poniedziałek, 24 października 2016

Rozdział 18



Severus Snape przemierzał ulice Londynu. Ruszył w kierunku wzgórza na które kiedyś ją zabrał. Nie kłamał wtedy. Naprawdę lubił tu przychodzić, gdy zdawało się, że nie znajdzie już dla siebie miejsca na tym świecie. Bezkresne niebo, gwiazdy i świat na dole pomagały mu uwierzyć, że to wszystko nie ma znaczenia i w końcu ją odnajdzie, a wtedy cofnie miniony czas i powie jej to, co naprawdę chciała usłyszeć. Nie jego wina, że był głupcem, który nie potrafi odróżnić pożądania od miłości. Ani jednego ani drugiego nie zaznał wiele w życiu, więc kiedy natarły na niego równocześnie...pogubił się. Potrzebował jej szczerego uśmiechu i delikatnego dotyku dłoni, by się odnaleźć.

Kilka dni wcześniej...

Gdy dotarł do niej sens jego słów, wstrzymała oddech.
Powiedział - Kocham cię.
Nie odważyła się na niego spojrzeć, ale po tym jak spięły się jego mięśnie poznała, że wcale nie chciał tego powiedzieć. Jak to się mówi? "Wymsknęło" mu się. Niepewnie, uważając by go nie dotknąć zeszła z niego
 i położyła się obok na płasko. Bez słowa zrobił jej miejsce na tyle na ile pozwalała mu powierzchnia łóżka. Oboje teraz leżeli na plecach i patrzyli w sufit. Oboje mieli pustkę w głowie. Jedynym dźwiękiem w pokoju były ich urywane oddechy i nerwowo przełykana ślina. Leżeli tak dość długo, ale żadne z nich nie zdołało usnąć. Zbyt wiele emocji nimi targało. W końcu jednak Severus obrócił się bokiem do niej i od razu tego pożałował. Widział dokładnie jej unoszące się i opadające piersi. Ciemno-różowe sutki wciąż jeszcze błyszczące od jego własnej śliny. Wbrew sobie poczuł, że twardnieje.
Przeniósł spojrzenie na jej twarz, a kiedy zobaczył, że ona wcale nie jest zdenerwowana, sam też się uspokoił. Chłonął jej widok, a gdy wreszcie odwróciła się w jego stronę, mimo wszystko poczuł się jak przyłapany na gorącym uczynku. Mimo tego wszystkiego co razem robili, mimo tych orgazmów, które mu dała, poczuł zawstydzenie. Wiedział, że palą go policzki, ale już o to nie dbał. Wyciągnął dłoń w jej stronę. Pora choć raz zachować się jak mężczyzna. Gdy ich dłonie się spotkały, znów poczuł podniecenie, zaraz jednak nakazał sobie spokój i westchnął by zyskać na czasie. Zanim zdążył się odezwać, ubiegła go.
-Hej spokojnie...Nie mam zamiaru zaciągnąć cię przed ołtarz, czy zmuszać nie wiadomo do czego. -Wyciągnęła rękę i przejechała nią po jego barku, na tors i z powrotem. Przysunęła się bliżej i kontynuowała - Jesteśmy wariatami, że wpakowaliśmy się w coś takiego, ale niech mnie, jeśli żałuję. Spędziłam cudowne chwile i dałeś mi... rozkosz.- Widząc, że się krzywi znów złapała go za rękę i ścisnęła. - Naprawdę. Było cudownie, ale zdaję sobie sprawę, że nic nigdy nie trwa wiecznie. Potrzebowałam mężczyzny takiego jak ty, w zasadzie to czuje, że nikt nigdy nie dał mi tego co ty. Chcę powiedzieć..nie obwiniaj się. Nie mam żalu
i nie, nie łapię cię za słówka. Wiem, że ty też dobrze się bawiłeś, że tak to ujmę i bardzo mnie to cieszy. Nic nie cieszy mnie bardziej niż fakt iż było nam razem dobrze. Nigdy nie spodziewałabym się, że wyląduję w łóżku z byłym nauczycielem i będę miała z tego satysfakcję, ale cóż właśnie tak było.- Odetchnęła głęboko
 i spojrzała na niego wyczekująco cały czas błądząc dłońmi mi po jego ciele. Severus z kolei zastanawiał się czy robiła to odruchowo i czy w pokoju jest wystarczająco ciemno by nie  zauważyła, że znów miał wzwód.
Co do jej słów, poczuł niewyobrażalną ulgę. Nie miała zamiaru się na nim wyżywać i wiedziała, że nie miał na myśli tego co powiedział. Spojrzał jej w oczy i dostrzegł, że była szczera. Zdobył się na odwagę
 i wyciągnął rękę do jej policzka. Gdy go pogładził westchnęła rozkosznie. Poczytując to za zaproszenie przybliżyła się, a gdy jej nie odepchnął wtuliła w niego.Chwycił jej udo i położył na swoim biodrze, tak by jego sztywny penis znalazł się między jej udami. Udała, że tego nie zauważa i tylko patrzyła na niego. Mógł się mylić, ale pomyślał, że chciała zapamiętać z tej chwili jak najwięcej, wiedząc, że więcej coś takiego się nie zdarzy. Przymknął oczy i złączył ich usta w pocałunku. Delikatnie i niespiesznie pieścił jej wargi, a ona oddawała mu je bez niedawnego żaru, ale z całą mocą i pewnością. Znów głaskała jego ramiona i pierś,
ale jakoś tak niepewnie i delikatnie gotowa w każdej chwili przestać. Zrozumiał coś jeszcze. Dawała mu wybór. Cały czas. Chciał ją wziąć - oddała mu się w całości. Chciał zamieść problem pod dywan - wręczała mu zmiotkę. Chciał udawać, że nic się nie stało - dała mu komfort psychiczny i wyjście z sytuacji. Byłby głupcem, gdyby jej nie kochał. Jednak, była wspaniałą młodą czarownicą. Cały świat stał przed nią otworem, nie powinien ładować się w jej życie z buciorami. Mimo, że stanowiliby dobrze dobraną parę.
 Nie tylko w łóżku. Te same zainteresowania, te same marzenia. Gdyby Snape nie był głupcem i tchórzem, nie odrzuciłby jedynej szansy na szczęście. Wziąłby to co pragnęła mu dać i modliłby się, że kiedyś
 nie będzie go nienawidziła. Ale nie mógł tego zrobić. Nie mógł dać samemu sobie złudnej nadziei, że to co
 w ciągu kilku miesięcy ich połączyło, ma szanse przetrwać. Przyłożył nos do jej głowy i po raz kolejny wciągnął jej zapach w nozdrza upajając się nim. Przymknął powieki, a kiedy się odezwał Hermiona zesztywniała w jego ramionach.
- Dlaczego musisz taka być...
- Jaka?
- Taka dojrzała, wyrozumiała i wspaniałomyślna - wymówił te epitety z wyraźnym niesmakiem.
- Bo..- podniosła się i spojrzała mu w oczy -  wolę mieć cię na twoich warunkach, niż nie mieć cię wcale.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, ale niepotrzebnie, dziewczyna patrzyła w sufit.
- Chcę powiedzieć, że mogę być twoją kochanką. Jeśli mi na to pozwolisz. Nikim więcej. Ty dostaniesz to czego pragniesz, ja też...
- Oszalałaś? - Strząsnął jej głowę i usiadł. Spojrzała na niego zdezorientowana. - Chcesz mi się oddawać ? Tak po prostu? - Patrzył na nią z niedowierzaniem, ledwie zauważając jej zaczerwienione policzki i błyszczące oczy.
- A czym to się różni od tego co robiliśmy dotychczas?- Och, znał ten ton. Wkurzyła się. A mogli pójść spać, a nie gadać.
- Chodzi o to, że ja nie jestem...
- Co? Co nie jesteś? Gotowy? Rety Severusie, pomyśleć, że to ty jesteś staruchem, który przeżył i widział już wszystko. Przedtem pieprzyłeś mnie bez opamiętania, a teraz kiedy przychodzi co do czego nie chcesz szufladkowania, definiowania? Tego się boisz? Wejdę nieproszona w twoje ultra-uporządkowane życie i ci je rozwalę?
- Ty nic nie rozumiesz! - Severus klęczał na łóżku, ona opierając się na rękach pół-leżała i gdyby tylko się przybliżył, wsunąłby penisa w jej rozchylone usta. Wizja ta pojawiła się nieproszona w jego umyśle i przez kilka sekund nastała cisza. Zbierał myśli. - Nigdy nie dam ci tego czego pragniesz. Albo będziesz pragnąć. Nigdy nie będę dobrym mężem, nie dam ci dziecka, a przede wszystkim  nie dam ci szczęścia. Teraz tego nie widzisz, ale z biegiem czasu zrozumiesz, że nigdy nie mieliśmy szansy. Nigdy nie miało nam się udać.- Patrzył na nią z nadzieją, że zrozumie i odpuści. Ona jednak uparcie unikała jego wzroku, w końcu jednak podniosła się i w identycznej pozycji klęknęła przed nim. Uniosła oczy na jego twarz i znów spłonęła rumieńcem gdy wyczuła delikatny ruch członka między nimi. Wyciągnęła rękę i ujęła jego brodę tak silnie, że musiał spojrzeć jej w oczy i mocno się schylić, by złagodzić ból.
- Nigdy nie chciałam męża, nie chciałam dzieci i domku z ogródkiem. A tym bardziej nie chciałabym tego od ciebie. Zrozumiano? - Spojrzała na niego twardo, ale dostrzegł łzy w kącikach oczu.
- Dlaczego?
- Nie bądź śmieszny. Jak sam podkreślałeś, nie jesteś zdolny do miłości, a tym bardziej do statecznego życia. Skoro tego nie potrafisz, to kim ja jestem, aby próbować udowodnić ci, że się mylisz? Owszem, nie spodziewałam się takiej pasji i namiętności między nami, ale jak już powiedziałam, nikt nie każe nam się hajtać. To, że idealnie pasujemy do siebie w sypialni, nie znaczy jeszcze, że się nie pozabijamy poza nią.
- Czego chcesz?
- Chcę, żebyś dalej kochał się ze mną, ale bez żadnych niedomówień. Tylko seks...
- Przykro mi, ale będę zmuszony odmówić. - Wyglądała jakby zadał jej policzek. Jej wzrok wyrażał tak głębokie niedowierzanie, że aż go zaskoczyła. Naprawdę myślała, że się zgodzi? Miała go za takiego dupka? Weźmie jej chętne ciało, wiedząc, że powinien wziąć i serce?
- Żartujesz prawda ? Spójrz na mnie ! Decydujesz się zrezygnować z tego ciała i co? Znów będziesz onanizował się w ciszy własnych komnat? - Teraz była naprawdę zła, jej głos z histerycznego przerodził się w złowieszczy.- A będziesz wtedy myślał o mnie ? Będziesz wspominał ?  Będziesz rozpamiętywał jak miętosiłeś te cycki -  dotknęła piersi - jak ssałeś te sutki - uszczypnęła się.Jej ręka powędrowała między nogi, a palce intensywnie pocierały łechtaczkę.- Będziesz myślał o mojej wilgotnej cipce, o swoim języku w moim wnętrzu i tych wszystkich jękach, które dzieliliśmy?- Jej głos się załamał i spuściła głowę. W porządku, od teraz jesteśmy tylko współpracownikami tak ? Zero seksu, zero przytulanek ? - Gdy się nie odezwał kiwnęła głową w stronę drzwi nakazując mu by wyszedł. Była tak upokorzona, że nawet na niego nie spojrzała.

Severus kroczył korytarzem nawet nie bardzo wiedząc gdzie idzie. Już w sekundzie w której zamknęła za nim drzwi i usłyszał jej szloch, chciał wrócić i przytulić ją.
Właśnie tego się obawiał najbardziej, Nie chciał aby ich relacja przybrała taki obrót, bo oboje będą cierpieć. On nie da jej tego czego ona pragnie, a ona nader chętnie będzie chciała zaspokoić jego pragnienia. Tak nie mogło być. Oboje zasługiwali na coś lepszego.
Gdy tylko wszedł do swojej komnaty, ruszył do łazienki, by zmyć z siebie jej zapach. Nie zniósłby kolejnej nocy z bolesnym wzwodem wywołanym tylko imitującym ją zapachem. Wystarczająco już cierpiał. Położył się w chłodnej pościeli, która akurat okazała się zbawienna. Leżał bez ruchu, analizując minioną sytuację. Raz po raz w jego głowie rozlegał się ten szloch, którego pewnie nie miał słyszeć. Nie sądził, że to możliwe, ale bolało go serce. Nie podejrzewał się o jego posiadanie, a jednak. Z nią wszystko było inaczej. Kiedy ona pociągała za sznurki, prawie każde niemożliwe stawało się z łatwością wykonalne. Dodawała mu sił, kreatywności, wkurzała go jak diabli, ale w ten niesforny podniecający sposób. Ze wstydem przyznawał przed sobą, że stało się dokładnie to, przed czym chciał ją ochronić, zanim zgodziła się zostać w Hogwarcie. Jednak, dbał o nią. Liczył się z jej zdaniem. Miał co prawda gdzieś jej głupie humory i wygłupy, ale kiedy...uwielbiał nawet przywoływanie jej do porządku.
Kiedy po raz kolejny kot swoim okazałym cielskiem przesunął mu się aż pod brodę, by dać znać, że on też jest ważny, Severus już nawet nie ukrywał przed samym sobą. Mówił na głos, a właściwie wrzeszczał. Wyrzucał sobie wszystkie te sytuacje, które były teraz już nie ważne, ale w jakikolwiek sposób, to sprawiało, że czuł się odrobinę lepiej. Że będzie mógł rano spojrzeć w lustro. Nalał sobie szklaneczkę, po czym obiecał Wolfgangowi, że tylko jedną. Gdy oboje zasypiali, karafka była do połowy opróżniona.

Hermiona rzuciła się na łóżko i zaniosła się spazmatycznym płaczem. Nawet nie dbała o to czy ktoś ją usłyszy. Było jej źle. Tak strasznie źle. Wszystko poszło nie tak. Nie chciał jej, pod żadnym pozorem. Nie chciał jej ciała. Teraz to nie wiadomo czy nawet będzie chciał w ogóle z nią rozmawiać. A przecież miało być tak pięknie. Mieli się razem zestarzeć. Co prawda on wcześniej, ale to nie istotne. Przecież pokochała go. W całości. A on to odrzucił. I upokorzył ją jak nigdy. Wszystkie "powyżej oczekiwań" i " zadowalające" jakie od niego dostała w momencie kiedy zasługiwała na "wybitny" nie równały się z bólem, jaki odczuwała teraz. Mężczyzna jej marzeń odrzucił ją. Po raz kolejny, ale tym razem już definitywnie. Nie będzie wielkiego come backu i przeprosin, nie będzie kolejnego pijanego szybkiego numerka. Nie będzie kolejnych szans, okazji, podchodów. Skoro tak zadecydował, nie będzie się więcej płaszczyła. Chciała stworzyć z nim coś specjalnego, pięknego. W zasadzie przez moment myślała, że już stworzyła, ale widocznie się pomyliła. Płacz i poczucie beznadziejności tak ją wymęczyły, że zasnęła dość szybko. Następnego dnia spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i wyniosła się tam, gdzie wiedziała, że znajdzie choć częściowe ukojenie.

Gdy stanęła na progu Nory Molly zdawała się uśmiechem maskować zaskoczenie i zmieszanie wywołane jej nieoczekiwanym pojawieniem się. Nie dbała o to jednak. Była w tak podłym nastroju, że nie dbała o nic. Od razu wyszła na schody i może gdyby nie była tak skoncentrowana na ucieknięciu przed karcącym spojrzeniem Molly, może zorientowałaby się, że pokój Ginny nie jest w tej chwili wolny i nie powinna wchodzić do niego bez pukania, jak za dawnych czasów. Otworzyła drzwi i stanęła jak wryta z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Widok jaki zastała będzie ją prześladował. Zobaczyła nagą Ginny siedzącą na swoim narzeczonym okrakiem i ujeżdżającą go gwałtowanie. On z kolei miętosił jej piersi i jęczał. Gdy jednak spostrzegli, że mają widownie momentalnie się spłoszyli i poczęli zakrywać się kołdrą. Na szczęście Hermiona miała na tyle przyzwoitości, że wyszła z pokoju jak tylko pierwszy szok minął. Oczywiście jak tylko zeszła do kuchni i spojrzała na Panią Weasley ta domyśliła się co właśnie zaszło i nie ukrywała zmieszania tą całą sytuacją. Zaraz jednak odzyskała rezon i zaproponowała Hermionie filiżankę herbatki.
Usiadły przy stole i choć pani domu nie naciskała, gryfonka wiedziała, że chce usłyszeć co ją tu sprowadza.
Niechętnie odkaszlnęła i nie patrząc na swoją rozmówczynie w końcu zebrała się na odwagę.
-Nastąpiły pewne komplikacje w Hogwarcie i musiałam się urwać. Musiałam przyjść tutaj i trochę się uspokoić.
-Moja droga, wiesz że zawsze jest tutaj dla ciebie miejsce, ale nie sądzisz, że uciekanie przy pierwszej lepszej trudności jest trochę lekkomyślne i dziecinne?
- Nie chodzi o to, że coś sprawiło mi trudność, po prostu nie mogłam spędzić tam ani minuty dłużej.
- Czyli ktoś bardzo zalazł ci za skórę.
- I tak i nie. Wiele rzeczy się wydarzyło od kiedy ostatni raz was odwiedziłam i wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam.
-Nie wiem co musiało się stać, że tak o spakowałaś manatki i i przybiegłaś tutaj.
-Jeśli ci to nie przeszkadza, wolałabym nie rozmawiać o tym teraz, a najlepiej nigdy.
-Jak chcesz moja droga, ale z problemami to w większości jest tak, że im bardziej uciekasz, tym szybciej cię odnajdują.
-Ten problem akurat jest w Hogwarcie i póki ja jestem tu, to wszystko jest w porządku. Jeśli nie masz nic na przeciwko, proszę abyś nikomu nie mówiła, że tu jestem. Mam na myśli dosłownie nikomu. Obojętne czy przybędzie  Dumbledore, Minister Magii, Snape, nie ma mnie i nie wiesz gdzie jestem. Mogę cię o to prosić?
-Nie mogę okłamywać Dyrektora! - Westchnęła ciężko. - Z ciężkim sercem się zgadzam. Kiedy będziesz gotowa, będę tutaj aby ci pomóc.
Uściskały się serdecznie i Hermiona ruszyła do pokoju bliźniaków, który na szczęście od dawna stoi pusty.
Poukładała ciuszki w szafie, a kiedy w jej ręce wpadła jedwabna zielona bluzka z tasiemkami na plecach, ta sama którą miała w noc ich pocałunku, Hermiona ręką zdusiła szloch i rzuciła szatę w kąt. Usiadła na łóżku i zapłakała nad swoim losem. Była bliska rozpaczy, gdyż stało się dokładnie to o czym Snape mówił jej, że jest niedopuszczalne. Zakochała się. Nie chciała tego przed sobą i  przed nim przyznawać, ale miał rację. Obdarzyła go uczuciami na jakie najprawdopodobniej nie zasługiwał i jakich na pewno nie chciał. Zachowała twarz proponując mu tylko cielesne korzyści, ale był zbyt dumny by to przyjąć. Nie spodziewała się, że ulegnie, ale jednak gdy tego nie zrobił i tak zabolało. Życie bez niego będzie ciężkie, ale jakoś sobie poradzi. Kto wie, może wyjdzie im to na dobre? W szalonej gonitwie myśli nie potrafiła znaleźć argumentu za, ale nie mogła dłużej rozpamiętywać, gdyż do pokoju zdecydowanym krokiem weszła najmłodsza Weasley' ówna.
Miała szeroki uśmiech na twarzy, ale zaraz się to zmieniło gdy spostrzegła, że Hermiona nie dość, że wygląda jak siedem nieszczęść, jest zapłakana to jeszcze wygląda na zupełnie zagubioną, a to akurat zupełnie do niej nie pasuje. Zawsze była tą zaradną, zorganizowaną, pomocną. Nie błądziła, nie szukała. Znała cel i do niego dążyła. Jeśli nie wie co ma zrobić, to znaczy, że stało się coś złego. Przez pierwsze minuty Gonny tylko tuliła ją i głaskała po burzy loków. W końcu jednak oddech gryfonki na tyle się uspokoił, że mogła rozmawiać, więc odsunęła ją delikatnie. Starła z jej policzków łzy i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Gdy Hermiona odwzajemniła uśmiech głośno pociągając nosem, otrzymała wyczarowaną mimochodem chusteczkę i kolejne klepnięcie w plecy. Głośno wydmuchała nos i westchnęła.
- Opowiem wszystko a dopiero później mnie osądzisz i mam nadzieję wyciągniesz z tego bagna.
Ginny tylko skinęła głową patrząc jej prosto w oczy.
- Wszystko co ci kiedyś mówiłam o Snapie stało się...rzeczywistością. Chodziliśmy w okół siebie niczym drapieżnicy i w końcu...
Nie żebym się broniła, w zasadzie to chyba nawet go zachęcałam. Nie spodziewałam się tylko, że w grze tak przyjemnej, przyjdzie mi się sparzyć. Wylądowaliśmy w łóżku. Było...obłędnie i nieziemsko.Pasjonująco, namiętnie, czule. Wręcz idealnie. Zbyt dobrze. Sama wiesz, że nie należę do tego rodzinnego, ciepłego typu ludzi. Nie mam w planach rodziny, gromadki dzieci, nic z tych rzeczy, ale jednak wpadłam w pułapkę własnych uczuć. Myślałam, że tak jak i on odnajdę się w tej rzeczywistości i będziemy razem się zadowalać, będziemy partnerami w pracy i kochankami równocześnie. Nie mogłam się bardziej mylić. Pokochałam go, a on pokazał mi drzwi. Myślałam, że wyrzucił już z serca matkę Harrego, widocznie się myliłam i nikt nie jest w stanie jej zastąpić. Nikt nie może się z nią równać, a co dopiero ja. - Znów zebrało jej się na płacz, więc zamknęła oczy i znów wydmuchała nos. Podjęła po chwili lekko drżącym głosem.
- Zaproponowałam mu, bez żadnych zobowiązań, czysto fizyczny układ, a on miał czelność mnie odrzucić !
Teraz rozumiem dlaczego to zrobił, ale poczułam się tak zraniona, że uciekłam.
W przyszłym tygodniu złożę rezygnację i przeniosę się do Munga. Nie byłabym w stanie codziennie go widywać. Nie po tym co się stało. To za bardzo by bolało.
Jednego tylko nie rozumiem...wszystko było jego udziałem, brał i dawał i wydawał się być szczęśliwy. Co się w takim razie zmieniło? Nie wierzę, że ot tak postanowił zrezygnować...nie on ! Pod tym względem jesteśmy tacy sami...  Mówiłam już twojej mamie, zostanę kilka dni, ale gdyby ktokolwiek przyszedł mnie szukać, nie ma mnie tutaj.No, przywal mi.- Podniosła wreszcie wzrok, ale coś  nie pasowało jej w wyrazie twarzy Ginny. Uśmiechała się, prawie że promiennie.
- Co się tak szczerzysz?Cierpię!- Warknęła.
- Głuptasie...założę się, że Snape jest w jeszcze gorszym stanie niż ty.
- Niech sobie będzie nawet zdychający. Nie obchodzi mnie to.
- Wszystko wskazuje na to, że on też się w tobie zadurzył...tylko jest osłem i myśli, że wyświadczy ci przysługę nie zdradzając się ze swoimi uczuciami.
- Nie. Dałam mu szansę, mógł jawnie powiedzieć co czuje, a on tylko gadał o tym, że nigdy nie miało nam wyjść i że niepotrzebnie się w to pakowaliśmy.
- No właśnie.- Ruda klasnęła w dłonie i znów się uśmiechnęła. - Ewidentnie mu odbiło, to jasne, ale jemu też zależy. Musimy tylko dać mu czas i sposobność aby sobie to uświadomił i cię odzyskał.
- Ginny...oszalałaś. Gdyby było tak jak mówisz, to miałby odrobinę odwagi, aby wyznać co czuje. A on był daleki od jakichkolwiek deklaracji.
- A przypomnij mi proszę w jakich okolicznościach w ogóle doszło do tej nieszczęsnej kłótni?
- To nie tak. Nie pokłóciliśmy się o nic...Przyszedł do moich komnat, kochaliśmy się..a kiedy kończył..wyznał mi miłość. - wyszeptała, ale widząc rozanieloną minę rozmówczyni zaraz sprostowała. - Nim zdążył cokolwiek powiedzieć dałam mu możliwość ucieczki, stwierdziłam że nie ma sensu bawić się w jakieś definiowanie, związek i tak dalej..
- Strzeliłaś sobie w stopę!
- A co miałam pozwolić mu upokorzyć się jeszcze bardziej kiedy zaproponuje mi zostanie przyjaciółmi i  odwoła wszystko?
- No cóż, to, albo wziąłby cię na miejscu pokazując, jak bardzo cię nie chce. - Zachichotała, a Hermiona nie mogła się powstrzymać i do niej dołączyła.
- Prawdę mówiąc, cały czas miał minę jakby walczył ze sobą, ja pewnie też, no i ta erekcja ciągle mnie rozpraszała.
W pokoju zaległa cisza, pokazująca iż dziewczyny chyba nie były jeszcze gotowe na rozmowę o Severusie Snapie i jego członku. W końcu jednak Ginny podniosła się z klęczek i chwyciła brązowowłosą za rękę nakazując jej podniesienie się. Gdy były już przy drzwiach, Ruda znów przytuliła starszą dziewczynę, chcąc dodać jej otuchy i w jakikolwiek ulżyć jej mękom.
Kolacja upłynęła spokojnie, nikt z domowników nie zadawał pytań, a Hermiona maskowała się na tyle dobrze, że nikt nie zorientował się, że podjęła desperacką próbę ucieczki, a  nie tylko przybyła stęskniona w odwiedziny.
Zasiadła do partyjki szachów z Harrym i gdy wreszcie on sam stwierdził, że jest beznadziejnym przeciwnikiem i wcale się nie stara, poszła wziąć prysznic odprowadzona zaniepokojonymi spojrzeniami.
Gdy wyszła z łazienki stanęła jak wryta. Na progu jej dawnego pokoju, tak jak można się było spodziewać stała Minerwa McGonagall. Na szczęście jej nie zauważyła, więc udało jej się po cichu wycofać z powrotem do łazienki. Zaczęło się. Skoro jej szukali, to znaczy że nie pisnął nawet o tym co zaszło. A więc dobrze. Chyba że...byli dość blisko z Minerwą, może wysłał ją na przeszpiegi...
Nie chcąc ryzykować przesiedziała w łazience kolejną godzinkę,a gdy w końcu zaczęła przysypiać na sedesie na paluszkach przedostała się do swojego pokoju. Wślizgnęła się do łóżka i nakryła kołdrą po samą głowę w obawie, że zaraz ktoś mógłby ją nakryć. Zaraz jednak zaśmiała się w duchu i usiadła. To śmieszne, kto niby miałby jej tu szukać? Severus? Siedzi pewnie i żali się Wolfusiowi, jaka to ona nie dobra, że go zostawiła, żałosna że uciekła...
Ogarnęła ją złość. To on powinien się źle czuć i uciec, nie ona. Wszystko było takie niesprawiedliwe. Jedyne o czym marzyła to zaznać szczęścia u jego boku, tym samym zadowalając jego...czy to tak wiele?

Kilka kolejnych dni upłynęło jej w atmosferze słodkiego lenistwa i nerwowego oczekiwania. Nadszedł ostatni weekend listopada. Hermiona obudziła się pierwszy raz po nocy bez płaczu w poduszkę. Jej twarz zaczęła znów wyglądać normalnie i zdrowo, a sine cienie pod oczami zniknęły jakby nigdy ich nie było.
Jej nadzieje na pierwszy pozytywny pośród wielu negatywnych dni, rozwiały się. Na stole w kuchni leżał pergamin z jej inicjałami. Na szczęście nie pisał do niej sam Severus, tylko Dumbledore. Skoro jednak list dotarł, to znaczy, że Dyrektor zdawał sobie sprawę gdzie ona jest. W liście wyrażał ubolewanie nad jej nagłym wyjazdem, ale nie wydawał się być jakoś bardzo przejętym i nakazał jej powrót dopiero wtedy, kiedy będzie gotowa. Cały Dyrektor, zawsze wie co powiedzieć. Odetchnęła z ulgą, ale zaraz dotarło do niej, że skoro McGonagall przybyła do Nory i jej nie zastała, a mimo to dostała list w to a nie inne miejsce, to znaczy, że profesorka i tak domyśliła się prawdy.Cholera, a już myślała, że uda jej się uniknąć konfrontacji do świąt. W końcu święto duchów i tak wszyscy mieli spędzić w Norze jak zawsze, więc pewnie i tak by się spotkali.
Niepewna jak się zachować spakowała manatki i postanowiła pojechać do Hogwartu pociągiem. Pożegnała domowników dziękując im wylewnie. Na peronie nie było wielu czarodziejów, a w pociągu była jedną z niewielu osób. W spokoju przebrnęła przez całą drogę, a gdy dotarła pod bramy szkoły, wreszcie nerwy zaczęły ją zżerać. Trzęsącymi się rękoma otworzyła wrota i czmychnęła po schodach. Oczywiście pora obiadowa nie sprzyja tłumom na korytarzach, dlatego pierwszą osoba na jaką się natknęła był Chuck. Z uśmiechem przywitał ją zapewniając, że trzymał kciuki za jej prędki powrót, a Snape bez niej dosłownie szalał ze złości. Na ten komentarz zmieszała się okropnie, ale widząc, że chłopak wcale nie miał na myśli nic dziwnego odetchnęła, pewnie chodziło mu o to, że ona skutecznie hamowała jego temperament.
Mile zaskoczona reakcją chłopaka na jej powrót ruszyła do swojego dormitorium z nieco lepszym humorem.
Gdy przestąpiła próg od razu zachciało jej się płakać. To tutaj zaledwie tydzień wcześniej tak wiele gorzkich słów zostało wypowiedzianych. Chcąc jakoś zająć myśli i nie popaść w depresję zaczęła przeglądać prace uczniów. O dziwo odprężyło ją to i oczyściło umysł z negatywnych emocji. Gotowa stawić czoła diabłu ruszyła na kolację. Gdy weszła do Wielkiej Sali kilka głów kiwnęło jej z uśmiechem, kilkoro uczniów nawet wstało by oficjalnie ją przywitać, część pytała czy już dobrze się czuje. Widocznie Dyrektor oznajmił iż była chora i dlatego nie mogła uczestniczyć w życiu szkoły przez te kilka dni. Z podniesionym czołem ruszyła między ławami, usilnie unikając patrzenia na stół nauczycielski. Nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć że Severus jest na swoim stałym miejscu i patrzy na nią z nieprzeniknioną miną. Wchodząc po schodach była już cała czerwona, ale dzielnie brnęła do przodu. Drogę zagrodziła jej Minerwa zgarniając ją w objęcia i całując w policzek. Hermionie ścisnęło się serce i nie zdolna nic powiedzieć zacisnęła tylko powieki i i uśmiechnęła się z wdzięcznością do profesorki. Gdy ta ją puściła, za jej przykładem poszli wszyscy siedzący przy stole. Hagrid uniósł ją wysoko, a gdy ją postawił na nogi spostrzegła, że czarne łopoczące szaty i ich właściciel właśnie ruszają ku wyjściu. To tyle jeśli chodzi o pokojową rozmowę i pojednanie przed jej rezygnacją.
Posiłek przebiegł jej bez większych przeszkód, chyba żeby do przeszkód zaliczyć stale powiększającą się gulę w gardle, która paliła ją żywym ogniem i powodowała zbieranie się łez pod powiekami. Bezpieczna w swoich czterech ścianach znów rozpłakała się. Nakazała sobie  w duchu odwagę i siłę, ale sama dobrze wiedziała, że nic z tego. Severus Snape sprawiał, że jej największe atuty były jej przekleństwem i więcej szkodziły niż naprawiały.
W końcu jednak chcąc zachować się jak cywilizowany człowiek, a bardziej z tęsknoty za nim i za jego głębokim głosem, ruszyła do lochów. Chciała już mieć to za sobą. Zapukała delikatnie, a otworzył drzwi tak szybko, jakby czatował pod nimi w pełnej gotowości. Spojrzała na trzymanego przez Snape'a kota i znów zachciało jej się płakać. Mężczyzna puścił kota, który od razu ruszył w jej stronę. Gdy zgarnęła go z podłogi Mistrz Eliksirów już siedział w fotelu. Zamknęła drzwi i gładząc miękkie futerko zajęła drugi fotel. Na stoliku od razu pojawiły się szklanki ze złocistym płynem. Severus patrzył na nią ze strachem, ale też z głodem w oczach. Wytrzymała jego spojrzenie i zaczerpnęła powietrza. Na wydechu wydusiła:
- Odchodzę.
- Nie rób tego. - Odparł natychmiast, jakby spodziewał się, że powie coś takiego.
- Nie mam powodu, aby tu dłużej być, a gdybym została to... zbyt ciężko byłoby zostać.
- Nie musisz odchodzić. Ja się usunę. I tak już zbyt długo gniję w tych murach. Pamiętasz jak kiedyś rozmawialiśmy, że powinienem gdzieś wyjechać? Odpocząć? Myślę, że to słuszny krok. Mogę być Mistrzem Eliksirów gdziekolwiek, jestem na tyle dobry w tym co robię, że ze znalezieniem zajęcia, nie będę miał żadnych problemów.
- Dobrze więc. Rozumiem, że Dyrektor już wie o twoich planach?- Ta rozmowa przebiegała zupełnie nieoczekiwanie. Nie sądziła, aby chciał by została, ale że to on odejdzie? Tego w życiu by się nie spodziewała. Sztywny ton, skupione spojrzenie, to nie był Severus jakiego dobrze znała. Nie ten prawdziwy, którego pokochała. Zmuszał się do czegoś, czego pewnie nawet nie chciał, dla niej.
- Tak, Albus wydawał się dość zadowolony z mojej propozycji, choć nie ukrywał, że uważa iż się nie odważę i prędzej zejdziemy się niż że ja wyjadę.- Spojrzała na niego jak na kosmitę.- Taak ten Staruch wie o wszystkim. To znaczy tak mu się wydaje. Nie sądzę, aby zdawał sobie sprawę jak daleko posunęła się nasza współpraca, ale na pewno wie, że to przeze mnie zniknęłaś. Głupiec wierzy, że jestem w stanie naprawić to co spieprzyłem i cię odzyskać. - Siedzieli w ciszy powoli sącząc swoje drinki. Jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu było ciche pomrukiwanie kota, który usypiał.
- A jesteś ? - Nerwowo przełknęła ślinę i spojrzała na niego z nadzieją.
- Nie.
- Dlaczego?
- Wciąż uważam, że to co było, powinno być przeszłością, a my powinniśmy wrócić do czysto zawodowych kontaktów, ale to nie jest możliwe, stąd mój wyjazd.
- Czyli nie żałujesz, tego że mnie odrzuciłeś?
- Kto mówi cokolwiek o odrzuceniu? Dałem ci szansę na normalne życie. Przy mnie tylko umierałabyś z dnia na dzień. Po jakimś czasie zrozumiałabyś, że zakochiwanie się we mnie było błędem i opuściłabyś mnie, a ja...za bardzo cię szanuję, aby wykorzystać twe chętne ciało zanim to się stanie. Postąpiłbym wbrew sobie. Mam nadzieję, że to rozumiesz i uda nam się pozostać w kontakcie jeszcze te kilka tygodni do przerwy świątecznej. Potem ktoś inny przejmie moje obowiązki.
- Dobrze.
- Dobrze.
- Pójdę już skoro już wszystko zostało powiedziane.
- A może...masz ochotę na partyjkę szachów. W końcu już dawno mieliśmy zagrać, ale wciąż coś nam przeszkadzało.- Jeśli się wahała, to tylko sekundę. Skinęła głową, jednocześnie unosząc pustą już szklankę, a on podszedł z piękną zdobioną karafką i nalał jej prawie do pełna. Gdy podawał jej szklankę ociągała się z przejęciem naczynia, wiedziała bowiem, że kiedy tylko ich dłonie się spotkają, ciężko będzie jej się powstrzymać. Siedziała jak na szpilkach, patrzyła na niego ze smutkiem w sercu próbując wyryć sobie ten widok w pamięci. Severus Snape nie należał do tego typu mężczyzn od widoku których dziewczynom miękną kolana, ale kiedy patrzyła w jego piękne oczy, gdy gładziła ten nierówny policzek i słuchała jego głębokiego głosu, dla niej był właśnie takim mężczyzną. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że kiedyś go zabraknie. Nie będzie już na nią krzyczał. Nie będą wymyślać złośliwości na swój temat i obgadywać bywalców Nory. Nie wymienią już listów, ani pocałunków.
Gra toczyła się powoli, jakby z rozmysłem ją przedłużali. Co jakiś czas wymieniali jakąś zabawną myśl lub żartowali na temat minionych dni. Wszystko jednak miało jakiś dziwny, smutny charakter i widać było, że obojgu to nie leży. Hermiona przegrała, ale przyjęła porażkę z godnością, od razu proponując rewanż, chociaż nie była pewna czy to wytrzyma.
Gdy zamienili się figurami spojrzała na niego ponad planszą i uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Tak mogłoby wyglądać ich wspólne życie, gdyby nie był tchórzem i dupkiem, który myśli, że nie zasługuje na szczęście. Otarła twarz rękawem i zrobiła to tak zamaszyście, że strąciła szklankę z whisky, która upadła na podłogę. Oboje rzucili się szklance na ratunek, prawie zderzając się głowami. Severus jednak spojrzał na nią, a gdy dostrzegł jej błyszczące oczy nachylił się i otarł łzy palcami pieszcząc policzek. Zaraz jednak odsunął się zmieszany, odchrząknął i usiadł w fotelu. Hermiona pozbierała się z podłogi i z płonącą twarzą nalała sobie świeżą porcję trunku.
Kolejna partia przebiegała jeszcze wolniej i spokojniej. Tym razem więcej milczeli. Czas biegł nieubłaganie i gdy zegar naścienny wybił północ dziewczyna spojrzała na przeciwnika i podniosła się z miejsca. On również wstał, ale nie wykonał żadnego ruchu.
- Życzę ci, żebyś nigdy nie żałował tej decyzji Severusie.
Odwróciła się i powstrzymując łzy ruszyła do drzwi. Nie zatrzymał jej. Wychodząc usłyszała tylko jedno zdanie wypowiedziane szeptem.
- Już żałuje.
Odwróciła się zaskoczona i bez udziału mózgu podbiegła do niego i pocałowała z całych sił. Przytrzymała jego policzki dłońmi w razie gdyby chciał się odsunąć, ale wiedziała, że tego nie zrobi. Oddał pocałunek językiem penetrując wnętrze jej ust. Jego dłonie od razu powędrowały na jej biodra. Samokontrola wisiała na włosku. Severus jednak opamiętał się, gdy poczuł jak jego penis rośnie, co skwitowała głośnym jękiem. Gwałtownie odepchnął ją od siebie i patrząc na nią z przerażeniem cofnął się i ruszył do łazienki trzaskając drzwiami.
Hermiona wyszła jak tylko uspokoiła oddech na tyle by móc w ogóle się ruszyć.


  






środa, 5 października 2016

Rozdział 17

Powoli kończymy, jeszcze pewnie ze 3 rozdziały przed nami.


   Długie, falowane włosy rozrzucone na poduszce. Kremowe udo, rozkosznie przerzucone przez jego własne. Ręka ściskająca jego rękę w delikatnej pieszczocie. Nawet nie musiał otwierać oczu, jego ciało od razu po przebudzeniu dało mu znak, że ona nadal leżała w łóżku i, że cały wczorajszy wieczór nie był tylko chorą fantazją. Był rzeczywistością. Mistrz Eliksirów niepostrzeżenie wyślizgnął się z łóżka starając się jej nie dotykać. Gdyby sobie na to pozwolił, pewnie nie potrafiłby zrobić tego co musiał. Wziął lodowaty prysznic, ubrał się jak zwykle, nakarmił kota i wyszedł na śniadanie. Będzie potrzebował dużo siły, aby złamać jej serce.

  Hermiona obudziła się czując lekki chłód w okolicy nóg. Jakby ktoś nagle otworzył okno na oścież.
Niespiesznie otworzyła oczy i przez chwilę leżała bez ruchu. Potem, nagle wszystko do niej wróciło. Ubiegła noc, wszystkie te jęki, westchnienia, rozkosz. Wbrew sobie poczuła rumieniec na policzku i wtedy uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz. Severusa nie ma obok. Rozejrzała się, sprawdzając czy przypadkiem nie siedzi w fotelu mierząc ją oceniającym spojrzeniem z tym krzywym uśmieszkiem, który tak uwielbiała, ale nie. W pomieszczeniu nie było nikogo poza nią. Nagle poczuła się o wiele za skąpo ubrana. Naciągnęła kusą koszulkę jak tylko się dało i wyślizgnęła się z łóżka. Tak jak się spodziewała, wciąż nim pachniała. Tęsknota uderzyła w nią ze zdwojoną siłą. Nie oczekiwała oczywiście dozgonnej miłości, czy ckliwych deklaracji, ale szybki numerek na dzień dobry byłby jak najbardziej na miejscu. Tymczasem jej kochanek zdezerterował. Mogła się tego spodziewać. Lekko rozczarowana odnalazła swoje wczorajsze ubranie ułożone na stoliku. W gabinecie również nikogo nie zastała, więc postanowiła już nie marnować czasu, tylko wyjść na śniadanie. Jeśli chciał jej unikać, w porządku, da mu swobodę. Ale przy najbliższej okazji powie mu co myśli o takim znikaniu. Przecież są dorośli. To co się stało, stało się za obopólną zgodą i nie miała zamiaru robić z tego powodu afery.
Wchodziła po schodach wciąż wspominając ubiegłą noc. To jak się czuła, jak bardzo pragnęła tego mężczyzny. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wspaniale i miała wrażenie, że on też tak to widzi.
Skoro jednak tak nie było, da temu spokój. Wszystko zależy od Snape'a. Jeśli się spotkają, a on zachowa się jak dupek, Hermiona uzna, że jednak popełnił błąd pieprząc ją jak królik i nie chce tego powtórzyć.
Uspokoiła samą siebie, a tuż przed wejściem do Wielkiej Sali musiała zrobić kilka wdechów, gdyż wbrew sobie denerwowała się tym jak zachowa się Mistrz Eliksirów.Po drodze pozdrawiała kilku uczniów i życzyła im miłego dnia. Gdy wreszcie zasiadła za stołem i nie zaczepiona przez nikogo wzięła się za jedzenie, drzwi znów się otworzyły i wpadł Severus. Jak zawsze powiewał swoimi imponującymi szatami, ale coś w jego twarzy sprawiło, że żaden z uczniów nie podniósł na niego wzroku. Nie był wściekły, poznała to od razu. Zbyt dużo razy widziała go w takim stanie, by tego nie poznać. Udawał, tylko czemu? Olśnienie przyszło z kolejnym kęsem kanapki. W ten sposób dawał jej do zrozumienia, że ma mu dać spokój. Pozornie obojętna dokończyła swój posiłek, a gdy usiadł kilka krzeseł dalej nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem wstała i z promiennym uśmiechem ruszyła w jego stronę. Nie rozmawiał z nikim, ale sprawiał wrażenie tak zaabsorbowanego konfiturami leżącymi przed nim, że musiała odchrząknąć by wreszcie na nią spojrzał. Od razu odczytała nieme ostrzeżenie, ale nie dała mu tej satysfakcji i nie odpuściła. Spojrzała prosto w jego oczy. Na swoje szczęście nie próbował uciekać.
-Witaj Severusie. Chciałabym później porozmawiać jeśli nie masz nic na przeciwko. - Jeśli był zaskoczony, to  nie dał tego po sobie poznać. Skrzywił się tylko i ledwo zauważalnie skinął głową. Widząc, że ma nad nim przewagę, pochyliła się tak, aby jej biust ocierał się o jego ramię. Momentalnie się spiął, wiedziała o tym. Miała też nadzieję, że doszedł do niego zapach jaki wciąż czuła na swoim ciele, zapach udanego wspaniałego seksu. Dałby sobie głowę uciąć, że celowo nie wzięła prysznica.Odczekała kilka sekund, a gdy się nie poruszył, przemówiła cichym chrapliwym głosem.
- Do zobaczenia po patrolu.
Odeszła z miną tak zadowoloną, że można by pomyśleć, że zwyciężyła samego diabła. A może właśnie tak było?
Severus z kolei siedział ze spuszczoną głową i próbował unormować oddech. Erekcja wciąż przypominała mu, że wczoraj czuł jej oddech nie tylko na policzku, ale też na kutasie. Wzdrygnął się przypomniawszy sobie wyraz jej twarzy i jęki, którymi go raczyła, ale zaraz nakazał sobie rozsądek. Jest w Wielkiej Sali, pełnej uczniów i nauczycieli. Musi się uspokoić jeśli chce niepostrzeżenie opuścić to miejsce.
Był też wściekły. Nie dość, że zrobiła z niego idiotę, to jeszcze zamiast ją ignorować, doskonale dał jej do zrozumienia, że wczorajsza noc była nie tylko wyjątkowa, ale również niezbędna do powtórzenia.
Zacisnął ręce w pięści i całą siłą woli skoncentrował się na gniewie jaki odczuwał względem tej małej złośnicy. Gdy w końcu mógł bezpiecznie opuścić swoje miejsce zorientował się, że zostało mu niewiele czasu do pierwszych zajęć. Pospieszył więc do lochów.
Na szczęście lekcje miały to do siebie, że skutecznie i w stu procentach zajmowały jego umysł. Był skoncentrowany, a gdy tylko wyczuwał, że zaczyna odpływać ku jej kuszącym kształtom i zdolnym wargom upatrywał sobie jakiegoś gagatka, by na nim wyładować swoją frustrację.
Nim  się spostrzegł nastała pora obiadu, ale przezornie wrócił do swoich komnat, by przypadkiem się  na nią nie natknąć. I tak nie mógłby niczego przełknąć.
Niestety w swoich komnatach miał Wolfganga, czyli kolejną rzecz, która przypominała mu o niej. Spojrzał na kota z wyrzutem i usadowił się w ulubionym fotelu Hermiony. Oczywiście sierściuch od razu wskoczył mu na kolana, ułożył się w kłębek i zamknął oczy. Severus poczuł jego ciężar i spojrzał zaskoczony. Tak jakby dopiero teraz dotarło do niego, że zwierzę rośnie i to całkiem sporo. Jego podopieczny nie był już maleńką słodką kuleczką. Był pięknym kocurem o silnych łapach i ostrych pazurach. Z czułością pogładził go po miękkim grzbiecie, a gdy usłyszał ciche mruczenie, sam zamknął oczy. To prawda, niewiele spał tej nocy, choć i tak był bardziej niż wypoczęty. Widocznie tak na niego działała. Ona, albo ten fakt, że kochał się z nią jakby jutra miało nie być. Znów wrócił do wspomnień i znów poczuł, że gdyby mógł, tu i teraz znów by ją  wziął. A ona nawet by się nie opierała. Choć tego nie mógł wiedzieć, czuł, że właśnie tak by było. Od razu przygarnęłaby go do siebie i pokazała jak bardzo go pragnie. To też go zadziwiło. W ogóle się nie wahała. Od razu sięgnęła po to co chciał jej dać i ofiarowała samą siebie. Z rozkoszą. Tak  jakby nie przeszkadzał jej fakt iż jest o wiele za stary/obrzydliwy/ponury/szkaradny by w ogóle się podobać a co dopiero by mu obciągnąć. Zachowywała się tak, jakby nie było żadnej innej rzeczy, której pragnęła, jakby jednym kto może dać jej spełnienie był właśnie Severus. Zachowywała się, jakby go kochała. Wzdrygnął się z obrzydzeniem, po raz kolejny próbując wytłumaczyć samemu sobie, że miłość nie istnieje. A tym bardziej miłość Hermiony do niego. Dziewczyna mogła go pragnąć, mogła nawet go lubić, ale  na pewno go nie kochała. Nie zasługiwał na żadne z tych uczuć i nie powinien w ogóle wykorzystywać jej chętnego ciała, ale to było silniejsze od niego. Już dawno poczuł, że łączy ich bardzo wiele i że oboje lubią swoje towarzystwo, ale nie podejrzewał, że przerodzi się to w pragnienie tak silne, że nie będzie potrafił z nim walczyć.
Gdy wtedy zaczaił się na nią w korytarzu, do ostatniej chwili nie wierzył, że to robi, a gdy oddała pierwszy pocałunek, miał ochotę wziąć ją od razu i doprowadzić do orgazmu w kilka minut. A potem to powtórzyć. Powstrzymał się, gdyż jej pocałunki były jak obietnica. Obietnica, na której spełnienie czekał 39 lat. Wczorajsza noc była cudowna, ale też ryzykowna. Gdyby Hermiona okazała się nie dojrzała i zrobiłaby mu aferę przy wszystkich pożałowałby, że nie dał się wykończyć Voldemortowi. Ona jednak na szczęście stanęła na wysokości zadania i poprosiła o rozmowę. Choć bał się tej konfrontacji, również czekał na nią, mając nadzieję, że chociaż nacieszy oko jej piękną twarzą. Rzadko przyznawał się, że jakaś kobieta jest w jego oczach atrakcyjna, ale Hermionie nie mógł tego odmówić. Nie była już podlotkiem, była młodą, ambitną kobietą z którą chętnie dzielił się spostrzeżeniami i z którą równie chętnie podzieliłby sypialnie.
Niestety osoba taka jak ona na pewno nie zadowoli się szybkim numerkiem raz na jakiś czas, a niestety więcej nie mógł jej dać. Nie miał prawa. Zasługiwała na miłość, oddanie, sympatię i troskę a on nie do końca wierzył, że stać go jeszcze na te ludzkie odruchy. Dlatego, gdy tylko się spotkają, wyjaśni jej spokojnie, przeprosi - jeśli będzie tego oczekiwała i wrócą do tego co było. Pewnie bardzo ją zrani, ale tak będzie lepiej. Nie byłaby z nim szczęśliwa. Nie teraz, nie nigdy. Był zbyt poraniony psychicznie i zbyt zużyty. Nie nadawałby się na partnera, a już na pewno  nie na męża dla niej.

Nim się spostrzegł wybiła dwudziesta. Hermiona pewnie właśnie rozpoczęła patrol.Wbrew sobie co chwilę patrzył na zegarek, ale jak na złość wskazówki  wlekły się. Postanowić zająć się czymkolwiek. Poprawi kilka esejów tych durnych dzieciaków. To zawsze go irytowało, ale lepsza irytacja niż bezczynność.
Minuty mijały, ale jego koncentracja pozostawiała wiele do życzenia, przez co musiał kilka prac czytać ponownie, zdając sobie sprawę, że zawyża oceny. Dzieciaki wciąż robiły koszmarne błędy, co paradoksalnie przypominało mu, że Hermiona zawsze oddawała prace zasługujące na najwyższe oceny. Oczywiście nie oceniał jej w ten sposób. Zawsze znalazł jakiś nieistotny szczegół, który pozwalał uśpić jego sumienie i obniżyć jej notę. Jak się nad tym zastanowił, za to też powinna go nienawidzić, ale ona nigdy się nie odezwała. Dało mu to do myślenia, ale postanowił nie roztrząsać sprawy, bo jeszcze wyjdzie, że od dawna się w nim kocha.
Gdy wreszcie wybiła jedenasta, siedział już jak na szpilkach cały naburmuszony. Starał się uspokoić samego siebie, że to nic takiego, ale wręcz gotowało się w nim i czuł to niezdrowe podniecenie. Z nerwów zaczął przechadzać się po pokoju ignorując przyglądającego mu się kota.Kwadrans po umówionej godzinie był wykończony. Stanął przy drzwiach i nasłuchiwał jej kroków, ale lochy były dziwnie ciche. Zaraz pomyślał, że może coś jej się stało, ale przecież to niemożliwe. Na pewno istniało jakieś logiczne wyjaśnienie dlaczego się spóźniała. Odczekawszy do północy kipiąc z gniewu ruszył do jej komnat. Szedł głośno tupiąc dając wyraz swojej irytacji. Czuł się jak głupiec idąc do niej w środku nocy, ale chciał to zrobić, chociażby po to aby móc wydrzeć się na nią i wymaszerować nie dając jej czasu na wyjaśnienie. Przecież to ona zażądała spotkania. Dlaczego więc nie przyszła?
Nie bawił się w delikatne pukanie. Kilkakrotnie walnął pięścią w drzwi. Pomyślał przelotnie, że może piękni się dla niego, ale zaraz odrzucił tę myśl. Ona była ponad to i na pewno coś ważnego ją zatrzymało. Gdy jednak otworzyła drzwi, Severus o mało nie wyszedł z siebie. Miała potargane włosy, lekko nieobecny wzrok, a jego uwagę przykuł  przede wszystkim rozkosznie rozsunięty szlafrok, ukazujący jędrne udo, które gładził z lubością dobę wcześniej. Starał się skupić na jej twarzy, ale ponieważ się nie odzywała, błądził wzrokiem po jej ciele, czując, że znów czeka go walka z samym sobą. W końcu dziewczyna jakby oprzytomniała i plasnęła się w czoło. Spojrzała na niego przepraszająco i jąkając się zaprosiła go do środka.
- Wybacz mi, mieliśmy porozmawiać, a ja zapomniałam. Mam nadzieję, że nie robię ci kłopotu. Jeśli pozwolisz, pójdę tylko się przebrać. - Szybkim ruchem przeszła obok niego, ale złapał ją za rękę.
- Siadaj, nie mam całego dnia, już i tak się wygłupiłem przychodząc tu. Chciałaś porozmawiać, więc porozmawiajmy. Spojrzał jej prosto w oczy i nagle pokój zrobił się o wiele za mały dla nich  dwoje. Patrzyła na niego wyczekująco, ale ściskała nerwowo rękawy szlafroka. Czuła, że jej policzki płoną, ale nic nie mogła na to poradzić, już sama jego obecność ją rozgrzewała. Zaśmiała się nerwowo i spojrzała w bok. Przyglądał jej się, ale jego wzrok mówił jasno co ma ochotę zrobić. Znów poczuła pulsowanie między nogami.Zacisnęła zęby i przesunęła się bardziej w jego stronę, ale uważając by go nie dotknąć. Splotła ręce i wyłamywała sobie palce jak zawsze kiedy stres był zbyt silny do opanowania. Jak zawsze w takich sytuacjach, odezwali się równocześnie i spojrzeli na siebie zdenerwowani. W końcu jednak Snape zniecierpliwiony poprawił się na fotelu i odezwał.
- Chciałaś się spotkać, a nagle zabrakło ci słów. Dlaczego tak jest Hermiono? -Wypowiedział jej imię takim głosem, że nieomal padła. On nawet nie wiedział, że potrafi być seksowny.
- Wydaje mi się, że powinniśmy wyjaśnić sobie kilka rzeczy. Wczorajszy dzień, w ogóle ostatnie tygodnie były naprawdę zwariowane. Każdy na inny sposób szuka ujścia dla pary, która się zbiera. My... jesteśmy ze sobą blisko więc można było założyć, że coś takiego się stanie. Ale nie wyolbrzymiajmy. Chcę tylko powiedzieć, że nie żałuję tego co się stało, nie musisz się katować wyrzutami sumienia i nie będę ci ani suszyć głowy, ani okazywać gniewu. Było fajnie, a teraz jeśli pozwolisz wrócę do tego co mi przerwałeś, czyli pójdę spać. W porządku?- Mistrz Eliksirów jednak tylko siedział i patrzył na nią nieprzeniknionym wzrokiem nawet nie mrugnąwszy. Bez słowa wstał i odwrócił się do wyjścia. Przemknęło jej przez myśl, że może źle to rozegrała i użyła zbyt obojętnych słów nawet jak na niego, ale spostrzegła zaciśnięte pięści i uśmiechnęła się w duchu. Podążyła za nim i prawie równocześnie położyli rękę na klamce, gdy jednak ciało dotknęło ciała, Hermiona wiedziała, że jest zgubiona. Nikt już nigdy nie będzie działał na nią tak jak on. Nikt więcej nie zawładnie nie tylko jej ciałem, ale również umysłem.
 Wciągnęła powietrze starając się zabrać rękę, ale on ją przytrzymał. Może był zaskoczony, a może czekał na to jeszcze bardziej niż ona? Odwrócił się, powoli uwalniając jej dłoń. Czekała. Jej oddech przyspieszył. Severus miał pustkę w głowie kiedy ostatecznie ściągnął dłoń z klamki i wyszedł na korytarz. Nie obejrzał się za siebie. Wyprostowany jak struna powlókł się przed siebie. Zdezorientowana dziewczyna zamknęła drzwi i oparła się o nie z drugiej strony.Jej oczy momentalnie się zaszkliły. Wyrzucała sobie niekonsekwencję, a gdy przyłożyła dłonie do rozpalonych policzków, zrozumiała jaką idiotką była. Kiedy przyszedł jeszcze się łudziła, że nie była to przygoda na jedną noc i będą kontynuowali cokolwiek to było. On jednak wyszedł nie spojrzawszy wstecz. Trudno. Z mocnym postanowieniem pozbierania się do kupy odeszła od drzwi, zaraz jednak pod nie wróciła, gdyż rozległo się delikatne pukanie. Nie zastanawiając się otworzyła  je zamaszyście i zatrzymała się z ręką w powietrzu. Stał i patrzył na nią tymi ciemnymi oczami. Zdawała sobie sprawę, że jeśli teraz ruszy na przód, a okaże się, że jednak nie chciał zrobić tego co jego oczy mówiły, że chciał, to się bardzo wygłupi. Mimo to, zrobiła krok w jego stronę. Tyle wystarczyło. Przyciągnął ją do siebie. Chwycił jej ręce i zarzucił sobie na szyję z taką siłą, że stali teraz praktycznie czoło przy czole. Głośno oddychając spojrzała na niego.Boleśnie czuła jego zręczne dłonie na swoich biodrach. Palce lekko się poruszały, sprawiając, że drżała. Przeniosła spojrzenie na jego rozchylone wargi. Zapraszały. Nie pocałowała go tylko dlatego, że wciąż nie wiedziała na czym stoją. Przyzwyczaiła się już do jego wybuchów w najdziwniejszych momentach współpracy, a fakt iż wrócił świadczył tylko o tym, że doskonale wiedział, nie tylko że wcale nie spała, ale także, że chciała aby wrócił. Westchnęła, ale powietrze nie wydostało się z jej ust, gdyż już ją całował. Oddała pocałunek mocno i namiętnie, jednak Severus wyraźnie chciał czegoś innego.Pogłębił pocałunek, ale boleśnie powoli bez udziału języka. Jeszcze nigdy nie całował jej tak zmysłowo, jakby smakując. Zawsze były to gorączkowe, głodne pocałunki, wilgotne muśnięcia. Teraz czułość przepełniała każdy jego ruch. Gdy zabrał dłonie z jej bioder lekko się zachwiała, jakby ją podtrzymywał, ale zaraz poczuła je na swoich policzkach. Otworzyła oczy i spojrzała na niego Miał przymknięte powieki i wyglądał wspaniale. Nigdy nie sądziła, że użyje połączeni słów wspaniale i Severus w jednym zdaniu, ale właśnie to sobie pomyślała. Jest wspaniały i zaraz będzie się ze mną kochał.
Uważając by nie stracić równowagi cofnęła jedną nogę, przez co on musiał przestąpić na przód. Myślała, że zrozumie jej intencję, ale on oparł ją o ścianę i znów mocno pocałował. Przeniósł dłonie na szlafrok i przez sekundę myślała, że rozwiąże go na korytarzu. On jednak tylko macał jej ciało przez materiał. Robił to bardzo powoli, jakby celowo ją rozpalając. Nie dotknął, ani nawet nie zbliżył się do piersi czy łona, a ona była już mokra i gotowa na przyjęcie go. Na pewno to wiedział, tylko celowo przedłużał tortury. Chciała zabrać ręce z jego karku i również go dotknąć, konkretnie dotknąć jego penisa, którego poczuła na udzie, ale gdy tylko poruszyła dłonią, jego ręce znów umieściły ją na jego karku i przytrzymały. Przycisnął ją mocniej do siebie i znów mogła poczuć gorącego, czekającego na nią kutasa. Jeśli chciał ją wygłodzić i sprawić, że będzie błagała, to była na dobrej drodze. Bardzo krótkiej drodze. Pogładziła go po karku i wplotła palce w jego lekko tłuste włosy. Znów docisnął swoje biodra do jej, a potem bez ostrzeżenia podniósł jej lewą nogę wysoko do góry i przejechał po wilgotnych wargach. Jęknęła przeciągle od razu przylegając do jego dłoni. Uniosła nogę jeszcze wyżej by ułatwić mu dostęp. Bez problemu wsunął w nią palec i rytmicznie posuwał coraz bardziej zwiększając tempo. Uwolnił jej usta co przyjęła z lekką ulgą. Zaraz jednak zaczęła posapywać i cicho jęczeć. Jej soki doskonale pomagały w penetracji i czuła, że w zasadzie mogłaby już skończyć, gdyby tylko delikatnie docisnął pulsującą łechtaczkę. Przygryzł jej szyję, a zaraz pocałował to miejsce z czułością i jęknął jej do ucha. Widać to co z nią robił działało na niego w równym stopniu i też był już u kresu sił. Wyciągnął wilgotny palec z jej cipki i patrząc na nią z żądzą w oczach uniósł palec do jej ust. Przejechała po nim językiem patrząc mu w oczy, a dzięki jękowi jaki usłyszała, zrobiła to jeszcze raz i znów i znów. W końcu jednak przygryzła opuszkę palca silnie i zdecydowanie, chcąc dać mu do zrozumienia, że ma dosyć. Pragnie go, tu i teraz. Doskonale wiedział o co jej chodzi. Rozwiązał sznureczek szlafroka, jedną ręką objął pierś,a  drugą umieścił na jej plecach. Podrapał ją mocno i z taką samą siłą ścisnął sutek. Jęknęła przeciągle, czując jak jej uda robią się wilgotne. Pulsowanie które przedtem wprawiało ją w drżenie teraz odbierało jej dech. Poczuła wilgoć na swoim sutku i palec na łechtaczce. To wystarczyło. Podniosła głowę i wpiła się z impetem w jego usta na przemian jęcząc i dysząc. Pierwsze skurcze jakie poczuła wprawiły ją w cudowny stan i gdyby nie silna dłoń na jej plecach to pewnie osunęła by się po ścianie. Przygarnął ją do siebie tuląc policzek do policzka i dziko masując jej łechtaczkę. Ona na przemian jęcząc na przemian szepcząc jego imię osiągnęła orgazm, jakie jeszcze nigdy nie doświadczyła. Po kilku sekundach zwolnił ruchy i już tylko delikatnie gładził jej wargi słuchając urywanego oddechu z satysfakcją. Gdy tylko przestała jęczeć, z impetem otworzył drzwi jej komnaty i praktycznie wepchnął ją do środka. Ułożył ją na łóżku, znów atakując usta. Ona jednak, szybko skutecznie zmieniła jego działanie. Odchyliła głowę i wykorzystując jego zaskoczenie wysunęła się spod niego i usiadła na nim okrakiem. Jej oczy wyrażały triumf i zadowolenie. Zaczerwieniona twarz, potargane włosy i te rozkosznie rozchylone usta sprawiły, że znów poczuła pulsowanie jego erekcji. Pochyliła się, pozwalając szlafrokowi wreszcie opaść i pocałowała go , zmuszając by pieścił ją językiem. Nie żeby się opierał. Jego dłonie wędrowały po plecach i biodrach, co chwilę zaciskając się prowokująco. Hermiona zjechała ustami na jego szyję, bezwstydnie ją śliniąc i lekko podgryzając, a gdy dotarła do brzucha, spojrzała na niego figlarnie i zeskoczyła na podłogę. Szybko rozpięła jego spodnie, prawie roztargała majtki, a gdy wreszcie dostrzegła prężącego się, wilgotnego penisa, pisnęła i oparła się łokciami o łóżko, by mieć go na przeciw twarzy. Drgał prosząc ją o działanie, jednak ona tylko patrzyła. Głodno i zdzirowato, ale jednak tylko patrzyła. Severus przelotnie pomyślał, że chyba jeszcze nikt nigdy nie spuścił się pod wpływem spojrzenia, ale on miał spore szanse. Leżał, dysząc ciężko i obserwując swoją kochankę, pragnąc by już tylko wzięła go w usta i skończyła tę słodką torturę. Kilka minut i byłoby po wszystkim. Ona jednak miała inny plan. Uniosła się na rękach i nim się spostrzegł nabiła się na niego mocno. Wszedł od razu, co było zrozumiałe. Na początku oboje sapnęli i spojrzeli na siebie. Severus jęknął widząc jej piękne piersi falujące w rytm oddechu i poruszył się w jej wnętrzu, co wywołało jej pisk. Położyła ręce na jego barkach i poruszyła się. Ponieważ uczucie było wspaniałe, zrobiła to znowu. Severus bliski eksplozji postanowił lekko ją przystopować i nadać jej ruchom lekko spokojniejszy bieg.Chwycił ją za biodra i uniósł delikatnie a potem opuścił, co spotkało się z jeszcze głośniejszym jękiem. Hermiona spontanicznie pocałowała go w policzek, a potem polizała w to samo miejsce, szepcząc do ucha, że jest cudowny. Severus mile zaskoczony, ale w równym stopniu zdezorientowany przyspieszył ruchy bioder i unosił ją coraz wyżej z radością czując jak mocno i pewnie nabija się na niego.Tempo ich zbliżenia wzrastało z każdą sekundą. Oboje co i rusz mamrotali słowa w ekstazie ledwo je rozróżniając, jednak w chwili w której poczuł, że zaraz dojdzie spojrzał jej w oczy i powiedział dziwnie pewnie:
- Hermiono dochodzę..
 Jego źrenice rozszerzyły się i gdy skurcze przestały targać jego ciałem, Hermiona opadła na jego gorącą spoconą klatkę piersiową,dysząc ciężko, by zaraz zastygnąć w bezruchu.Gdy dotarł do niej sens jego słów, wstrzymała oddech.
Powiedział - Kocham cię.




wtorek, 27 września 2016

Rozdział 16 (18+)


     Albus Dumbledore - Dyrektor  Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie widział już wiele.Doświadczył już rozstań, powrotów, przetrwał wojnę, ale jeszcze nigdy nie musiał zmierzyć się z nauczycielem beznadziejnie zakochanym w swojej byłej uczennicy. Niezręczności całej sytuacji dodawał fakt, iż ten nauczyciel nie tylko nie przyznawał się do jakikolwiek uczuć, ale jawnie je wykpiwał. A to troszkę komplikowało sprawy. Nie miał mu za złe, bowiem prawie 40 letnie życie w samotności i bólu potrafiło dać w kość, ale dlaczego Severus był tak uparty by nie sięgnąć po to co mu się słusznie należało?
Od samego rana prowadzili rozmowy, które nie tylko nic nie dawały, ale również zaostrzały konflikt między nimi. Mistrz Eliksirów szedł w zaparte jakoby nic go z młodą Granger nie łączyło, choć za każdym razem gdy wypowiadał jej nazwisko jego oddech przyspieszał, a oczy nabierały blasku, jakby samo wspomnienie o niej napawało go radością. Żadna z tych rzeczy nie uszła uwadze starszego mężczyzny, ale na razie wnioski zostawił dla siebie. Skoro Snape nie chce współpracować, on go zmuszać nie będzie. Zadziała jak zawsze skutecznie, ale podstępem. Zwabi pannę Granger i Snape sam się wkopie.Oczywiście plan Dyrektora zawierał jedną, ale poważną lukę. Mianowicie, zakładał on, że biedak nie domyśli się i nie odkryje podstępu, a to samo w sobie już było błędem. Severus doskonale wiedział, jaki będzie kolejny krok Albusa. Choć nienawidził się za to, będzie musiał pozostać niewzruszonym na Hermionę. Najprawdopodobniej złamie jej tym serce. Miał tylko nadzieję, że gdy wreszcie będzie mógł, ona pozwoli mu je posklejać.

                                                                             *

   Hermiona leżała w swoim łóżku delektując się jego ciepłem, jednak nie długo. Jeszcze nie do końca rozbudzona, ale już nie śpiąca, wyczuwała, że ktoś jest w jej komnacie i ją obserwuje. Delikatnie uchyliła powieki, a gdy spostrzegła tylko plątaninę szarych, srebrnych i białych włosów, jęknęła w duchu. Momentalnie się wyprostowała i spojrzała zdezorientowana w twarz Dyrektora. Ten jak zawsze pogodny, usiadł na krześle nieopodal łóżka i przyglądał jej się chwilę. W przeciwieństwie do dziewczyny, nie czuł niezręczności. W końcu bardzo często składał niezapowiedziane wizyty w komnatach swoich pracowników.Granger też w końcu przywyknie. Chyba, że przeniesie się do Snape'a, wtedy ciężko byłoby ją nachodzić, ale tym na razie się nie martwił. Posłał jej jedno ze swoich jak sądził uspokajających spojrzeń i postanowił od razu przejść do sedna nim młoda profesorka zejdzie na zawał.
-Dobrze spałaś moja droga?
-Do niedawna, owszem. Co Pana do mnie sprowadza..
-Jeśli pozwolisz, ja będę mówił, a ty słuchaj. Jeśli będziesz miała jakieś pytania, odpowiem na nie, ale dopiero później.- Do Hermiony zaczął dochodzić absurd sytuacji. Przychodzi do niej - nieproszony. Budzi ją i jak zawsze ma coś do powiedzenia, ale jak zawsze w formie monologu. Patrząc na niego zastanawiała się, czy Dyrektor zawsze był takim egoistą i prostakiem, czy dopiero wojna tak go zmieniła. Nie miała jednak czasu na dalsze roztrząsanie, gdyż wreszcie postanowił podzielić się z nią tym, co odkrył i po co tu przyszedł.
Wysłuchała przydługiej historyjki o tym, że Krum napadł Severusa w jego komnatach, potraktował go jakąś paskudną klątwą, która jednak nie do końca zadziałała - w końcu przeżył, ale na nieszczęście Mistrza Eliksirów, ponieważ była tak nieudolnie rzucona, tym trudniej będzie ją do końca zneutralizować. Oczywiście zarówno on , jak i pani Pomfrey pracowali już od kilku dni nad odtrutką, jednak coś kazało im przerwać tę pracę. Dziewczyna od razu domyśliła się, że Profesor miał na myśli paraliż, który opanował ciało chorego, gdy tylko się do niego zbliżyła. Sama już wcześniej podejrzewała, że akurat to działanie klątwy było doskonale dobrane i zamierzone. Krum nie mógł znieść, że byli ze sobą blisko, więc im to uniemożliwił. Teraz Severus by być w miarę zdrowym i zdolnym do czegokolwiek, będzie musiał się od niej odciąć.Dla własnego dobra. Jakkolwiek uważała ten pomysł za idiotyczny, nie mogła zgodzić się, że gorszej kary dla niej być nie mogło. Dopiero co odkryła, że tak naprawdę w jej sercu przeważa sympatia do Severusa, a nie obrzydzenie i wrogość jak do tej pory sądziła. A teraz wszystko przepadło, przynajmniej dopóki go nie uleczą. Sprawa była o wiele poważniejsza, niżby się wydawało. Skoro Kruma stać było na coś takiego, co zrobi, kiedy Hermiona go nie posłucha i nie zostawi Severusa?
Na polecenie Dyrektora dziewczyna miała udać się do Skrzydła Szpitalnego, by pod czujnym okiem medyków jak i samego Albusa być jednym z dwóch królików doświadczalnych. O ile nie podobało jej się, że będzie pod obstrzałem spojrzeń, bardzo chciała pomóc, więc wyszła z komnat bez słowa.
Wysoka postać podążała za nią jak cień.Gdy wreszcie dotarli pod drzwi Szpitala Gryfonka głośno przełknęła ślinę i odetchnęła głęboko. Wiedziała, że będzie na nich czekał, ale nie była gotowa na jego cierpiętniczą minę i zimne oczy. Niemożliwe, aby aż tak bardzo go bolało, że nawet się nie uśmiechnie. Poprawka, wykrzywiał usta w czymś co w ostateczności mogło przypominać półuśmiech, ale było raczej grymasem zastygłej w bólu twarzy. Już chciała podbiec do niego, gdy poczuła zaciskającą się na ramieniu dłoń. Nie spojrzała w górę. Nie musiała. Dopiero kiedy nacisk zelżał, niepewnym krokiem ruszyła w stronę Severusa, patrząc w ziemię. Czuła się jak pies na wybiegu. Co najmniej 4 czarodziejów, których nie znała i 3 Profesorów z Munga stało w oczekiwaniu, analizując każdy jej ruch. Zaczerwieniła się ogniście, ale nie przerwała. Gdy była nie więcej jak metr od łóżka, Dumbledore polecił jej się zatrzymać, a Severusowi wyciągnąć do niej dłoń. Ponieważ jednak nic się nie stało, w oczach dziewczyny od razu zalśniły łzy i cofnęła się zrezygnowana.Spojrzała w oczy Mistrza Eliksirów i dostrzegła w nich determinację i chęć walki.Znów zrobiła krok naprzód. Luźno leżąca ręka delikatnie się poruszyła, ale nie uniosła z pościeli.
-Wyjdź stąd. - myślała, że się przesłyszała, ale naprawdę kazał jej odejść.Nie patrząc na nikogo cofnęła się i nim ktokolwiek miał szansę ją zatrzymać, wybiegła na korytarz.
Nie hamowała już łez. Nie było sensu. Wyrzucił ją. Nie mógł jej znieść.Wiedziała, że nie chodziło tylko o to. Dawał jej jasny sygnał, że po tym co się stało, może o nim zapomnieć w jakikolwiek sposób.Choć ją to bolało, to nie mogła zaprzeczyć, że rozumie, To przez nią musiał tyle wycierpieć i nie mógł uczestniczyć w zajęciach, ani w normalnym życiu szkoły.

Tydzień później.

Zeszła do lochów.Ze zdziwieniem odkryła, że na drzwiach nie było zabezpieczeń. Pewnie  Severus ściągnął je, aby ktoś mógł karmić Wolfganga. Skoro się nie zabarykadował, to nawet nie miała wielkich wyrzutów sumienia wchodząc. Od razu na spotkanie wyszedł jej futrzasty przyjaciel.Wtulił się w nią i  od razu zrobiło jej się ciepło na sercu.
-Gdyby tak twój Pan był taki skory do pieszczot - szepnęła.
Zwierzątko wygodnie ułożyło się na jej piersi i zamknęło oczka.Dziewczyna usiadła w fotelu i delektowała się ciszą, ale również mocno wyczuwalną w pomieszczeniu magią. Nim się spostrzegła, zarówno ona jak i kot, zasnęli.
Obudziło ich dopiero trzaśnięcie drzwiami, jakie zafundował im Dyrektor. Hermiona nie do końca rozbudzona, spojrzała na niego mętnymi oczami, jeszcze nie pojmując gdzie jest i co robiła. Oprzytomniała dopiero gdy posłał jej kpiący uśmieszek. Rozejrzała się, a widząc, że nie ma z nim Mistrza Eliksirów odetchnęła z ulgą i znów klapnęła na swój ulubiony fotel.
Jeśli cokolwiek dziwiło Albusa, nie dał tego po sobie poznać. W końcu jednak popatrzył na nią poważnie i jak zwykle gładząc brodę przemówił.
-Nie wiem na ile moje działania się zdadzą, całkiem możliwe, że na nic, ale próbowaliśmy go wyleczyć. Potrzebuję, abyś poszła do Szpitala i pozwoliła nam na kilka testów.
-Co na to Snape? Widział Pan, że nie bardzo pałał do mnie sympatią.
-Bez twojej obecności nie dowiemy się czy został wyleczony, więc mam w nosie co on o tym sądzi.
                                                                            *

Poczuła, jakby grała w jakimś kiepskim trzecioligowym filmie, Znów wszyscy się na nią gapili, a Dyrektor dawał jej jakieś dziwne znaki różdżką, które - mogła się założyć są zrozumiałe tylko dla niego. Niepewnie spojrzała na Severusa. Wpatrzony był w ziemię.Siedział nieruchomo z nogami spuszczonymi wzdłuż łóżka. Powoli posuwała się do przodu. W końcu była kilka kroków przed łóżkiem. Ustawiła się bokiem. Podniosła oczy. Patrzył na nią. Odczytała poczucie winy i nieme przeprosiny i od razu się zaczerwieniła. Dyrektor westchnął głęboko. Polecił jej zbliżyć się jeszcze bardziej. W końcu wtargnęła w  jego przestrzeń osobistą i gdyby tylko rozchylił nogi, znalazłaby się pomiędzy nimi, objąłby ją...Z transu wyrwał ją jego melodyjny, lekko spięty głos.
-Dotknij mnie. - Spojrzała na niego jak na wariata i od razu spuściła wzrok. Nie miał na myśli nic zdrożnego, to tylko jej myśli błądziły nie tam gdzie powinny.
Uniosła dłoń i ścisnęła jego ramię. Nic się nie zmieniło. Zjechała dłonią na szyję i kark i od razu poczuła, że się spina. Delikatnie się odsunęła, ale zaraz natarczywy głos Albusa przypomniał jej, że nie tylko nie są tu sami, ale mają zadanie do wykonania. Jeszcze raz spojrzała na swojego towarzysza niedoli i od razu dotknęła jego szyi.Następnie delikatnie przejechała po linii szczęki i zeszła na tors. Tam było jej łatwiej bo nie dotykała gołej skóry, która zdawała się ją parzyć, Tu jednak wielki Albus Dumbledore musiał zainterweniować. Szybkim krokiem podszedł i nakazał jej rozebrać Mistrza Eliksirów tak aby mogła dotknąć jego nagiej skóry. Teraz jej twarz była już purpurowa. Z ociąganiem chwyciła za brzeg jego szaty i odpinając kilka pierwszych guzików uwolniła jego tors i ręce. Usilnie  starała się na niego nie patrzeć, ale czuła, że obserwuje każdy jej ruch. Znów umieściła obie dłonie na jego obojczykach i delikatnie drapiąc szybko zjechała do włosów pokrywających jego brzuch. Zdawała sobie sprawę jak idiotycznie musiało to wyglądać z boku, ale nie mogła dłużej go dotykać. Nie przy nich wszystkich. Z każdą sekundą robiła się coraz bardziej mokra, a jego palący wzrok w  niczym nie pomagał. Jej ręce opadły na skłębiony materiał, gdy z nadzieją spojrzała mu w oczy. Delikatnie, jakby z wahaniem uniósł lewą dłoń, która od razu zaczęła drżeć. Przesuwał rękę w jej stronę, by w końcu z nie małym wysiłkiem objąć jej małą dłoń. Zaskoczona wyczuła lekki ruch pod materiałem i zawstydzona odwróciła wzrok.Wtedy jednak Severus wyciągnął drugą dłoń i objął jej szyję. W tym ruchu nie było żadnego wahania. Dziewczyna machinalnie nachyliła się w jego stronę jak do pocałunku, a dłonią niepostrzeżenie przesunęła po wzburzonym materiale. Spojrzał na nią zaskoczony, ale nie cofnął jej ręki. Ośmielona znów wykonała ruch ręką. Severus zaczął szybciej oddychać. Ona również. Mimo, że wszystko działo się powoli i nikt nie miał prawa tego zauważyć, trochę się obawiała, że zostaną nakryci. W końcu jednak Mistrz Eliksirów porwał ją w ramiona i nie była pewna, ale chyba usłyszała westchnienie ulgi jakie przetoczyło się przez tłum medyków. Gdy tak tulił ją do siebie coraz mocniej, z coraz większą siłą wyczuwała stojący członek, który wbijał się w jej brzuch. Nie mogła się powstrzymać i delikatnie otarła o niego. Nie pozostał jej dłużny, objął ją jeszcze mocniej praktycznie unosząc z ziemi. W końcu jednak czar prysł. Severus oprzytomniał i zza burzy jej włosów obserwował jak garstka pozostałych w sali mężczyzn patrzy na nich z zakłopotaniem. Oczywiście oprócz jednego. Albus Dumbledore patrzył na nich z wyrazem triumfu, ale również lekko kpiąco. Czarnowłosy prychnął i odwrócił wzrok. Nie mógł znieść, że dał się tak łatwo podejść. Wystarczyło, że mógł znów jej dotknąć. Mogli to załatwić sam na sam a nie przy nich wszystkich. Ale już trudno, przeboleje to, najważniejsze, że jest w pełni sprawny. Zdecydowanym ruchem odsunął Hermionę nie bez żalu. Nie patrzył na nią, ale na pewno była zniesmaczona, że po raz kolejny ucieka. Nie dbał o to. Później jej to wynagrodzi. Z nawiązką.
Zeskoczył ze szpitalnego łóżka i lekko pokracznie podszedł do starszego profesora, który już ruszył w jego stronę widząc, że miłosna scenka dobiegła końca.
- Masz co chciałeś. Wróciłem do pełni sił.
-Nie da się nie zauważyć Severusie. Pokazałeś to aż nadto wyraźnie.
Widać było, że chciał coś jeszcze dodać, ale Snape mu nie pozwolił. Zamaszyście się odwrócił i już go nie było. Już za drzwiami usłyszał jeszcze zdezorientowane westchnienie Hermiony i gardłowy śmiech starca. Trudno. Ruszył do swoich komnat nie mogąc się doczekać, aż wreszcie wróci do normalnych zajęć.
Każdy kto go zna, nie tylko usłyszał historię jego zniknięcia ze szkolnych korytarzy, ale również historię jego ozdrowienia. Wszyscy dziwili się widząc z jakim chłodem i dystansem rozmawiał z Hermioną podczas obiadów. Wszyscy prócz niej samej. Doskonale rozumiała, że dla niego nie ma czegoś takiego jak związek i prędzej umrze niż przyzna otwarcie iż jest mu bliska. A ona to akceptowała. Cierpliwie czekała, aż w końcu zatęskni za nią na tyle by wreszcie okazać jakieś uczucia. Czekała i czekała. Dni upływały jej na zajęciach, poprawianiu prac, sporadycznych wypadach do Hogsmeade z Minerwą i oczywiście na wizytach w Norze. Jeśli ich drogi się krzyżowały, zachowywali się poprawnie, ale bez dawnego ognia. Ani na nią nie wrzeszczał, ani nie był miły. Boleśnie neutralny. Wiedziała, że na niego działa, nie trudno było jej to rozgryźć, ale z jakiegoś powodu, nie pozwalał sobie na choćby przyjacielską pogawędkę. Tak jakby znów byli tylko Snapem i Granger. Nikim więcej. Jakby minione tygodnie przydarzyły się komuś innemu, a nie im.
Hermiona tęskniła, nie tylko za jego dotykiem, pocałunkami, ale również za rozmowami, za jego towarzystwem i tym cierpkim poczuciem humoru, które zdążyła już polubić.

Patrolowała właśnie jeden z górnych korytarzy, gdy wydawało jej się, że coś usłyszała.
Mimo, że wiedziała, że nie ma się czego obawiać, niepewnie zerknęła raz w prawo raz  w lewo oświetlając sobie drogę różdżką. Było już grubo po jedenastej , więc jeśli to jakiś uczeń, na pewno już dawno uciekł do łóżka, w końcu cisza nocna do czegoś zobowiązuje. Ponieważ jednak była Gryfonką, dzielnie ruszyła po schodach na dół w kierunku dźwięków, które usłyszała.
Skręcała za róg, cały czas rozglądając się na boki, gdy wyczuła czyjąś obecność.Obróciła się, ale za późno. Została przygwożdżona do ściany i unieruchomiona. Już chciała krzyknąć, gdy napastnik zatkał jej usta dłonią. Przestraszona próbowała się szamotać i wtedy dotarł od niej ten zapach. Severus. Jęknęła w duchu. Nie mógł zaprosić mnie na randkę?Do kina, gdziekolwiek? Niee on musiał skradać się jak nietoperz. Znieruchomiała, dając mu do zrozumienia, że wie kim jest. Uwolnił jej usta i od razu ją pocałował. Nawet się nie zastanawiała. Zarzuciła mu ręce na szyję i z równą pasją oddała pocałunek. Jego ręce powędrowały na jej talię, a stamtąd od razu na gołe ciało pod bluzką. Jego dłonie były lodowate, przez co każdy dotyk był spotęgowany i już po chwili była mokra. Otarła się o niego, a on zachęcony jej reakcjami przycisnął ją jeszcze mocniej do ściany, przez co lekko się zachwiali i przerwali pocałunek. Korzystając z chwili wytchnienia upuściła różdżkę na ziemię i wspięła się na palce by spojrzeć Severusowi w oczy. Jego wzrok był chyba tak samo rozbiegany jak jej. Mimo to nie cofnęła się i próbowała zmusić go do czegokolwiek. Niewzruszony patrzył na nią, po chwili jednak lekko krzywo uśmiechnął się, a gdy spojrzała na niego pytająco znów ją pocałował. Żadne z nich więcej się nie odezwało. Hermiona poczuła, że jej skóra płonie, gdy delikatnie masował ją swoimi zręcznymi palcami. Zacisnęła dłonie na jego włosach i jęknęła przeciągle. Dla Snape'a nie musiało być żadnej innej zachęty. Chwycił brzegi jej bluzki i uniósł ją, odsłaniając obojczyki, lekko wypukły brzuch, kształtne biodra i piękne piersi w pięknym biustonoszu za którymi stęsknił się o wiele bardziej niż skłonny przyznać. Dziewczyna od razu poczuła jego erekcję i nie czekając na zaproszenie dotknęła go przez spodnie. Na szczęście miał na sobie zwykłe spodnie i bluzkę, nie musiała szamotać się z  tysiącem guzików szaty.Przesunęła ręką po nagim brzuchu i szorstkich włoskach, ale przewrotnie wciąż nie wyciągnęła penisa ze spodni. Mężczyzna całował jej szyję słuchając przyspieszonego oddechu i gdy wreszcie zamknął usta na sutku, poczuł, że jego towarzyszka wstrzymała oddech. Zataczał kółka na brodawce co chwilę drażniąc ją zębami, a drugą pierś ściskał mocno i zdecydowanie, tak by wiedziała, że tym razem mu się nie wywinie.
Nie żeby chciała. Jedyne o czym teraz marzyła, to żeby zabrał ją do swoich ciemnych chłodnych lochów by choć minimalnie ulżyć ogniowi, który ją trawił.
W końcu zebrała się na odwagę, uniosła głowę by znów wziąć w posiadanie jego usta i gdy wreszcie dotknął jej przez rajstopy nawet ona wiedziała, że jest zaskoczony. Wykorzystując chwilową dezorientację, szybko odpięła jego rozporek, opuściła się na kolana, i odciągnęła skórkę nabrzmiałego członka. Jej kochanek syknął przeciągle i spojrzał na nią z przerażeniem w oczach. Ona zaś uśmiechnęła się chytrze i powtórzyła manewr. Severus przebierał nogami, nie mogąc znieść tego co robiła. Co i rusz wypychał biodra do przodu, prowokując ją by wzięła go do ust. Dziewczyna doskonale wiedziała czego on pragnie, ale chciała troszkę go zmiękczyć więc intensywnie nawilżyła palec i potarła nim główkę penisa, zostawiając na niej swoją ślinę. Wilgotną dłonią przejechała po całej długości członka i wciąż go trzymając wstała.Spojrzała w jego czarne oczy. Widziała tylko pożądanie, odbijające się w jej oczach. Pocałowała go powoli i delikatnie wsunęła język w jego usta wykonując poziome ruchy i synchronizując je ze stymulacją penisa. Severus chcąc współpracować, zaczął poruszać biodrami i Hermiona westchnęła głęboko, gdyż był to niezwykle seksowny widok. Podniosła jedną nogę wysoko, tak by jej krocze stykało się z chętnym do działania członkiem, a ona pocałowała go znów, tym razem szybko i gwałtownie. Ocierali się o siebie w leniwym tańcu, wymieniając pocałunki, a gdy oddech Snape'a stał się wyjątkowo szybki i urywany, pociągnęła rajstopy w dół, zostając w samych majtkach. Od razu poczuła jego dłonie w wiadomym miejscu. Pocierał ją delikatnie jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że jest tak mokra dla niego.Rozprowadzał jej śluz po ściankach sprawiając, że nawet jej uda były lepkie. Dziewczyna zaczęła jęczeć przypominając mu, że każdy dotyk jego palców przybliża ją do upragnionego orgazmu. Wsadził palec do jej wnętrza i szybko poruszając znów ją pocałował i zszedł ustami na dekolt. Mocno stojący sutek objął ustami i zassał podgryzając. Hermiona wydała z siebie dźwięk pomiędzy jękiem a syknięciem.Poczuł jak ścianki jej pochwy coraz mocniej się zaciskają i nie zważając na głos rozsądku szybko wsunął penisa do jej wnętrza, unosząc ją. Objęła go biodrami i osunęła się nadziewając rozkosznie.Oboje jęknęli z ulgą.Zaraz poczęli poruszać się delikatnie w zgodnym rytmie pozwalając sobie na przyzwyczajenie do tej nowej wspaniałej sytuacji. Poruszał się coraz szybciej.Jej wnętrze było tak mokre i gotowe, że Severus o mało nie śpiewał ze szczęścia. Mocno i zdecydowanie tłoczył penisa, co chwilę całując jej chętne usta.Finisz był już blisko oboje to czuli.Byli już tak spoceni, że każde z nich miało słoną skórę, którą chętnie lizali i całowali. Severus, czując się nad wyraz pewnie, wyczarował drążek zwisający ze ściany. Dziewczyna chwyciła go oburącz i podciągnęła się. Mężczyzna posuwał ją szybko i mocno, wsłuchując się w litanię jej jęków, gdy usłyszał swoje imię, wypowiedziane przeładowanym erotyzmem głosem, zaatakował jej łechtaczkę palcem by zaraz poczuć, że ona dochodzi. Wystarczyło, że wiedział iż ona kończy i sam poczuł, że właśnie finiszuje. Złapał ją za głowę i jęcząc sobie w usta opadli na podłogę głośno oddychając. Dziewczyna zgarnęła z twarzy wilgotne włosy i patrząc mu w oczy zaśmiała się nerwowo.Odetchnęła normując oddech i wytarła maleńkie łzy, które zebrały się w kącikach jej oczu. Snape spojrzał na nią z czułością i przejechał palcem po jej dolnej wardze, przygryzła jego palec i poczuła, jak znów rusza się w jej wnętrzu. Poczuła się naga i odsłonięta, jednak mina z jaką jej kochanek obserwował jej ciało nakazała jej bezwstydność. Skoro jemu bardzo podobało się to co widział, ona nie miała powodów do zawstydzenia. W końcu wysunął się z jej wnętrza i wciąż rozdygotany usiadł obok niej na podłodze. Widok był co najmniej komiczny, ale nie dbał o to. Położył głowę na jej ramieniu, a ona pogładziła go po brodzie nawet na niego nie patrząc. Uśmiechała się do siebie i czuła się szczęśliwa jak nigdy.
Siedzieli w ciszy kilka minut, a gdy wreszcie emocje opadły, zrobiło jej się zimno.Okryła się leżącą na ziemi bluzką i wzrokiem przeszukiwała podłogę. Nie znalazła jednak biustonosza. Widocznie spadł gdzieś dalej i potrzeba będzie światła, aby go znaleźć. Wzruszyła ramionami i podniosła się z klęczek, gdy poczuła, że Czarnowłosy znów ciągnie ją w stronę ziemi. Uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na niego podniecona, ale spostrzegła, że czymś się martwi. Nakazał jej bycie cicho. Pojęła, że coś usłyszał i wstrzymała oddech. Gdyby ktokolwiek teraz ich nakrył,dopiero byłby wstyd. Ona nago, on nago, robią nie wiadomo co na opuszczonym korytarzu, albo raczej doskonale wiadomo co.
Nie zniosłaby gdyby ktoś ich przyłapał, więc od razu nałożyła na siebie bluzkę i lekko odsunęła się od nasłuchującego Severusa. Wtedy dotarło do niej echo czyiś kroków. Pisnęła przerażona. Jeśli teraz zaczną biec, ktoś zaalarmowany krokami na pewno będzie ich gonił. Jeśli zostaną w miejscu i tak się spotkają, a wystarczy jedno spojrzenie na ich stan by pojąc co tutaj miało miejsce. Hermiona gorączkowo, próbowała wymyślić wyjście  z sytuacji. Snape był bardziej zdecydowany.Złapał ją za rękę i ruszył w stronę pierwszych lepszych drzwi. Dziewczyna ledwo za nim nadążała, ale starała się dotrzymać mu kroku co i rusz poprawiając wyskakujące z dekoltu bluzki piersi, których sutki nadal stały. Mężczyzna pchnął drzwi z ulgą stwierdzając, że nie były zamknięte.Oboje oparli się o nie z drugiej strony uprzednio zatrzaskując je. Tutaj byli bezpieczni. Od razu poczuła dłonie na swoim dekolcie i delikatne pocieranie rozognionych sutków.Jęknęła cichutko, nadal bojąc się demaskacji.
Snape jednak zdawał się już zapomnieć o tym niebezpieczeństwie, gdyż bezceremonialnie wyciągnął swojego przyjaciela ze spodni i wepchnął go dziewczynie w dłoń. Ona natomiast zrobiła to na co już od dawna miała ochotę. Klęknęła i zaczęła ssać.Tym razem jej nie powstrzymał.Odchylił się lekko do tylu.Położył dłoń na jej włosach i jęcząc w zaciśniętą pięść, pozwolił jej by doprowadziła go na sam skraj nieba. Nie bawiła się w powolne ruchy. Ssała i brała go tak głęboko jak tylko pozwalało jej gardło, bez krztuszenia się. Ponieważ jednak jego twardość i co chwilę pojawiające się słone kropelki upewniły ją, że robi to dobrze, chwyciła jego jądra w dłonie i delikatnie je ścisnęła. Severus złapał ją za włosy i pociągnął mocno, co spowodowało, że ona jęknęła. Jej własna wilgoć zaczęła jej przeszkadzać i miała nadzieję, że zaraz dane jej będzie zaznać spokoju. Przyspieszyła ruchy pomagając sobie dłonią i w między czasie masując swoje wystające sutki. Z ciekawości uniosła głowę do góry i wciąż z jego penisem w ustach spojrzała na swojego kochanka. Wyglądał, jakby ktoś rozsypał jego misternie ułożony domek z kart. Jakby jego życie stało się jednym wielkim chaosem. Wyglądał jakby właśnie dochodził. Poczuła, że członek napiął się niewyobrażalnie i ogromna salwa spermy zalała jej przełyk. Zaskoczona odskoczyła i część ładunku kapnęła na ziemię, a część na jej dekolt i spódniczkę. Gdy połknęła to co miała w ustach i wylizała penisa bardzo dokładnie, zahaczając o jądra, co spotkało się z kolejnym jękiem. Dłonie i usta wytarła w bluzkę i spódnicę.
Spojrzała na niego by z zaskoczeniem stwierdzić, że jeszcze nigdy nie wyglądał lepiej. Echo niedawnych orgazmów wciąż było widoczne w dziwnie rozluźnionej twarzy. Zaczerwienione policzki, szyja i poorany tors. Nawet nie wiedziała, że tak go podrapała. Widocznie nie tylko ona robiła z nim co chciała, on z nią również. Dotknęła śladów jakie zostawiły jej paznokcie, a potem nachyliła się i polizała słoną skórę. Jęknął, ale nadal nie otwierał oczu. Gdy się odezwał aż się wzdrygnęła. Jego szept w tej opuszczonej klasie brzmiał jak krzyk.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem śpiący. Chcesz...
-Moje łóżko jest wygodniejsze.
-Ale u mnie nikt nie będzie nam przeszkadzał. - Spojrzał na nią z nadzieją, ale mogła się założyć, że nawet nie brał pod uwagę odmowy.

Drogę do lochów pokonali w tempie ekspresowym. Padli na łóżko oboje zbyt wyczerpani by nawet się rozebrać. Nim jednak zasnęli Snape pogasił wszystkie światła wyczarował lekką koszulkę nocną i z niemałą przyjemnością przebrał w nią swoją ukochaną. Kosztowało go to niemało wysiłku, gdyż dziewczyna już ledwo żyła i nie chciała współpracować, ale w końcu rozebrał ją i wciąż napawając się wyglądem jej pięknego ciała ubrał w koszulkę. Nie mógł odmówić sobie delikatnej pieszczoty piersi, polizania obu sutków i przejechania dłonią po jej łonie. Zaraz jednak przestał, gdyż jego penis od razu zaczął domagać się uwolnienia ze spodni. Sam pozostał w bokserkach i ułożył się obok lekko pochrapującej dziewczyny. Nie zasnął jednak od razu, gdyż ktoś zapukał do drzwi. Chciał zignorować to pukanie, ale z każdą chwilą się nasilało. Nie chciał aby Hermiona się zbudziła. O dziwo nie przeszkadzała mu ta troska, która pojawiła się bardzo znienacka.
Zamaszyście otworzył drzwi, a gdy nie spostrzegł nikogo, lekko się wzdrygnął.Zaraz jednak jego wzrok padł na podłogę. Na ziemi leżał kawałek materiału, którego nie pomyliłby z niczym innym.
Biustonosz Hermiony.




czwartek, 15 września 2016

Rozdział 15


Hermiona na miękkich nogach kroczyła schodami i kilkakrotnie potknęła się, nim dotarła do drzwi gabinetu Dyrektora. Ten, jak zawsze zresztą, posłał jej pogodne spojrzenie i delikatny uśmiech, ale dziś jak nigdy jakoś jej to nie pocieszyło.Usiadła w fotelu i odetchnęła głęboko. Skupiła wzrok na mężczyźnie, zaraz jednak zaczęła wyłamywać sobie palce, nagle poczuła się bardzo głupio. Co ona sobie myślała? Wparowała tu jakby Severus co najmniej był jej mężem czy kimś takim. A przecież nikt nie wiedział jak bardzo się zbliżyli i, że zdecydowanie nie są już tylko byłym nauczycielem i byłą uczennicą. A może wiedział? Chcąc wreszcie uciąć wszelkie domysły spojrzała na Albusa, ten jednak podniósł dłoń zatrzymując potok słów, który zapewne zaraz miał się wydobyć z jej ust.
-Nie wiem i nawet mnie nie interesuje dlaczego aż tak bardzo przejęłaś się losem Severusa, ale domyślam się, że nie jest to czysto koleżeńska troska.
-Nie Profesorze.
-Dobrze.Przynajmniej jesteś ze mną szczera. Nie mogę jednak podzielić się z Tobą wszystkimi szczegółami tej delikatnej sprawy.
-Dlaczego?
-Dla dobra twojego i Severusa również. Moje podejrzenia co do wydarzeń minionego dnia nie zostały jeszcze potwierdzone i póki tak się nie stanie, nic nie mogę ci powiedzieć na pewno.
-Ale coś mi Pan powie? Proszę, to dla mnie bardzo ważne. - Nawet nie zdawała sobie sprawy ze swojego błagalnego tonu.
-Dlaczego moja droga? Dlaczego Profesor Snape z nieszczęsnego Nietoperza nagle zmienił się w Severusa? Dlaczego coraz częściej widuje was razem, mimo że kilka tygodni temu robiło ci się niedobrze na myśl o nim?
-Zaprzyjaźniliśmy się, to wszystko. Jest tak jak Pan sobie życzył. Zaakceptowałam swój los i korzystam z tego co mam.
-Nie próbuj mnie w to wciągnąć, to co się wydarzyło, nie jest moją winą! -  Jego nagłe uniesienie bardzo ją zdenerwowało, ale również unaoczniło coś.
-Profesorze, czy to co stało się ze Snapem, jest w jakiś sposób związane ze mną? -  Próbował maskować zaskoczenie i przerażenie, ale nie bardzo mu to wychodziło.
-Skąd ten pomysł dziecko?
-Nie przejąłby się Pan tym, że ja i Severus jesteśmy przyjaciółmi, gdyby nie okazało się, że przez to właśnie stała mu się krzywda. Więc pytam jeszcze raz.- Wstała i spojrzała mu w oczy.- Czy to co przydarzyło się Severusowi jest spowodowane tym, że łączy nas przyjaźń?- W jego oczach dostrzegła rezygnację i jakiś dziwny smutek, tak jakby kapitulował nie tylko na jednej płaszczyźnie, ale na wielu naraz.
-A więc dlatego nie może Pan na mnie patrzeć. Obwinia mnie Pan.- To doprawdy czarujące.- Tylko, że ja nic nie zrobiłam! -Wbrew jej woli głos jej zadrżał, w kącikach oczu pojawiły się łzy.- Nigdy nie naraziłabym go na niebezpieczeństwo, choćbym nie wiem jak go nie lubiła, a już na pewno nie teraz, kiedy stał się kimś ważnym.- Dyrektor chyba wreszcie poczuł się zmieszany tym przesłuchaniem. Wstał i delikatnie poklepał dziewczynę po ramieniu, chcąc dodać jej otuchy.Oczywiście nie bardzo mu się to udało, gdyż gryfonka ostatkiem sił się nie rozkleiła.Spojrzała na niego załzawionymi oczami, ale dostrzegła w jego twarzy jakąś dziwną determinację i paradoksalnie, dodało jej to sił.
- Poproszę cię teraz o coś, o co normalnie bym nie prosił, ale zważywszy, że pewnie sama aż się palisz do działania, pozwolę sobie.
-Cokolwiek.
-Znajdź mi Kruma.

                                                                         *

       Dni mijały, a ona nie posuwała się w swoim małym śledztwie choćby na krok.Przemierzyła już dziesiątki kilometrów, rozmawiała z dziesiątkami ludzi, a Wiktora jak nie było tak nie ma.Jej determinacja powoli opadała, ale za każdym razem myślała o biednym Severusie w Skrzydle Szpitalnym i trwoga zajmowała jej serce. Nie mogła pojąć, jak Krum, który przecież kiedyś jawił się jako jej przyjaciel, a nawet ktoś więcej, mógł zrobić coś takiego. Co prawda Albus nie miał pewności, ale miał bardzo ciężkie dowody, świadczące przeciwko niemu.W głowie jej się  nie mieściło, że kiedyś planowała z tym człowiekiem przyszłość. Ktoś tak okrutny i bezduszny nie mógł mieć miejsca w jej życiu.
     Przemierzała ulice Londynu, by wstąpić do kolejnej z knajpek, jakie polecił jej Dyrektor, jednak tam również poszukiwanie nie dało żadnego rezultatu, lokal był na tyle obskurny i mroczny, że po wyjściu zrezygnowała z dalszych poszukiwań i od razu teleportowała się do Nory, gdzie pomieszkiwała na czas powierzonej jej misji.
    Oczywiście domownicy pozostawali niewtajemniczeni. Ciężko jej było ich okłamywać, ale nie miała wyboru.Dyskrecja i działanie całkowicie w samotności, były warunkami, których musiała się trzymać.
Tęskniła też za Severusem. Starała się nie myśleć o nim zbyt często, bo wywoływało to dosłownie fizyczny ból, ale jej serce biło mocniej i szybciej na choćby najmniejszą, najcichszą myśl o ich ostatnich wspólnych chwilach.W takich momentach najbardziej pragnęła dostać Kruma w swoje ręce i pokazać mu co się dzieje, gdy ktoś skrzywdzi jej bliskich.
   Siedziała w swoim dawnym pokoju, kreśląc list do Dyrektora, gdy usłyszała delikatne chrobotanie za oknem.Rzuciła się, by czym prędzej wpuścić sowę do środka i odpięła list od jej nóżki.Zdziwiła się, gdy na kartce nie zauważyła zamaszystego podpisu Albusa, a zamiast tego koślawe, jakby pisane przez pijanego mańkuta literki, które ledwo dało się połączyć w słowa.Jej serce się zatrzymało. Severus? Pisał do niej ze Szpitala? Przecież jeszcze wczoraj wedle słów Dyrektora był nieprzytomny. To niemożliwe. A jednak, gdy szybko przebiegła krótki tekst wzrokiem, na samym dole odczytała tak dobrze znaną jej formułkę: " PS. Spal to ". Z radości jej oczy zaszkliły się.Przytuliła zwój do piersi i roześmiała się cichutko. Obudził się. Severus  prawdopodobnie niedawno odzyskał przytomność i już napisał do niej list.Podniecona, ale wreszcie dziwnie spokojna odwinęła kartkę i z szybszym oddechem pochłonęła kilka linijek tekstu. Tak jak zazwyczaj gdy do niej pisał, po chwili już znała całość na pamięć.Pisał, by nie wylewała za nim łez, bo powrócił z martwych i wyrażał zdziwienie, jakie te dzisiejsze klątwy uśmiercające są mocne. Oprócz tego zapewnił ją, że mają do pogadania, choć brzmiało to bardziej jak groźba niż jak obietnica miłosnych igraszek. Dalej proponował jej by popieprzyła powierzone przez Dumbeldore' a zadanie i wróciła do niego do Hogwartu, ale to zdanie było przekreślone z dopiskiem : " po co ja się wysilam, przecież ta kobieta i tak mnie nie posłucha "
   Następnego dnia w iście szampańskim nastroju Hermiona wyruszyła na miasto z pokładami nowej energii.
Severus się obudził i najprawdopodobniej tęskni za nią tak bardzo jak ona za nim.Nic bardziej nie motywowało człowieka do działania, niż ukochana osoba, czekająca na powrót.Mając pełną głowę motylich myśli kroczyła znów zakamarkami i bocznymi uliczkami, rozpytując o sławnego Szukającego. Ponieważ była dość znaną personą, nikt nie zastanawiał się dlaczego go szuka. Pewnie większość tych pijaczków założyła, że kochaś nie wracał do domu którąś noc z rzędu i że postanowiła poszukać go na własną rękę.Takie wytłumaczenie było logiczne i jak najbardziej pomocne. Hermiona nigdy nie prostowała sytuacji, gdy któryś z nich rzucał niewybredną uwagę na temat tego jak powinna się nim zająć gdy już go znajdzie. Wiedziała, że nie ma to najmniejszego sensu, a może nawet odnieść odwrotny skutek i nigdy nie odnajdzie tej kanalii.
Poszukiwania miały trwać do skutku, ale po 2 tygodniach nieobecności w zamku, tęsknoty za Snapem i bezczynności, poczuła, że ma dość i musi wrócić. Poinformowała o tym Dyrektora, a ten o dziwo nawet nie protestował. Postanowiła nie pisać nic choremu, aby miał niespodziankę. Gdy wreszcie wyruszyła na stację King's Cross odprowadziła ją Molly  wraz z Ginny. Obie panie oczywiście życzyły jej powodzenia i zapewniły jak zawsze, że jest mile widziana w ich domu.
   Dziewczyna znalazła jakiś pusty przedział i usiadła wygodnie, by zatopić się w lekturze Proroka Codziennego. Nawet nie zauważyła, gdy ktoś się do niej dosiadł. Nie miała szans na ucieczkę, a nawet na wyciągnięcie różdżki z płaszcza.Poczuła tylko silną dłoń zaciskającą się na jej ustach, nie mogła nawet zaczerpnąć powietrza. Spojrzała na napastnika z przerażeniem i mimo kaptura okrywającego twarz, odkryła, że to Krum. Była w niebezpieczeństwie. Niewerbalne silencio pozbawiło ją głosu. Puścił ją i siłą usadził na siedzeniu. Wiedziała, że jakiekolwiek próby ucieczki zdadzą się na nic, był za silny. Wezbrała w niej wściekłość. Jakim prawem tak na nią napadał?Spojrzała na niego jakby był jakimś gadem, czymś poniżej wszelkiej krytyki. Gdy się odezwał krew w niej zawrzała.
- Nie chciałem zrobić mu krzywdy. To znaczy chciałem, ale tylko ostrzec go, że ma się od ciebie odczepić. Hermiono! Ja cię kocham i nie mogę pozwolić, byś się z nim związała.- Chciała zaprotestować, ale oczywiście nie zdołała nic powiedzieć.Tylko Patrzyła na niego gniewnie, nie zdolna do choćby prychnięcia z pogardą.
-Musisz mnie zrozumieć. Ja nie mogę żyć z myślą, że zwiążesz się z tym gadem. Nie pozwolę na to. Było to moje ostatnie ostrzeżenie. Jeśli mnie nie posłuchasz, będę zmuszony pokiereszować go bardziej. Nie dajesz mi wyboru.- Z tymi słowami wstał i zniknął nim miała okazję choćby się poruszyć.Siedziała z walącym sercem  próbując uporządkować myśli. Wiktor jest chory. Chory z miłości do niej. Będzie musiała jak najszybciej powiadomić o tym Dyrektora. Postanowiła, że samemu Severusowi na razie nic nie powie, bo najpewniej zerwałby się z łóżka i wyruszył na pościg.Na miękkich nogach opuściła platformę i teleportowała się w okolice Zakazanego Lasu. Gdy dotarła do bram szkoły, była już pora obiadowa, wiedziała jednak, że ani jej ukochanego ani Dyrektora nie będzie w Wielkiej Sali. Od razu udała się do Skrzydła Szpitalnego. Otworzyła drewniane drzwi i stanęła jak wryta. Severus siedział na łóżku. Wyglądał koszmarnie, ale w jego oczach wreszcie paliło się życie. Ziemista zazwyczaj cera miała lekko zielonkawy odcień, ale usta które tak uwielbiała rozciągnięte były w tym szyderczym uśmiechu, który zawsze powodował u niej ciarki. Najpierw jej nie zauważył, ale gdy wreszcie spojrzał w jej stronę i ich oczy się spotkały, czas się zatrzymał. Bez udziału woli pędem ruszyła w jego stronę o mało nie potykając się o własne nogi. Przylgnęła do niego prawie go dusząc, a gdy nie poczuła tych silnych rąk obejmujących ją, wiedziała, że coś jest nie tak. Odsunęła się delikatnie i spojrzała mu w oczy, głośno oddychając. Wyglądał na zawstydzonego, a ona nie mogła pojąć dlaczego. Czyżby coś się zmieniło i wcale jej nie chciał? Zadała mu nieme pytanie, a on przecząco pokręcił głową odsuwając się. Z niepokojem spojrzała na jego tors i ramiona, które wydawały się być jakby bez życia. Gdy odezwał się łamiącym głosem, o mało nie pękło jej serce.
- Jestem...sparaliżowany. Nie mam czucia w rękach.- Dostrzegła w jego oczach taki ból, że jej własne od razu wypełniły się łzami.
-Nie płacz głupia. Tak mi nie pomożesz. Nie mniej cieszę się, że wreszcie cię widzę. Zaczynało mi się już tutaj nudzić samemu.- Uśmiechnęła się przez łzy i pogładziła go po wierzchu prawej dłoni. Była lodowata.
Dziewczyna starała się ukryć swoje emocje, ale nie potrafiła. Znów przylgnęła do niego całym ciałem praktycznie kładąc się na nim. Nie opierał się tym razem. Nie musiał. Tym gestem chciała mu pokazać, że jest z nim i go wspiera. Dotknęła jego twarzy i odgarnęła kosmyk z oczu, tak jak wtedy w Norze. Tym razem jednak ten gest nie miał erotycznego podtekstu. Przybliżyła się i nachylając ku niemu prosiła o pozwolenie. Zamknął oczy, a jej to wystarczyło. Przycisnęła wargi do jego ust i mimowolnie się uśmiechnęła. Tak bardzo jej tego brakowało.Po jej ciele rozlało się przyjemne ciepło, a w miarę jak pogłębiali pocałunek, zmieniło się w żar. Gdy delikatnie ułożyła go na łóżku, chciał zaprotestować, ale cokolwiek chciał powiedzieć, zdusiła to pocałunkiem, który skutecznie odebrał mu chęć do konwersacji.Całowali się niespiesznie, na nowo ucząc się swoich reakcji i dotyku ust. Hermiona czuła, że gdyby nie jego paraliż, w inny sposób pokazałaby jej, że tęsknił. Miała nadzieję, że na to również niedługo się doczeka, na razie była jednak zbyt szczęśliwa by się tym martwić. Do wieczora nikt ich nie niepokoił.Ułożyła się w zgięciu jego ręki i wsłuchiwała się w jego nierówny oddech. Gdy spostrzegła, że jego szata jest zmierzwiona w okolicach pasa, leniwym gestem wygładziła ją. Pod palcami wyczuła pulsowanie jego męskości, która błagała o uwolnienie jej z fałd materiału.Po raz kolejny przejechała ręką wzdłuż penisa, Severus wydał z siebie dziwny dźwięk. Ni to jęk ni to syknięcie. Spojrzała na jego twarz przestraszona, że może sprawia mu ból, ale on był daleki od takich emocji. Jego twarz pałała, a oczy zdawały się być wręcz iskrzące. Z satysfakcją kontynuowała delikatny masaż z radością obserwując, że penis stale się powiększa. Zsunęła się niżej, aby mieć lepszy dostęp do ciała mężczyzny i już chciała odpiąć pierwszy guzik, gdy drzwi do sali otworzyły się i do środka weszła pielęgniarka. Hermiona z twarzą niczym dorodny burak odskoczyła od mężczyzny i o mało nie spadła z łóżka, tym jednak co zdenerwowało ją najbardziej był obłąkańczy śmiech Severusa. Mężczyzna odwrócił się na bok by ukryć erekcję przed kobietą, na jego twarzy jednak wciąż błąkał się uśmiech. Dziewczyna wymamrotała tylko, że wróci jutro i praktycznie wybiegła z sali.To tyle jeśli chodzi o bycie kusicielką i wykorzystywanie chwilowej niedyspozycji Mistrza Eliksirów. Miała się nim zabawić, a nie stać się powodem do drwin. Wyszło jak zawsze.Zmęczona ruszyła do swoich komnat, by zaraz paść na łóżku w ubraniach.Usnęła momentalnie.

środa, 7 września 2016

Rozdział 14

Powracam na chwilkę z nowym rozdziałem;)


Przemyśleniom nie było końca.Tkwiła w jakimś dziwnym impasie przez całe przedpołudnie, gdyż nie potrafiła pojąć jak w tak krótkim czasie mogła aż tak bardzo skomplikować sobie życie?
Jeszcze do niedawna była tylko młodą czarownicą, raczej mało istotnym elementem magicznego świata,a teraz?
Wmanipulowali ją w jakąś dziwną intrygę i niebezpieczny taniec z Ministerstwem.
Objęła posadę w Szkole, nie bez trudności z resztą.
Powoli, powoli odnajduje się w tej codzienności.
Nawiązała  romans z Severusem.
Została odrzucona.Dwukrotnie.

Z niedowierzaniem pokręciła głową i jeszcze raz zapatrzyła się w okno.Nazwała to coś co łączy ją z byłym nauczycielem "romansem" co samo w sobie jest niedorzeczne.
Nie rozumiała ani swoich uczuć, ani reakcji swojego ciała a już najmniej to pojmowała samego Severusa.
Owszem miał bagaż ciężkich doświadczeń życiowych, niejednokrotnie uniknął śmierci, ale z tego co wiedziała, nigdy nie odpuścił sobie na tyle, by związać się z kimkolwiek.O ile akurat potrafiła zrozumieć, że nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek rozkojarzenia, tak teraz już po wojnie?Dlaczego nie wpuścił nikogo do swojego małego  okaleczonego serca?Nie koniecznie od razu ją, ale w ogóle kogokolwiek.Dlaczego nie pozwalał sobie na jakieś uczucia?Bał się?A może odpowiadało mu to pustelnicze życie?Choć wytłumaczenie było dość racjonalne, nie potrafiła jakoś w pełni w nie uwierzyć.Zdążyła poznać Ślizgona dość porządnie i to ze stron o jakich nie sądziła, że w ogóle je ma.
A potrafił zaskakiwać.Wspomniała jak niejednokrotnie pisząc do niej opowiadał o różnych sytuacjach często niebezpiecznych, a pisał bardzo gładko, ironicznie i zabawnie.Tak, miał poczucie humoru i chyba to odkrycie najbardziej jej się podobało.Pod warstwą dupka z lochów pozwolił jej odkryć inspirującego, dowcipnego choć bardzo nieustępliwego mężczyznę, którego jakaś baaardzo cierpliwa kobieta mogła uczynić szczęśliwym.Sama nie wiedziała skąd u niej takie myśli.Nie planowała ani wiązania się z nikim, ani zakładania rodziny a już tym bardziej uwodzenia Mistrza Eliksirów, ale nie mogła zaprzeczać, ze to się stało i że jej się podobało.Nie potrafiła pojąć skąd u niej takie zachowanie i skąd pociąg do starszego przecież o 2 dekady mężczyzny!Gdyby nie aspekt seksualny ich znajomości, nie zwracałaby uwagi na różnicę wieku, ale skoro już się zaangażowali emocjonalnie i fizycznie, nie mogła tego zignorować.Przy nim czuła się inaczej.Czuła, że nie jest sobą, że wariuje, ale równocześnie, wreszcie czuła się tak jak zawsze chciała się czuć.Mądra, doceniona, piękna.Oczywiście poza momentami kiedy ją wyzywał i obrażał, ale jednak.
Severus samym swoim spojrzeniem powodował, że drżała obojętne czy z podniecenia czy ze strachu.Działał na nią i nie  mogła temu zaprzeczać, a nawet nie chciała, nie wiedziała jednak co ma z tym faktem zrobić.
Wciąż nie znają się zbyt dobrze i choć mogłaby przysiąc, że zna go najlepiej ze wszystkich żyjących jeszcze ludzi, wiedziała, że to nie wystarczy.On nie wpuści jej do swojego serca, a przynajmniej nie tak łatwo jak ona to zrobiła.Choć wiedziała, że częściowo opuścił swoje mury i pozwolił jej się zbliżyć, nie satysfakcjonowało jej to.Być może robił to ze zwykłej samotności, a może chciał tylko mieć partnerkę na kilka nocy?Nie dbała o powody.Postanowiła jednak coś z tym zrobić.Ta sytuacja nie może się tak ciągnąć bez żadnych konkretów.Musi porozmawiać z kimś, kto jej nie osądzi, tylko pomoże.W pierwszej chwili pomyślała o Severusie i parsknęła śmiechem.
-Słuchaj Sev jest taki jeden dupek w lochach, który nie jest mi obojętny, ale uważa mnie tylko za smarkule która się nim bawi, powiedz mi co mam zrobić aby mnie pokochał?-Smętnie spojrzała w lustro i znów się uśmiechnęła, kręcąc głową.
-Porozmawiaj z Ginny.-Odpowiedziała sama sobie.

Gdy zawitała do Nory była pora obiadu, więc w kuchni nie zastała nikogo, prócz pękatego garnka z którego wydobywał się smakowity aromat.Nałożyła sobie potrawki na talerz i raźnym krokiem ruszyła do jadalni.Wszyscy zebrani spojrzeli na nią zaskoczeni, a zaraz pani Weasley zreflektowała się i przysunęła jej krzesło.Dla rozładowania napięcia Hermiona rzuciła:
-Jeeej dopiero pierwszy tydzień szkoły a wy już zapomnieliście, że kiedyś tu mieszkałam.
Wszyscy się roześmiali, jednak wyczuła, że nie podejmą już tematu, który omawiali jak weszła.Później musi wyciągnąć z Rudej o co chodziło.Zagadywali ją jak tam praca, jak dzieciaki i choć odpowiadała z pełną szczerością i radością, pragnęła tylko znaleźć się w pokoju Ginny i porozmawiać szczerze.
W końcu jednak obiad dobiegł końca i wszyscy zapewnili ją, ze może wpadać kiedy tylko zechce.Porwała więc Ginny, zabezpieczyła pokój i usiadła na łóżku oddychając głęboko jakby miała zamiar wstrzymać powietrze.
Ginny popatrzyła na nią badawczo i uśmiechnęła się zachęcająco.Gdy jednak dziewczyna wciąż nic nie mówiła, Ruda poczuła się dziwnie.Jakby coś się zmieniło i Hermiona miała opory przed wyznaniem jej tego.Była to nowość, bo nie miały przed sobą tajemnic.Ale gryfonka, która boi się czegoś powiedzieć?A to dopiero.
-No wykrztuś to wreszcie!-Spojrzała na nią z rozbawieniem i chwyciła za rękę.-Tak się spieszyłaś, a nagle nie pamiętasz jak się mówi?To do ciebie nie podobne.Brązowowłosa w końcu podniosła na nią wzrok i niepewnie się uśmiechnęła.
-Chodzi o to, że potrzebuje kogoś kto trzeźwo spojrzy na pewną sytuację i mi pomoże bez osądzania.
-No to oczywiście, że dobrze trafiłaś!No już zamieniam się w słuch.-Weasley klepnęła rozmówczynie w udo i nie spuszczając z niej wzroku przelewitowała dwie pełne szklaneczki oferując jej jedną z nich.Gdy Hermiona ledwo umoczyła usta i ciężko przełknęła, skrzywiła się ale nic nie powiedziała. Znów skupiła wzrok na jednym punkcie,gdzieś ponad głową Rudej i rozpoczęła swoją tyradę.Opowiedziała swojej powierniczce wszystko.Niczego nie zatajała ani nie pomijała, a te najpikantniejsze momenty opisywała na wdechu i z zamkniętymi oczami, prawdopodobnie ze wstydu. Ginny słuchała jej z prawie kamienną twarzą a o jakimkolwiek zaangażowaniu świadczyły tylko wypieki jakich dostała podczas tej opowieści.Gdy wreszcie przyjaciółka zamilkła i powietrze jakby zgęstniało,zamknęła oczy i policzyła do 10 po czym wybuchnęła.
-Czyś ty oszalała!!! Przecież to Snape!Hermiono!Nie poznaje cię.Ja rozumiem, mój brat dał ci kosza, musiałaś się kimś pocieszyć, ale Snape?Powiedz chociaż, że dobrze całuje, bo jak nie to uznam, że jesteś pod Imperiusem.Ty i Snape, no nie wierzę.Ale jaja.Ale powiedz dobry był?-Hermiona wlepiała w nią ogłupiały wzrok nie mogąc pojąc, dlaczego Ginny mówi to co mówi.
-Czekaj, ty nie jesteś jakoś nie wiem...zniesmaczona, oburzona, czy coś?
-Dlaczego miałabym?-Wzruszyła ramionami i spojrzała prosto na nią.-Ty i Snape jesteście tacy podobni.Każdy ci to powie, a już sam fakt, że on tak samo jak ty kocha książki, a będziecie spędzać ze sobą sporo czasu, aż się dziwie, że tak długo wam to zajęło.Owszem, to dość obleśne bo niedawno był twoim nauczycielem i w sumie mógłby być twoim ojcem, ale czy ja wiem?Możecie uczynić z tego dobrą grę erotyczną.Nie odrobiłaś lekcji, więc należy ci się kara.-Rudowłosa wykonała gest jakby dawała sobie klapsy. Hermiona, aż zzieleniała.
-Ginevro, w tej chwili chce usłyszeć coś poważnego, bo jak nie to wygadam wszystkim co robiłaś kiedyś jak wpuściłam cię do łazienki na piątym piętrze.
Dziewczyna momentalnie się wyprostowała i choć jej oczy miotały gromy, już spokojnym głosem zapewniła koleżankę, że to jej wystarczy.
-Każdy na świecie zasługuje na szczęście,jeśli twoje chodzi w przydługich czarnych szatach to zarówno ja jak i cały magiczny świat jakoś to przebolejemy, ale czy ty jesteś pewna?
-Właśnie chodzi o to, że nie, dlatego chcę z tobą pogadać.W zasadzie nic nas nie łączy, prócz tych oczywistych rzeczy i choć mogłabym przysiąc, że nie jestem mu obojętna, to boje się, że on tylko się mną bawi.
-Nie pękaj.Pamiętasz jak się wkurzył na Rona jak się pokłóciliście?Tak się nie zachowuje ktoś obojętny.On coś do ciebie czuje, tak samo jak ty do niego i powinnaś od razu z nim porozmawiać.
-A jeśli okaże się, ze nie jest gotowy na nic poważnego i tylko chce się rozerwać?
-To poślesz go do stu diabłów i weźmiesz się za tego Chucka, ten to dopiero musi mieć talent.
-Severus też ma talent!
-Oho, zaczyna się, naprawdę cię wzięło.
-Wcale nie!Ja jestem taka młoda..
-A on taki stary!I co z tego?Miona spójrzmy prawdzie w oczy.Połączyło was coś wyjątkowego i tylko od was zależy co z tym zrobicie.Jesteś młoda i piękna. Jeśli on nie będzie zainteresowany, w mig znajdziesz kogoś kto będzie. Tylko zbytnio się przed nim nie wywnętrzaj, bo jeśli okaże się dupkiem jakiego znamy i kochamy, to żebyś nie miała problemów z wróceniem do czysto koleżeńskich stosunków.
-Wiedziałam, że mi pomożesz.
-Od tego przecież masz swoje mądrzejsze, bardziej doświadczone koleżanki.
Hermiona posłała jej spojrzenie pełne niedowierzania, ale zaraz parsknęła śmiechem i tylko ją przytuliła.



Gdy dotarła  z powrotem do zamku była to pora kolacji, więc przez nikogo nie zauważona przemknęła do Wielkiej Sali i usiadła obok Hagrida. Na szczęście  lub nieszczęście Severusa nie było.Lekko zaniepokoiła się, dlaczego postanowił opuścić posiłek, ale nie zaprzątała sobie tym głowy zbyt długo, bo po skończonym posiłku podszedł do niej Chuck.
Mimo całego ogromu uczuć jakimi do niedawna nawet nie wiedziała, że darzy Severusa, nie mogła oprzeć się urokowi tego chłopaka.Jego oczy,fryzura, cała sylwetka, wszystko krzyczało wręcz, że jest ślizgonem, ale w jakiś taki dziwnie pozytywny sposób.Nie był ani nachalny,ani złośliwy, a przynajmniej ona nie znała go od tej strony.
Ponieważ jednak potrzebował wskazówki odnośnie jakiegoś zadania,szybko mu odpowiedziała i nawet na niego nie patrząc ruszyła do lochów.Nie będzie wiecznie tego odwlekać.
Tam jednak spotkało ją rozczarowanie.Nie dość, że jej nie otworzył, to chyba w ogóle nie było go w zamku.
Rozczarowana i bardziej zła niż skłonna była to okazać, wróciła do swoich komnat i zatopiła się w lekturze, jak zawsze gdy miała jakiś problem.Rozmowa z Ginny bardzo jej pomogła i otworzyła oczy na pewne sprawy,ale jednak nie wystarczyła.Tak jak przyjaciółka powiedziała, muszą sami zadecydować, co chcą zrobić.Jeśli Severus okaże się tchórzem i nie będzie chciał od niej poważniejszego związku to trudno ona jakoś to zniesie.Na razie jednak nawet nie mogła go namierzyć a co dopiero z nim porozmawiać.
Przygotowując się do kolejnego dnia robiła notatki, gdy rozległo się pukanie.Z dreszczykiem pomyślała, że może to bohater jej myśli i poczuła niejakie rozczarowanie,gdy spostrzegła za drzwiami Minerwę, ledwo łapiącą powietrze.Spojrzała na nią przerażona, jednak kobieta nie siliła się nawet na jakiekolwiek wyjaśnienia.Złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę schodów.Dotarły do Skrzydła Szpitalnego,po czym Profesorka bezpardonowo popchnęła młodszą koleżankę za drzwi a sama pobiegła na górę.Zdezorientowana Hermiona rozejrzała się po wnętrzu i spostrzegła, że na jednym z łóżek leży jakaś pozwijana i poskręcana postać, po wyglądzie której ciężko byłoby orzec, z której strony leży głowa.
Podbiegła do posłania, w lot łapiąc, że stało się coś strasznego i, że to nikt inny jak Severus leży na tym łóżku.Spojrzała na jego wymizerowaną, lekko zieloną twarz i serce jej się ścisnęło.Działając impulsywnie nachyliła się i przycisnęła swoje usta do jego warg.Trwała tak kilka sekund, a gdy nie zareagował,otworzyła oczy, które momentalnie wypełniły się łzami.Jest nieprzytomny i wygląda bardzo źle.Rozejrzała się, ale nigdzie nie mogła zlokalizować pielęgniarki, pozostałe łóżka były puste, więc czy ktoś nie powinien przy nim czuwać?Przecież nie miała nic innego do roboty, a on tu leżał sam!Ścisnęła lekko jego rękę i jeszcze przez sekundę miała nadzieję iż poczuje jak odpowiada na ten gest, ale nic się nie wydarzyło.Szybkim krokiem ruszyła w stronę wyjścia, ale nim nacisnęła klamkę, drzwi same się otworzyły.Stanął w nich Albus Dumbledore i do Hermiony właśnie dotarło, że jego też nie widziała w Wielkiej Sali, więc jest szansa, że był z Severusem,gdy stała mu się krzywda i zaraz jej wszystko wytłumaczy.Spojrzała na Dyrektora z nadzieją, on jednak stanowczo ją odsunął i ruszył w stronę chorego w ogóle na nią nie patrząc.W jednej chwili zjawiła się Pani Pomfrey, ale również zignorowała krzyk dziewczyny i bezpardonowo wystawiła ją za drzwi.
Gryfonka osunęła się po ścianie i cicho załkała.W tej jednej chwili jej własne uczucia ją przerosły.Tak bardzo bała się o Severusa.A jeśli się nie obudzi?Jeśli już nigdy nie popatrzy na nią tym przenikliwym wzrokiem?Jeśli już nigdy jej nie pocałuje?Jego stan był poważny, to na pewno, ale zawsze jest nadzieja!Płakała i płakała, a gdy wreszcie podniosła wzrok spostrzegła koło siebie pielęgniarkę, która delikatnie podniosła ją z ziemi i pociągnęła w stronę drzwi.Minęła się z Dyrektorem, ale zaraz zawróciła i pociągnęła go za szatę.Ten spojrzał na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
-Panna Granger!Co pani tu robi?
-Jak to?Severus.. on jest w niebezpieczeństwie i chciałam się dowiedzieć jak to się stało, co z nim.-Nawet nie zdawała sobie sprawy, że po jej policzkach nadal płyną łzy. Jeśli Dyrektor był w szoku widząc ją w takim stanie to tego nie okazał, jednak objął dziewczynę opiekuńczym gestem i cichutko wyjaśnił jej, że chory potrzebuje teraz spokoju, a jeśli ona pozwoli to udadzą się do jej komnat gdzie wszystko jej wyjaśni.Dziewczyna jednak od razu wyrwała się z jego objęć i znów przestąpiła krok w stronę łóżka Snape'a. Albus tylko pokręcił głową i kazał jej obiecać, że nie zostanie długo i zjawi się w jego gabinecie z samego rana.Granger nie zaszczyciła go nawet odpowiedzią tylko pomknęła w stronę posłania w kącie pokoju.

Widok jaki zastała znów sprawił jej niemal fizyczny ból.Twarz mężczyzny była jakby bez życia.Przymknięte powieki,długie choć lekko wyblakłe rzęsy kładły cień na jego zmatowionych policzkach.Znów zmoczyła rękawy szaty łzami, ale nie dbała o to.Przytuliła się do nieruchomej sylwetki i choć wiedziała, że nie powinna ułożyła się obok.Nikt jej nie zabroni przy nim czuwać, a jak ktoś ma z tym problem to nie jej sprawa.Wpatrywała się w tę pokiereszowaną twarz i choć ją samą szokowały te myśli i odczucia, zapałała taką sympatią, że głośno wypuściła powietrze.Nieźle się wpakowała.Ale w sumie było to do przewidzenia, że będzie potrzebowała jakiegoś mocno traumatycznego widoku, aby uzmysłowić sobie ile on tak naprawdę dla niej znaczy.A znaczy wiele.Teraz to wie.
Pogładziła jego twarz i złożyła na każdym z policzków delikatny pocałunek, po czym przesunęła palcami po jego chłodnych ustach.W myślach błagała go by się ocknął i nakrzyczał na nią za napastowanie go, ale niestety nic takiego się nie wydarzyło.Przez resztę nocy na przemian popłakiwała, zapadała w lekkie drzemki z których budziła się również z płaczem i co i rusz całowała jego twarz mając nadzieję, że w końcu zareaguje.
Resztę nocy jednak pozostawał nieprzytomny i gdy wreszcie wzeszło słońce Hermiona z bardzo bolącym sercem wyszła ze Skrzydła Szpitalnego niemo obiecując Severusowi, że jak tylko czegoś się dowie to wróci do niego i już go nie zostawi.







sobota, 13 czerwca 2015

Miniaturka I cz.3 18+

Notka 18+
Enjoy!
-Ginny wyskoczę na chwilę do sklepu dobrze?-Hermiona posłała jej pytające spojrzenie i skierowała się ku drzwiom.
-A właściwie to po co?Byliśmy na zakupach rano,a dziś pijemy u nas,trzeba jeszcze zrobić makijaż i trochę tu ogarnąć.Nie zostawiaj mnie z tym!-Ginny załamała ręce i spojrzała smętnie na przyjaciółkę.
-Dosłownie 20 minut i będę z powrotem.Obiecuje.Posprzątamy,zrobimy się na bóstwo a potem nawalimy.
-Od kiedy ty używasz takiego słownictwa?Nie poznaje cię.-Dziewczyna spojrzała na nią badawczo i podeszła jeszcze bliżej.-Chyba,że chcesz kupić sobie jakąś ekstra bieliznę dla Harrego..
-Tak,tak to to!-Jej szybkie przyznanie się nie zbiło rudej z tropu,ale nie naciskała.Pomachała jej tylko i zniknęła w łazience.

                                                                                  *


Oderwał usta od ustnika i spojrzał na nią z wyrazem triumfu.Włosy znów opadły mu na twarz,ale jak zawsze nie przejął się nimi.Zlustrował ją od góry do dołu.Znów wyglądała kusząco.Coś pomiędzy księżniczką a prostytutką.Chwilę zatrzymał wzrok na jej wściekle czerwonych ustach i gestem nakazał jej usiąść w fotelu.Gdy posłuszne to uczyniła i założyła nogę na nogę,on głośno przełknął ślinę.Nie da jej tej satysfakcji.Nie omota go.Przejrzał jej gierkę.Celowo tak się ubrała,aby łatwiej było jej uzyskać to czego chce.Ale on się nie da.Długo był odporny na kobiece wdzięki,to i tym razem się nie da.To,że wiedział iż ona jest inna nie miało nic do rzeczy.Mogła sobie być cholernie inteligentną,piękną mądralińską.Nie będzie miała nad nim władzy.Jeszcze kilka chwil i on będzie górą.Da jej to odczuć bardzo mocno...
-Nie sądziłem,że tak szybko cię tu spotkam.
-Też nie sądziłam,że dane mi będzie tutaj wrócić,ale jak widać,ciągnie mnie do pana.-Zachichotała niczym trzpiotka,kładąc rękę na obojczyku i odchylając głowę do tyłu.Patrzył na ten pokaz z lekkim rozbawieniem i choć obiecał sobie ostrożność,w duchu pogratulował jej finezji.Chce zabawy,to będą się bawić.
-Chcesz się bawić w gierki,czy od razu przejdziemy do interesu?
-Pańskiego interesu?-Spojrzała na niego figlarnie i zjechała spojrzeniem na wysokość jego bioder.
-Granger,nie przeginasz?Rozumiem twoją desperację,ale próba uwiedzenia nauczyciela nie pomoże ci w odzyskaniu papierosów,a na pewno zagwarantuje ci wylotkę ze szkoły.
-Jakie uwodzenie?Pan ma coś czego ja pragnę,ja mam coś czego pan pragnie,proste.-Popatrzył na nią oniemiały.Nie mógł uwierzyć,że siedziała tu przed nim,podciągając sukienkę coraz wyżej z lubieżnym uśmiechem na twarzy i proponowała coś takiego.
-Hermiono. Jesteś...urocza i na pewno atrakcyjna,ale coś takiego?Czy ty się nie szanujesz dziewczyno?
Gryfonka wstała,delikatnie się nad nim nachyliła i prawie przyciskając usta do jego ucha,szepnęła:
-Miałam na myśli wiedzę.WIEDZĘ i milczenie.Wiem o panu mnóstwo rzeczy,których pewnie nie wie nikt.Odda mi pan moją własność w zamian za milczenie.A za ten żałosny komentarz żądam przeprosin.
Przy ostatnim słowie był pewien,że musnęła jego ucho.Ta zabawa coraz mniej mu się podobała.Pora to przerwać.
-Dobra.Ty milczysz ja oddaje ci papierosy i tyle?
-Dokładnie tak.
-A jaką mam gwarancję?
-Żadnej oczywiście.W życiu czasem trzeba zaryzykować.-Spojrzała mu prosto w oczy i wyciągnęła przed siebie rękę.Mężczyzna przestąpił krok,szybko pociągnął ją za rękę tak,że wylądowała w jego ramionach a ich usta dzieliło kilka centymetrów.
-Cco pan robi?-Ujrzał w jej oczach lekką panikę,ale i jakąś dziwną determinację.Miał nadzieję,że się nie myli.
-Ryzykuję.-Nie czekając,aż cokolwiek odpowie,wykorzystał jej dezorientację i pocałował z całą mocą.Opierała mu się i nie uczyniła żadnego ruchu.Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.Kolejny raz musnął jej górną wargę i nagle się zatrzymał.
-Czy ryzyko się opłaciło?
-Jak diabli.-Tym razem to ona go pocałowała.Z całych sił natarła na jego usta i zarzuciła mu ręce na szyję.
Całowała niespiesznie i delikatnie,ale chyba to właśnie na niego działało,bo nie przyspieszał jej ruchów.Skierował dłonie na jej plecy i gładził je zapamiętale.Pocałunki przybrały na sile i namiętności.Ona zaś,chwyciła jego twarz w dłonie,chcąc go zatrzymać.Spojrzał na nią mętnym wzrokiem co chwilę zjeżdżając na usta.
-Myślę,że powinniśmy przestać..
-Bo?
-Kilka argumentów by się znalazło.-Zaśmiała się nerwowo i zamknęła oczy. Snape momentalnie się odsunął,jakby przytomniejąc.Sięgnął do kieszeni i położył na stole paczkę papierosów.
-Trzymaj i znikaj.-Potarł z roztargnieniem skronie i zapatrzył się w podłogę.
-Ja...nie ma pan nic na przeciwko jeśli tu zapalę?
-Nie krępuj się,ja też sobie pozwolę.-Nie czekając na jej odpowiedź sięgnął do paczki i wyciągnął jednego papierosa odpalając go szybkim,płynnym ruchem.Dziewczyna ośmielona jego zachowaniem zrobiła to samo.
Gdy się zaciągnęła spojrzała  na niego wciąż rozpalonym wzrokiem.Odwzajemnił spojrzenie,ale wydawał się być zawstydzony. Siedzieli w milczeniu kontemplując zaistniałą sytuację i dopóki nie skończyli palić,żadne się nie odezwało.
Dogasiła papierosa i wstała z zamiarem wyjścia.Musiała jednak jeszcze raz na niego spojrzeć,nie mogła się powstrzymać.Siedział zgarbiony,twarz schował w dłoniach i zdawał się zapomnieć w ogóle o jej obecności.
Gdy jednak odchrząknęła,potoczył zdezorientowanym wzrokiem po pomieszczeniu,a gdy zatrzymał spojrzenie na jej twarzy,uśmiechnął się niepewnie po czym wstał.
-Jesteś taka młoda.Nie powinienem się tak zachowywać.Przepraszam.To się więcej nie powtórzy.Nikomu nie powiem o tym co się wydarzyło,jeśli ty również będziesz milczeć.
-A jak sobie to pan wyobraża?Hej Harry,Snape i ja całowaliśmy się jak para kochanków?Bądźmy poważni,ode mnie nikt się nie dowie.-Prychnęła zniesmaczona.
-Co to znaczy "jak para kochanków"?
-Namiętnie,gwałtownie,z pasją,podniecająco...
-Więc...panna Granger,dała się podniecić staremu Snape'owi?-Spojrzał na nią tym jakże dobrze znanym spojrzeniem  uniesionymi brwiami.
-Owszem dałam,możemy już zakończyć tę rozmowę?W sumie to się spieszę.-Odwróciła się z zamiarem wyjścia,ale profesor złapał ją za rękę.
-Tylko pamiętaj,buzia na kłódkę.
-Jej profesorze!Przecież już powiedziałam,że się nie wygadam,chyba w moim interesie leży,aby to co stało się w tym pomieszczeniu,w nim zostało.
-Na pewno?
-Tak na pewno,żegnam.
                                                                                    *

-Hermiono!Możemy wreszcie się,wymknąć?Już czuję się dobrze.Wszyscy są już weseli,można to wykorzystać...no chodź.
-Och...no dobrze chodźmy.-Nawet nie zamknęli drzwi,a Harry już zaczął ją całować.Gdyby mu nie przerwała,pewnie wziąłby ją na korytarzu.Poprowadziła go do wolnego pokoju,którego właściciele nigdy nie zamykają.Służył on tak zwanym "ostatnim przyjezdnym" czyli osobom,które przyjechały bez wcześniejszej rezerwacji,często tylko na jedną noc.
Wpadli do pomieszczenia zdyszani,cały czas się całując.Jednak coś Hermionie nie pasowało.Usta jej chłopaka były,gorące i,owszem chętne,ale jakieś takie...oślizgłe.I obce.Nie całował źle,ale rewelacyjnie też nie.Nie mogła pojąć,co jej nie pasuje,dopóki nie przypomniała sobie wydarzeń z poranka,które zostały wyparte przez alkohol i chłopaka,w którym była zakochana...
         A jednak oddawała pocałunki Snape'a. Dlaczego?I dlaczego teraz,gdy szukający schodził pocałunkami na jej piersi,ona zastanawiała się,jakby to było...
-Harry...Harry...delikatniej!-Spojrzał na nią,nie bardzo wiedząc o co chodzi.
-Musisz...musisz być bardziej delikatny,bo zrobisz mi krzywdę.-Popatrzyła na niego żałośnie,a gdy się ogniście zaczerwienił,poczuła się winna.Nie miał doświadczenia,miała być jego pierwszą,ale mimo wszystko oczekiwała wiele po ich wspólnych igraszkach.Miała już kilku facetów,swoje ciało znała doskonale i wiedziała co sprawia jej przyjemność i chciała jego również tego nauczyć,a on deklarował tę samą chęć. Dlaczego więc teraz,gdy wreszcie będą mogli coś zrobić,nie potrafią się zgrać?Może była niesprawiedliwa?
Jej pierwszy raz nie był wspaniały,ale mimo wszystko wspominała go z melancholią,a jej kochanek był czuły i delikatny pomimo braku doświadczenia.A Harry?Roztargniony,rozgorączkowany i bardzo gwałtowny.Postanowiła mu lekko pomóc.Przygarnęła go do siebie i zaczęła całować,by na nowo rozpalić w sobie i w nim ogień.Może,gdy się odpręży wszystko pójdzie lepiej?Skierowała jego dłonie na swoje biodra,podciągając krótką bluzkę.On obciągnął ją z powrotem a dłońmi zaczął ugniatać jej pośladki.Byłoby ok,gdyby nie robił tego tak obcesowo i mocno.Przecież nie ugniata kapusty!Znów chwyciła jego dłonie i położyła na piersiach.Harry jednak momentalnie się odsunął.
-Co ty robisz?!
-Chciałam pokazać ci co lubię...
-Rety!Nie musisz w kółko przypominać mi,że nie mam doświadczenia!
-Co?Przecież to ty sam chciałeś,abym pokazała ci co mnie podnieca!
-Ale nie tak,nie dajesz mi się skupić!
-Na czym?Na ugniataniu kapusty?-Spojrzała na niego i już wiedziała,że przesadziła.Jego twarz była czerwona jak dorodny pomidor,a wzrok zimny.-Przepraszam,nie chciałam tego powiedzieć.
-Wiesz co...chyba nie jestem gotowy,na jak to powiedziałaś,kapustę. Idę się przejść.-Nie oglądając się za siebie,wyszedł. Gryfonka przez chwilę siedziała w bezruchu,analizując co właściwie się właśnie stało.Doszła do wniosku,że to wszystko to wina Snape'a. Postanowiła, że skoro tak,to pójdzie i mu wygarnie.

-Wie pan co?Zepsuł mi pan wieczór!
-O czym ty mówisz?Przez cały czas byłem tutaj.-Spojrzał na nią rozbawiony,a widząc,że wcale nie żartuje,zaproponował fotel.
-Od kiedy stało się wie pan co,nie mogę się skupić.
-Skupić na czym?
-Na niczym!Wszystko się wali.Harry się na mnie obraził..
-A dlaczegoż to,twierdzisz,że to moja wina?
-Pańskie...pocałunki,zrobiły na mnie większe wrażenie,niż skłonna jestem przyznać i...
-I malutki Potter nie jest w stanie cię zadowolić.Och Hermiono.-Ton jego głosu,ten niski pomruk gdy wypowiadał jej imię,mogłaby przysiąc,że chciał znów ją pocałować.Podeszła bliżej i w oczekiwaniu stanęła przed nim.
-Czekasz na coś?
-A mam na co?-W jednej chwili podniósł się z miejsca i spróbował przygarnąć ją do siebie.Dziewczyna jednak wyciągnęła przed siebie dłoń jakby próbowała się od niego odgrodzić.
-Miałam na myśli przeprosiny.-Spojrzała na niego rozbawiona i lekko zdezorientowana.
-Nie będę cię przepraszał za coś,co obojgu nam się podobało.
-Dlaczego?
-Bo nie czuję się winny,w sumie jeśli mam być szczery,to zrobiłbym to znów,gdybym mógł.
-Ale...co z naszą poranną rozmową i tym,że zapominamy o tym incydencie.
-Co?Powiedziałem,że nikomu nie powiem,ale wcale nie obiecałem,że zapomnę,bo to raczej nie wykonalne.-Powietrze wokół nich momentalnie zgęstniało,a dwójka ludzi przeszywała się spojrzeniami na wylot.Ruszyli w swoją stronę równocześnie.Gdy ich usta się odnalazły,Hermiona wydała z siebie radosne westchnienie.Wreszcie to poczuła.Podniecenie rozlało się po jej ciele.Dłońmi poznawała twarz Severusa,głaskała go po włosach i próbowała się nie przewrócić,gdy przygryzł jej dolną wargę.Delikatnie pchnął ją w kierunku stołu,a gdy się o niego oparła,posadził ją na blacie i pozwolił nogami opleść się w pasie.Poczuła,że jest podniecony i aż jęknęła ucieszona,że nie tylko jej jest dobrze.Pocałował jej szyję i wciągnął zapach jej perfum głęboko w nozdrza.Koniuszkiem języka znaczył drogę do jej piersi,nim jednak tam dotarł,znów naparł na nią biodrami,co spotkało się z jeszcze jednym jękiem.Dziewczyna otworzyła oczy i ściągnęła koszulkę.
Jego głodny wzrok powiedział jej więcej niż słowa.Jednak to co zrobił zaskoczyło ją i podnieciło zarazem.Bezpardonowo pchnął ją na blat,wcześniej odpinając biustonosz.Gdy jej plecy dotknęły chłodnego drewna przeszedł ją dreszcz.Ale nie tylko dlatego.Mistrz Eliksirów lekko przygryzał jej lewy sutek,prawy zaś delikatnie masował powierzchnią płasko położonej dłoni.Niesamowicie ją to podniecało.Zaczęła pojękiwać intensywnie,a on jakby na złość przedłużał te słodkie tortury.Gdy liznął rowek między piersiami podniosła głowę i spojrzała na niego.Jego twarz wyrażała tylko jedno pragnienie i aktualnie pokrywało się ono z jej własnym.Zdecydowanym ruchem chwyciła nogawki jego luźnych spodni i zsunęła je.Od razu odciągnęła ostatnią część garderoby i wyciągnęła sztywnego penisa.Zachwyciła się jego ciepłem i gładkością.Zapragnęła od razu poczuć go w sobie.Mężczyzna jednak miał inny plan,albo najzwyczajniej w świecie był w szoku i nie dowierzał,że to dzieje się naprawdę.Stał wyprostowany i tylko delikatnie gładził jej małe,ale cudownie gładkie i jędrne piersi.Gdy przysunęła się bliżej popychając go delikatnie do tyłu,nie zrozumiał o co jej chodzi,dopóki nie poczuł jej cudownych ust na swoim członku.Jeździła językiem z góry na dół,a następnie brała go do połowy do ust i kilka krotnie powtórzyła ten manewr mrucząc jak kotka.Znała się na rzeczy,czuł,że gdyby chciała,doprowadziłaby go do orgazmu w dwie minuty.Ale ona wręcz przeciwnie,przedłużała jego przyjemność i jakby się zdawało,swoją też.
Gdy poczuła na swoim języku lekko słoną kropelkę,natychmiast się wycofała i wstała na nogi,skąd Severus od razu porwał ją w objęcia,szaleńczo całując.Doniósł ją do łóżka i delikatnie na nie opuścił.Bez ceregieli ściągnął jej spódniczkę i majtki,a gdy wsadził w nią palec,jęknął-tak bardzo mokra była.
-Kochanie...jesteś gotowa?-Nie patrzył na nią,tylko posuwał ją palcem,by móc jak najdłużej słuchać symfonii jej jęków.Nawet nie zwrócił uwagi na słowo jakim ją określił,ale ona też zdawała się nic sobie z tego nie robić.
-Taaak wejdź wreszcie.-Hermiona mówiąca o eliksirach to przyjemność,ale Hermiona wijąca się w ekstazie i prosząca go-to czysta poezja.Delikatnie naparł penisem na wejście do jej pochwy,a jej nawilżenie wprost go wchłonęło.Oczywiście nie napotkał oporu.Widział kto dziewicę,która tak umiejętnie robi dobrze?
Poruszył się,a jej jęki powiedziały mu,że ona również jest prawie że w niebie.Była ciasna,gorąca i wilgotna,doskonała.Wykonał kilka delikatnych ruchów,patrząc na jej piękną twarz,gdy objęła go nogami jeszcze bardziej przybliżając ich do siebie.Wbiła mu paznokcie w plecy,a on jęknął.Zaśmiała się urzeczona.
-Och tak cudownie.Mocniej,prosze.
-Nie chce ci zrobić krzywdy,jesteś tak cudownie ciasna.
-Zrób to tak jak pragnę,a nie tak jakbym była z porcelany.-Uciszył jej protesty masując łechtaczkę jednym palcem,ustami natomiast pieścił jej język i wargi.Ich ciała,złączone w jedno,lepiły się od potu.W pokoju unosiła się intensywna woń dwóch rozpalonych ciał.Oboje pojękiwali coraz głośniej a Hermiona coraz mocniej zaciskała ręce na jego barkach.Chwycił ją jedną ręką za twarz,zmuszając by spojrzała mu w oczy.Zaskoczona rozwarła powieki,a pocałunek jakim ją obdarzył spowodował silniejsze zaciskanie się pochwy wokół penisa.Ugryzł jej dolną wargę,a dziewczyna wydała z siebie jeden głębszy jęk i jak mu się wydawało,wyszeptała jego imię,mógłby przysiąc.Drgnęła i wbiła zęby  w jego szyję,krzycząc z rozkoszą.On zaś bliski spełnienia przyspieszył swe ruchy zapamiętale całując jej szyję.Wystrzelił do jej wnętrza,ale jeszcze chwilę później czuł jak jej cipka zaciska się w okół członka.Gdy oboje wyrównali oddechy,położyli się koło siebie,nawet nie patrząc w swoją stronę.
Pierwszy odezwał się Severus.Spojrzał w jej stronę i od razu zapragnął znów w nią wejść.Ale to nie czas na to.
-Co teraz zrobimy?-Z szerokim uśmiechem spojrzała na niego tak,że gdyby nie to co powiedziała,znów rzuciłby się na nią.
-Papieroska?