Hogwartu. Gdzie bym  wtedy była, co bym robiła?
- Ale po co w ogóle się nad tym zastanawiasz? Takie gdybanie jest do ciebie bardzo niepodobne.- Weasley'ówna spojrzała na brązowowłosą karcąco kręcąc głową.
- Bo kiedy przychodzi taki krytyczny moment w życiu, to człowiek zaczyna się zastanawiać nad wyborami jakich dokonał.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że żałujesz?
- To nie tak. Myślę, że Snape żałuje, więc jest mi podwójnie źle.
- Znów się coś popieprzyło...
- Nie do końca. Zrozumieliśmy chyba oboje, że nie możemy być razem, ale nie potrafimy być osobno, więc albo on albo ja wyjedziemy. Zaofiarował, że to on opuści szkołę, więc pewnie jeszcze miesiąc, dwa i więcej go nie zobaczę.
- Dlaczego wyczuwam, że to wcale nie był twój pomysł?
- Bo nie był. Znasz mnie. Na siłę, nie będę go zatrzymywała, ale skoro nie potrafi tak po prostu mnie kochać, to lepiej będzie, jak nie będziemy utrzymywać kontaktu.
- Pozwól mi zrozumieć. Kochasz go, on kocha ciebie, ale nie będziecie razem, bo nie wierzycie, że może wam się udać, a porażka będzie zbyt bolesna?- Ruda spojrzała na nią z rozbawieniem.
- Mniej więcej tak. Z twoich ust to brzmi jak największy banał świata - ich spojrzenia się spotkały - to nie jest największy banał świata! - Po pokoju rozszedł się gromki wybuch śmiechu. Po chwili jednak obie spoważniały.
- Jeśli on nie jest gotów kochać mnie aż do śmierci, ba nawet spróbować, to nie będę go zmuszać. Ja byłabym gotowa podjąć te próbę, on nie.
- A czy on o tym wie?
- Myślę, że dość jasno dałam mu odczuć czego chcę. Jeśli jeszcze tego nie zrozumiał, to musi być idiotą.
- Jest facetem, prawda?



                                                                           *

Impreza w ogrodzie trwała w najlepsze. Prowizoryczny parkiet oświetlony delikatnie kilkoma dyniami był zatłoczony. Pląsające pary próbowały poradzić sobie ze ściskiem, ale nikt nie narzekał. Cieszyli się, że są tutaj wszyscy razem i mogą dzielić te wspólne chwile. Nawet Hermiona w ramionach Rona musiała przyznać, że dobrze jest tak czasem po prostu potańczyć, bez zastanawiania się " co tez Snape może sobie myśleć ." Delikatnie kołysali się w rytm jakiejś ballady, gdy w tłum wmieszał się Chuck i poprosił o kolejny taniec. Hermiona ze śmiechem chwyciła wyciągniętą dłoń, ale nerwowo zerkała czy Minerwa lub Albus ją widzą. Wiedziała, że w tańcu z uczniem nie ma nic złego, ale bądź co bądź czuła się nieswojo. Miejsce w talii gdzie spoczywała ręka chłopaka piekło ją i poczuła, że się czerwieni. Charles patrzył na nią z uśmiechem, a gdy nie odwzajemniła się nachylił się w jej stronę i zapytał, czy aby na pewno wszystko w porządku. Jego bliskość dziwnie na nią działała i nie mogła powstrzymać się od wdychania pięknego zapachu jakim skropiona była jego koszula. By go uspokoić szepnęła tylko, że ma za ciasne buty i czym prędzej uciekła jak tylko piosenka się zmieniła. Miała nadzieję, że ślizgon nie uzna jej zachowania za podejrzane. Ruszyła w głąb domu, aby znaleźć się w przedpokoju i po chwili na ganku. Tutaj na szczęście było pusto. Usiadła na schodach. Chwyciła policzki w dłonie, by choć trochę je ochłodzić. Bardziej poczuła niż usłyszała, że ktoś za nią stoi. Nie odwróciła się jednak. Czekała. Przybysz podszedł bliżej i stanął centralnie za nią. Całe jej ciało spięło się, gdy usłyszała ten drwiący głos.
- Fajnie się tańczyło?
- O co ci chodzi Severusie?
- Nic nic, ty i młody Newborn ładnie razem wyglądacie. Kiedy mnie już nie będzie, będziesz mogła się koło niego zakręcić. Jestem pewien, że jego ojciec pochwaliłby wasz związek, no chyba, że to za ojca chcesz się wziąć? - Znów ta drwina w jego głosie. Oczywiście dopiekł jej do żywego. Mogła się spodziewać, że jeśli ktokolwiek będzie miał coś do powiedzenia na temat Chucka, to będzie Snape. Znów poczuła złość i straszne upokorzenie.
- Co cię to obchodzi, przecież sam powiedziałeś, że ciebie już nie będzie.- burknęła. Myślała, że odejdzie, jednak on przysiadł się zachowując rozsądny odstęp.
- Ale na razie jestem...
- Czyli co? Dopóki nie wyjedziesz nie wolno mi z nikim rozmawiać, z nikim tańczyć, nic mi nie wolno tak?- Sama się zdziwiła jak płaczliwie zabrzmiał jej głos. Przysunął się bliżej i spojrzał na nią w pół mroku. W jego głosie wyczuła fałszywą troskę.
- Nie nie. Możesz robić co tylko zechcesz, byle nie miało to nic wspólnego z tym chłystkiem.
- Ty jesteś zazdrosny!-  Oskarżycielsko wymierzyła w niego palec dotykając torsu. W odpowiedzi prychnął i spojrzał na nią z góry.
- Nie bądź śmieszna Hermiono. Co niby takiego ma ten gówniarz, czego ja nie mam?- Jego oczy zapłonęły niebezpiecznie.
-  Szansę na szczęście?Odwagę, by wziąć to czego pragnie?- Nie mogła się powstrzymać. Musiała jeszcze raz spróbować.
- Nie przeginaj. Uzgodniliśmy, że tak będzie najlepiej.
- Nie, nie. Ty tak ustaliłeś. Mnie nie pozostało nic innego jak zgodzić się z takim stanem rzeczy, bo jesteś zbyt wielkim tchórzem by mi zaufać i spróbować.- O dziwo minę miał zbolałą.
- Hermiono. Proszę cię. Nie wchodźmy w to znów.
- Co byś zrobił, gdybym nigdy nie musiała uratować ci życia, a tym samym nie wróciła do Hogwartu?
- Jak to co bym zrobił? Pewnie uczyłbym do śmierci, albo co najmniej do zasłużonej emerytury. Czemu pytasz ? - Zwrócił twarz w jej stronę, ale ona wzrok miała spuszczony.
- Ostatnie miesiące wiązały się z tobą cały czas. Wciąż albo razem przebywaliśmy, albo myślałam o tobie. Listy, rozmowy, kłótnie...Ciężko będzie, kiedy to wszystko zniknie.- Pociągnęła nosem, a o on dziwo przygarnął ją do siebie wtulając twarz w jej włosy i splatając dłonie na jej brzuchu. Z wrażenia wstrzymała oddech, ale nie śmiała się odwrócić i na niego spojrzeć. Pół siedzieli, pół leżeli w tej dziwnej pozycji i żadne z nich przez chwilę się nie odezwało. W ciszy wieczora, kiedy najgłośniejszym dźwiękiem było bicie ich serc, usłyszała jego szept.
- Mnie też kochanie. Mnie też.- Poluzował chwyt i wstał z gracją tylko sobie właściwą.



Gryfonka znów wmieszała się w tłum bawiących się gości, a gdy dostrzegła Hagrida oraz Minerwę usiłujących tańczyć kankana musiała sprawdzić, która jest godzina. To niemożliwe żeby było już aż tak późno. W najdalszym kącie spostrzegła Severusa i Dyrektora, pogrążonych w rozmowie. Nie zauważyli jej więc przemknęła dalej i zatrzymała się dopiero poza zasięgiem ich wzroku.
Siedzący przy stole czarodzieje raczyli się Ognistą i ponczem wytwórstwa bliźniaków. Przysiadła się do Percy' ego i jego narzeczonej, ale okazali się zbyt zajęci sobą, więc wstała od stołu z pełną szklaneczką.
Wszyscy w okół zdawali się świetnie bawić. Poczuła się bardzo samotna. Pochłaniała szklaneczkę za szklaneczką co jakiś czas przystając i zagadując kogoś. W końcu jednak zmęczenie dało się we znaki. Ruszyła przed dom, by deportować się na wzgórza. Chciała jeszcze pożegnać się z Ginny, gdy przypomniała sobie o Chucku. Przecież mieli wracać razem. Chcąc nie chcąc zaczęła go szukać i wypytywać wszystkich czy go nie widzieli. Gdy go znalazła, wyglądał jakby wypił o wiele za dużo, ale miał już 17 lat więc cóż jej do tego. Złapała go za fraki i siłą wyciągnęła z objęć jakiejś młodej ślicznej dziewczyny, która wyglądała jakby chciała ją ukatrupić. Chuck chyba jednak nie był aż tak pijany bo ruszył do kominka łapiąc za wazę z proszkiem fiuu, ale w porę złapała go za rękę i wyciągnęła na zewnątrz.
- Przejdźmy się.- Nie zważając na jego protesty ruszyła w stronę lasku. W końcu przestał się opierać i szli żwawo.
- Wie pani co? Jak chciała mnie pani porwać i ukatrupić, to mogłem się chociaż pożegnać z ojcem.- Zachichotał jak dziewczynka, ale nie puszczał jej dłoni.
- Uspokój się wariacie. Przejdziemy się, wytrzeźwiejesz...tylko Snape by cię zobaczył w tym stanie.
- Rety. Jesteśmy sami w lesie. Romantycznie. Nikt nie wie, gdzie jesteśmy, a jedyne o czym ty myślisz, to SNAPE! No kurwa!- Spojrzała na niego oniemiała. Nagle nie był już tym miłym chłopakiem, który patrzy na nią maślanymi oczkami.Wyszarpnął dłoń jakby nie mógł znieść jej dotyku. Jego oczy pałały, policzki były zarumienione, ale wydawał się przede wszystkim zrezygnowany.
- O czym ty mówisz? Chuck?
- No jasne. To wcale nie jest oczywiste, jeśli się na nic nie zwraca uwagi. Jestem w tobie beznadziejnie zakochany. O tym mówię. - Wymierzył w nią palec i patrzył wręcz oskarżycielsko. Hermiona poczuła, że ją mdli. Zatrzymała się i tylko patrzyła na niego. Podszedł do niej szybkim krokiem i korzystając z jej zaskoczenia pocałował szybko. Nie odsunęła się od razu i nie przerwała pocałunku. Poczytując sobie to za szansę chłopak przybliżył się i pogłębił pocałunek. Po chwili zaczęła go oddawać. Nie myślała o niczym i nic się nie liczyło. Tylko ten wspaniały chłopak i ona po środku lasu, późno w nocy. Nie mogła powiedzieć, że jej się nie podoba, że nie czuje przyjemności, ale musiała to przerwać. Delikatnie go odepchnęła i głośno oddychając spojrzała na niego z przerażeniem.
- Chuck ja...- Uciszył ją gestem.
- Wiew, wiem, to nie ja...Musiałem spróbować. Mam tylko jedną prośbę.- Skinęła mu głową niezdolna by cokolwiek wypowiedzieć na głos.
- Nie pozwól mu wyjechać.


Nie zastanawiała się nawet jak dotarli do zamku, ani jak wróciła do swoich komnat, myślała tylko o tym, co Chuck jej uświadomił. Pocałunek z nim zrobił na niej ogromne wrażenie, ale nie należyte. Powinna co najmniej rzucić się na niego, a nie odpychać go. Nie potrafiła jednak inaczej. Tylko jedne usta chciała smakować i czuć. I nie były to usta Chucka. Musiała coś z  tym zrobić nim będzie za późno. Musiała, przekonać Severusa, że są sobie przeznaczeni i nie mogą żyć osobno.
 Ruszyła do jego komnat, zdając sobie sprawę, że gdyby nie alkohol we krwi nie byłaby taka chętna by z nim rozmawiać. Przeskakiwała po dwa stopnie na raz, dziwnie spokojna i pewna swego.
Zapukała raz i drugi, a gdy nikt jej nie otworzył oparła się o drzwi z myślą, że poczeka te kilka minut zanim Snape wróci.
Gdy Mistrz Eliksirów wreszcie dotarł pod drzwi swoich komnat zastał gryfonkę lekko pochrapującą zwiniętą w kłębek na zimnej posadzce. Nie myśląc wiele wziął ją na ręce i próbując obudzić ułożył w swojej pościeli. Wolfgang od razu przybiegł i polizał ją po twarzy. Zachichotała przez sen, ale nie otworzyła oczu. Severus planował obudzić ją i walnąć jej kazanie, ale gdy spojrzał na tę spokojną twarzyczkę nie miał serca. Usiadł w fotelu i wziął pierwszą lepszą książkę z biblioteczki. Nie mógł się jednak skupić, bo cały czas rozmyślał po co przyszła i co go ominęło. Westchnął i rozebrał się. Pozostawił tylko bieliznę i wślizgnął się pod kołdrę, którą zdążyła całą zagarnąć dla siebie. Przybliżył się do jej ciepłego ciała, ale ostrożnie, tak by jak najmniej jej dotykać. To jednak wystarczyło. Od razu poczuł, że twardnieje. Przesunął się i ułożył tak, by zbytnio jej nie przeszkadzać. Poczuł jej znajomy zapach i położył głowę ponad jej ramieniem. Delikatnie dotknął bioder. A więc szykuje się bezsenna noc? Trudno. Objął ją zjeżdżając ręką na jej brzuch. Wtuliła się w niego jeszcze bardziej. Docisnęła pośladki do rosnącego penisa i zamruczała. A może mu się wydawało?
Tak bardzo kochał jej dotyk, jej głos. Kiedy przyjdzie im się rozłączyć, będzie bardzo cierpiał. Nie chciał jednak na razie o tym myśleć. Skoro sama do niego przyszła, to skorzysta z tego i spędzi miłą noc. Albo raczej tyle ile z tej nocy zostało. Wtulił się w nią jeszcze bardziej i zamknął oczy.
Sam nie wiedział kiedy usnął i jak to w ogóle możliwe. Przebudził się jednak, wyraźnie czując, że coś się dzieje. Był niemożliwie podniecony, a jego penisa otaczała jakaś dziwna wilgoć. Podniósł głowę, ale było zbyt ciemno by cokolwiek dostrzec. Gdy zrozumiał co się dzieje opadł na poduszkę i jęknął. Czy ona oszalała? Poczuł się zupełnie rozbudzony i pragnął tylko znów ją posiąść. Próbował się przesunąć by ją dosięgnąć, ale dostrzegł tylko jej błyszczące, piękne oczy, które patrzyły na niego z głodem. Co i rusz brała penisa do buzi i z uśmiechem oblizywała jego główkę.Ślina ściekała obficie po jej brodzie, ale nie przejmowała się tym.Obciągała mu z dziką satysfakcją. Robiła to z wprawą i szybkością, która zadziwiła nawet jego. Nie powstrzymywał już jęków. Czuł, że jest blisko, a to że utrzymywała ogromne tempo wcale mu nie pomagało.
- Hermiono? Kochanie ? Musisz przestać...- O dziwo prawie natychmiast zatrzymała ruchy ręką, pocałowała lśniącą żołądź i wspięła się na łóżko. Od razu przygarnął ją do siebie i pogłaskał po policzku. Nachylił się i spojrzał jej w oczy, ale jeszcze jej nie pocałował.
- Co my robimy? To szaleństwo.
- Sev...skazujesz mnie na życie bez ciebie. Pozwól więc, że pokażę ci, co tracisz. - Nachyliła się i nie czekając aż odpowie, pocałowała go. Nie żeby miał zamiar. Ich języki od razu się zmieszały. Uniósł ją by nabić na sztywnego członka, ale powstrzymała go dłońmi napierając na jego klatkę piersiową. Całowali się namiętnie, co chwilę wymieniając jęki. Położył dłonie na jej tyłku i masował go delikatnie, co chwilę drapiąc biodra. Od niechcenia zahaczał o rozpaloną łechtaczkę. Hermiona czuła, że zaraz braknie jej powietrza i się udusi. Niechętnie oderwała się od ukochanego i zeskoczyła z łóżka. Zrzuciła sukienkę i rajstopy. Zostawiła tylko biustonosz i koronkowe majteczki. Oddychała szybko i urywanie. Snape zszedł z łózka. Doskoczył do niej i polizał brzuch nad linią majtek. Jęknęła przeciągle. Nigdy by się tego nie spodziewała, ale ugryzł ją, niby przypadkiem zahaczając zębami o materiał.Zsunął bieliznę i od razu zanurzył język w jej wnętrzu. Cipka była tak smakowita, jak to zapamiętał. Rozszerzył ją palcami, językiem kreślił kółeczka, a wsłuchując się w jej krzyki miał nadzieję, że zaraz nie spuści się jak gimnazjalista. Dołożył palec do języka i posuwał ją. Soki wypływały z dziurki i spływały po udzie. Jęczała co raz głośniej, boleśnie zaciskając ręce na jego włosach. Podniecało go to i musiał przyznać, że pasuje mu taki dziki seks. Nieoczekiwanie obrócił Hermionę tyłem do siebie, polizał jej odbyt co spotkało się z krótkim sapnięciem i znów wepchnął palec w jej pulsującą kobiecość. Wstał i wbił się w nią od tyłu. Krzyknęła i zaczęła się nabijać na sztywnego kutasa nie czekając na jakikolwiek ruch z jego strony. Skwitował to jękiem i złapał za jej sutki ukryte pod materiałem. Miętosił je, cały czas dociskając chętnego kutasa do jej bioder. Jej ręka powędrowała między nogi, gdzie masowała sobie łechtaczkę. Gdy tylko to zauważył zawrzało w nim. Zwiększył tempo. Poczuł, że sekundy dzielą ich oboje od spełnienia. Instynktownie złapał ją za włosy i pociągnął mocno. Zaskoczona dziewczyna jęknęła, a gdy złapał ją obcesowo za pierś i przyciągnął do siebie osiągnęła orgazm. Dochodzili jęcząc sobie w usta i gdy wreszcie się pocałowali, Severus wysunął się z niej i ledwo stojąc na nogach podprowadził ją do łóżka. Opadli na nie oboje, cały czas patrząc sobie w oczy. Ich oddechy unormowały się, a jako, że już prawie świtało, wypadało cokolwiek powiedzieć, nim rozejdą się każde do swoich spraw.
- Co cię podkusiło, by obudzić mnie w środku nocy i to w taki sposób?
- A co nie podobało się?- Uniósł brew.
- Mogłabyś mnie tak budzić codziennie...- Urwał zdając sobie sprawę co właśnie powiedział.
Hermiona podniosła się z poduszki i usiadła tyłem do niego. Nagle zaczęła się denerwować. Severus sam nie wiedząc co ma zrobić pogładził jej dłoń i sięgnął do jej twarzy próbując ją odwrócić w swoją stronę. Ona jednak uparcie patrzyła przed siebie. Cicho szepnęła:
- Mogłabym.
Nachyliła się i pocałowała Severusa delikatnie. Przymknął oczy i delektował się jej językiem. Zaraz jednak poczuł, że znów mu mało. Przygarnął ją do siebie. Nie opierała się. Wepchnął dłonie pod materiał stanika i gładził piersi delikatnie. Podciągnął go sprawiając, że materiał ocierał się o sztywne sutki. Dziewczyna znów jęknęła mu do ucha. Rozpiął biustonosz i cisnął go w kąt. Usiadła na nim okrakiem, a on z radością zanurzył twarz w jej piersiach biorąc sutki w usta na zmianę. Zachichotała rozradowana ocierając się o stojącego penisa. Nie nabijała się jednak na niego. Jeszcze nie. Pocałowała kochanka gładząc jego policzki i delikatnie je drapiąc.
Mistrz Eliksirów podniósł się, usiadł na łóżku i powoli uniósł ją, by delikatnie opuścić na sztywnego członka, który aż się o to prosił. Całowali się gorączkowo, a gdy zaczęło im brakować powietrza Hermiona powoli zaczęła go ujeżdżać. Robiła to delikatnie, jakby celowo przedłużając, ale w końcu Severus przejął kontrolę i unosił ją i opuszczał tak szybko jak miał na to ochotę. Jego jądra obijały się o jej pośladki i potęgowały doznania obojga. Gdy Snape polizał jej szyję delikatnie ją przygryzając usłyszał szept tuż przy swoim uchu.
 - Kochanie, mocniej. - Wyjęczała w tak cudowny sposób, że musiał zwolnić tempo, aby się nie skompromitować.
Przewrócił ją na plecy i cały czas posuwając pocałował jej chętne usta. Objęła go za szyję i jęczała mu słodko do ucha. Drapała jego plecy pozostawiając krwawe szramy,a  on ściskał i pieścił jej piersi.
Nim nastał ranek oboje osiągnęli spełnienie.

Spali do późna. Mimo iż ta noc, podobna była do kilku poprzednich, zmieniła wiele. Nie rozmawiali, nie musieli.
Pożegnali się krótkim pocałunkiem, po którym Hermiona miała nadzieję, że znów wciągnie ją do łóżka, ale tego nie zrobił.To wystarczyło jej za całą rozmowę. Nic się nie zmieniło.

Severus przemierzał korytarz trzeciego piętra. Dziś większość uczniów była spokojna i przepisowa. O dziwo. Niestety chłopakiem na jakiego musiał się natknąć był oczywiście Chuck. Udał, że go nie widzi, ale ślizgon zaraz go dogonił.
- Profesorze Snape, mam tylko pytanie.- Niechętnie się odwrócił i spojrzał na dzieciaka jak na jakieś robactwo.
- Słucham Panie Newborn?
- Opuści Pan Hogwart?



poniedziałek, 24 października 2016

Rozdział 18



Severus Snape przemierzał ulice Londynu. Ruszył w kierunku wzgórza na które kiedyś ją zabrał. Nie kłamał wtedy. Naprawdę lubił tu przychodzić, gdy zdawało się, że nie znajdzie już dla siebie miejsca na tym świecie. Bezkresne niebo, gwiazdy i świat na dole pomagały mu uwierzyć, że to wszystko nie ma znaczenia i w końcu ją odnajdzie, a wtedy cofnie miniony czas i powie jej to, co naprawdę chciała usłyszeć. Nie jego wina, że był głupcem, który nie potrafi odróżnić pożądania od miłości. Ani jednego ani drugiego nie zaznał wiele w życiu, więc kiedy natarły na niego równocześnie...pogubił się. Potrzebował jej szczerego uśmiechu i delikatnego dotyku dłoni, by się odnaleźć.

Kilka dni wcześniej...

Gdy dotarł do niej sens jego słów, wstrzymała oddech.
Powiedział - Kocham cię.
Nie odważyła się na niego spojrzeć, ale po tym jak spięły się jego mięśnie poznała, że wcale nie chciał tego powiedzieć. Jak to się mówi? "Wymsknęło" mu się. Niepewnie, uważając by go nie dotknąć zeszła z niego
 i położyła się obok na płasko. Bez słowa zrobił jej miejsce na tyle na ile pozwalała mu powierzchnia łóżka. Oboje teraz leżeli na plecach i patrzyli w sufit. Oboje mieli pustkę w głowie. Jedynym dźwiękiem w pokoju były ich urywane oddechy i nerwowo przełykana ślina. Leżeli tak dość długo, ale żadne z nich nie zdołało usnąć. Zbyt wiele emocji nimi targało. W końcu jednak Severus obrócił się bokiem do niej i od razu tego pożałował. Widział dokładnie jej unoszące się i opadające piersi. Ciemno-różowe sutki wciąż jeszcze błyszczące od jego własnej śliny. Wbrew sobie poczuł, że twardnieje.
Przeniósł spojrzenie na jej twarz, a kiedy zobaczył, że ona wcale nie jest zdenerwowana, sam też się uspokoił. Chłonął jej widok, a gdy wreszcie odwróciła się w jego stronę, mimo wszystko poczuł się jak przyłapany na gorącym uczynku. Mimo tego wszystkiego co razem robili, mimo tych orgazmów, które mu dała, poczuł zawstydzenie. Wiedział, że palą go policzki, ale już o to nie dbał. Wyciągnął dłoń w jej stronę. Pora choć raz zachować się jak mężczyzna. Gdy ich dłonie się spotkały, znów poczuł podniecenie, zaraz jednak nakazał sobie spokój i westchnął by zyskać na czasie. Zanim zdążył się odezwać, ubiegła go.
-Hej spokojnie...Nie mam zamiaru zaciągnąć cię przed ołtarz, czy zmuszać nie wiadomo do czego. -Wyciągnęła rękę i przejechała nią po jego barku, na tors i z powrotem. Przysunęła się bliżej i kontynuowała - Jesteśmy wariatami, że wpakowaliśmy się w coś takiego, ale niech mnie, jeśli żałuję. Spędziłam cudowne chwile i dałeś mi... rozkosz.- Widząc, że się krzywi znów złapała go za rękę i ścisnęła. - Naprawdę. Było cudownie, ale zdaję sobie sprawę, że nic nigdy nie trwa wiecznie. Potrzebowałam mężczyzny takiego jak ty, w zasadzie to czuje, że nikt nigdy nie dał mi tego co ty. Chcę powiedzieć..nie obwiniaj się. Nie mam żalu
i nie, nie łapię cię za słówka. Wiem, że ty też dobrze się bawiłeś, że tak to ujmę i bardzo mnie to cieszy. Nic nie cieszy mnie bardziej niż fakt iż było nam razem dobrze. Nigdy nie spodziewałabym się, że wyląduję w łóżku z byłym nauczycielem i będę miała z tego satysfakcję, ale cóż właśnie tak było.- Odetchnęła głęboko
 i spojrzała na niego wyczekująco cały czas błądząc dłońmi mi po jego ciele. Severus z kolei zastanawiał się czy robiła to odruchowo i czy w pokoju jest wystarczająco ciemno by nie  zauważyła, że znów miał wzwód.
Co do jej słów, poczuł niewyobrażalną ulgę. Nie miała zamiaru się na nim wyżywać i wiedziała, że nie miał na myśli tego co powiedział. Spojrzał jej w oczy i dostrzegł, że była szczera. Zdobył się na odwagę
 i wyciągnął rękę do jej policzka. Gdy go pogładził westchnęła rozkosznie. Poczytując to za zaproszenie przybliżyła się, a gdy jej nie odepchnął wtuliła w niego.Chwycił jej udo i położył na swoim biodrze, tak by jego sztywny penis znalazł się między jej udami. Udała, że tego nie zauważa i tylko patrzyła na niego. Mógł się mylić, ale pomyślał, że chciała zapamiętać z tej chwili jak najwięcej, wiedząc, że więcej coś takiego się nie zdarzy. Przymknął oczy i złączył ich usta w pocałunku. Delikatnie i niespiesznie pieścił jej wargi, a ona oddawała mu je bez niedawnego żaru, ale z całą mocą i pewnością. Znów głaskała jego ramiona i pierś,
ale jakoś tak niepewnie i delikatnie gotowa w każdej chwili przestać. Zrozumiał coś jeszcze. Dawała mu wybór. Cały czas. Chciał ją wziąć - oddała mu się w całości. Chciał zamieść problem pod dywan - wręczała mu zmiotkę. Chciał udawać, że nic się nie stało - dała mu komfort psychiczny i wyjście z sytuacji. Byłby głupcem, gdyby jej nie kochał. Jednak, była wspaniałą młodą czarownicą. Cały świat stał przed nią otworem, nie powinien ładować się w jej życie z buciorami. Mimo, że stanowiliby dobrze dobraną parę.
 Nie tylko w łóżku. Te same zainteresowania, te same marzenia. Gdyby Snape nie był głupcem i tchórzem, nie odrzuciłby jedynej szansy na szczęście. Wziąłby to co pragnęła mu dać i modliłby się, że kiedyś
 nie będzie go nienawidziła. Ale nie mógł tego zrobić. Nie mógł dać samemu sobie złudnej nadziei, że to co
 w ciągu kilku miesięcy ich połączyło, ma szanse przetrwać. Przyłożył nos do jej głowy i po raz kolejny wciągnął jej zapach w nozdrza upajając się nim. Przymknął powieki, a kiedy się odezwał Hermiona zesztywniała w jego ramionach.
- Dlaczego musisz taka być...
- Jaka?
- Taka dojrzała, wyrozumiała i wspaniałomyślna - wymówił te epitety z wyraźnym niesmakiem.
- Bo..- podniosła się i spojrzała mu w oczy -  wolę mieć cię na twoich warunkach, niż nie mieć cię wcale.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, ale niepotrzebnie, dziewczyna patrzyła w sufit.
- Chcę powiedzieć, że mogę być twoją kochanką. Jeśli mi na to pozwolisz. Nikim więcej. Ty dostaniesz to czego pragniesz, ja też...
- Oszalałaś? - Strząsnął jej głowę i usiadł. Spojrzała na niego zdezorientowana. - Chcesz mi się oddawać ? Tak po prostu? - Patrzył na nią z niedowierzaniem, ledwie zauważając jej zaczerwienione policzki i błyszczące oczy.
- A czym to się różni od tego co robiliśmy dotychczas?- Och, znał ten ton. Wkurzyła się. A mogli pójść spać, a nie gadać.
- Chodzi o to, że ja nie jestem...
- Co? Co nie jesteś? Gotowy? Rety Severusie, pomyśleć, że to ty jesteś staruchem, który przeżył i widział już wszystko. Przedtem pieprzyłeś mnie bez opamiętania, a teraz kiedy przychodzi co do czego nie chcesz szufladkowania, definiowania? Tego się boisz? Wejdę nieproszona w twoje ultra-uporządkowane życie i ci je rozwalę?
- Ty nic nie rozumiesz! - Severus klęczał na łóżku, ona opierając się na rękach pół-leżała i gdyby tylko się przybliżył, wsunąłby penisa w jej rozchylone usta. Wizja ta pojawiła się nieproszona w jego umyśle i przez kilka sekund nastała cisza. Zbierał myśli. - Nigdy nie dam ci tego czego pragniesz. Albo będziesz pragnąć. Nigdy nie będę dobrym mężem, nie dam ci dziecka, a przede wszystkim  nie dam ci szczęścia. Teraz tego nie widzisz, ale z biegiem czasu zrozumiesz, że nigdy nie mieliśmy szansy. Nigdy nie miało nam się udać.- Patrzył na nią z nadzieją, że zrozumie i odpuści. Ona jednak uparcie unikała jego wzroku, w końcu jednak podniosła się i w identycznej pozycji klęknęła przed nim. Uniosła oczy na jego twarz i znów spłonęła rumieńcem gdy wyczuła delikatny ruch członka między nimi. Wyciągnęła rękę i ujęła jego brodę tak silnie, że musiał spojrzeć jej w oczy i mocno się schylić, by złagodzić ból.
- Nigdy nie chciałam męża, nie chciałam dzieci i domku z ogródkiem. A tym bardziej nie chciałabym tego od ciebie. Zrozumiano? - Spojrzała na niego twardo, ale dostrzegł łzy w kącikach oczu.
- Dlaczego?
- Nie bądź śmieszny. Jak sam podkreślałeś, nie jesteś zdolny do miłości, a tym bardziej do statecznego życia. Skoro tego nie potrafisz, to kim ja jestem, aby próbować udowodnić ci, że się mylisz? Owszem, nie spodziewałam się takiej pasji i namiętności między nami, ale jak już powiedziałam, nikt nie każe nam się hajtać. To, że idealnie pasujemy do siebie w sypialni, nie znaczy jeszcze, że się nie pozabijamy poza nią.
- Czego chcesz?
- Chcę, żebyś dalej kochał się ze mną, ale bez żadnych niedomówień. Tylko seks...
- Przykro mi, ale będę zmuszony odmówić. - Wyglądała jakby zadał jej policzek. Jej wzrok wyrażał tak głębokie niedowierzanie, że aż go zaskoczyła. Naprawdę myślała, że się zgodzi? Miała go za takiego dupka? Weźmie jej chętne ciało, wiedząc, że powinien wziąć i serce?
- Żartujesz prawda ? Spójrz na mnie ! Decydujesz się zrezygnować z tego ciała i co? Znów będziesz onanizował się w ciszy własnych komnat? - Teraz była naprawdę zła, jej głos z histerycznego przerodził się w złowieszczy.- A będziesz wtedy myślał o mnie ? Będziesz wspominał ?  Będziesz rozpamiętywał jak miętosiłeś te cycki -  dotknęła piersi - jak ssałeś te sutki - uszczypnęła się.Jej ręka powędrowała między nogi, a palce intensywnie pocierały łechtaczkę.- Będziesz myślał o mojej wilgotnej cipce, o swoim języku w moim wnętrzu i tych wszystkich jękach, które dzieliliśmy?- Jej głos się załamał i spuściła głowę. W porządku, od teraz jesteśmy tylko współpracownikami tak ? Zero seksu, zero przytulanek ? - Gdy się nie odezwał kiwnęła głową w stronę drzwi nakazując mu by wyszedł. Była tak upokorzona, że nawet na niego nie spojrzała.

Severus kroczył korytarzem nawet nie bardzo wiedząc gdzie idzie. Już w sekundzie w której zamknęła za nim drzwi i usłyszał jej szloch, chciał wrócić i przytulić ją.
Właśnie tego się obawiał najbardziej, Nie chciał aby ich relacja przybrała taki obrót, bo oboje będą cierpieć. On nie da jej tego czego ona pragnie, a ona nader chętnie będzie chciała zaspokoić jego pragnienia. Tak nie mogło być. Oboje zasługiwali na coś lepszego.
Gdy tylko wszedł do swojej komnaty, ruszył do łazienki, by zmyć z siebie jej zapach. Nie zniósłby kolejnej nocy z bolesnym wzwodem wywołanym tylko imitującym ją zapachem. Wystarczająco już cierpiał. Położył się w chłodnej pościeli, która akurat okazała się zbawienna. Leżał bez ruchu, analizując minioną sytuację. Raz po raz w jego głowie rozlegał się ten szloch, którego pewnie nie miał słyszeć. Nie sądził, że to możliwe, ale bolało go serce. Nie podejrzewał się o jego posiadanie, a jednak. Z nią wszystko było inaczej. Kiedy ona pociągała za sznurki, prawie każde niemożliwe stawało się z łatwością wykonalne. Dodawała mu sił, kreatywności, wkurzała go jak diabli, ale w ten niesforny podniecający sposób. Ze wstydem przyznawał przed sobą, że stało się dokładnie to, przed czym chciał ją ochronić, zanim zgodziła się zostać w Hogwarcie. Jednak, dbał o nią. Liczył się z jej zdaniem. Miał co prawda gdzieś jej głupie humory i wygłupy, ale kiedy...uwielbiał nawet przywoływanie jej do porządku.
Kiedy po raz kolejny kot swoim okazałym cielskiem przesunął mu się aż pod brodę, by dać znać, że on też jest ważny, Severus już nawet nie ukrywał przed samym sobą. Mówił na głos, a właściwie wrzeszczał. Wyrzucał sobie wszystkie te sytuacje, które były teraz już nie ważne, ale w jakikolwiek sposób, to sprawiało, że czuł się odrobinę lepiej. Że będzie mógł rano spojrzeć w lustro. Nalał sobie szklaneczkę, po czym obiecał Wolfgangowi, że tylko jedną. Gdy oboje zasypiali, karafka była do połowy opróżniona.

Hermiona rzuciła się na łóżko i zaniosła się spazmatycznym płaczem. Nawet nie dbała o to czy ktoś ją usłyszy. Było jej źle. Tak strasznie źle. Wszystko poszło nie tak. Nie chciał jej, pod żadnym pozorem. Nie chciał jej ciała. Teraz to nie wiadomo czy nawet będzie chciał w ogóle z nią rozmawiać. A przecież miało być tak pięknie. Mieli się razem zestarzeć. Co prawda on wcześniej, ale to nie istotne. Przecież pokochała go. W całości. A on to odrzucił. I upokorzył ją jak nigdy. Wszystkie "powyżej oczekiwań" i " zadowalające" jakie od niego dostała w momencie kiedy zasługiwała na "wybitny" nie równały się z bólem, jaki odczuwała teraz. Mężczyzna jej marzeń odrzucił ją. Po raz kolejny, ale tym razem już definitywnie. Nie będzie wielkiego come backu i przeprosin, nie będzie kolejnego pijanego szybkiego numerka. Nie będzie kolejnych szans, okazji, podchodów. Skoro tak zadecydował, nie będzie się więcej płaszczyła. Chciała stworzyć z nim coś specjalnego, pięknego. W zasadzie przez moment myślała, że już stworzyła, ale widocznie się pomyliła. Płacz i poczucie beznadziejności tak ją wymęczyły, że zasnęła dość szybko. Następnego dnia spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i wyniosła się tam, gdzie wiedziała, że znajdzie choć częściowe ukojenie.

Gdy stanęła na progu Nory Molly zdawała się uśmiechem maskować zaskoczenie i zmieszanie wywołane jej nieoczekiwanym pojawieniem się. Nie dbała o to jednak. Była w tak podłym nastroju, że nie dbała o nic. Od razu wyszła na schody i może gdyby nie była tak skoncentrowana na ucieknięciu przed karcącym spojrzeniem Molly, może zorientowałaby się, że pokój Ginny nie jest w tej chwili wolny i nie powinna wchodzić do niego bez pukania, jak za dawnych czasów. Otworzyła drzwi i stanęła jak wryta z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Widok jaki zastała będzie ją prześladował. Zobaczyła nagą Ginny siedzącą na swoim narzeczonym okrakiem i ujeżdżającą go gwałtowanie. On z kolei miętosił jej piersi i jęczał. Gdy jednak spostrzegli, że mają widownie momentalnie się spłoszyli i poczęli zakrywać się kołdrą. Na szczęście Hermiona miała na tyle przyzwoitości, że wyszła z pokoju jak tylko pierwszy szok minął. Oczywiście jak tylko zeszła do kuchni i spojrzała na Panią Weasley ta domyśliła się co właśnie zaszło i nie ukrywała zmieszania tą całą sytuacją. Zaraz jednak odzyskała rezon i zaproponowała Hermionie filiżankę herbatki.
Usiadły przy stole i choć pani domu nie naciskała, gryfonka wiedziała, że chce usłyszeć co ją tu sprowadza.
Niechętnie odkaszlnęła i nie patrząc na swoją rozmówczynie w końcu zebrała się na odwagę.
-Nastąpiły pewne komplikacje w Hogwarcie i musiałam się urwać. Musiałam przyjść tutaj i trochę się uspokoić.
-Moja droga, wiesz że zawsze jest tutaj dla ciebie miejsce, ale nie sądzisz, że uciekanie przy pierwszej lepszej trudności jest trochę lekkomyślne i dziecinne?
- Nie chodzi o to, że coś sprawiło mi trudność, po prostu nie mogłam spędzić tam ani minuty dłużej.
- Czyli ktoś bardzo zalazł ci za skórę.
- I tak i nie. Wiele rzeczy się wydarzyło od kiedy ostatni raz was odwiedziłam i wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam.
-Nie wiem co musiało się stać, że tak o spakowałaś manatki i i przybiegłaś tutaj.
-Jeśli ci to nie przeszkadza, wolałabym nie rozmawiać o tym teraz, a najlepiej nigdy.
-Jak chcesz moja droga, ale z problemami to w większości jest tak, że im bardziej uciekasz, tym szybciej cię odnajdują.
-Ten problem akurat jest w Hogwarcie i póki ja jestem tu, to wszystko jest w porządku. Jeśli nie masz nic na przeciwko, proszę abyś nikomu nie mówiła, że tu jestem. Mam na myśli dosłownie nikomu. Obojętne czy przybędzie  Dumbledore, Minister Magii, Snape, nie ma mnie i nie wiesz gdzie jestem. Mogę cię o to prosić?
-Nie mogę okłamywać Dyrektora! - Westchnęła ciężko. - Z ciężkim sercem się zgadzam. Kiedy będziesz gotowa, będę tutaj aby ci pomóc.
Uściskały się serdecznie i Hermiona ruszyła do pokoju bliźniaków, który na szczęście od dawna stoi pusty.
Poukładała ciuszki w szafie, a kiedy w jej ręce wpadła jedwabna zielona bluzka z tasiemkami na plecach, ta sama którą miała w noc ich pocałunku, Hermiona ręką zdusiła szloch i rzuciła szatę w kąt. Usiadła na łóżku i zapłakała nad swoim losem. Była bliska rozpaczy, gdyż stało się dokładnie to o czym Snape mówił jej, że jest niedopuszczalne. Zakochała się. Nie chciała tego przed sobą i  przed nim przyznawać, ale miał rację. Obdarzyła go uczuciami na jakie najprawdopodobniej nie zasługiwał i jakich na pewno nie chciał. Zachowała twarz proponując mu tylko cielesne korzyści, ale był zbyt dumny by to przyjąć. Nie spodziewała się, że ulegnie, ale jednak gdy tego nie zrobił i tak zabolało. Życie bez niego będzie ciężkie, ale jakoś sobie poradzi. Kto wie, może wyjdzie im to na dobre? W szalonej gonitwie myśli nie potrafiła znaleźć argumentu za, ale nie mogła dłużej rozpamiętywać, gdyż do pokoju zdecydowanym krokiem weszła najmłodsza Weasley' ówna.
Miała szeroki uśmiech na twarzy, ale zaraz się to zmieniło gdy spostrzegła, że Hermiona nie dość, że wygląda jak siedem nieszczęść, jest zapłakana to jeszcze wygląda na zupełnie zagubioną, a to akurat zupełnie do niej nie pasuje. Zawsze była tą zaradną, zorganizowaną, pomocną. Nie błądziła, nie szukała. Znała cel i do niego dążyła. Jeśli nie wie co ma zrobić, to znaczy, że stało się coś złego. Przez pierwsze minuty Gonny tylko tuliła ją i głaskała po burzy loków. W końcu jednak oddech gryfonki na tyle się uspokoił, że mogła rozmawiać, więc odsunęła ją delikatnie. Starła z jej policzków łzy i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Gdy Hermiona odwzajemniła uśmiech głośno pociągając nosem, otrzymała wyczarowaną mimochodem chusteczkę i kolejne klepnięcie w plecy. Głośno wydmuchała nos i westchnęła.
- Opowiem wszystko a dopiero później mnie osądzisz i mam nadzieję wyciągniesz z tego bagna.
Ginny tylko skinęła głową patrząc jej prosto w oczy.
- Wszystko co ci kiedyś mówiłam o Snapie stało się...rzeczywistością. Chodziliśmy w okół siebie niczym drapieżnicy i w końcu...
Nie żebym się broniła, w zasadzie to chyba nawet go zachęcałam. Nie spodziewałam się tylko, że w grze tak przyjemnej, przyjdzie mi się sparzyć. Wylądowaliśmy w łóżku. Było...obłędnie i nieziemsko.Pasjonująco, namiętnie, czule. Wręcz idealnie. Zbyt dobrze. Sama wiesz, że nie należę do tego rodzinnego, ciepłego typu ludzi. Nie mam w planach rodziny, gromadki dzieci, nic z tych rzeczy, ale jednak wpadłam w pułapkę własnych uczuć. Myślałam, że tak jak i on odnajdę się w tej rzeczywistości i będziemy razem się zadowalać, będziemy partnerami w pracy i kochankami równocześnie. Nie mogłam się bardziej mylić. Pokochałam go, a on pokazał mi drzwi. Myślałam, że wyrzucił już z serca matkę Harrego, widocznie się myliłam i nikt nie jest w stanie jej zastąpić. Nikt nie może się z nią równać, a co dopiero ja. - Znów zebrało jej się na płacz, więc zamknęła oczy i znów wydmuchała nos. Podjęła po chwili lekko drżącym głosem.
- Zaproponowałam mu, bez żadnych zobowiązań, czysto fizyczny układ, a on miał czelność mnie odrzucić !
Teraz rozumiem dlaczego to zrobił, ale poczułam się tak zraniona, że uciekłam.
W przyszłym tygodniu złożę rezygnację i przeniosę się do Munga. Nie byłabym w stanie codziennie go widywać. Nie po tym co się stało. To za bardzo by bolało.
Jednego tylko nie rozumiem...wszystko było jego udziałem, brał i dawał i wydawał się być szczęśliwy. Co się w takim razie zmieniło? Nie wierzę, że ot tak postanowił zrezygnować...nie on ! Pod tym względem jesteśmy tacy sami...  Mówiłam już twojej mamie, zostanę kilka dni, ale gdyby ktokolwiek przyszedł mnie szukać, nie ma mnie tutaj.No, przywal mi.- Podniosła wreszcie wzrok, ale coś  nie pasowało jej w wyrazie twarzy Ginny. Uśmiechała się, prawie że promiennie.
- Co się tak szczerzysz?Cierpię!- Warknęła.
- Głuptasie...założę się, że Snape jest w jeszcze gorszym stanie niż ty.
- Niech sobie będzie nawet zdychający. Nie obchodzi mnie to.
- Wszystko wskazuje na to, że on też się w tobie zadurzył...tylko jest osłem i myśli, że wyświadczy ci przysługę nie zdradzając się ze swoimi uczuciami.
- Nie. Dałam mu szansę, mógł jawnie powiedzieć co czuje, a on tylko gadał o tym, że nigdy nie miało nam wyjść i że niepotrzebnie się w to pakowaliśmy.
- No właśnie.- Ruda klasnęła w dłonie i znów się uśmiechnęła. - Ewidentnie mu odbiło, to jasne, ale jemu też zależy. Musimy tylko dać mu czas i sposobność aby sobie to uświadomił i cię odzyskał.
- Ginny...oszalałaś. Gdyby było tak jak mówisz, to miałby odrobinę odwagi, aby wyznać co czuje. A on był daleki od jakichkolwiek deklaracji.
- A przypomnij mi proszę w jakich okolicznościach w ogóle doszło do tej nieszczęsnej kłótni?
- To nie tak. Nie pokłóciliśmy się o nic...Przyszedł do moich komnat, kochaliśmy się..a kiedy kończył..wyznał mi miłość. - wyszeptała, ale widząc rozanieloną minę rozmówczyni zaraz sprostowała. - Nim zdążył cokolwiek powiedzieć dałam mu możliwość ucieczki, stwierdziłam że nie ma sensu bawić się w jakieś definiowanie, związek i tak dalej..
- Strzeliłaś sobie w stopę!
- A co miałam pozwolić mu upokorzyć się jeszcze bardziej kiedy zaproponuje mi zostanie przyjaciółmi i  odwoła wszystko?
- No cóż, to, albo wziąłby cię na miejscu pokazując, jak bardzo cię nie chce. - Zachichotała, a Hermiona nie mogła się powstrzymać i do niej dołączyła.
- Prawdę mówiąc, cały czas miał minę jakby walczył ze sobą, ja pewnie też, no i ta erekcja ciągle mnie rozpraszała.
W pokoju zaległa cisza, pokazująca iż dziewczyny chyba nie były jeszcze gotowe na rozmowę o Severusie Snapie i jego członku. W końcu jednak Ginny podniosła się z klęczek i chwyciła brązowowłosą za rękę nakazując jej podniesienie się. Gdy były już przy drzwiach, Ruda znów przytuliła starszą dziewczynę, chcąc dodać jej otuchy i w jakikolwiek ulżyć jej mękom.
Kolacja upłynęła spokojnie, nikt z domowników nie zadawał pytań, a Hermiona maskowała się na tyle dobrze, że nikt nie zorientował się, że podjęła desperacką próbę ucieczki, a  nie tylko przybyła stęskniona w odwiedziny.
Zasiadła do partyjki szachów z Harrym i gdy wreszcie on sam stwierdził, że jest beznadziejnym przeciwnikiem i wcale się nie stara, poszła wziąć prysznic odprowadzona zaniepokojonymi spojrzeniami.
Gdy wyszła z łazienki stanęła jak wryta. Na progu jej dawnego pokoju, tak jak można się było spodziewać stała Minerwa McGonagall. Na szczęście jej nie zauważyła, więc udało jej się po cichu wycofać z powrotem do łazienki. Zaczęło się. Skoro jej szukali, to znaczy że nie pisnął nawet o tym co zaszło. A więc dobrze. Chyba że...byli dość blisko z Minerwą, może wysłał ją na przeszpiegi...
Nie chcąc ryzykować przesiedziała w łazience kolejną godzinkę,a gdy w końcu zaczęła przysypiać na sedesie na paluszkach przedostała się do swojego pokoju. Wślizgnęła się do łóżka i nakryła kołdrą po samą głowę w obawie, że zaraz ktoś mógłby ją nakryć. Zaraz jednak zaśmiała się w duchu i usiadła. To śmieszne, kto niby miałby jej tu szukać? Severus? Siedzi pewnie i żali się Wolfusiowi, jaka to ona nie dobra, że go zostawiła, żałosna że uciekła...
Ogarnęła ją złość. To on powinien się źle czuć i uciec, nie ona. Wszystko było takie niesprawiedliwe. Jedyne o czym marzyła to zaznać szczęścia u jego boku, tym samym zadowalając jego...czy to tak wiele?

Kilka kolejnych dni upłynęło jej w atmosferze słodkiego lenistwa i nerwowego oczekiwania. Nadszedł ostatni weekend listopada. Hermiona obudziła się pierwszy raz po nocy bez płaczu w poduszkę. Jej twarz zaczęła znów wyglądać normalnie i zdrowo, a sine cienie pod oczami zniknęły jakby nigdy ich nie było.
Jej nadzieje na pierwszy pozytywny pośród wielu negatywnych dni, rozwiały się. Na stole w kuchni leżał pergamin z jej inicjałami. Na szczęście nie pisał do niej sam Severus, tylko Dumbledore. Skoro jednak list dotarł, to znaczy, że Dyrektor zdawał sobie sprawę gdzie ona jest. W liście wyrażał ubolewanie nad jej nagłym wyjazdem, ale nie wydawał się być jakoś bardzo przejętym i nakazał jej powrót dopiero wtedy, kiedy będzie gotowa. Cały Dyrektor, zawsze wie co powiedzieć. Odetchnęła z ulgą, ale zaraz dotarło do niej, że skoro McGonagall przybyła do Nory i jej nie zastała, a mimo to dostała list w to a nie inne miejsce, to znaczy, że profesorka i tak domyśliła się prawdy.Cholera, a już myślała, że uda jej się uniknąć konfrontacji do świąt. W końcu święto duchów i tak wszyscy mieli spędzić w Norze jak zawsze, więc pewnie i tak by się spotkali.
Niepewna jak się zachować spakowała manatki i postanowiła pojechać do Hogwartu pociągiem. Pożegnała domowników dziękując im wylewnie. Na peronie nie było wielu czarodziejów, a w pociągu była jedną z niewielu osób. W spokoju przebrnęła przez całą drogę, a gdy dotarła pod bramy szkoły, wreszcie nerwy zaczęły ją zżerać. Trzęsącymi się rękoma otworzyła wrota i czmychnęła po schodach. Oczywiście pora obiadowa nie sprzyja tłumom na korytarzach, dlatego pierwszą osoba na jaką się natknęła był Chuck. Z uśmiechem przywitał ją zapewniając, że trzymał kciuki za jej prędki powrót, a Snape bez niej dosłownie szalał ze złości. Na ten komentarz zmieszała się okropnie, ale widząc, że chłopak wcale nie miał na myśli nic dziwnego odetchnęła, pewnie chodziło mu o to, że ona skutecznie hamowała jego temperament.
Mile zaskoczona reakcją chłopaka na jej powrót ruszyła do swojego dormitorium z nieco lepszym humorem.
Gdy przestąpiła próg od razu zachciało jej się płakać. To tutaj zaledwie tydzień wcześniej tak wiele gorzkich słów zostało wypowiedzianych. Chcąc jakoś zająć myśli i nie popaść w depresję zaczęła przeglądać prace uczniów. O dziwo odprężyło ją to i oczyściło umysł z negatywnych emocji. Gotowa stawić czoła diabłu ruszyła na kolację. Gdy weszła do Wielkiej Sali kilka głów kiwnęło jej z uśmiechem, kilkoro uczniów nawet wstało by oficjalnie ją przywitać, część pytała czy już dobrze się czuje. Widocznie Dyrektor oznajmił iż była chora i dlatego nie mogła uczestniczyć w życiu szkoły przez te kilka dni. Z podniesionym czołem ruszyła między ławami, usilnie unikając patrzenia na stół nauczycielski. Nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć że Severus jest na swoim stałym miejscu i patrzy na nią z nieprzeniknioną miną. Wchodząc po schodach była już cała czerwona, ale dzielnie brnęła do przodu. Drogę zagrodziła jej Minerwa zgarniając ją w objęcia i całując w policzek. Hermionie ścisnęło się serce i nie zdolna nic powiedzieć zacisnęła tylko powieki i i uśmiechnęła się z wdzięcznością do profesorki. Gdy ta ją puściła, za jej przykładem poszli wszyscy siedzący przy stole. Hagrid uniósł ją wysoko, a gdy ją postawił na nogi spostrzegła, że czarne łopoczące szaty i ich właściciel właśnie ruszają ku wyjściu. To tyle jeśli chodzi o pokojową rozmowę i pojednanie przed jej rezygnacją.
Posiłek przebiegł jej bez większych przeszkód, chyba żeby do przeszkód zaliczyć stale powiększającą się gulę w gardle, która paliła ją żywym ogniem i powodowała zbieranie się łez pod powiekami. Bezpieczna w swoich czterech ścianach znów rozpłakała się. Nakazała sobie  w duchu odwagę i siłę, ale sama dobrze wiedziała, że nic z tego. Severus Snape sprawiał, że jej największe atuty były jej przekleństwem i więcej szkodziły niż naprawiały.
W końcu jednak chcąc zachować się jak cywilizowany człowiek, a bardziej z tęsknoty za nim i za jego głębokim głosem, ruszyła do lochów. Chciała już mieć to za sobą. Zapukała delikatnie, a otworzył drzwi tak szybko, jakby czatował pod nimi w pełnej gotowości. Spojrzała na trzymanego przez Snape'a kota i znów zachciało jej się płakać. Mężczyzna puścił kota, który od razu ruszył w jej stronę. Gdy zgarnęła go z podłogi Mistrz Eliksirów już siedział w fotelu. Zamknęła drzwi i gładząc miękkie futerko zajęła drugi fotel. Na stoliku od razu pojawiły się szklanki ze złocistym płynem. Severus patrzył na nią ze strachem, ale też z głodem w oczach. Wytrzymała jego spojrzenie i zaczerpnęła powietrza. Na wydechu wydusiła:
- Odchodzę.
- Nie rób tego. - Odparł natychmiast, jakby spodziewał się, że powie coś takiego.
- Nie mam powodu, aby tu dłużej być, a gdybym została to... zbyt ciężko byłoby zostać.
- Nie musisz odchodzić. Ja się usunę. I tak już zbyt długo gniję w tych murach. Pamiętasz jak kiedyś rozmawialiśmy, że powinienem gdzieś wyjechać? Odpocząć? Myślę, że to słuszny krok. Mogę być Mistrzem Eliksirów gdziekolwiek, jestem na tyle dobry w tym co robię, że ze znalezieniem zajęcia, nie będę miał żadnych problemów.
- Dobrze więc. Rozumiem, że Dyrektor już wie o twoich planach?- Ta rozmowa przebiegała zupełnie nieoczekiwanie. Nie sądziła, aby chciał by została, ale że to on odejdzie? Tego w życiu by się nie spodziewała. Sztywny ton, skupione spojrzenie, to nie był Severus jakiego dobrze znała. Nie ten prawdziwy, którego pokochała. Zmuszał się do czegoś, czego pewnie nawet nie chciał, dla niej.
- Tak, Albus wydawał się dość zadowolony z mojej propozycji, choć nie ukrywał, że uważa iż się nie odważę i prędzej zejdziemy się niż że ja wyjadę.- Spojrzała na niego jak na kosmitę.- Taak ten Staruch wie o wszystkim. To znaczy tak mu się wydaje. Nie sądzę, aby zdawał sobie sprawę jak daleko posunęła się nasza współpraca, ale na pewno wie, że to przeze mnie zniknęłaś. Głupiec wierzy, że jestem w stanie naprawić to co spieprzyłem i cię odzyskać. - Siedzieli w ciszy powoli sącząc swoje drinki. Jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu było ciche pomrukiwanie kota, który usypiał.
- A jesteś ? - Nerwowo przełknęła ślinę i spojrzała na niego z nadzieją.
- Nie.
- Dlaczego?
- Wciąż uważam, że to co było, powinno być przeszłością, a my powinniśmy wrócić do czysto zawodowych kontaktów, ale to nie jest możliwe, stąd mój wyjazd.
- Czyli nie żałujesz, tego że mnie odrzuciłeś?
- Kto mówi cokolwiek o odrzuceniu? Dałem ci szansę na normalne życie. Przy mnie tylko umierałabyś z dnia na dzień. Po jakimś czasie zrozumiałabyś, że zakochiwanie się we mnie było błędem i opuściłabyś mnie, a ja...za bardzo cię szanuję, aby wykorzystać twe chętne ciało zanim to się stanie. Postąpiłbym wbrew sobie. Mam nadzieję, że to rozumiesz i uda nam się pozostać w kontakcie jeszcze te kilka tygodni do przerwy świątecznej. Potem ktoś inny przejmie moje obowiązki.
- Dobrze.
- Dobrze.
- Pójdę już skoro już wszystko zostało powiedziane.
- A może...masz ochotę na partyjkę szachów. W końcu już dawno mieliśmy zagrać, ale wciąż coś nam przeszkadzało.- Jeśli się wahała, to tylko sekundę. Skinęła głową, jednocześnie unosząc pustą już szklankę, a on podszedł z piękną zdobioną karafką i nalał jej prawie do pełna. Gdy podawał jej szklankę ociągała się z przejęciem naczynia, wiedziała bowiem, że kiedy tylko ich dłonie się spotkają, ciężko będzie jej się powstrzymać. Siedziała jak na szpilkach, patrzyła na niego ze smutkiem w sercu próbując wyryć sobie ten widok w pamięci. Severus Snape nie należał do tego typu mężczyzn od widoku których dziewczynom miękną kolana, ale kiedy patrzyła w jego piękne oczy, gdy gładziła ten nierówny policzek i słuchała jego głębokiego głosu, dla niej był właśnie takim mężczyzną. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że kiedyś go zabraknie. Nie będzie już na nią krzyczał. Nie będą wymyślać złośliwości na swój temat i obgadywać bywalców Nory. Nie wymienią już listów, ani pocałunków.
Gra toczyła się powoli, jakby z rozmysłem ją przedłużali. Co jakiś czas wymieniali jakąś zabawną myśl lub żartowali na temat minionych dni. Wszystko jednak miało jakiś dziwny, smutny charakter i widać było, że obojgu to nie leży. Hermiona przegrała, ale przyjęła porażkę z godnością, od razu proponując rewanż, chociaż nie była pewna czy to wytrzyma.
Gdy zamienili się figurami spojrzała na niego ponad planszą i uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Tak mogłoby wyglądać ich wspólne życie, gdyby nie był tchórzem i dupkiem, który myśli, że nie zasługuje na szczęście. Otarła twarz rękawem i zrobiła to tak zamaszyście, że strąciła szklankę z whisky, która upadła na podłogę. Oboje rzucili się szklance na ratunek, prawie zderzając się głowami. Severus jednak spojrzał na nią, a gdy dostrzegł jej błyszczące oczy nachylił się i otarł łzy palcami pieszcząc policzek. Zaraz jednak odsunął się zmieszany, odchrząknął i usiadł w fotelu. Hermiona pozbierała się z podłogi i z płonącą twarzą nalała sobie świeżą porcję trunku.
Kolejna partia przebiegała jeszcze wolniej i spokojniej. Tym razem więcej milczeli. Czas biegł nieubłaganie i gdy zegar naścienny wybił północ dziewczyna spojrzała na przeciwnika i podniosła się z miejsca. On również wstał, ale nie wykonał żadnego ruchu.
- Życzę ci, żebyś nigdy nie żałował tej decyzji Severusie.
Odwróciła się i powstrzymując łzy ruszyła do drzwi. Nie zatrzymał jej. Wychodząc usłyszała tylko jedno zdanie wypowiedziane szeptem.
- Już żałuje.
Odwróciła się zaskoczona i bez udziału mózgu podbiegła do niego i pocałowała z całych sił. Przytrzymała jego policzki dłońmi w razie gdyby chciał się odsunąć, ale wiedziała, że tego nie zrobi. Oddał pocałunek językiem penetrując wnętrze jej ust. Jego dłonie od razu powędrowały na jej biodra. Samokontrola wisiała na włosku. Severus jednak opamiętał się, gdy poczuł jak jego penis rośnie, co skwitowała głośnym jękiem. Gwałtownie odepchnął ją od siebie i patrząc na nią z przerażeniem cofnął się i ruszył do łazienki trzaskając drzwiami.
Hermiona wyszła jak tylko uspokoiła oddech na tyle by móc w ogóle się ruszyć.


  






środa, 5 października 2016

Rozdział 17

Powoli kończymy, jeszcze pewnie ze 3 rozdziały przed nami.


   Długie, falowane włosy rozrzucone na poduszce. Kremowe udo, rozkosznie przerzucone przez jego własne. Ręka ściskająca jego rękę w delikatnej pieszczocie. Nawet nie musiał otwierać oczu, jego ciało od razu po przebudzeniu dało mu znak, że ona nadal leżała w łóżku i, że cały wczorajszy wieczór nie był tylko chorą fantazją. Był rzeczywistością. Mistrz Eliksirów niepostrzeżenie wyślizgnął się z łóżka starając się jej nie dotykać. Gdyby sobie na to pozwolił, pewnie nie potrafiłby zrobić tego co musiał. Wziął lodowaty prysznic, ubrał się jak zwykle, nakarmił kota i wyszedł na śniadanie. Będzie potrzebował dużo siły, aby złamać jej serce.

  Hermiona obudziła się czując lekki chłód w okolicy nóg. Jakby ktoś nagle otworzył okno na oścież.
Niespiesznie otworzyła oczy i przez chwilę leżała bez ruchu. Potem, nagle wszystko do niej wróciło. Ubiegła noc, wszystkie te jęki, westchnienia, rozkosz. Wbrew sobie poczuła rumieniec na policzku i wtedy uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz. Severusa nie ma obok. Rozejrzała się, sprawdzając czy przypadkiem nie siedzi w fotelu mierząc ją oceniającym spojrzeniem z tym krzywym uśmieszkiem, który tak uwielbiała, ale nie. W pomieszczeniu nie było nikogo poza nią. Nagle poczuła się o wiele za skąpo ubrana. Naciągnęła kusą koszulkę jak tylko się dało i wyślizgnęła się z łóżka. Tak jak się spodziewała, wciąż nim pachniała. Tęsknota uderzyła w nią ze zdwojoną siłą. Nie oczekiwała oczywiście dozgonnej miłości, czy ckliwych deklaracji, ale szybki numerek na dzień dobry byłby jak najbardziej na miejscu. Tymczasem jej kochanek zdezerterował. Mogła się tego spodziewać. Lekko rozczarowana odnalazła swoje wczorajsze ubranie ułożone na stoliku. W gabinecie również nikogo nie zastała, więc postanowiła już nie marnować czasu, tylko wyjść na śniadanie. Jeśli chciał jej unikać, w porządku, da mu swobodę. Ale przy najbliższej okazji powie mu co myśli o takim znikaniu. Przecież są dorośli. To co się stało, stało się za obopólną zgodą i nie miała zamiaru robić z tego powodu afery.
Wchodziła po schodach wciąż wspominając ubiegłą noc. To jak się czuła, jak bardzo pragnęła tego mężczyzny. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wspaniale i miała wrażenie, że on też tak to widzi.
Skoro jednak tak nie było, da temu spokój. Wszystko zależy od Snape'a. Jeśli się spotkają, a on zachowa się jak dupek, Hermiona uzna, że jednak popełnił błąd pieprząc ją jak królik i nie chce tego powtórzyć.
Uspokoiła samą siebie, a tuż przed wejściem do Wielkiej Sali musiała zrobić kilka wdechów, gdyż wbrew sobie denerwowała się tym jak zachowa się Mistrz Eliksirów.Po drodze pozdrawiała kilku uczniów i życzyła im miłego dnia. Gdy wreszcie zasiadła za stołem i nie zaczepiona przez nikogo wzięła się za jedzenie, drzwi znów się otworzyły i wpadł Severus. Jak zawsze powiewał swoimi imponującymi szatami, ale coś w jego twarzy sprawiło, że żaden z uczniów nie podniósł na niego wzroku. Nie był wściekły, poznała to od razu. Zbyt dużo razy widziała go w takim stanie, by tego nie poznać. Udawał, tylko czemu? Olśnienie przyszło z kolejnym kęsem kanapki. W ten sposób dawał jej do zrozumienia, że ma mu dać spokój. Pozornie obojętna dokończyła swój posiłek, a gdy usiadł kilka krzeseł dalej nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem wstała i z promiennym uśmiechem ruszyła w jego stronę. Nie rozmawiał z nikim, ale sprawiał wrażenie tak zaabsorbowanego konfiturami leżącymi przed nim, że musiała odchrząknąć by wreszcie na nią spojrzał. Od razu odczytała nieme ostrzeżenie, ale nie dała mu tej satysfakcji i nie odpuściła. Spojrzała prosto w jego oczy. Na swoje szczęście nie próbował uciekać.
-Witaj Severusie. Chciałabym później porozmawiać jeśli nie masz nic na przeciwko. - Jeśli był zaskoczony, to  nie dał tego po sobie poznać. Skrzywił się tylko i ledwo zauważalnie skinął głową. Widząc, że ma nad nim przewagę, pochyliła się tak, aby jej biust ocierał się o jego ramię. Momentalnie się spiął, wiedziała o tym. Miała też nadzieję, że doszedł do niego zapach jaki wciąż czuła na swoim ciele, zapach udanego wspaniałego seksu. Dałby sobie głowę uciąć, że celowo nie wzięła prysznica.Odczekała kilka sekund, a gdy się nie poruszył, przemówiła cichym chrapliwym głosem.
- Do zobaczenia po patrolu.
Odeszła z miną tak zadowoloną, że można by pomyśleć, że zwyciężyła samego diabła. A może właśnie tak było?
Severus z kolei siedział ze spuszczoną głową i próbował unormować oddech. Erekcja wciąż przypominała mu, że wczoraj czuł jej oddech nie tylko na policzku, ale też na kutasie. Wzdrygnął się przypomniawszy sobie wyraz jej twarzy i jęki, którymi go raczyła, ale zaraz nakazał sobie rozsądek. Jest w Wielkiej Sali, pełnej uczniów i nauczycieli. Musi się uspokoić jeśli chce niepostrzeżenie opuścić to miejsce.
Był też wściekły. Nie dość, że zrobiła z niego idiotę, to jeszcze zamiast ją ignorować, doskonale dał jej do zrozumienia, że wczorajsza noc była nie tylko wyjątkowa, ale również niezbędna do powtórzenia.
Zacisnął ręce w pięści i całą siłą woli skoncentrował się na gniewie jaki odczuwał względem tej małej złośnicy. Gdy w końcu mógł bezpiecznie opuścić swoje miejsce zorientował się, że zostało mu niewiele czasu do pierwszych zajęć. Pospieszył więc do lochów.
Na szczęście lekcje miały to do siebie, że skutecznie i w stu procentach zajmowały jego umysł. Był skoncentrowany, a gdy tylko wyczuwał, że zaczyna odpływać ku jej kuszącym kształtom i zdolnym wargom upatrywał sobie jakiegoś gagatka, by na nim wyładować swoją frustrację.
Nim  się spostrzegł nastała pora obiadu, ale przezornie wrócił do swoich komnat, by przypadkiem się  na nią nie natknąć. I tak nie mógłby niczego przełknąć.
Niestety w swoich komnatach miał Wolfganga, czyli kolejną rzecz, która przypominała mu o niej. Spojrzał na kota z wyrzutem i usadowił się w ulubionym fotelu Hermiony. Oczywiście sierściuch od razu wskoczył mu na kolana, ułożył się w kłębek i zamknął oczy. Severus poczuł jego ciężar i spojrzał zaskoczony. Tak jakby dopiero teraz dotarło do niego, że zwierzę rośnie i to całkiem sporo. Jego podopieczny nie był już maleńką słodką kuleczką. Był pięknym kocurem o silnych łapach i ostrych pazurach. Z czułością pogładził go po miękkim grzbiecie, a gdy usłyszał ciche mruczenie, sam zamknął oczy. To prawda, niewiele spał tej nocy, choć i tak był bardziej niż wypoczęty. Widocznie tak na niego działała. Ona, albo ten fakt, że kochał się z nią jakby jutra miało nie być. Znów wrócił do wspomnień i znów poczuł, że gdyby mógł, tu i teraz znów by ją  wziął. A ona nawet by się nie opierała. Choć tego nie mógł wiedzieć, czuł, że właśnie tak by było. Od razu przygarnęłaby go do siebie i pokazała jak bardzo go pragnie. To też go zadziwiło. W ogóle się nie wahała. Od razu sięgnęła po to co chciał jej dać i ofiarowała samą siebie. Z rozkoszą. Tak  jakby nie przeszkadzał jej fakt iż jest o wiele za stary/obrzydliwy/ponury/szkaradny by w ogóle się podobać a co dopiero by mu obciągnąć. Zachowywała się tak, jakby nie było żadnej innej rzeczy, której pragnęła, jakby jednym kto może dać jej spełnienie był właśnie Severus. Zachowywała się, jakby go kochała. Wzdrygnął się z obrzydzeniem, po raz kolejny próbując wytłumaczyć samemu sobie, że miłość nie istnieje. A tym bardziej miłość Hermiony do niego. Dziewczyna mogła go pragnąć, mogła nawet go lubić, ale  na pewno go nie kochała. Nie zasługiwał na żadne z tych uczuć i nie powinien w ogóle wykorzystywać jej chętnego ciała, ale to było silniejsze od niego. Już dawno poczuł, że łączy ich bardzo wiele i że oboje lubią swoje towarzystwo, ale nie podejrzewał, że przerodzi się to w pragnienie tak silne, że nie będzie potrafił z nim walczyć.
Gdy wtedy zaczaił się na nią w korytarzu, do ostatniej chwili nie wierzył, że to robi, a gdy oddała pierwszy pocałunek, miał ochotę wziąć ją od razu i doprowadzić do orgazmu w kilka minut. A potem to powtórzyć. Powstrzymał się, gdyż jej pocałunki były jak obietnica. Obietnica, na której spełnienie czekał 39 lat. Wczorajsza noc była cudowna, ale też ryzykowna. Gdyby Hermiona okazała się nie dojrzała i zrobiłaby mu aferę przy wszystkich pożałowałby, że nie dał się wykończyć Voldemortowi. Ona jednak na szczęście stanęła na wysokości zadania i poprosiła o rozmowę. Choć bał się tej konfrontacji, również czekał na nią, mając nadzieję, że chociaż nacieszy oko jej piękną twarzą. Rzadko przyznawał się, że jakaś kobieta jest w jego oczach atrakcyjna, ale Hermionie nie mógł tego odmówić. Nie była już podlotkiem, była młodą, ambitną kobietą z którą chętnie dzielił się spostrzeżeniami i z którą równie chętnie podzieliłby sypialnie.
Niestety osoba taka jak ona na pewno nie zadowoli się szybkim numerkiem raz na jakiś czas, a niestety więcej nie mógł jej dać. Nie miał prawa. Zasługiwała na miłość, oddanie, sympatię i troskę a on nie do końca wierzył, że stać go jeszcze na te ludzkie odruchy. Dlatego, gdy tylko się spotkają, wyjaśni jej spokojnie, przeprosi - jeśli będzie tego oczekiwała i wrócą do tego co było. Pewnie bardzo ją zrani, ale tak będzie lepiej. Nie byłaby z nim szczęśliwa. Nie teraz, nie nigdy. Był zbyt poraniony psychicznie i zbyt zużyty. Nie nadawałby się na partnera, a już na pewno  nie na męża dla niej.

Nim się spostrzegł wybiła dwudziesta. Hermiona pewnie właśnie rozpoczęła patrol.Wbrew sobie co chwilę patrzył na zegarek, ale jak na złość wskazówki  wlekły się. Postanowić zająć się czymkolwiek. Poprawi kilka esejów tych durnych dzieciaków. To zawsze go irytowało, ale lepsza irytacja niż bezczynność.
Minuty mijały, ale jego koncentracja pozostawiała wiele do życzenia, przez co musiał kilka prac czytać ponownie, zdając sobie sprawę, że zawyża oceny. Dzieciaki wciąż robiły koszmarne błędy, co paradoksalnie przypominało mu, że Hermiona zawsze oddawała prace zasługujące na najwyższe oceny. Oczywiście nie oceniał jej w ten sposób. Zawsze znalazł jakiś nieistotny szczegół, który pozwalał uśpić jego sumienie i obniżyć jej notę. Jak się nad tym zastanowił, za to też powinna go nienawidzić, ale ona nigdy się nie odezwała. Dało mu to do myślenia, ale postanowił nie roztrząsać sprawy, bo jeszcze wyjdzie, że od dawna się w nim kocha.
Gdy wreszcie wybiła jedenasta, siedział już jak na szpilkach cały naburmuszony. Starał się uspokoić samego siebie, że to nic takiego, ale wręcz gotowało się w nim i czuł to niezdrowe podniecenie. Z nerwów zaczął przechadzać się po pokoju ignorując przyglądającego mu się kota.Kwadrans po umówionej godzinie był wykończony. Stanął przy drzwiach i nasłuchiwał jej kroków, ale lochy były dziwnie ciche. Zaraz pomyślał, że może coś jej się stało, ale przecież to niemożliwe. Na pewno istniało jakieś logiczne wyjaśnienie dlaczego się spóźniała. Odczekawszy do północy kipiąc z gniewu ruszył do jej komnat. Szedł głośno tupiąc dając wyraz swojej irytacji. Czuł się jak głupiec idąc do niej w środku nocy, ale chciał to zrobić, chociażby po to aby móc wydrzeć się na nią i wymaszerować nie dając jej czasu na wyjaśnienie. Przecież to ona zażądała spotkania. Dlaczego więc nie przyszła?
Nie bawił się w delikatne pukanie. Kilkakrotnie walnął pięścią w drzwi. Pomyślał przelotnie, że może piękni się dla niego, ale zaraz odrzucił tę myśl. Ona była ponad to i na pewno coś ważnego ją zatrzymało. Gdy jednak otworzyła drzwi, Severus o mało nie wyszedł z siebie. Miała potargane włosy, lekko nieobecny wzrok, a jego uwagę przykuł  przede wszystkim rozkosznie rozsunięty szlafrok, ukazujący jędrne udo, które gładził z lubością dobę wcześniej. Starał się skupić na jej twarzy, ale ponieważ się nie odzywała, błądził wzrokiem po jej ciele, czując, że znów czeka go walka z samym sobą. W końcu dziewczyna jakby oprzytomniała i plasnęła się w czoło. Spojrzała na niego przepraszająco i jąkając się zaprosiła go do środka.
- Wybacz mi, mieliśmy porozmawiać, a ja zapomniałam. Mam nadzieję, że nie robię ci kłopotu. Jeśli pozwolisz, pójdę tylko się przebrać. - Szybkim ruchem przeszła obok niego, ale złapał ją za rękę.
- Siadaj, nie mam całego dnia, już i tak się wygłupiłem przychodząc tu. Chciałaś porozmawiać, więc porozmawiajmy. Spojrzał jej prosto w oczy i nagle pokój zrobił się o wiele za mały dla nich  dwoje. Patrzyła na niego wyczekująco, ale ściskała nerwowo rękawy szlafroka. Czuła, że jej policzki płoną, ale nic nie mogła na to poradzić, już sama jego obecność ją rozgrzewała. Zaśmiała się nerwowo i spojrzała w bok. Przyglądał jej się, ale jego wzrok mówił jasno co ma ochotę zrobić. Znów poczuła pulsowanie między nogami.Zacisnęła zęby i przesunęła się bardziej w jego stronę, ale uważając by go nie dotknąć. Splotła ręce i wyłamywała sobie palce jak zawsze kiedy stres był zbyt silny do opanowania. Jak zawsze w takich sytuacjach, odezwali się równocześnie i spojrzeli na siebie zdenerwowani. W końcu jednak Snape zniecierpliwiony poprawił się na fotelu i odezwał.
- Chciałaś się spotkać, a nagle zabrakło ci słów. Dlaczego tak jest Hermiono? -Wypowiedział jej imię takim głosem, że nieomal padła. On nawet nie wiedział, że potrafi być seksowny.
- Wydaje mi się, że powinniśmy wyjaśnić sobie kilka rzeczy. Wczorajszy dzień, w ogóle ostatnie tygodnie były naprawdę zwariowane. Każdy na inny sposób szuka ujścia dla pary, która się zbiera. My... jesteśmy ze sobą blisko więc można było założyć, że coś takiego się stanie. Ale nie wyolbrzymiajmy. Chcę tylko powiedzieć, że nie żałuję tego co się stało, nie musisz się katować wyrzutami sumienia i nie będę ci ani suszyć głowy, ani okazywać gniewu. Było fajnie, a teraz jeśli pozwolisz wrócę do tego co mi przerwałeś, czyli pójdę spać. W porządku?- Mistrz Eliksirów jednak tylko siedział i patrzył na nią nieprzeniknionym wzrokiem nawet nie mrugnąwszy. Bez słowa wstał i odwrócił się do wyjścia. Przemknęło jej przez myśl, że może źle to rozegrała i użyła zbyt obojętnych słów nawet jak na niego, ale spostrzegła zaciśnięte pięści i uśmiechnęła się w duchu. Podążyła za nim i prawie równocześnie położyli rękę na klamce, gdy jednak ciało dotknęło ciała, Hermiona wiedziała, że jest zgubiona. Nikt już nigdy nie będzie działał na nią tak jak on. Nikt więcej nie zawładnie nie tylko jej ciałem, ale również umysłem.
 Wciągnęła powietrze starając się zabrać rękę, ale on ją przytrzymał. Może był zaskoczony, a może czekał na to jeszcze bardziej niż ona? Odwrócił się, powoli uwalniając jej dłoń. Czekała. Jej oddech przyspieszył. Severus miał pustkę w głowie kiedy ostatecznie ściągnął dłoń z klamki i wyszedł na korytarz. Nie obejrzał się za siebie. Wyprostowany jak struna powlókł się przed siebie. Zdezorientowana dziewczyna zamknęła drzwi i oparła się o nie z drugiej strony.Jej oczy momentalnie się zaszkliły. Wyrzucała sobie niekonsekwencję, a gdy przyłożyła dłonie do rozpalonych policzków, zrozumiała jaką idiotką była. Kiedy przyszedł jeszcze się łudziła, że nie była to przygoda na jedną noc i będą kontynuowali cokolwiek to było. On jednak wyszedł nie spojrzawszy wstecz. Trudno. Z mocnym postanowieniem pozbierania się do kupy odeszła od drzwi, zaraz jednak pod nie wróciła, gdyż rozległo się delikatne pukanie. Nie zastanawiając się otworzyła  je zamaszyście i zatrzymała się z ręką w powietrzu. Stał i patrzył na nią tymi ciemnymi oczami. Zdawała sobie sprawę, że jeśli teraz ruszy na przód, a okaże się, że jednak nie chciał zrobić tego co jego oczy mówiły, że chciał, to się bardzo wygłupi. Mimo to, zrobiła krok w jego stronę. Tyle wystarczyło. Przyciągnął ją do siebie. Chwycił jej ręce i zarzucił sobie na szyję z taką siłą, że stali teraz praktycznie czoło przy czole. Głośno oddychając spojrzała na niego.Boleśnie czuła jego zręczne dłonie na swoich biodrach. Palce lekko się poruszały, sprawiając, że drżała. Przeniosła spojrzenie na jego rozchylone wargi. Zapraszały. Nie pocałowała go tylko dlatego, że wciąż nie wiedziała na czym stoją. Przyzwyczaiła się już do jego wybuchów w najdziwniejszych momentach współpracy, a fakt iż wrócił świadczył tylko o tym, że doskonale wiedział, nie tylko że wcale nie spała, ale także, że chciała aby wrócił. Westchnęła, ale powietrze nie wydostało się z jej ust, gdyż już ją całował. Oddała pocałunek mocno i namiętnie, jednak Severus wyraźnie chciał czegoś innego.Pogłębił pocałunek, ale boleśnie powoli bez udziału języka. Jeszcze nigdy nie całował jej tak zmysłowo, jakby smakując. Zawsze były to gorączkowe, głodne pocałunki, wilgotne muśnięcia. Teraz czułość przepełniała każdy jego ruch. Gdy zabrał dłonie z jej bioder lekko się zachwiała, jakby ją podtrzymywał, ale zaraz poczuła je na swoich policzkach. Otworzyła oczy i spojrzała na niego Miał przymknięte powieki i wyglądał wspaniale. Nigdy nie sądziła, że użyje połączeni słów wspaniale i Severus w jednym zdaniu, ale właśnie to sobie pomyślała. Jest wspaniały i zaraz będzie się ze mną kochał.
Uważając by nie stracić równowagi cofnęła jedną nogę, przez co on musiał przestąpić na przód. Myślała, że zrozumie jej intencję, ale on oparł ją o ścianę i znów mocno pocałował. Przeniósł dłonie na szlafrok i przez sekundę myślała, że rozwiąże go na korytarzu. On jednak tylko macał jej ciało przez materiał. Robił to bardzo powoli, jakby celowo ją rozpalając. Nie dotknął, ani nawet nie zbliżył się do piersi czy łona, a ona była już mokra i gotowa na przyjęcie go. Na pewno to wiedział, tylko celowo przedłużał tortury. Chciała zabrać ręce z jego karku i również go dotknąć, konkretnie dotknąć jego penisa, którego poczuła na udzie, ale gdy tylko poruszyła dłonią, jego ręce znów umieściły ją na jego karku i przytrzymały. Przycisnął ją mocniej do siebie i znów mogła poczuć gorącego, czekającego na nią kutasa. Jeśli chciał ją wygłodzić i sprawić, że będzie błagała, to była na dobrej drodze. Bardzo krótkiej drodze. Pogładziła go po karku i wplotła palce w jego lekko tłuste włosy. Znów docisnął swoje biodra do jej, a potem bez ostrzeżenia podniósł jej lewą nogę wysoko do góry i przejechał po wilgotnych wargach. Jęknęła przeciągle od razu przylegając do jego dłoni. Uniosła nogę jeszcze wyżej by ułatwić mu dostęp. Bez problemu wsunął w nią palec i rytmicznie posuwał coraz bardziej zwiększając tempo. Uwolnił jej usta co przyjęła z lekką ulgą. Zaraz jednak zaczęła posapywać i cicho jęczeć. Jej soki doskonale pomagały w penetracji i czuła, że w zasadzie mogłaby już skończyć, gdyby tylko delikatnie docisnął pulsującą łechtaczkę. Przygryzł jej szyję, a zaraz pocałował to miejsce z czułością i jęknął jej do ucha. Widać to co z nią robił działało na niego w równym stopniu i też był już u kresu sił. Wyciągnął wilgotny palec z jej cipki i patrząc na nią z żądzą w oczach uniósł palec do jej ust. Przejechała po nim językiem patrząc mu w oczy, a dzięki jękowi jaki usłyszała, zrobiła to jeszcze raz i znów i znów. W końcu jednak przygryzła opuszkę palca silnie i zdecydowanie, chcąc dać mu do zrozumienia, że ma dosyć. Pragnie go, tu i teraz. Doskonale wiedział o co jej chodzi. Rozwiązał sznureczek szlafroka, jedną ręką objął pierś,a  drugą umieścił na jej plecach. Podrapał ją mocno i z taką samą siłą ścisnął sutek. Jęknęła przeciągle, czując jak jej uda robią się wilgotne. Pulsowanie które przedtem wprawiało ją w drżenie teraz odbierało jej dech. Poczuła wilgoć na swoim sutku i palec na łechtaczce. To wystarczyło. Podniosła głowę i wpiła się z impetem w jego usta na przemian jęcząc i dysząc. Pierwsze skurcze jakie poczuła wprawiły ją w cudowny stan i gdyby nie silna dłoń na jej plecach to pewnie osunęła by się po ścianie. Przygarnął ją do siebie tuląc policzek do policzka i dziko masując jej łechtaczkę. Ona na przemian jęcząc na przemian szepcząc jego imię osiągnęła orgazm, jakie jeszcze nigdy nie doświadczyła. Po kilku sekundach zwolnił ruchy i już tylko delikatnie gładził jej wargi słuchając urywanego oddechu z satysfakcją. Gdy tylko przestała jęczeć, z impetem otworzył drzwi jej komnaty i praktycznie wepchnął ją do środka. Ułożył ją na łóżku, znów atakując usta. Ona jednak, szybko skutecznie zmieniła jego działanie. Odchyliła głowę i wykorzystując jego zaskoczenie wysunęła się spod niego i usiadła na nim okrakiem. Jej oczy wyrażały triumf i zadowolenie. Zaczerwieniona twarz, potargane włosy i te rozkosznie rozchylone usta sprawiły, że znów poczuła pulsowanie jego erekcji. Pochyliła się, pozwalając szlafrokowi wreszcie opaść i pocałowała go , zmuszając by pieścił ją językiem. Nie żeby się opierał. Jego dłonie wędrowały po plecach i biodrach, co chwilę zaciskając się prowokująco. Hermiona zjechała ustami na jego szyję, bezwstydnie ją śliniąc i lekko podgryzając, a gdy dotarła do brzucha, spojrzała na niego figlarnie i zeskoczyła na podłogę. Szybko rozpięła jego spodnie, prawie roztargała majtki, a gdy wreszcie dostrzegła prężącego się, wilgotnego penisa, pisnęła i oparła się łokciami o łóżko, by mieć go na przeciw twarzy. Drgał prosząc ją o działanie, jednak ona tylko patrzyła. Głodno i zdzirowato, ale jednak tylko patrzyła. Severus przelotnie pomyślał, że chyba jeszcze nikt nigdy nie spuścił się pod wpływem spojrzenia, ale on miał spore szanse. Leżał, dysząc ciężko i obserwując swoją kochankę, pragnąc by już tylko wzięła go w usta i skończyła tę słodką torturę. Kilka minut i byłoby po wszystkim. Ona jednak miała inny plan. Uniosła się na rękach i nim się spostrzegł nabiła się na niego mocno. Wszedł od razu, co było zrozumiałe. Na początku oboje sapnęli i spojrzeli na siebie. Severus jęknął widząc jej piękne piersi falujące w rytm oddechu i poruszył się w jej wnętrzu, co wywołało jej pisk. Położyła ręce na jego barkach i poruszyła się. Ponieważ uczucie było wspaniałe, zrobiła to znowu. Severus bliski eksplozji postanowił lekko ją przystopować i nadać jej ruchom lekko spokojniejszy bieg.Chwycił ją za biodra i uniósł delikatnie a potem opuścił, co spotkało się z jeszcze głośniejszym jękiem. Hermiona spontanicznie pocałowała go w policzek, a potem polizała w to samo miejsce, szepcząc do ucha, że jest cudowny. Severus mile zaskoczony, ale w równym stopniu zdezorientowany przyspieszył ruchy bioder i unosił ją coraz wyżej z radością czując jak mocno i pewnie nabija się na niego.Tempo ich zbliżenia wzrastało z każdą sekundą. Oboje co i rusz mamrotali słowa w ekstazie ledwo je rozróżniając, jednak w chwili w której poczuł, że zaraz dojdzie spojrzał jej w oczy i powiedział dziwnie pewnie:
- Hermiono dochodzę..
 Jego źrenice rozszerzyły się i gdy skurcze przestały targać jego ciałem, Hermiona opadła na jego gorącą spoconą klatkę piersiową,dysząc ciężko, by zaraz zastygnąć w bezruchu.Gdy dotarł do niej sens jego słów, wstrzymała oddech.
Powiedział - Kocham cię.